piątek, 10 stycznia 2014

12 Rozdział

Głośny dzwonek mojej komórki wyrwał mnie z przyjemnego snu. Spojrzałam na wyświetlacz dzwonił Kamil
- Boże co ten chłopak chce? Czy on spać nie może? - wkurzona, pytałam sama siebie
Spojrzałam na zegarek który stał na komodzie 09.15
- Słucham - rzuciłam wkurzona do słuchawki
- Hej. Szykuj się o 10.30 przyjeżdżam po ciebie i Zuzę i zabieram was nad jeziorko. Zuza o wszystkim wie więc rusz tyłek i się zbieraj - jego przyjemny dla uszu głos sprawił że cała złość mi minęła. Jak ten chłopak to robi?
- Mam dziś wolne i myślałam raczej o tym że odpocznę - rzekłam dalej leżąc na łóżku
- To widać myślenie ci nie służy. Odpoczniesz nad jeziorkiem. Szykuj się i Cześć - nie czekając na moją reakcję rozłączył się.
No cóż zostało mi jedynie wstać i się naszykować. Bo ten chłopak zawsze postawi na swoim. Zeszłam na dół. Zuza przygotowywała śniadanie
- Hej - mruknęłam i dałam jej buziaka w policzek
- Cześć. Dzwonił do ciebie Kamil? - pytała radosna
- Tak dzwonił - wymamrotałam upijając łyk kawy
- No to fajnie, a czemu się nie szykujesz? Wiesz że Kondzio też jedzie? - ta dziewczyna zadawała sto pytań na minutę. Zastanawiałam się czy ona aby na pewno się nie zakochała w Kondziu? Gdy o nim mówiła to jednym słowem promieniała na samo jego imię
- Zakochałaś się w Kondziu - zapytałam bez przemyślenia
- Nie, chyba nie. Jest przystojny, miły i roześmiany ale jak już to zauroczenie. Nie znam go - westchnęła i przysiadła koło mnie
- Nic nie stoi na przeszkodzie żeby się lepiej poznać - Spojrzałam na nią. Siedziała z uśmiechem, wzrokiem błądząc po płytkach
- Tak jak Tobie z Kamilem - zaśmiała się
- Ja z Kamilem to inna bajka. On ma swój świat i swoje fanki, a ja mam swój. I oboje nie mamy do nich wstępu - powiedziałam to z lekkim smutkiem. Ja dalej siebie nie rozumiem. Przecież ani go nie kocham, ani się w nim nie zauroczyłam, a mimo to ten chłopak miał takie coś w sobie dzięki czemu chciałam spędzić z nim więcej czasu ale nie chcę się zakochać. Tak na prawdę nie wiem czego. Może boję się bólu? Tak to jest jedyna przeszkoda. Ból. Ten cholerny ból który trzyma się mnie niczym dziecko które uczy się chodzić i boi się puścić rączkę rodzica.
-To ty tak go widzisz. A prawda jest taka że boisz się bólu. Prawda?
- Tak. Przyznaje się przed Tobą boję się bólu, kolejnych łez i setki wspomnień których nie da się wymazać z pamięci - złość wzięła górę, kolejne łzy zbierały się w moich oczach. Zuza podeszła i mnie przytuliła
- Spokojnie - gładziła mnie po włosach - wiem że to nie łatwe ale spróbuj. Ból jest nieuniknioną częścią związku ale to dzięki niemu możemy poznać że nam zależy - szeptała
- Wiem. Ja chce zaufać, chce pokochać ale we mnie jest taka blokada która nie pozwala. A najgorsze jest to że jego dotyk, spojrzenie wywołuje u mnie dreszcze mimo iż nic do niego nie czuje. To dziwne uczucie
- Dobra. Nie płacz mi tutaj - zaśmiała się - idź się szykuj. Zaraz przyjadą chłopaki i spędzimy ten czas radośnie i bez problemów hmm? - spojrzała na mnie i wytarła mi policzki z łez.
- Ok. Idę się przebrać - wstałam i udałam się do siebie.
