piątek, 24 stycznia 2014

30 Rozdział

Następnego dnia przebudziłam się wcześnie bo było koło 09.00. Kamil jak to on smacznie spał. Zeszłam na dół. Naszykowałam śniadanie i z uśmiechem poszłam do pokoju. Obudziłam najpierw Kamila, a później dziewczyny. Oni zajadali śniadanie, a ja stałam przed szafą przekładając setny raz już wieszaki z ubraniami. Po paru marnych chwilach wybrałam błękitną sukienkę i do tego czarne szpilki. Szybko powędrowałam do łazienki. Ubrałam się i zrobiłam szybki makijaż. Grzywkę spięłam do tyłu, a reszta włosów opadała na ramiona. Udałam się do kuchni. Przysiadłam z ciepłą kawą koło Korni
- Już lepiej? - zaśmiała się
- No i co się chichrasz? Chce dobrze wypaść - przypominając sobie moje wczorajsze panikowanie to sama się z siebie śmieje.
- Dobra już dobra. Rozumiem cię też tak mam - uśmiechnęłam się
Rozmawiałam sobie z Korni ciągle się śmiejąc. Z góry zszedł Kamil. Założyliśmy buty i ruszyliśmy do niego do domu aby się przebrał. Położyłam się na łóżku i przyglądałam się jak Kamil wybiera ciuchy. Nie mógł się zdecydować w czym pojechać. W ostateczności wybrał jeansy i do tego czarną koszulkę, a na to bluzę z reggae.
- A mówią że to kobiety nie mogą się zdecydować - szepnęłam bawiąc się kosmykiem włosów
- Słyszałem - wyszedł z pokoju
- Kochanie to tylko wizyta u moich rodziców - naśladowałam Kamila gdy on siedział w łazience i się stroił
Leżałam na łóżku i myślałam ile chłopak może się szykować? Przecież oni tylko narzucą na siebie spodnie, koszulkę i są gotowi, a on siedzi już 10 minut w tej łazience. Jeśli Konrad też się tak będzie stroił to ja tam zwariuje. Po długim wyczekiwaniu wszedł gotowy do pokoju. Z daleka było można wyczuć jego perfumy.
- To jeszcze idziemy kupić prezent i zawijamy się do Lipek? - przyczepiał szelki do spodni.
- Każda laska twoja - zaśmiałam się wymijając go w wejściu i zeszłam na dół
- Nie potrzebuje innej bo mam już jedną która mi dogryza - na moim policzku poczułam jego wargi. Gdy już był gotowy w każdym calu ruszyliśmy na miasto. Swoją drogą to fajnie wyglądają te wiszące szelki. Mieliśmy problem z prezentem. Do wyboru był zegarek lub zestaw perfum.
- To może weźmy zegarek i zestaw? - rozłożyłam ręce i spojrzałam na Kamila.
- To będzie najlepsza decyzja - westchną Kamil
Przy płaceniu był kolejny problem. Kamil nie zgadzał się abym dołożyła się do prezentu twierdząc że on zapłaci, a ja nie chciałam ustąpić
- Albo pozwalasz mi się dorzucić albo nigdzie nie jadę - skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na jego decyzję
- Ehh...ok - odparł po chwili
Dołożyłam połowę pieniędzy i zadowolona że wygrałam z Kamilem wyszłam ze sklepu. Podreptaliśmy alejkami Wrocławia do Kamila domu aby stamtąd pojechać do Lipek. Dziś już nie miałam takich napadów paniki. Nie wiem czemu tak panikowałam przecież to nie pierwsza wizyta w domu kogoś kogo kocham. Droga minęła dość szybko. Kamil zaparkował samochód na podjeździe, wypuściłam powietrze z płuc i wysiadłam. Moim oczom ukazał się piękny żółty dom. Przed nim był mały ogródek ozdobiony różnego rodzaju kwiatami. Całe podwórko było ogrodzone drewnianym płotem. Z myślą "Co będzie to będzie" weszliśmy do domu.
- Jesteśmy! - krzyknął Kamil. Z kuchni wyszli jego rodzice
- Dzień dobry - odparłam niepewnie z uśmiechem
- Mamo, tato to moja dziewczyna Julka - odparł z dumą Kamil po czym dał mi buziaka w policzek
- Julka Kowalik prawda? - spytała niepewnie mama Kamila
- Tak zgadza się - domyśliłam się że Kamil zdradził również moje nazwisko więc nawet się nie zdziwiłam
- Nie poznajesz nas? - spojrzał na mnie tata Kamila..
Spojrzeliśmy po sobie z Kamilem. Nie miałam pojęcia skąd mam ich kojarzyć.
- Nie bardzo, a powinnam? - spojrzałam na nich
- To może zaraz się dowiemy tylko przejdźmy do salonu - zaproponował Kamil
Skąd rodzice Kamila mnie znają? Patrząc na nich nie mogłam sobie przypomnieć. Nie kojarzyłam ich. Z niechęcią wróciłam do dzieciństwa ale to mi nie pomogło. W mojej głowie przejawiały się jakieś twarze ale to było dawno temu i nie bardzo pamiętam. Usiadłam koło Kamila i złapałam go za rękę. Jego rodzice usiedli po boku na fotelach.
- A więc teraz nam wytłumaczcie skąd znacie Julkę - spytał równie zaskoczony jak ja Kamil
- Kiedyś przyjaźniliśmy się z rodzicami Julki. Miałeś wtedy 7 lat gdy poznałeś Julkę ona miała 4 - spojrzała na mnie jego mama - możesz nas nie pamiętać byłaś mała jak was odwiedzaliśmy
- Poznaliśmy cię od razu gdy tylko się uśmiechnęłaś. Tego uśmiechu chyba nikt by nie zapomniał. Zawsze był szczery - dodał Kamila tata, a do mnie powoli wracały wspomnienia. Już wiedziałam kogo twarze mi się odtwarzały w głowie. To ich pamiętałam przez mgłę
- Chyba coś pamiętam. To z państwem zawsze chodziliśmy nad jeziorko jak przyjeżdżaliście - uśmiechnęłam się na same wspomnienia one jedyne były godne wspomnień z całego mojego dzieciństwa
- Tak z nami. Kamil nie pamiętasz Julki? Lubiliście się bawić razem. Zawsze jej pilnowałeś - Kamila tata na niego spojrzał
- To ty jesteś luluś - spojrzał na mnie
- Wychodzi na to że tak - wzruszyłam ramionami
- Pamiętam jak mi zabrałaś samochodzik, a później już go nie odzyskałem bo zgubiłaś - posmutniał
- Nie prawda - zaśmiałam się - ja go przed Tobą chowałam ale mam go do tej pory - wypięłam dumnie pierś i wszyscy zaczęliśmy się śmiać - oddam ci go - poczochrałam go po włosach i puściłam oczko
- Taa teraz - udał smutnego
- Ale ty nie pozostałeś mi winny. Zwinąłeś mi misia - spojrzałam na niego
- Wiem - szeroko się uśmiechnął
Pani Ela zrobiła herbatę i wyszliśmy na taras. Kamil ganiał się z jego pupilem po podwórku, a ja siedziałam z jego rodzicami na huśtawce.
- A co tam u twoich rodziców? - zagadała jego mama
- To państwo nic nie wiecie? Tata odszedł od nas gdy miałam 6 lat później mama znalazła nowego partnera który wprowadził się do nas z córką, a matka nas porzuciła dla nich i gdy siostra skończyła 18 lat przeprowadziłyśmy się do Wrocławia - znowu chciało mi się płakać ale nie mogłam. Nie dziś, nie przy nich. Muszę być twarda. Przeszłości już nie zmienię
- Tak nam przykro. A jak sobie radzicie? - zapytał pan Henryk
- Dajemy jakoś radę. Zuza od września idzie na studia, ja pracuje. Razem dajemy radę. Wiadomo praca nie ta co bym chciała ale zawsze coś - wzruszyłam ramionami
- Jak dobrze pamiętam zawsze chciałaś śpiewać prawda? - uśmiechnę się pani Ela
- Tak - szeroko się uśmiechnęłam - ale niestety zamiast śpiewać siedzę w Empiku
- Nic nie jest stracone - wtrącił się Kamil
- I ty? Już mi Korni proponowała. Nie - powiedziałam stanowczo
- A może jednak - uśmiechnął się
- Kamilku może ten uśmiech działa na twoje fanki ale nie na mnie - odwzajemniłam jego uśmiech
- Ranisz - odparł
- Już to wczoraj słyszałam - Kamila rodzice zaczęli się śmiać
Kamil usiadł koło mnie. Na moje nogi wskoczył pies Kamila. Bawiłam się z nim jednocześnie rozmawiając z rodzicami Kamila
- Kochanie jak ty to robisz że nawet pies się cieszy jak głupi będąc koło ciebie - spojrzał na mnie
- to się nazywa kochanie urok osobisty - puściłam mu oczko
- Dobra wy sobie tu siedźcie, a my idziemy do domu. Tylko nie za długo bo się już ciemno robi i zimno - oznajmiła pani Ela i wraz z mężem zniknęli w głębi domu. Wtuliłam się w Kamila i oboje wpatrywaliśmy się przed siebie. Marley bo tak się wabił pies Kamila leżał obok huśtawki. Kamil zaproponował abyśmy się przeszli po Lipkach. Wróciliśmy do domu założyć cieplejsze ciuchy i z uśmiechem wyszliśmy z domu. Chodziliśmy z Kamilem po różnych ścieżkach. Wybraliśmy się również do lasu. A na końcu Kamil postanowił pokazać mi...



------------------------
Mamy 30 rozdział!
Tak wejść od groma, a komentarzy w ogóle (prawie)
Nie podobają się wam rozdziały?
Powiedzcie co jest nie tak to będę zmieniać.
Dzięki Zuza za podsunięcie pomysłu.
I obu więcej takich pomysłów.
Czytajcie, komentujcie i pytajcie na asku.
Tam też pustka ;c
Bless <3

1 komentarz:

  1. No wiesz co? W takim momencie urwać xD
    Rozdział świetny, ale to już Ci wcześniej pisałam xD

    OdpowiedzUsuń