Założyłam dwuczęściowy czarny strój. Na to białą bokserkę, jeansowe spodenki, dołożyłam jakieś dodatki, spięłam włosy w kucyk i byłam gotowa. Zabrałam telefon i okulary i zeszłam na dół. Usiadłam w salonie i tak po prostu patrzyłam w okno zastanawiając się jakie jest moje życie? Jak do tej pory spotkałam najlepszych przyjaciół i mam najlepszą siostrę. Rodzice sami się wypisali z moje życia. Teraz zostało mi oddać się pracy i tak mam zamiar. Nagle o salonu wbiegła Zuza oznajmiając że chłopaki już są. Założyłam baleriny i wyszłam zamykając dom.Wychodząc z bloku zastanawiałam się gdzie przez ten czas jest Natalia? Kondziu uradowany podszedł do Zuzy i ją przytulił. Cieszyłam się że Zuza jest szczęśliwa i że nikt jej nie zranił. Kondzio tak samo się cieszył. Razem wyglądali tak słodko. Uderzyłam się pary razy w czoło jednocześnie wybijając sobie takie myśli. Podeszłam do Kamila
- A ty co z samego rana się bijesz - zaśmiał się i dał mi buziaka w policzek
- Bo moje myśli zaczynają za dużo sobie wyobrażać - zaśmiałam się - czy oni nie wyglądają słodko - wskazałam na Zuzę i Kondzia. Kamil przez chwilę na nich patrzył
- Nie bo Kondzio tam jest - zaczął się śmiać
- Przestań - walnęłam go w ramię - masz przystojnego brata
- Ej bo będę zazdrosny - spojrzał na mnie próbując chodź przez chwilę się nie śmiać
- Oj Bednarek pogódź się z tym że masz przystojnego brata - poklepałam go po ramieniu, śmiejąc się z niego
- Przystojny bo podobny do mnie - wyszczerzył się - dobra jedziemy.
Załadowaliśmy się wszyscy do samochodu. Droga jak zwykle minęła wesoło, Kondzio droczył się z Kamilem, a my się z nich śmiałyśmy. Jeziorko było pod Wrocławiem więc droga nam trochę zajęła. Gdy dotarliśmy na miejsce nie mogłam się napatrzeć. Woda była czysta, w koło rosły kolorowe drzewa, a niedaleko był las.
Cała trójka poszła się kąpać, ja zdjęłam bluzkę i usiadłam na mostku i przyglądałam się ich wygłupom. Gdy patrzyłam na nich aż śmiać mi się chciało. Wyglądali tak słodko.
*
Wygłupiałem się z Zuzą i Konradem ale kątem oka patrzyłem na Julkę była taka słodka jak się uśmiechała. Wyszedłem z wody i poszedłem do niej akurat leżała na mostku. Stanąłem tuż za nią i się jej przyglądałem
- Zasłaniasz mi słońce - zaśmiała się
- Oh Przepraszam - położyłem się koło niej
- O czym myślisz ? - spytała, patrząc na mnie
- A o tak o wszystkim - uśmiechnąłem się. Nie chciałem mówić prawdy że myślę o niej i że mam nadzieję że ona też to głupie - a ty?
- O dzieciństwie i o osobach które niedawno poznałam - wymamrotała patrząc się w niebo
- O to o mnie też - zaśmiałem się - a coś więcej się dowiem o dzieciństwie? - zapytałem niepewnie
- Hehe no nie wiem czy i o tobie, a jak chodzi o dzieciństwo to później ok? A teraz - złapała mnie za rękę, a przez moje ciało przeszedł dreszcz który zawsze mi towarzyszył przy jej przytulaniach - idziemy się kąpać.
*
Weszliśmy do wody i dołączyliśmy do Zuzy i Kondzia. Wygłupialiśmy się jak dzieci. Parę razy Kamil mnie przytulił lub otarł się o mnie. Było to przyjemne mimo iż był to tylko kolega.
Moja podświadomość jest głupia. Parę razy wybuchłam niepohamowanym śmiechem przez co reszta patrzyła na mnie jak na chorą psychicznie. Po paru godzinach przyjemnej zabawy, wróciliśmy do domu. Tym razem droga minęła muzycznie. Fałszowaliśmy z Zuzą troszkę, a Kondziu patrzył na Zuzę jak w obrazek na wystawie.



-----------------
Wiem że rozdział miał być przed 17 ale się nie wyrobiłam.
Przepraszam :*
Mam nadzieję że się podoba i pomału wchodzimy w 1 wersję.
Połowa rozdziału wymyślana na Polskim :D
Za wszelkie błędy przepraszam :)
Bless <3

2 komentarze: