poniedziałek, 27 stycznia 2014

32 Rozdział "Nikt o tym nie wie co naprawdę łączy nas, Maleńka myślę o Tobie cały czas"

 " Jak znaleźć szczęście ? - droga jest prosta .
Daj innym siebie , w ich sercu zostań "

- No to młody Wszystkiego najlepszego - weszłam zaspana do kuchni w której przebywał uśmiechnięty Kondzio
- Dzięki - wypiął dumne klatę i się roześmiał - ale za tego młodego to się obrażę
- Tak, tak obrażaj się - spojrzałam na niego
Uśmiech nie schodził mu z buzi. Tylko raz obchodzi się 18 w życiu.Chyba muszę się psychicznie przygotować na przyjście jego znajomych. Najchętniej to bym się schowała w pokoju. Ale obiecałam że jakoś ich przypilnuje
- No to zostałam sama z rodzeństwem Bednarków - mówiłam sama do siebie
- Taki już twój ciężki los - poklepał mnie po ramieniu - chodź zrobimy pizze
- Chyba chciałeś powiedzieć zrób pizze - zaśmiałam się
Zabraliśmy się migiem za robienie śniadania. Przy okazji parę razy na naszych ubraniach wylądowała mąka.
- Już spokój! - krzyknęłam gdy kolejny raz zostałam obsypana białym proszkiem.
Tym razem podszedł do mnie ze składnikami miałam nadzieję że tym nie zamierza rzucać. Staną koło mnie i układał je na cieście. Nasze śniadanie piekło się w piekarniku, a my poszliśmy ogarnąć salon.
- Ile będzie osób? - usiadłam zmęczona na kanapie
- Około 25 osób - odparł zmęczony ale uśmiechnięty Kondzio
- Ile? Przecież to całe przedszkole - zaśmiałam się
Kondzio spojrzał na mnie gniewnie po czym szybko się podniósł z miejsca spoczynku i podbiegł do mnie i zaczął mnie łaskotać.
- Konrad - pisnęłam - prze...prze...przepraszam - krzyknęłam
- Coś nie słyszę - cwaniacko się zaśmiał nie przestając mnie łaskotać
- Przepraszam - krzyknęłam głośniej
- Teraz usłyszałem - zadowolony odsuną się ode mnie i usiadł na fotel
- Ale i tak twoi znajomi to przedszkole - odparłam i uciekłam na górę. Kondzio biegł za mną. Wbiegłam do pokoju Kamila akurat się ubierał, schowałam się za niego i zaczęłam się śmiać
- I myślisz że On cię obroni? - wskazał na Kamila
- A może tak Dzień Dobry, Cześć kochanie? - spojrzał na nas zaskoczony Kamil
- Cześć kochanie? - zapytał zaskoczony Konrad
- To akurat matole nie było do Ciebie - spojrzał na niego
- Dzień dobry kochanie - wspięłam się na palce bo nie ukrywając był troszkę wyższy ode mnie i dałam mu buziaka w policzek
- Dobra, a teraz o co chodzi? - przytuliłam się do Kamila od tyłu aby Kondzio mnie nie złapał
- Twoja dziewczyna wychylił się zza Kamila i groźnie na mnie spojrzał - powiedziała że moi znajomi to przedszkole
- Serio? - Kamil ze spokojem na niego spojrzał - i o to tyle hałasu?
- Tak - udał oburzonego i skrzyżował ręce na piersi
- W takim razie piąteczka kochanie - odwrócił się do mnie i wyciągnął rękę po czym lekko w nią uderzyłam
- A wiesz co i ty przeciwko bratu? Foch - Wyszedł z pokoju udając oburzonego
- A kto ci z jedzeniem pomoże - krzyknęłam
- Wiecie jak was kocham - w pokoju pojawił się Kondzio z mega uśmiechem, a my wybuchliśmy śmiechem
- Kondzio pizza! - krzyknęłam.
Wybiegłam szybko z pokoju, a za mną Konrad. Na szczęście nic się nie stało tylko lekko się przypaliła bo bokach.
- Jak ty tak będziesz gotować to mi gości otrujesz - Kondzio na mnie spojrzał, a później na przypaloną pizze
- Chyba przedszkole - wyszeptał Kamil, a młodszy Bednarek tylko groźnie na niego popatrzył. Podałam im śniadanie i pobiegłam obudzić Korni. Stojąc przed drzwiami ujrzałam napis





Zaśmiałam się
- Może nic mi nie będzie - wyszeptałam i weszłam. Korni słodko spała. Nachyliłam się nad nią i ujmując w ręku kosmyk jej włosów łaskotałam ją po buzi. Złapała mnie w pasie i pociągnęła przez co wylądowałam na niej
- Co ty wariatko robisz? - krzyknęłam i zaczęłyśmy się śmiać
- O to samo mogę zapytać w nocy spać nie dajecie rano tak samo - otworzyła oczy i na mnie spojrzała
- Wiesz przyszłam obudzić cię na śniadanie ale jak zobaczyłam ten napis na drzwiach - zaśmiałam się - to miałam obawy co do wejścia ale pomyślałam " kto nie  ryzykuje ten nie wygrywa" i jestem - rozłożyłam ręce i obie zaczęłyśmy się śmiać. Korni się przebrała i zeszłyśmy na dół.
Chłopaki po śniadaniu pojechali do sklepu. My rozłożyłyśmy to co zakupiła mama rodzeństwa
- Nie wierz czy Przemo przyjedzie? - spytała Korni gdy odpoczywałyśmy na kanapie
 - Wątpię. Gdzie Szymka zostawi? - zdziwiło mnie czemu akurat Korni o to pyta
- A tutaj?  -spojrzała na mnie
- Z tym przedszkolem które przyjdzie? Weź dziecko zgłupieje - spojrzałam na nią i wybuchliśmy śmiechem
Po dłuższej chwili poszliśmy wybrać coś na imprezę. Rodzice rodzeństwa pojechali rano gdzieś do rodziny na trzy dni. Mieli rację że lepiej będzie jak wyjadą i nie będą patrzeć na to co tu się będzie działo. Leżałam na łóżku i się przyglądałam jak Korni prezentuje mi swoje sukienki. Stwierdziłam że będzie lepiej jak pożyczę coś od niej. Nasza narada trwała dość długo ale wybrałyśmy dwie sukienki. Zuza miała dowieść mi dodatki. Gdy usłyszałyśmy dźwięk otwieranych się drzwi opuściłyśmy pokój. Schodząc po schodach spostrzegliśmy ze z nimi jest Zuza 
- A wy po zakupy aż do Wrocławia jechaliście? - przytuliłam się do Kamila
- Tak jakby - pokręcił głową i mnie pocałował
- Ci to od rana się przytulają i całują. Takie stare a nie wyżyte - wywrócił oczami Kondzio i znikł za ścianą kuchni wnosząc i wykładając zakupy.
- Zazdrościsz braciszku - zaśmiał się Kamil i jeszcze raz zatopił się w moich ustach tym razem na dłużej
- Ej koniec tych amorów. Pomóżcie mi i będziecie mogli sobie słodzić - wychylił się z kuchni
- Później to my będziemy Twojego przedszkola pilnować - zaśmiałam się, dałam Kamilowi szybkiego całusa i poszłam do kuchni.Postanowiliśmy że wygonimy chłopaków z kuchni i same weźmiemy się za gotowanie. Chłopaki siedzieli w salonie i co chwile coś przestawiali. Gdy jedzenie było gotowe spojrzałam na to wszytko i nie wierzyłam że tyle zjedzą jednego wieczoru. Czas płynął bardzo szybko, a my jeszcze nie gotowe. Zostawiając pyszności w kuchni udałyśmy się na górę i założyliśmy swoje kreacje.

Korni :





Zuza :

A ja po prostu :


Zrobiłyśmy jeszcze szybko makijaż. Ja podkręciłam moje włosy i gotowe zeszłyśmy na dół. W salonie było paru znajomych Kondzia. Zapoznałyśmy się z nimi. Kondzio z dumą przedstawiał Zuzę kolegom że jak się na niego popatrzyłam to wydawało mi się jak by z wesołego, tryskającego energią Kondzia zmienili na poważnego chłopaka.
- Na co tak patrzysz - dobiegł mnie cichy głos Kamila
- Na Kondzia i Zuzę - odparłam przytulając się do niego
- Pięknie wyglądasz - szepnął do ucha a po moim ciele przeszedł dreszczyk
- Dziękuje - odparłam i dałam mu buziaka
Pomału zaczęło się schodzić więcej osób. Siedziałam z Kamilem, Kornelią i Przemkiem. Tak, tak Przemek przyjechał z Szymkiem. Zostawili go u Korni w pokoju i co jakiś czas do niego zaglądali. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Gdy obiły się nam o uszy dźwięki wolnej piosenki poszliśmy na parkiet. Wtuliłam się w Kamila i bujaliśmy się w rytm muzyki. 



-------------------------------------
Hej!
Mamy kolejny :)
Czytać, komentować i pytać --->  http://ask.fm/Znaszmojeimieniehistorie
Widzę ten spam pytań :D
Zachęcam do komentowania :) 
Bless <3


To do następnego :*
Mam nadzieję że się podoba

sobota, 25 stycznia 2014

31 Rozdział "Żyj tak jakby miało nie być jutra."

"Kiedyś w Twoim życiu pojawi się ktoś,
Dzięki komu zrozumiesz, dlaczego z nikim innym
Ci nie wychodziło"

Postanowił pokazać mi jego tajemnicze miejsce. Droga była trudna. Trzeba było przejść przez las pokonując przy tym przeszkody jakimi były gałęzie ale warto było. Był to piękny widok. W koło jak już wspominałam był las, przy brzegu znajdował się mały pomost. Przysiedliśmy na nim. Spojrzałam wysoko w górę i spostrzegłam gwiazdy które pomału pojawiały się na niebie. Kamil był wpatrzony wodę. Każde z osobna myślało nad swoimi sprawami. Zastanawiałam się nad sensem mojego życia. Rodzina w połowie mnie opuściła. Pozostała mi tylko Zuza, Przemek no i teraz Szymek. Babcia dzwoni czasem i to zazwyczaj w moje lub Zuzy urodziny by złożyć życzenia. Mam cudownego chłopaka który jest przy mnie gdy tylko potrzebuje jak nie ciałem to sercem. I mimo iż jestem z nim dość krótko bo około tygodnia to czuję że nie chcę innego. Chce aby z Kamilem było inaczej niż z innymi chłopakami. Żeby jego słowa "na zawsze" to oznaczały, a nie jak u innych na dwa, trzy miesiące. Prace mam ale czuje że to nie to. Potrzebuje czegoś innego . Zawsze chciałam śpiewać lub przeprowadzać wywiady. Kamil proponował mi śpiewanie w chórkach i zawsze moja odpowiedź była Nie ale może warto spróbować?
Nie,nie,nie Julka wybij sobie ten pomysł z głowy - pomyślałam
- Wiesz że cię kocham - wyszeptałam mu do ucha i pocałowałam go w szyje. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Siedziałam oparta o jego klatkę piersiową, nasze ręce były splątane na moim brzuchu
- O czym myślisz? - spytałam po cichu
- O Tobie, o nas. Ogółem jak to będzie - uśmiechnął się
- Będziemy szczęśliwi, bardzo szczęśliwi mając siebie obok. Ty będziesz jeździł w trasy i robił to co kochasz, ja będę siedzieć w domu i wiernie na ciebie czekać - moja wyobraźnia poleciała 5 lat dalej
- A czemu ja mam robić to co kocham, a ty nie? Czemu nie chcesz śpiewać w chórkach? - spytał jednocześnie wyrywając mnie z przemyśleń o przyszłości
- Powinniśmy się już zbierać, późno się zrobiło - chciałam zmienić temat ponieważ odpowiedź na jego pytanie wiązała się z powróceniem do dzieciństwa. Wstydziła się przed nim mówić jakich naprawdę miałam rodziców
- Julka nie uciekniesz od tego tematu - spojrzał mi w oczy. Odwróciłam się do niego przodem i oplotłam jego ciało nogami
- Wiem ale odpowiedź wiąże się też z przeszłością, a jak już wiesz niechętnie do niej wracam - swój wzrok spuściłam w dół.
- Julka zaufaj mi - pocałował mnie w czoło
- Ufam - odparłam - no dobra powie ci. Nie chcę śpiewać  w chórkach bo gdy tylko słyszę słowo "śpiew" od razu przypominają mi się słowa matki która zawsze mi powtarzała że żeby śpiewać trzeba być ładnym i mądrym, a ja tego nie posiadam. Jak byłam mała mówiłam im o swoich planach, kim chciałabym być. Tata popierał moje zainteresowania, ale nie matka- w moim gardle narastała gula przez co nie mogłam nic powiedzieć, a łzy leciały po policzku. Kamil mnie mocno przytulił
- Kochanie zostaw przeszłość za sobą przejmuj się tym co Tu i Teraz oraz tym co przed Tobą. Masz szansę być szczęśliwa i masz szansę spełniać marzenia więc czemu miałabyś z tego nie skorzystać? Twoja mama mówił bzdury. Jesteś piękna i mądra. Nie wracaj wspomnieniami do tego co było kiedyś, usuń je i daj miejsce innym, pięknym wspomnieniom - gładził mnie po włosach jednocześnie cicho szepcząc że tylko ja mogłam usłyszeć
- Wiem dużo razy już chciałam zapomnieć. Ale każdy mój krok do przodu przypominał mi tą przeszłość dzięki której wracałam i nie chciałam walczyć - szepnęłam przez łzy. Kamil miał rację. Muszę zostawić przeszłość której i tak nie zmienię daleko za sobą i skupić się na tym co tu i teraz
"Przestań żyć wspomnieniami, zacznij
Żyć Teraźniejszością !"

- Dlatego zaufaj mi teraz i zaśpiewaj ze mną. W sobotę (dziś był czwartek) jadę do studia na jakiś tam wywiad i na koniec będę śpiewał. Zaśpiewasz ze mną i Korni. Aneta o wszystkim wie. Ania już wczoraj wyjechała z kraju więc masz szansę - zapytał radosny i na mnie spojrzał. Rozum podpowiada Nie natomiast serce Tak. Dwa razy posłuchałam rozumu i dwa razy źle na tym wyszłam
- Ehh....ok - postanowiłam posłuchać serca - ale Korni też ma być
- Będzie, będzie - pocałował mnie w usta - a teraz chodź bo ciemno już - wstał i złapał mnie za rękę
- Ciemno to już tu było jak przyszliśmy - zaśmiałam się idąc za nim.
Wchodząc do domu Kamil potknął się o czyjeś buty robiąc przy tym dużo hałasu
- Może ciszej co? - na schodach stała zbudzona Korni. Zaczęliśmy się śmiać z Kamilem. Wchodząc do niego do pokoju uśmiech nie schodził nam z twarzy
- Co wy jaraliście? - patrzyła na nas Korni
- A Tobie się chyba spać chciało tak? To dobranoc - Kamil puścił jej oczko. Korni opuściła jego pokój, a ja poszłam szukać bluzki do spania.
- Wiesz nie obrażę się jak będzie bez bluzki - Kamil leżał na łóżku i się mi przyglądał
- No widzisz to cię rozczaruje. Smuteczek - podeszłam do jego szafy i jak się okazało Kamil miał w niej jakieś koszulki. Tak doszczętnie to się jeszcze nie wyprowadził. Założyłam ją szybko i położyłam się obok niego. Przez dłuższy czas bawiłam się jego dredami przez co nie mógł zasnąć
- dasz człowiekowi zasnąć? - spytał z uśmiechem
- Nie to nie pobawię się swoimi - udałam obrażoną i tym razem bawiłam się swoim
- To ty masz dredy - otworzył oczy i na mnie spojrzał - jak to możliwe że ich że ich nie widziałem?
- Bo nie zwracałeś uwagi? Albo po prostu ci się kochanie na wzrok już rzuca - zaczęłam się śmiać
- Nie, nie wzrok jest jeszcze dobry, a dlatego och nie zauważyłem ponieważ byłem zajęty piękną buźką ich właścicielki - odparł i zamkną oczy, przytulając mnie
- wmawiaj sobie - poszłam w jego ślady i też zamknęłam oczy



-------------------
Rozdział dedykowany Rasta Koniara (chyba dobrze wpisałam nazwę xd)
Moja wierna komentatorka xd
Ale też chciałam się dowiedzieć od innych czy się podoba
Kochani poproszę o jakieś opinie nawet i negatywne będę wiedzieć co robię źle i to poprawię
Kieruje też was na naszą stronkę na aska na której możecie zadawać pytania a ja na nie odpowiem ;)
Czytać i komentować ;)
Bless <3 

piątek, 24 stycznia 2014

30 Rozdział

Następnego dnia przebudziłam się wcześnie bo było koło 09.00. Kamil jak to on smacznie spał. Zeszłam na dół. Naszykowałam śniadanie i z uśmiechem poszłam do pokoju. Obudziłam najpierw Kamila, a później dziewczyny. Oni zajadali śniadanie, a ja stałam przed szafą przekładając setny raz już wieszaki z ubraniami. Po paru marnych chwilach wybrałam błękitną sukienkę i do tego czarne szpilki. Szybko powędrowałam do łazienki. Ubrałam się i zrobiłam szybki makijaż. Grzywkę spięłam do tyłu, a reszta włosów opadała na ramiona. Udałam się do kuchni. Przysiadłam z ciepłą kawą koło Korni
- Już lepiej? - zaśmiała się
- No i co się chichrasz? Chce dobrze wypaść - przypominając sobie moje wczorajsze panikowanie to sama się z siebie śmieje.
- Dobra już dobra. Rozumiem cię też tak mam - uśmiechnęłam się
Rozmawiałam sobie z Korni ciągle się śmiejąc. Z góry zszedł Kamil. Założyliśmy buty i ruszyliśmy do niego do domu aby się przebrał. Położyłam się na łóżku i przyglądałam się jak Kamil wybiera ciuchy. Nie mógł się zdecydować w czym pojechać. W ostateczności wybrał jeansy i do tego czarną koszulkę, a na to bluzę z reggae.
- A mówią że to kobiety nie mogą się zdecydować - szepnęłam bawiąc się kosmykiem włosów
- Słyszałem - wyszedł z pokoju
- Kochanie to tylko wizyta u moich rodziców - naśladowałam Kamila gdy on siedział w łazience i się stroił
Leżałam na łóżku i myślałam ile chłopak może się szykować? Przecież oni tylko narzucą na siebie spodnie, koszulkę i są gotowi, a on siedzi już 10 minut w tej łazience. Jeśli Konrad też się tak będzie stroił to ja tam zwariuje. Po długim wyczekiwaniu wszedł gotowy do pokoju. Z daleka było można wyczuć jego perfumy.
- To jeszcze idziemy kupić prezent i zawijamy się do Lipek? - przyczepiał szelki do spodni.
- Każda laska twoja - zaśmiałam się wymijając go w wejściu i zeszłam na dół
- Nie potrzebuje innej bo mam już jedną która mi dogryza - na moim policzku poczułam jego wargi. Gdy już był gotowy w każdym calu ruszyliśmy na miasto. Swoją drogą to fajnie wyglądają te wiszące szelki. Mieliśmy problem z prezentem. Do wyboru był zegarek lub zestaw perfum.
- To może weźmy zegarek i zestaw? - rozłożyłam ręce i spojrzałam na Kamila.
- To będzie najlepsza decyzja - westchną Kamil
Przy płaceniu był kolejny problem. Kamil nie zgadzał się abym dołożyła się do prezentu twierdząc że on zapłaci, a ja nie chciałam ustąpić
- Albo pozwalasz mi się dorzucić albo nigdzie nie jadę - skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na jego decyzję
- Ehh...ok - odparł po chwili
Dołożyłam połowę pieniędzy i zadowolona że wygrałam z Kamilem wyszłam ze sklepu. Podreptaliśmy alejkami Wrocławia do Kamila domu aby stamtąd pojechać do Lipek. Dziś już nie miałam takich napadów paniki. Nie wiem czemu tak panikowałam przecież to nie pierwsza wizyta w domu kogoś kogo kocham. Droga minęła dość szybko. Kamil zaparkował samochód na podjeździe, wypuściłam powietrze z płuc i wysiadłam. Moim oczom ukazał się piękny żółty dom. Przed nim był mały ogródek ozdobiony różnego rodzaju kwiatami. Całe podwórko było ogrodzone drewnianym płotem. Z myślą "Co będzie to będzie" weszliśmy do domu.
- Jesteśmy! - krzyknął Kamil. Z kuchni wyszli jego rodzice
- Dzień dobry - odparłam niepewnie z uśmiechem
- Mamo, tato to moja dziewczyna Julka - odparł z dumą Kamil po czym dał mi buziaka w policzek
- Julka Kowalik prawda? - spytała niepewnie mama Kamila
- Tak zgadza się - domyśliłam się że Kamil zdradził również moje nazwisko więc nawet się nie zdziwiłam
- Nie poznajesz nas? - spojrzał na mnie tata Kamila..
Spojrzeliśmy po sobie z Kamilem. Nie miałam pojęcia skąd mam ich kojarzyć.
- Nie bardzo, a powinnam? - spojrzałam na nich
- To może zaraz się dowiemy tylko przejdźmy do salonu - zaproponował Kamil
Skąd rodzice Kamila mnie znają? Patrząc na nich nie mogłam sobie przypomnieć. Nie kojarzyłam ich. Z niechęcią wróciłam do dzieciństwa ale to mi nie pomogło. W mojej głowie przejawiały się jakieś twarze ale to było dawno temu i nie bardzo pamiętam. Usiadłam koło Kamila i złapałam go za rękę. Jego rodzice usiedli po boku na fotelach.
- A więc teraz nam wytłumaczcie skąd znacie Julkę - spytał równie zaskoczony jak ja Kamil
- Kiedyś przyjaźniliśmy się z rodzicami Julki. Miałeś wtedy 7 lat gdy poznałeś Julkę ona miała 4 - spojrzała na mnie jego mama - możesz nas nie pamiętać byłaś mała jak was odwiedzaliśmy
- Poznaliśmy cię od razu gdy tylko się uśmiechnęłaś. Tego uśmiechu chyba nikt by nie zapomniał. Zawsze był szczery - dodał Kamila tata, a do mnie powoli wracały wspomnienia. Już wiedziałam kogo twarze mi się odtwarzały w głowie. To ich pamiętałam przez mgłę
- Chyba coś pamiętam. To z państwem zawsze chodziliśmy nad jeziorko jak przyjeżdżaliście - uśmiechnęłam się na same wspomnienia one jedyne były godne wspomnień z całego mojego dzieciństwa
- Tak z nami. Kamil nie pamiętasz Julki? Lubiliście się bawić razem. Zawsze jej pilnowałeś - Kamila tata na niego spojrzał
- To ty jesteś luluś - spojrzał na mnie
- Wychodzi na to że tak - wzruszyłam ramionami
- Pamiętam jak mi zabrałaś samochodzik, a później już go nie odzyskałem bo zgubiłaś - posmutniał
- Nie prawda - zaśmiałam się - ja go przed Tobą chowałam ale mam go do tej pory - wypięłam dumnie pierś i wszyscy zaczęliśmy się śmiać - oddam ci go - poczochrałam go po włosach i puściłam oczko
- Taa teraz - udał smutnego
- Ale ty nie pozostałeś mi winny. Zwinąłeś mi misia - spojrzałam na niego
- Wiem - szeroko się uśmiechnął
Pani Ela zrobiła herbatę i wyszliśmy na taras. Kamil ganiał się z jego pupilem po podwórku, a ja siedziałam z jego rodzicami na huśtawce.
- A co tam u twoich rodziców? - zagadała jego mama
- To państwo nic nie wiecie? Tata odszedł od nas gdy miałam 6 lat później mama znalazła nowego partnera który wprowadził się do nas z córką, a matka nas porzuciła dla nich i gdy siostra skończyła 18 lat przeprowadziłyśmy się do Wrocławia - znowu chciało mi się płakać ale nie mogłam. Nie dziś, nie przy nich. Muszę być twarda. Przeszłości już nie zmienię
- Tak nam przykro. A jak sobie radzicie? - zapytał pan Henryk
- Dajemy jakoś radę. Zuza od września idzie na studia, ja pracuje. Razem dajemy radę. Wiadomo praca nie ta co bym chciała ale zawsze coś - wzruszyłam ramionami
- Jak dobrze pamiętam zawsze chciałaś śpiewać prawda? - uśmiechnę się pani Ela
- Tak - szeroko się uśmiechnęłam - ale niestety zamiast śpiewać siedzę w Empiku
- Nic nie jest stracone - wtrącił się Kamil
- I ty? Już mi Korni proponowała. Nie - powiedziałam stanowczo
- A może jednak - uśmiechnął się
- Kamilku może ten uśmiech działa na twoje fanki ale nie na mnie - odwzajemniłam jego uśmiech
- Ranisz - odparł
- Już to wczoraj słyszałam - Kamila rodzice zaczęli się śmiać
Kamil usiadł koło mnie. Na moje nogi wskoczył pies Kamila. Bawiłam się z nim jednocześnie rozmawiając z rodzicami Kamila
- Kochanie jak ty to robisz że nawet pies się cieszy jak głupi będąc koło ciebie - spojrzał na mnie
- to się nazywa kochanie urok osobisty - puściłam mu oczko
- Dobra wy sobie tu siedźcie, a my idziemy do domu. Tylko nie za długo bo się już ciemno robi i zimno - oznajmiła pani Ela i wraz z mężem zniknęli w głębi domu. Wtuliłam się w Kamila i oboje wpatrywaliśmy się przed siebie. Marley bo tak się wabił pies Kamila leżał obok huśtawki. Kamil zaproponował abyśmy się przeszli po Lipkach. Wróciliśmy do domu założyć cieplejsze ciuchy i z uśmiechem wyszliśmy z domu. Chodziliśmy z Kamilem po różnych ścieżkach. Wybraliśmy się również do lasu. A na końcu Kamil postanowił pokazać mi...



------------------------
Mamy 30 rozdział!
Tak wejść od groma, a komentarzy w ogóle (prawie)
Nie podobają się wam rozdziały?
Powiedzcie co jest nie tak to będę zmieniać.
Dzięki Zuza za podsunięcie pomysłu.
I obu więcej takich pomysłów.
Czytajcie, komentujcie i pytajcie na asku.
Tam też pustka ;c
Bless <3

czwartek, 23 stycznia 2014

29 Rozdział

Dziś miałam dzień spokoju. Nie musiałam iść do pracy, Zuza zabrała Szymka do Korni bo wczoraj wróciła z koncertu, a Przemek z Konradem pojechali do Gdyni. Leżałam na łóżku i się leniłam gdy zadzwonił mój telefon
- Cześć śpiochu - usłyszałam charakterystyczną chrypkę
- Cześć - odparłam z uśmiechem - kiedy wracasz?
- Za 10 minut będę u ciebie - zaśmiał się
- A teraz na serio? - dopytywałam
- Ale to jest serio. Godzinkę temu wróciłem - odparł i chodź go nie widziałam to czułam że u niego na twarzy gości mega uśmiech
- To może odpocznij po koncercie?
- Odpocznę przy Tobie kochanie - odparł i się rozłączył.
Wstałam niechętnie z łóżka i się przebrałam. Schodząc na dół usłyszałam dzwonek do drzwi. Podreptałam by je otworzyć
- Heej - wpuściłam go do środka i na wstępie dostałam soczystego buziaka
- Cześć. Co tu tak cicho? - rozejrzał się dookoła
- Pozbyłam się wszystkich domowników - uśmiechnęłam się i tym razem to on został obsypany całusem
- Powtórz - zaśmiał się, wyminęłam go i ruszyłam do kuchni
Zaparzyłam nam herbatę i stawiając kupki z parującą cieczą usiadłam koło niego na kanapie.
- Julka pojedziesz gdzieś ze mną? - spytał po dłuższej chwili
- A mianowicie gdzie? - zapytałam z uśmiechem
- Do Lipek - spojrzał na mnie, a mnie zamurowało. Miałam jechać do jego rodzinnej miejscowości i zapewne do niego do domu i poznać rodziców?
- Kamil kochanie proszę cię prześpij się bo bredzisz - wtuliłam się w niego
- No ale czego? Poznasz moich rodziców - oznajmił
- Kamil to nie najlepszy pomysł. Mogę się im nie spodobać - kręciłam przecząco głową
- Kochanie a wiesz że - posadził mnie sobie na kolanach - że ja i tak cię zmuszę. A po za tym na pewno cię polubią
- A kiedy chciałbyś tam jechać - objęłam go nogami w pasie i się przyglądam
- Jutro - wymruczał mi w usta po czym złożył na nich pocałunek
- Ale przecież pojutrze są Kondzia urodziny - spojrzałam mu w oczy
- I właśnie on robi je w Lipkach. Pojedziemy dzień wcześniej, poznasz rodziców - pocałował mnie w czubek nosa - to co jedziemy?
- A mam z tej sytuacji jakieś wyjście? - spytałam unosząc jedną brew ku górze
- Pomyślmy - udawał że się zastanawia - Nie - szeroko się uśmiechnął
- No dobra. Ale teraz idziesz spać - powiedziałam poważnie. Kamil wstał z kanapy i w takiej pozycji w jakiej siedziałam niósł mnie w stronę mojego pokoju.
- Kamilku ja powiedziałam idziesz spać, a nie idziemy - zaśmiałam się
- Jak mam szybko zasnąć to z Tobą - wszedł do pokoju.
Położył mnie na łóżku i pochylając się nade mną obsypywał moją twarz, a później szyję delikatnymi pocałunkami
- Dobrze już zgoda. Idziemy spać - walnęłam go w ramie i wyswobodziłam się z jego objęć
- Ranisz - jego dolna warga lekko się wychyliła do przodu przez co ja wybuchłam śmiechem. Położyłam się pod kołdrę i mój brzuch został lekko przygnieciony przez Kamila rękę. Pocałowałam go w szyję i się wtuliłam jakbym chciała uciec od świata i schować się w bezpiecznym miejscu. Tak właśnie się czułam w jego objęciach, a te wszystkie fanki które się ślinią na jego widok to bym własnoręcznie udusiła i zakopała, a później odkopała i jeszcze raz udusiła i zakopała. Ale wiem że to dzięki nim on robi to co kocha i to co go spełnia. Kamil już słodko spał. Jego klatka piersiowa pomału unosiła się i chowała. Wtuliłam się mocniej i próbowałam zasnąć. Jednak myśl że jutro miałam poznać jego rodziców uniemożliwiała mi sen. Bałam się dosłownie o wszystko. Przecież mogę się im nie spodobać, mogę być w nie ich typie. A co ja założę? Dosłownie panikowałam jakbym jutro miała ważny test od którego zależy moje być albo nie być. Usłyszałam z dołu charakterystyczny śmiech Korni. Wyswobodziłam się z objęć Kamila zważając na to aby go nie obudzić i jak najszybciej zbiegłam na dół. Wiedziałam że Kamil mi nic nie powie. Dziewczyny siedziały w salonie i zawzięcie o czymś dyskutowały
- Korni sprawa jest - usiadłam na kanapie podkulając nogi i obejmując ich rękoma
- Co znowu zrobiłaś? - spojrzały we dwie na mnie wystraszone
- Opowiedz mi wszystko co przyda mi się o twoich rodzicach - obie spojrzały na siebie i nie wiedziały o co chodzi
- Ale po co ci to? Czyżby Kamil zabierał cię do rodziców - zaśmiała się
- Korni to nie jest śmieszne - skarciłam ją wzrokiem
- Dobra już się nie denerwuj - podniosła ręce w geście obronnym
Opowiedziała mi chyba wszystko tylko że był minus tego wszystkiego że spełniam raczej mnie niż więcej wymagań
- Fajnie. Talentu ani muzycznego ani artystycznego nie mam, kucharka ze mnie średnia, zawaliłam szkołę - wyliczałam na palcach - Pomocna? Pomogłam bratu więc plus jest, Opiekuńcza ? Opiekowałam się Zuzą więc już drugi
- Jula uspokój się to nie matura tylko wizyta u moich rodziców. Luz polubią cię - oznajmiła Korni ledwo łapiąc powietrze
- Wiecie co dzięki - odburknęłam i się położyłam na kanapie i błądząc wzrokiem po suficie doszukiwałam się szczegółów dzięki którym mogli by mnie polubić.
- Ej właśnie Julka chcesz śpiewać w chórkach ze mną - wypaliła nagle Korni
- Serio? Ja mam tutaj problem na głowie, a ty mi ze śpiewaniem wyskakujesz - spojrzałam na nią - śpiewać nie umiem
- A myślisz że ja nie słyszałam jak śpiewasz? - spojrzała na mnie
- Nie wiem zapewne słyszałaś i zapewne fałszowałam. Idę na górę - podniosłam się i opuściłam salon.
- A tylko któraś wypaple coś o naszej rozmowie to zabije żywcem - odparłam i weszłam do pokoju. Wślizgnęłam się pod kołdrę i przytuliłam się do Kamila zamykając powieki.



----------------------------
Jeszcze 1 i będzie 30!
Dziś jest rozdział wcześnie bo robię sobie taki dzień bez internetu ;)
Zobaczymy czy mi się uda!
Czytać, komentować i zadawać pytania na asku ;)
Czekam i czekam na nie ale nie ma żadnych ;(
Nie macie w ogóle pytań do mnie?
Wczoraj zapoznałam się z jedną dziewczyną całkiem fajna ;)
Dzięki za promocje mojego bloga ;D
I za podsunięcie pomysłu ;)
I przepraszam za takie obrażenie fanek jakoś trzeba było. Przepraszam ;3
Bless <3

środa, 22 stycznia 2014

28 Rozdział

Mimo tego że to nie ja przeżywałam teraz to co przeżywa Przemek to czułam ból. Małe ukucia w okolicy serca jak by ktoś pomału wbijał mi małe igiełki. Przemek był dla mnie kimś ważnym, jest moim bratem i jeśli by trzeba było oddałabym wszystko aby był szczęśliwy. Stałam w kuchni i gotowałam obiad. Zuza wróciła do domu i zajęła się Szymkiem. A Przemek? Dobre pytanie. Załamał się, od wyjścia Ani siedzi w salonie i nie interesuje go nic po za białą ścianą w którą wpatrywał się już od dobrej godziny. Ugotowałam zupę pomidorową i rozstawiłam talerze z nalaną zupą. Zuza zeszła z Szymkiem i zaczęła jeść
- Przemek obiad! - krzyknęłam z kuchni ale do niego nie docierały żadne słowa
- Przemek - podeszłam do niego - chodź coś zjeść - prosiłam go
- Nie jestem głodny - odparł dalej patrząc na ścianę
- I co tak teraz zamierzasz funkcjonować? Co z Szymkiem? Zostawiła cię i wiem że zadała ci ból ale pamiętaj że masz też syna. I mimo iż jego matka go zostawiła ty go nie opuszczaj - tłumaczyłam mu, z moich oczu pociekły łzy
- Przepraszam - oznajmił po chwili - masz rację. Mam o kogo walczyć i dla kogo żyć. Chodź - blado się do mnie uśmiechnął i wstał z kanapy łapiąc mnie za rękę i prowadząc do kuchni. Zasiedliśmy do stołu i przez dłuższą chwilę każdy był zajęty swoim światem i myślami. Najbardziej brakowało mi teraz Kamila. Chciałabym aby tu był, mocno mnie przytulił i powiedział że wszystko będzie dobrze mimo iż tak nie myśli. Z nasz wszystkich tylko Szymek się śmiał i gaworzył po swojemu. Nie rozumiałam Ani. Wiem że dziecko to duże poświęcenie i z wielu rzeczy trzeba zrezygnować ale też mogła o tym wcześniej pomyśleć, parę miesięcy temu. A skoro wtedy o tym nie pomyślała to teraz mogła nie zadawać tyle bólu i cierpienia. Wiem że mi się to nie uda ale będę się starać by chodź w połowie Szymek był szczęśliwy. Należy mu się to. Kto wie może kiedyś ktoś stanie na ich drodze ktoś kto pokocha ich bezgranicznie i na zawsze
- Dziewczyny chciałbym pojechać jutro do Gdyni - moje przemyślenia przerwał smutny głos Przemka - pojedzie któraś ze mną, nie chce jechać tam sam, a Kamila nie ma
- Konrad może z Tobą pojechać - oznajmiła Zuza karmiąc Szymka
- Nie chce mu przeszkadzać, a tym bardziej tłumaczyć co się stało - grzebał łyżką w zupie
- On i tak już dużo wie i zapewne nie będzie to dla niego problem - odparła przyglądając się Przemkowi
- Ok jak się zgodzi to spoko - odparł - Jula dzięki za obiad idę się położyć - odłożył talerz do zlewu i wyszedł. Pozbierałam resztę talerzy i wzięłam się za zmywanie
- Julka co teraz? - Zuza spytała niepewnie, przytulając Szymka
- Jak to co? Pomożemy mu i go wesprzemy tak jak on nas gdy mieliśmy problem - odparłam chodź w głębi sama co chwilę zadawałam sobie to pytanie
- Masz rację. Musimy mu pomóc tak jak on nam. Zadzwonię do Kondzia i się spytam czy pojedzie z nim jutro - odparła i odeszła od stołu, pokiwałam twierdząco głową i wróciłam do zmywania. Julka siedziała z małym w pokoju, Przemek zapewne leżał na łóżku wpatrując się w sufit. Postanowiłam wybrać się na świeże powietrze. Zaproponowałam Zuzi wyjście do parku z Szymkiem. Zgodziła się. Poszłam oznajmić Przemkowi że wychodzimy. Zapukałam cicho do drzwi i weszłam
- Idziemy z małym do parku. Idziesz z nami? - przystanęłam koło niego i czekałam na jakiś znak
- Nie zostanę. Dzięki że zajmujecie się Szymonem. Obiecuje że od jutra wam pomogę. Dziś muszę przemyśleć co zrobiłem źle - spojrzał na mnie smutnymi oczami
- Nie myśl tak. To nie twoja wina. Ona jest głupia bo wybrała karierę zamiast rodziny - chciałam go jakoś pocieszyć bynajmniej spróbować
- No cóż takie życie. Od jutra zaczynam nowy rozdział w życiu z Szymkiem. Możemy u was trochę pomieszkać nie chcę mieszkać już w Gdyni tutaj coś poszukam
- No pewnie. Możecie tu mieszkać ile chcecie. To także wasz dom. Dobra ja idę. Nie rób nic głupiego niedługo będziemy - dałam mu buziaka w policzek i odeszłam
- Jeszcze raz dziękuje - usłyszałam wychodząc z pokoju, uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
Wybraliśmy się nad jeziorko. Tam jest tak fajnie i kolorowo czasem aby słychać śmiechy i piski dzieci. Usiedliśmy na wolnej ławce, wzięłam Szymka na kolana i się z nim bawiłam
- Nie mogę już na niego patrzeć. Co ta dziewczyna z Nim zrobiła - odparła cicho Zuza opierając się i patrząc w niebo
- Niestety. Musimy się chyba przyzwyczaić że w naszej rodzinie nigdy nie będzie kolorowo - odparłam i spojrzałam w stronie ganiających się dzieci. Wśród tłumu ujrzałam tą słodką twarzyczkę była nią Maja gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła i biegła w moją stronę
- Dzień dobly - powiedziała to tak słodko że na mojej buzi pojawił się uśmiech, Zuza spojrzała na mnie i nie wiedziała o co chodzi
- Cześć słodziaku - zaśmiałam się - poznaj moją siostrę Zuza - wskazałam na zdezorientowaną Zuzę
- Cześć - uśmiechnęła się do małej i podała rękę którą Maja natychmiast uścisnęła - jak masz na imię?
- Maja - odparła z uśmiechem - to twój synek? - wskazała na Szymka
- Nie to mój bratanek - odparłam i się uśmiechnęłam
- Maja chodź nie przeszkadzaj paniom - podeszła do niej dziewczyna zapewne jej mama - przepraszam za nią
- Nic się nie stało. Ma pani fajną córeczkę - uśmiechnęłam się
- Dziękuje - odparła i odeszła




--------------
Mamy kolejny.
Dzięki wczorajszemu meczu naszej Reprezentacji w piłce Ręcznej ja dostałam wenę i napisałam kolejny rozdział ;)
Proszę o szczere komentarzy bo mam dużo wyświetleń, a komentarzy zaledwie po dwa.
Dla was to tylko 2-3 minuty a ja wiem że chociaż na serio ktoś to czyta.
Zapraszam również na naszą stronę aska i do zadawania pytań.
Zaglądam tam codziennie więc będę odpowiadać na pytania ;)
Jeśli chcecie się też czegoś dowiedzieć o mnie, o blogu, o opowiadaniu to właśnie tam kierujcie te pytania. http://ask.fm/Znaszmojeimieniehistorie
Mam nadzieję Zuza że ci pomogłam ;)

wtorek, 21 stycznia 2014

27 Rozdział

Zostałam obudzona przez głośną wymianę zdań Przemka. Rozmawiał z kimś przez telefon
- Wow ktoś wytrącił go z równowagi. Podziw - szepnęłam do siebie
Usiadłam na łóżku. Kamila już nie było zrobiło mi się trochę smutno że nawet się nie pożegnał. Dziś wracam z Przemkiem do Wrocławia i czekam aż wróci z trasy tylko tyle mi pozostało. Przetarłam oczy i poszłam w kierunku łazienki. Uchyliłam drzwi i ujrzałam zmartwionego Przemka który siedział na brzegu wanny. W rękach nerwowo obracał komórkę. Podeszłam bliżej i się mu przyjrzałam. Jego wyraz twarzy był całkiem inny niż wczoraj. Dziś był namalowany na niej strach.
- Przemo co jest? - spytałam niepewnie
- Nic wszystko w porządku - udawał uśmiechniętego ale ja po nim i tak wykryje kiedy kłamie
- Mnie nie oszukasz. Znam cię zbyt dobrze i wiem kiedy kłamiesz - odwróciłam się i chciałam wyjść. Trochę mnie to zabolało że mi nie ufa i nie chce mi powiedzieć
- zaczekaj - było słychać w jego głosie strach. Podszedł do mnie i przytulił się - dowiesz się wszystkiego we Wrocławiu. Sam wiem niewiele. Ania dzwoniła i powiedziała że musimy poważnie porozmawiać. Julka boje się - jego uścisk się wzmocnił
- Wszystko będzie dobrze. Dziś ja kieruje - odparłam twardo i poszłam po jakieś ciuchy na przebranie
- Słucham? - zmarszczył czoło - ja potrafię kierować więc na pewno ty nie będziesz, a w ogóle prawko wzięłaś?
- Nie marszcz się tak bo ci to zostanie - zaśmiałam się - na twoje nieszczęście mam prawko i będę kierować bo chce i mam dla kogo żyć, a przy twoim dzisiejszym stanie - spojrzałam na niego jak stał z rozłożonymi rękami - wróciłabym w kawałkach
Szybko się przebrałam i wspólnie z Przemkiem opuściliśmy pokój. Jeszcze przez dłuższy czas Przemek się sprzeciwiał ale w końcu uległ i się zgodził. Na drodze  nie dawał mi spokoju i ciągle mnie pouczał "jedź wolniej" "nie wyprzedzaj". Miałam go już dość
- Przemek! - krzyknęłam - ja prowadzę czy ty?
- Ty - odparł już ciszej
- Właśnie! Więc daj mi w spokoju skupić się na drodze jak chcesz cały wrócić do domu - zdenerwowałam się
Przez resztę drogi Przemek się prawie nie odzywał
Dojeżdżając pod blok ujrzeliśmy samochód Ani
- I co krzywda ci się stała? Cały jesteś? - spytałam z uśmiechem zamykając samochód
- Chyba tak - zaczął w żartach oglądać swoje ciało
- Debil - wyminęłam go i weszłam do bloku. Chwilę potem już był koło mnie
Wchodząc do domu usłyszeliśmy kawałem rozmowy telefonicznej Ani. Przemek przyłożył palec do ust oznajmiając abym była cicho
- Tak Mark będę na pewno... ale nie przejmuj się Przemkiem i moim synem...tak mówiłam mu...a co miał powiedzieć nie zgodził się...jak co teraz? Ja i tak pojadę na te pokazy i wezmę w nich udział....to co że trwają cały rok...praca jest dla mnie ważniejsza niż rodzina - jedynie tyle się dowiedzieliśmy bo zorientowała się że nie jest sama w salonie
Jakie pokazy? Co ona bredzi? W mojej głowie kłębiło się masę pytań
- To świetnie że się teraz dowiaduje - Przemek ze złością wpatrywał się w zszokowaną dziewczynę
- Przemek bo ja...- nie wiedziała co powiedzieć, jej język plątał się wypowiadając bezsensowne słowa
- Co ty? Dwa miesiące do ślubu, a ty gdzieś jedziesz !? Wiesz dobrze by było się wcześniej dowiedzieć że jestem z Szymkiem ci nie potrzebny - Przemek zaczął krzyczeć na nią, a ona siedziała na kanapie i płakała
- Jesteście mi potrzebni ale jeśli mam wybierać między rodziną, a pasją to wybieram pasję. Sory Przemek kocham was ale siedzenie w domu z brudnymi pieluchami mnie nie spełnia. - schowała twarz w dłonie
- I to mówi matka która ma małe dziecko? Ty dziewczyno słyszysz co mówisz? Słyszysz sama siebie! Po co w ogóle chciałaś wziąć ślub? - wtrąciłam się w ich rozmowę
- A ty się nie odzywaj bo nie wiesz jeszcze co to znaczy mieć rodzinę i nie zamierzam ci się tłumaczyć - warknęła
- Nie będziesz się tak do niej zwracała - w mojej obronie stanął Przemek - Ona ma rację. Jesteś matką! Przejrzyj na oczy. Rozumiem możesz zerwać zaręczyny ale oszczędź bólu własnemu dziecku - pochylił się nad nią i krzyczał
Byłam przerażona jak matka może zrezygnować z własnego dziecka tylko dla marnych banknotów które i tak nie zastąpią uczuć.

*
Nie wierzyłem w to co słyszę. Ona chce gdzieś jechać w dodatku zostawiając Szymka! Nie wiem jak określić to co w tamtym momencie czułem zapewne strach i ból. Tak cholernie bolał fakt że kobieta którą kochałem bezgranicznie i z którą chciałem stworzyć coś na resztę życia tak po prostu oznajmia mi że nas zostawia i wyjeżdża dla pieniędzy. Jej słowa były rzucane na wiatr. Co ja teraz zrobię? Sam z dzieckiem przecież nie zastąpię mu matki
- Podjęłam decyzję i zdania nie zmienię. Wyjeżdżam bez Szymka. Jeśli chcesz spotykamy się jutro w sądzie i dostajesz wyłączne prawa opieki nad Szymonem - mówiła to tak poważnie i bez żadnego zatrzymania, a we mnie złość wzbierała się coraz bardziej
- Ty jesteś głupia! Inaczej twojej decyzji nie można nazwać. Było pomyśleć zanim wskoczyłaś mi do łóżka - moje słowa były nieprzemyślane i może bolesne ale chociaż wie jak ja się czuje
- Słucham? - spojrzała na mnie- masz rację może i powinnam pomyśleć o tym wcześniej ale ty też nie jesteś bez winy. To także twój syn - krzyczała
Usłyszałem płacz Szymka i na nowo czułem ból i wstręt. Wstręt do jej osoby. Jest jego matką i go porzuca.
- I ja w przeciwieństwie do ciebie go kocham - Jula poszła do Szymka, a ja stałem i nie dowierzałem. Chciałem się już obudzić z tego złego snu z myślą że wszystko jest w porządku. Nie tak wyobrażałem sobie słowo "rodzina". W mojej głowie wyglądała ona inaczej czyli mama,tata i dzieci, a nie tata i dziecko
- A ja myślisz że nie? Jeśli tak to się mylisz kocham go ale nie umiem, nie chce tak żyć. Chce się spełniać, a dziecko i ślub mi w tym nie pomogą. Tak masz rację jestem wyrodną matką i pewnie będę żałować tej decyzji ale teraz jej nie zmienię. Chcę i pojadę na te pokazy i wezmę w nich udział i ty mi tego nie zabronisz - ciągle płakała i krzyczał - nie wiesz co czułam przez te wszystkie miesiące ty się tak cieszyłem na wieść o przyjściu Szymka, a ja nie. Wiele osób stwierdzi że jestem chora psychicznie bo porzucam własne dziecko ale ja nie umiem z nim żyć i go wychowywać. Kocham go ale nie mogę na niego patrzeć z uśmiechem.
Zastanawiał mnie jeden fakt skoro było jej z nami tak źle to czego wcześniej nie odeszła? Chciała odejść a teraz wylewa łzy? Boli mnie to ale nie mam wyjścia. Nie zatrzymam jej, a tym bardziej nie mógłbym dłużej z nią żyć po tym czego się dowiedziałem
- Chcesz proszę bardzo jedź! Jedź i nie wracaj. Przed wyjazdem chce dostać prawa do dziecka - oznajmiłem z bólem
- Jeszcze jutro dostaniesz wezwanie do sądu. Nie zamierzam się sprzeciwiać. Wem że zapewnisz Szymkowi szczęśliwy i kochający dom. Masz do mnie zapewne żal ale może kiedyś mnie zrozumiesz że nie każdy potrafi się cieszyć z narodzin dziecka. Ja po porodzie doznałam traumy której nie potrafiłam zwalczyć. Przepraszam i życzę ci abyś znalazł kogoś kto pokocha i ciebie i Szymka i kogoś kto da ci tego czego pragniesz - z jej oczu lały się łzy. Opuściła dom
- Czekam na papiery - krzyknąłem przed zamknięciem drzwi. Moje usta zacisnęły się w cienką linię. W głębi siebie czułem ból. Ja głupi myślałem że będzie tak kolorowo, a teraz co? Usiadłem na kanapie i się zastanawiałem jak ja sobie poradzę? Złapałem szklankę do ręki i ją zmiażdżyłem. Po dłoni spływała krew , a szklanka opadła na ziemie rozsypując się w drobne kawałki

*
Siedziałam w pokoju i ryczałam. Nie rozumiem jak można być tak nieodpowiedzialnym i myśleć tylko o sobie. Szymek leżał beztrosko gryząc zabawkę i nie wiedział co go czeka. Usłyszałam huk na dole. Położyłam małego do łóżeczka i jak najszybciej zbiegłam na dół. W salonie siedział Przemek. Miał zakrwawioną rękę, a na podłodze leżały odłamki szkła
- Nienormalny jesteś! - krzyknęłam i pobiegłam po apteczkę
- Tak bo straciłem głowę dla takiej idiotki - syknął gdy przemywałam mu ranę i wyjmowałam odłamek szkła z jego dłoni
- Przestań! Nie wiedziałeś że tak się zachowa ale nie możesz się teraz poddać masz syna dla którego musisz walczyć! Słyszysz - potrząsnęłam nim - nie możesz się poddać. On cię teraz potrzebuje. Pomożemy ci - owinęłam mu rękę bandażem
- Dzięki - mocno mnie przytulił i zaczął płakać


-----------------------
Mamy kolejny ! Przed nami prawi 30 rozdziałów :)
Nie wiem kiedy teraz pojawi się rozdział bo nie mam weny. Dziś próbowałam coś napisać ale stanęłam w połowie i nie mogę ruszyć dalej brakuje mi pomysłów.
Jeśli chcecie pogadać a np. Nie macie GG to zapraszam na aska którego założyłam specjalnie dla bloga
------------> http://ask.fm/Znaszmojeimieniehistorie   jeśli ktoś nie ma tam konta może pytać anonimowo ja odpowiem na każde pytania.
Miłego czytania! :D i po przeczytaniu proszę o komentarze czy się podoba
Wiem że trochę mieszam w życiu bohaterów ale tak moja wyobraźnia działa mam nadzieję że nie stracę przez nią czytających.
Bless <3

poniedziałek, 20 stycznia 2014

26 Rozdział

Koncert rozkręcił się na dobre. Kamil jak zwykle skakał po scenie dając swoim fanom pozytywną energię. Po 4 szybkich piosenkach na sali rozbrzmiały pierwsze nutki piosenki "Chcę przy Tobie być"
- Kochani ta piosenka jest dla wszystkich którzy mają przy sobie tą drugą połowę. Nie pozwólcie aby to uczucie między wami wygasło. Ja tą piosenkę śpiewałem przy osobie na której widok moje serce bije szybciej, a ciało szaleje. Dziękuje za tą niespodziankę dzisiejszą i pamiętaj Kocham Cię - przez całą wypowiedź patrzył prosto na mnie na koniec wypowiedzi wszyscy zaczęli bić brawa, a Kamil zaczął śpiewać. Bujałam się w rytm muzyki cicho śpiewając. Koncert trwał półtorej godziny. Gdy Kamil zszedł ze sceny od razu do niego poszłam
- Jak zwykle koncert bardzo fajny wariacie - zaśmiałam się i dałam mu buziaka
- Ja wariat? - spojrzał na mnie - no może trochę - wszyscy wybuchli śmiechem
- Kamil chodź podpisać autografy - dobiegł nas głos Anety
- Kochanie za niedługo będę. Chłopaki się Tobą zaopiekują - spojrzał na nich - tylko rączki przy sobie panowie - zaśmiał się i poszedł
Usiadłam na kanapie i gadałam z chłopakami. Tak samo jak Kamil byli pełni energii i prawie ciągle się śmiali. Nagle usłyszałam że mój telefon zaczął dzwonić. Wyjęłam komórkę na wyświetlaczu widniał numer Przemka
- Słucham? - odebrałam telefon
- Gdzie ty jesteś? - słychać było muzykę więc zapewne szukał mnie po klubie
- Na zapleczu klubu chodź
- Dobra idę - oznajmił i się rozłączy
Zastanawiałam się czy trafi ale gdy ujrzałam jego sylwetkę w drzwiach odetchnęłam
- Jejku ciebie znaleźć to jest trudno - chłopaki spojrzeli na Przemka
- Chłopaki to mój brat cioteczny Przemek - chłopaki się z nim przywitali - a co bałeś się o mnie?
- Tak wariatko - zaśmiał się
Siedzieliśmy i się śmialiśmy. Chłopaki opowiadali nam śmieszne wydarzenia z koncertów
- Ładnie to tak beze mnie wspominać? - do pomieszczenia wszedł Kamil
Zapoznałam go z Przemkiem i chyba się polubili bo już po chwili znaleźli wspólny temat.
- A właśnie Jula bo Ania dzwoniła. Jutro przyjeżdża i muszę dać jej znać czy się zgadzacie czy mamy kogo innego szukać - spojrzał na mnie i na Kamila
- Ale na co się zgadzamy? - spytał Kamil
- No bo Przemo biorą ślub z Anią i chcieli żebyśmy byli starszymi w sensie że ja z Tobą - wytłumaczyłam Kamilowi - a nie może Zuza?
- Nie ja chcę Ciebie - odparł
- No ale....- spojrzałam na niego
- No dobra będziemy starszymi - oznajmił Kamil
- Ok fajnie - ucieszył się Przemek
- Dobrze że mam udzielony głos - chłopaki z zespołu zaczęli się śmiać
- A co kochanie nie chcesz? - spytał Kamil
- Nie no chce ale...- spojrzałam na Kamila
- Ale ty jak zwykle marudzisz - dokończył Przemek
W ostateczności wyszło że będę starszą. Ślub miał być w Gdyni pod koniec października. Niecałe dwa miesiące do ślubu, a on nie miał starszych
- Dłużej było mi to mówić - bawiłam się Kamila dredami
- Ciesz się że ci tydzień przed ci nie powiedziałem - uśmiechnął się
Do pomieszczenia weszła Aneta i oznajmiła że będą już jechać. Chłopaki zapakowali się do busa i ruszyli, a ja z Przemkiem jechaliśmy tuż za nimi. Chłopaki poszli do swoich pokoi. My potwierdziliśmy swoją rezerwacje i zabierając kartę ruszyliśmy do pokoju. Wysłałam Kamilowi numer pokoju. Położyłam się na łóżku i długo nie trzeba było czekać na gości bo już po 5 minutach przybyli chłopaki. Siedzieliśmy i opowiadaliśmy różne historie z życia wzięte.
- Ej brat to ty już stara dupa, już się żenić - przerwałam ciszę
- Jestem tylko dwa lata starszy - oznajmił
- Ale się żenisz - wzruszyłam ramionami - a do tego masz syna. Nie poznaję cię normalnie
- Pogadamy za parę miesięcy - pokiwał głową
- No co ja nie zamierzam mieć dzieci i się żenić - odparłam ze śmiechem
- Tak samo jak nie zamierzałaś mieć chłopaka? - spojrzał na mnie
- A spadaj i tak się nie ożenię - pokazałam mu język
- Nigdy - spojrzał na mnie Kamil
- Nigdy - odparłam z uśmiechem
- Zobaczymy - kiwnął głową i wszyscy wybuchli śmiechem. Naszych wygłupów nadszedł kres. Chłopaki musieli pójść do pokoi bo jutro kolejny wyjazd i wieczorem koncert.
- Maciek dzisiejszej nocy się wyśpisz bo twój lokator zostaje u mnie - zaśmiałam się
- Jesteś pewna? Ja od niego w nocy poduszką dostałem - skrzywił się
- Zacznijmy od tego kto we mnie rzucił? - Kamil się do mnie przytulił od tyłu
- No dobra, dobra. W takim razie miłej nocki i tak wiecie spokojnie - zaśmiał się i poszedł do pokoju.
Odwróciłam się do Kamila i go pocałowałam. Nasze usta się ze sobą złączyły, moja jedna ręka była wpleciona w jego dredy, a druga spoczywała na jego policzku natomiast Kamila ręka błądziła po moim kręgosłupie
- Już dzieci spać - oznajmił ze śmiechem Przemek.
Zaczęliśmy się śmiać, przebrałam się w bluzkę i spodenki i położyłam się koło Kamila. Otworzyłam oczy i ujrzałam że Kamil mi się przygląda
- Idź spać, a nie się patrzysz - dałam mu buziaka w szyje.
- Łatwo powiedzieć jak tutaj takie piękności leżą - odparł i mnie pocałował w czoło
- To mogę iść - lekko się podniosłam
- Co to, to nie - złapał mnie i przytulił - dobranoc
Dałam mu buziaka i się w niego tuliłam. Po chwili jego oddech się wyrównywał więc zamknęłam oczy i odpłynęłam.



--------------------------
Jest kolejny!
Dziękuje za wyświetlenia, za to że tu wodzicie i za to że czekacie na rozdziały.
Jest to dla mnie wielką motywacją ; )
Rozdziały będą dodawane chyba rzadziej bo nie chce aby opowiadanie się szybko skończyło.
Może się coś jutro pojawi nie wiem.
Macie jakieś pomysły aby w tym opowiadaniu nie było tak kolorowo? Proszę pisać w komentarzu bo ja mam parę pomysłów ale też chce się dowiedzieć czy wy też macie coś ciekawego?
Bless <3

niedziela, 19 stycznia 2014

25 Rozdział

- Julka wstawaj - usłyszałam nad sobą głos Przemka
- Jeszcze chwilka - wymamrotałam
- Nie, za 15 minut wyjeżdżamy - stał nade mną
- Za ile? - otworzyłam jedną powiekę
- No dobra za 20 - wyszedł z pokoju
Nie było wyjścia musiałam wstać. Stojąc przed szafą usłyszałam pukanie do drzwi, a po chwili do pokoju weszła Zuza
- Mogę? Co robisz?- patrzyła na mnie
- Nie wiem co założyć - usiadłam zrezygnowana na łóżku
- To ja ci coś wybiorę, a ty idź się odśwież - podeszła do szafy. Posłuchałam jej rady i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic, a następnie zrobiłam lekki makijaż. Na powieki nałożyłam lekki odcień różu i narysowałam kreski, rzęsy pociągnęłam tuszem i nałożyłam puder. Włosy podkręciłam na lokówce dzięki czemu moje brązowe włosy przybrały kształt spirali. Wyszłam z łazienki i udałam się do pokoju aby zobaczyć co Zuza wybrała. Weszłam do pokoju, na łóżku dostrzegłam różową sukienkę z dłuższym tyłem, a do tego kremowe szpilki.
- Zuza ja mam to założyć? - krzyknęłam
Momentalnie w pokoju pojawili się Zuza i Przemek
- A co chcesz od tej sukienki? Zakładaj i nie marudź - nakazał Przemek
- No co? Piękna jest, zaniemówi na twój widok, a po za tym pasuje ci do koloru odcienia na powiekach. - uśmiechnęła się
- Ja tam jadę z nim pogadać - przypomniałam im
- To nie znaczy że masz brzydko wyglądać. Zakładaj ją i przychodź. Masz 5 minut - oznajmił Przemek i wyszedł
Z wielkim grymasem założyłam tą sukienkę
- Tu masz kilka rzeczy w razie czego - Zuza podała mi torbę nie wiedziałam po co ale zabrałam ją i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy.

*
Wstałem dziś bez żadnych pobudek i przed czasem. Sam się zdziwiłem ale szybko się wygramoliłem z łóżka i poszedłem wziąć prysznic. Wychodząc z łazienki usłyszałem pukanie do drzwi. Maciek jeszcze spać więc poszedłem otworzyć. Przed drzwiami stała Aneta
- A Tobie co się stało? - patrzyła na mnie z niedowierzaniem
- A co miało się stać? - wpuściłem ją do środka
- Zazwyczaj nie dało się ciebie dobudzić, a teraz wstałeś wcześniej od Maćka. Właśnie trzeba go obudzić - wyminęła mnie i poszła go budzić. Usiadłem w fotelu i czekałem aż Maciek wyjdzie z łazienki i będziemy mogli iść na śniadanie, a później na próbę. Po paru minutach wyszedł i ruszyliśmy
- Więcej z nim pokoju nie biorę - odrzekł oburzony Maciek do Anety
- Co ci takiego zrobił? - spojrzała na niego
- Jak nie kręci się na łóżku wkurzony to cieszy się do telefonu i jeszcze poduszką w nocy dostałem - zaczął się denerwować
- Ej ale mówiłem że oddaje - zaśmiałem się

*
Po 2 godzinach drogi miałam już dosyć. Nie dość że jestem zmęczona to jeszcze nie wygodnie mi było w tej sukience
- Ty wiesz w ogóle gdzie jechać? - spytałam opierając się o szybę
- Tak, jedziemy prosto na próbę bo po południu grają koncert - odparł
- Jejku to nie jest dobry pomysł - znowu naszły mnie czarne myśli
- A ty znowu swoje. Powiedziałem jedziemy i koniec
Przez resztę drogi albo spałam albo słuchałam muzyki. Gdy dojechaliśmy na miejsce moje serce zaczęło szybciej bić w myślach układałam sobie co mam mu powiedzieć
- Wysiadasz sama czy mam ci pomóc? - spojrzał na mnie i zaczął się śmiać
- Spadaj - niepewnie otworzyłam drzwi samochodu. Stanęłam przed drzwiami budynku
- Wdech, wydech - szepnęłam i weszłam do środka
Mimo iż była dopiero 13.00 w pomieszczeniu panował półmrok. Oświetlały go jedynie kolorowe światełka które były przymocowane na scenie.
- W czym mogę pani pomóc? - podszedł do mnie chłopak zapewne był tu kelnerem bo był w stroju podobnym do tych co noszą kelnerzy
- Poszukuje menadżera chłopaka który ma tu dziś koncert - uśmiechnęłam się
- Proszę chwilę zaczekać - odwzajemnił uśmiech i odszedł.
Usiadłam przy wolnym stoliku i czekałam na Anetę. Umówiłam się z nią że jak przyjadę to najpierw do niej pójdę. Chwilę potem zauważyłam zmierzającą w moją stronę Anetę
- Cześć - przywitałam się z nią.
- Cześć. Chodź zaprowadzę cię do niego - uśmiechnęła się
- Czekaj - złapałam ją za rękę - jak się dziś zachowywał ?
- Z tego co mi wiadomo to od wczoraj gdzieś tak od 23.00 ma zaciesz na twarzy - zaśmiała się
Ruszyłam za nią. Przystanęłyśmy przy drzwiach za którymi miał być Kamil
- Czekaj chwilę zawołam chłopaków i dopiero wejdziesz. Pogadacie w spokoju - puściła oczko i znikła za drzwiami. Oparłam się o ścianę. Za chwilę miałam rozmawiać z Kamilem ale wraz nie wiem od czego zacząć i co powiedzieć
- Ale Aneta po co robić kolejną próbę instrumentów ? - usłyszałam głos jednego z chłopaków. Wszyscy prócz Kamila opuścili pomieszczenie
- Chłopaki to jest Julia - wskazała na mnie - Maciek to zapewne dzięki niej Kamil ci nie dał spać - zaśmiała się
- Hej i przepraszam - uśmiechnęłam się
- Nic się nie stało. To my idziemy - pożegnali się i poszli
- Powodzenia - uśmiechnęła się Aneta i ruszyła za chłopakami
Zapukałam niepewnie do drzwi i lekko je uchyliłam. Kamil siedział na kanapie tyłem do drzwi ze słuchawkami. Podeszłam po cichu i kucnęłam za nim
- Cześć - wyszeptałam i zdjęłam mu słuchawki
Kamil się wystraszył bo szybko się podniósł
- Jejku nie strasz. Co ty tutaj robisz? - patrzył na mnie
- Miłe przywitanie miłe - zaśmiałam się i podeszłam bliżej
- Zaskoczyłaś mnie - usiadł na kanapie, dosiadłam się do niego
- Brat mnie tu przywiózł bo nie mógł znieść tego że ja siedzę w domu, a ty w trasie i nie mam zamiaru ci powiedzieć prawdy - spojrzał na mnie
- Nie rozumiem
- No bo okłamałam cię z tym że nie jestem gotowa. Ja po prostu się bałam że ten związek będzie jak poprzedni. Że będą w nim łzy, że zostanę tylko wspomnienia i że będzie ten ból - spojrzałam mu w oczy, przybliżył się do mnie
- A teraz? - był coraz bliżej mnie
- A teraz wiem że cię Kocham i chce z Tobą być.
Czułam jego oddech na moich ustach, cały czas spoglądał mi w oczy, a jego głowa była coraz bliżej. Przybliżyłam się i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek nie wiedziałam czy tego chce, czy nie zmienił decyzji ale odwzajemnił go. Nasze wargi przylegały do siebie niczym części w brakującej układance. Usłyszałam że drzwi się otwierają. Odsunęłam się od Kamila na niewielką odległość
- Ja tylko na chwilę i już mnie nie ma - zaśmiał się Maciek
- Zabije - wyszeptał Kamil, uśmiechnęłam się dalej patrząc w jego czekoladowe oczy które były rozjaśnione tysiącami iskierek
- Odpłacam się za rano - odparł i wyszedł
Wtuliłam się w Kamila i bawiłam się jego dredami.
- Julka nie chciałbym przerywać tej chwili bo jest ona piękna ale muszę iść. Fani czekają - jego uścisk się rozluźnił, spojrzałam na niego
- Rozumiem. Będę gdzieś wśród nich - dałam mu całusa i wstałam. Spojrzał na mnie, złapał za rękę i też się podniósł z kanapy. Wyszliśmy z pomieszczenia trzymając się za rękę, wśród tłumu ujrzałam Przemka
- Tak pięknie wyglądasz że boję się cię puszczać tak samej - odwrócił mnie przodem do siebie i się zaśmiał
- Nie jestem sama na sali jest mój brat - uśmiechnęłam się i go pocałowałam
- No dobra ale i tak cię do niego odprowadzę - zaśmiałam się i poszliśmy do Przemka. Gdy nas ujrzał od razu się uśmiechnął. Kamil zostawił mnie z Przemkiem, dał mi buziaka w usta i pobiegł na scenę.



"Nie musisz mieć wszystkiego
  żeby być dla kogoś wszystkim"



----------------------
Mam lekkie opóźnienie ponieważ musiałam dopisać rozdział i jeszcze mi się tablet zacinał.
Ale udało mi się i jest kolejny.;)
Mam nadzieję że się podoba :D
Miłej nocki wszystkim którzy czytają ;)
Proszę o napisanie swojej opinii po przeczytaniu ;)
Bless <3

sobota, 18 stycznia 2014

24 Rozdział

Zadzwoniłam do szefa i powiedziałam że potrzebuje tydzień urlopu. Dał mi go bez żadnych wytłumaczeń po co mi. Zdziwiłam się ale nie zatapiałam się w szczegóły. Szybko się umyłam i zeszłam na dół. W salonie siedział tylko Przemek z Kondziem.
- Gdzie Zuza? - spytałam, siadając na fotelu
- Poszła się położyć - odparł Kondzio
- Przemo mm dylemat czy to dobry pomysł - patrzyłam w ekran telewizora, leciał jakiś film
- Jula sory że się wtrącam ale według mnie to najlepszy pomysł o ile oczywiście chcesz z nim być i go kochasz. Mogę cię zapewnić że on jeszcze nigdy nie oszalał na punkcie żadnej dziewczyny jak na twoim. Jak on nam o tobie opowiadał to z takim uśmiechem jak Szymek dziś. On cię naprawdę kocha i to nie jest uczucie przelotne że na parę miesięcy i koniec - jak Kondzio to mówił po moim policzku ciekły łzy - zrobisz mu niespodziankę jak cię tam zobaczy
- Tak kocham go ale spójrzcie na to innej strony. On ma fanki które różnie reagują na to że ich idol ma dziewczyn, a po drugie jesteśmy z różnych światów. Ja jestem zwykłą szarą dziewczyną, a on chłopakiem pełnym energii, uśmiechu, oddany swojej pasji, a przede wszystkim ma marzenia które spełnia i robi coś w ich kierunku, a ja? - spojrzałam na nich
- A ty jesteś głupia bo przejmujesz się jego fankami. Prawdziwy fan cieszy się ze szczęścia swojego idola. Nie jesteś zwykłą dziewczyną - Przemek wyłączył telewizor - jesteś piękna, odważna, czasem chamska ale to pomińmy - zaśmiał się - jesteś kochana, opiekuńcza, pomocna, zazwyczaj uśmiechnięta, głuptasem też jesteś - Przemek tak wymieniał, a ja patrzyłam na szybę po środku stołu - nigdy nie zawiodłaś mnie jako przyjaciółki, zawsze służysz dobrą radą i zapewne masz wiele więcej zalet o których teraz nie pamiętam
- A ja dodam że jesteś fajna i mam teraz z kim się wygłupiać - dodał Kondzio - no prócz Zuzy
- Chłopaki to miłe ale czy to starczy aby zbudować związek, szczęśliwy związek? - spytałam
- Tak starczy - usłyszałam głos Zuzy, spojrzałam na nią - Julka spójrz na mnie i na Konrada ja jestem bardzo podobna do ciebie charakter praktycznie taki sam, a Konrad jest podobny do Kamila też pełen energii i zawsze uśmiechnięty, a mimo to stworzyliśmy związek jak dotąd szczęśliwy
- Ale Konrad nie ma tych fanek jak Kamil - spojrzałam na nią
- Czyli ty jesteś o nie zazdrosna? - spytał Przemek
- Nie ale one mnie wkurzają - spojrzałam na niego
- Czyli jesteś - zaśmiał się i dostał poduszką ode mnie - dostałem za prawdę? - spytał oburzony
- Tak - pokazałam mu język
- Jeśli będziesz przejmowała się fankami to nic z tego nie będzie. Wiesz dobrze że muzyka jest dla niego ważna i że robi to bo to kocha i to jego praca ale nigdy nie będzie ważniejsza od ciebie - Konrad na mnie spojrzał
- No właśnie muzyka. Dobrze wiesz że Kamil częściej jest w domu gościem niż tam mieszka. Ja nie umiem siedzieć i czekać aż on przyjedzie na trzy dni i zaraz znów pojedzie na dwa tygodnie - wiem czepiałam się wszystkiego ale takie były moje dylematy, a skoro już tak go tłumaczą to niech odpowiadają
- To jeździj z nim. Co za problem? - spytała Zuza
- A pomyślałaś co z pracą? - spojrzałam jak na idiotkę
- ale z tego też jest rozwiązanie - uśmiechnął się Kondzio
- Niby jaki? - usłyszałam płacz Szymka, chciałam do niego pójść
- Nie ty tu zostajesz i słuchasz Konrada - odezwał się Przemek i poszedł do małego który leżał w pokoju gościnnym
- Kamil ostatnio mówił że jedna chórzystka ma rezygnować tylko czeka aż jej się umowa skończy, a kończyć się będzie tak jakoś na dniach więc mogłabyś jeździć z Kamilem i Korni na koncerty
- Ja i śpiewanie - zaczęłam się śmiać - a po za tym ta chórzystka zawsze może zmienić zdanie i co wtedy mądralo - spojrzałam na Kondzia i Zuzę
- Nie zmieni zdania bo tak się składa że znam ją i ona wyjeżdża z narzeczonym za granicę raczej już na stałe bo on tam dostał dobrą pracę i jadą. I co teraz mądralo - wystawił język
- A po za tym Julka od kąt pamiętam lubiłaś śpiewać i ci to dobrze wychodziło więc - wtrąciła się Zuza
- więc już nie wiem co wymyślić - zaśmiałam się
- Daj wam szansę - Konrad spojrzał na mnie
- Dobra idę na górę spać bo jutro muszę wstać bo przecież Przemek mi nie odpuści i na siłę mnie wpakuje do samochodu - zaśmiałam się i wstałam z fotelu
- Dasz szansę? - spojrzała na mnie Zuza
- No przecież go kocham to nie mam wyboru - uśmiechnęłam się i poszłam na górę. Zaszłam jeszcze do pokoju gościnnego zobaczyć do Przemka
- Przemo dzięki za pomoc gdyby nie wasz wykład pewnie nie poczułabym że mi cholernie na nim zależy - przytuliłam się do niego
- Nie ma za co. Po to jestem aby ci natłuc do tej puściutkiej główki - zaśmiał się i złożył całusa na moich włosach
- Tak pusta to jeszcze nie jest ale niewiele jej brakuje - zaśmiałam się - dobra idę spać i ty też się połóż bo jutro trochę drogi przed Tobą - podeszłam do Szymka i dałam mu całusa w główkę i kierowałam się do wyjścia
- Ok. Dobranoc - spojrzałam na Przemka i wyszłam.
Położyłam się do łóżka i napisałam odpowiedź na Kamila SMS'a "Niewiele będziesz musiał. Muszę ci coś powiedzieć ale to jak się spotkamy. Pewnie już śpisz w takim razie miłych koszmarów :D" włożyłam telefon pod poduszkę i ułożyłam się na poduszczę. Za chwilę moje łóżko wibrowało. Wyjęłam telefon, przyszedł SMS od Kamila " Jeszcze nie śpię, jakoś nie mogę. Co takiego chcesz mi powiedzieć? Do naszego spotkania jeszcze tydzień i 6 dni :)" szybko odpisałam " Śpij słodko niebawem się dowiesz" uśmiechnęłam się do ekranu i wysłałam wiadomość, już po chwili kolejny raz telefon zaczął wibrować " Spryciula i kolejna cecha którą w Tobie lubię. Miłych snów :*" z uśmiechem na twarzy zablokowałam telefon i odkładając go na miejsce zamknęłam oczy. Dzięki wykładowi chłopaków poczułam że nic innego się dla mnie nie liczy tylko On. Kocham go i się to nie zmieni.

*
Przez chwilę zastanawiałem się co Julka chce mi powiedzieć. Może zmieniła zdanie? Nie, wątpię że po jednym dniu by go zmieniła. Chociaż ta dziewczyna tak mnie zaskakuje że wszystko może być możliwe. Wiadomość od Julki poprawił mi humor. Co ta dziewczyna w sobie ma że tak na mnie działa? Napisała tylko dwa SMS'y a ja się ciesze jak głupi
- Muszę się leczyć - wyszeptałem
- Zgodzę się, a teraz daj ludziom spać - zapomniałem że Maciek jest ze mną w pokoju.
- Yhym już się nie denerwuj. Śpij dobrze - zaśmiałem się
- Jak? - spojrzał na mnie - jak ty albo się wiercisz na łóżku wkurzony, a za chwile szczerzysz się do telefonu
- No już luz idź spać - po raz kolejny się zaśmiałem
- Boże z kim ja mam pokój? Stary podmienili cię . Weź się prześpij bo bezsenność ci nie służy - położył się na poduszce i coś mamrotał.
Ja leżałem i cieszyłem się sam nie wiem dlaczego. Nagle zauważyłem że poduszka leci w moją stronę, złapałem ją
- idź że już spać - warknął
- Dobra już dobra. Oddaję poduszkę - krzyknąłem i rzuciłem mu poduszkę ale chyba nie zdążył jej złapać
- Dostaniesz za to ale rano - powiedział oburzony
- Mówiłem oddaje - wzruszyłem ramionami
Po chwili zachciało mi się spać więc położyłem się wygodnie i odpłynąłem



---------------------------
Tak to ostatni już dziś rozdział ;)
Teraz biegnę się szykować bo za niedługo trzeba jechać!
Wiecie co macie robić? :D
Miłego popołudnia kochani! <3
Bless! <3


23 Rozdział

Przed drzwiami stał Przemek z nosidełkiem dla dzieci odwróconym do mnie tyłem.
- Heej - spojrzałam zdziwiona - my nie mamy dzieci więc nosidełko nam się nie przyda, a w ogóle nie miałeś być jutro - wpuściłam go do środka
- Hehe miałem być jutro ale udało mi się dziś wydostać z Gdyni, a o to połowa mojej niespodzianki - odparł i odwrócił nosidełko. Było w nim małe dziecko - to jest Szymek
- Ale to twój syn? - spytałam zaskoczona
- Tak - uśmiechnął się i wyjął małego z nosidełka - chcesz go na ręce - spojrzał na mnie
- No a jak mu zrobię krzywdę - spojrzałam na tą małą istotkę
- Przestań weź go - podał mi Szymka - a ja idę wstawić wodę na herbatę
Wzięłam małego i poszłam z do salonu. Mały złapał za mojego dreda który wystawał z kępy włosów i zaczął się nim bawić. Po chwili przyszedł Przemek
- Hehe mały wie co dobre do zabawy - zaczął się śmiać i postawił na stoliku dwa kubki z herbatą
- Ej ale mówiłeś że to połowa niespodzianki to w takim razie gdzie jest druga? - spojrzałam na niego
- No to zacznę od początku. Gdy dowiedzieliśmy się że Ania czyli mama Szymka jest w ciąży to zaręczyliśmy się. I teraz gdy mały się urodził to planujemy ślub. Ania dojedzie później bo musiała załatwić jakieś sprawy w pracy - upił łyk herbaty
- A co ja z Zuzą mamy z tym wspólnego. Jeśli chodzi o to, to będziemy na ślubie - mówiłam i jednocześnie bawiłam się z Szymkiem. Jego uśmiech zarażał
- No nawet nie przyjąłbym sprzeciwów ale chodzi o to że chcielibyśmy abyś albo ty albo Zuza były starszą. Ania sama zaproponowała gdy jej o was opowiadałem
- No ja to chyba nie najlepszy pomysł, a co do Zuzy to musisz jej spytać. Zaraz do niej zadzwonię - wyjęłam z kieszonki telefon i zadzwoniłam do Zuzy. Kazałam jej szybko przychodzić - zaraz będzie z chłopakiem - zaśmiałam się i powróciłam do zabawy z Szymkiem
- A czemu ty nie najlepszy? Słyszałem od Zuzy że jest jeden chłopak dzięki któremu uśmiech nie schodzi ci z twarzy - spojrzał na mnie z uśmiechem
- Taa po raz kolejny przez własną głupotę straciłam możliwość na poważny związek i teraz zamiast uśmiechu są łzy - odparłam ze smutkiem
- Aż tak źle? - spojrzał
Opowiedziałam mu wszystko łącznie z dzisiejszym jego wyjazdem z nieodebranymi telefonami. Denerwowało mnie gadanie po raz kolejny tego samego ale przed Przemkiem nie miałam tajemnic
- No to nie widzę problemu. Jedziemy tam gdzie on jest - wzruszył ramionami
- Na głowę upadłeś czy słońce wypaliło ci już to co masz pod kopułą? - spojrzałam na niego - po pierwsze nie wiem gdzie on jest, a po drugie masz dziecko - wskazałam na Szymka
- Jak Zuza przez dzień pobawi się w niańkę to nic się jej nie stanie, a adres zawsze możesz sprawdzić w necie na pewno są miejscowości w których gra koncert - próbował mnie zmusić
- i tobie się chce tłuc nie wiadomo gdzie? - spojrzałam zrezygnowana
- Szczęściu trzeba pomóc, a po za tym muszę mieć starszych na własnym ślubie no nie? - spojrzał na mnie
- Nie wiem czy to dobry pomysł - przewróciłam oczami
- chcesz odpuścić - podniósł lewą brew do góry
- Nie ale też nie wiem co mu powiedzieć - swój wzrok wbiłam w stolik który stał przede mną
- Wymyślisz po drodze. Idę po laptop - wstał i kierował się w stronę schodów
- białe drzwi po prawej - krzyknęłam
- Ok znajdę - odkrzyknął i poszedł
- Widzisz mały jakiego masz upierdliwego tatę? - mówiłam do Szymka, a ten patrzył na mnie swoimi brązowymi oczkami - ale masz piękne oczka podobne do Kamila. Ciekawe czy będzie chciał wysłuchać głupiej ciotki. Pamiętaj nie warto się zakochiwać, nie rób tego - dalej mi się przyglądał
- Nie gadaj głupot dziecku to po pierwsze, a po drugie on ma dopiero dwa miesiące i cię nie rozumie - zaśmiał się - masz szukaj - podał mi laptopa i zabrał Szymka. Wpisałam w wyszukiwarkę "Koncerty Kamila Bednarka"  i wyskoczyło mi parę stron. Otworzyłam pierwszą lepszą i było parę dat
- Najbliższy jest 21 sierpnia czyli pojutrze w Kielcach - odparłam spoglądając na niego. W tym czasie do domu weszła Zuza z Konradem. Gdy zobaczyła Przemka z Szymkiem była chyba bardziej zdziwiona niż ja. Gdy wszystko jej opowiedział i poznał Kondzia powrócił do naszego tematu.
- No to jedziemy. Zuza zostaniesz z Szymkiem jutro nie? Pojutrze przyjedzie Ania - spojrzał na nią
- Pewnie ale gdzie jedziecie? - spytała, patrząc na nas
- Szwagierka po co przeglądasz strony z Kamila koncertami - spojrzał na mnie z uśmiechem
- Jadę z nią bo jak jej nie pomogę to oni nie będą razem - przewrócił oczami
- A to coś słyszałem. Aneta do mnie dzwoniła spytać się co Kamilowi zrobiliśmy bo chodzi zdołowany opowiedziałem jej - spojrzałam na niego - spokojnie ominąłem pewne fakty - zaśmiał się
- Masz szczęście - zmrużyłam oczy - Kondziu, Szymkowi podoba się zabawa dredami zrób dobry uczynek i pobaw się z dzieckiem
- Z chęcią - wziął małego i zaczął go łaskotać i takie tam że wywołał u małego dużo śmiechu
- To co jutro wyjeżdżamy - spojrzał na mnie
- A mam wyjście? - położyłam głowę na poduszce i mamrotałam
- Nie - puścił mi oczko - a ty Konrad zadzwonił byś do tej Anety i się spytał w którym hotelu są i gdzie grają koncert, a najlepiej jak by załatwiła wejście za kulisy. Z resztą wiesz o co chodzi
- No pewnie. Zaraz zadzwonię i powiem co i jak ona już tam pozałatwia - na chwilę się oderwał od Szymka
- W co ja się wpakowałam - mamrotałam w poduszkę
- Też cię kocham siostrzyczko - spojrzałam na niego, siedział z wielkim uśmiechem
- Tak ja głupia wszystko mu powiedziałam i teraz mam - mówiłam sama do siebie idąc na górę - nie dość że nie wiem co mam powiedzieć Kamilowi to jeszcze do szefa muszę zadzwonić
- Jak byś powiedziała mu od razu że chcesz z nim być, a nie to co powiedziałaś to siedziałabyś i czekała aż wróci z trasy ale jak ty wolisz słuchać rozumu zamiast serca to teraz masz tego skutki - usłyszałam głos Przemka
- Zamilcz - krzyknęłam


---------------------------
Mamy kolejny rozdział z serii " Wena o północy" :D
Za chwilę pojawi się jeszcze jeden i zacznę się szykować bo w końcu nie zdążę się naszykować i tatuś mnie nie zawiezie ;)
Czytać, komentować i wyrażać opinie <3



22 Rozdział

Dzisiejszej nocy sen nie był mi dany. Przekręcałam się z boku na bok bijąc się z myślami i próbując zasnąć. Ręką wynalazłam telefon pod poduszką. Odblokowałam go. Na wyświetlaczu widniała nie odebrana wiadomość od Kamila " Julka co by nie było będę walczył o ciebie. Nie poddam się bez walki" - odczytałam i znowu łzy mi pociekły po policzku. Godzina 04.00 , a ja znowu płacze. Nie mogłam zasnąć więc zeszłam na dół do kuchni. Zaparzyłam sobie kawę i przysiadłam za stołem.

*
04.15 mój budzik punktualnie zadzwonił. Nie miałem siły wstać ale cóż trzeba. Zwlekłem się z łóżka i zabierając ze sobą czyste ciuchy poszedłem wziąć zimny prysznic.
- Kamil - usłyszałem głos Korni
- co jest? - odparłem, wycierając mokre dredy
- na stole masz śniadanie. Ruszaj się bo znowu się Aneta wkurzy - stała pod drzwiami i ględziła
- No już idę - wyszedłem z łazienki i wymijając Korni zszedłem na dół.
- Co ci jest? Od kąt przyszedłeś od Juli to siedzisz u siebie, teraz odpowiadasz od niechcenia - patrzyła na mnie
- Korni odpuść. Dzięki za śniadanie - odrzekłem i poszedłem do kuchni. Nie chciało mi się jeść ale wepchnąłem jedną kanapkę żeby Korni nie prawiła mi morałów na temat odżywiania się. Wstając od stołu ujrzałem podjeżdżający bus. Pobiegłem na górę po torbę i wróciłem na dół. Zakładając buty ujrzałem Kornelię która schodziła z góry, podszedłem do niej.
- Korni słuchaj - swoje ręce położyłem na jej ramionach - muszę lecieć bo chłopaki już są, widzimy się za trzy dni tak? Jak byś mogła to weź poszukaj w necie czy nikt nie chce śpiewać w chórkach bo wiesz że Ania rezygnuje i trzeba kogoś na jej miejsce. Kocham cię - dałem jej buziaka w policzek
- A co ty na to abym Julkę albo Zuzę przesłuchała - spojrzałam na niego
- Julka nie wiem czy to dobry pomysł, a Zuza ma szkołę. Ale jak chce to możesz. Pa - wybiegłem z domu i wsiadłem do busa. Przywitałem się ze wszystkimi i ruszyliśmy.

*
Pijąc już trzecią dziś kawę zastanawiałam się jak mam mu to wytłumaczyć? Zdecydowanie potrzebuje którejś z dziewczyn. Nagle poczułam wibrację i za chwilę rozbrzmiała piosenka Natural Dread Killaz - Budzisz się rano. Był to znak że pora się szykować do pracy. Niechętnie wstałam zza stołu i ruszyłam na górę. Wzięłam z pokoju ubrania i bieliznę. Udałam się do łazienki i szybko się umyłam. Założyłam naszykowane ciuchy i spojrzałam w lustro. W tamtym momencie wyglądałam jak po przejściu tornada. Na głowie miałam totalny nieład, moje dwa dredy o których wcześniej nie wspomniałam były wygięte na dwie różne strony, oczy czerwone od płaczu, wory pod oczami z niewyspania. Wzruszyłam ramionami i wzięłam do ręki kosmetyczkę. Próbowałam chodź w połowie zmienić swój wygląd. Włosy związałam w kucyk. Zaszłam do pokoju po telefon, założyłam buty i wyszłam z mieszkania drepcząc pomału do pracy.

*
Wszyscy w busie dyskutowali, śmiali się i wygłupiali. Czy tylko ja nie miałem dziś ochoty się śmiać? Zapewne tak. Moje myśli ciągle były przy Juli
- Ej Kamilku a co się z tobą stało? - spytała Aneta
- Anetka zakochał się chłopak nie widzisz - zaśmiał się Maciek
- Zejdźcie ze mnie - wymamrotałem
Wyjąłem telefon, podłączyłem słuchawki i włączając muzykę odpłynąłem.

*
Dotarłam do Galerii przed czasem. Weszłam i zauważyłam Damiana
- Czy ty spać w domu nie możesz? - spytałam na wejściu
- Też się cieszę że cię widzę - zaśmiał się - ale chyba nie tylko ja nie mogę - spojrzał na mnie
- Aż tak bardzo widać - usiadłam na krześle i bawiłam się piłeczką która nawet nie wiem skąd wzięła się na biurku
- Nie wcale nikt nie zauważy- zaczął się śmiać, a ja rzuciłam w jego stronę piłeczkę.
- Dobra zajmij się swoją robotą. Co dziś mam robić ? - niestety ale nie pamiętała
- Widzę że pamięć też zawodzi. Przyszedł nowy towar trzeba go rozłożyć na półki - wskazał na parę pudełek.
- To ja się tym zajmę - wymamrotałam i podeszłam do pudełek. Jest to praca czasochłonna, a szczególnie gdy Tobie się chce spać. Moje myśli wciąż krążyły wokół Kamila. Czemu nie posłuchałam serca? Moje przemyślenia przerwał Damian
- Julka weź się pośpiesz. Twoja zmiana się prawie kończy, a przed Tobą jeszcze pół towaru - zaśmiał się
- Nie poganiaj sennego człowieka. Nie widać że się staram? - spojrzałam na niego i powróciłam do rozpakowywania.
Gdy towar trafił w całości na półkę była 14.15. No ładnie 15 minut dłużej w pracy. Moje pierwsze nadgodziny. Zabrałam swoje rzeczy i powolnym krokiem ruszyłam do domu. Postanowiłam zadzwonić do Natalii. Odebrała po piątym sygnale. Opowiedziałam wszystko co i jak z Kamilem.
- Julka i co ja mam ci poradzić? Bo to że jesteś głupia to chyba sama wiesz? - spytała, tak my się tak czasem wyzywamy taka nasza miłość przyjacielska
- Nie wiem. Ty zawsze miałaś dobrą radę. Co mam zrobić? Może zaskoczysz mnie znów jakimś cytatem ? - ona zawsze jak nie wiedziała co powiedzieć to wymądrzała się cytatami. Taka tam Natalia z głową pełną cytatami niczym encyklopedia.
- Nie tym razem mam zamiar dać ci konkretny opieprz lub jak ty to zwiesz kazanie. Ale na początku chce wiedzieć czego jesteś aż tak głupia? Dziewczyno nie widzisz tego jak on się stara? Przecież jakbyś go nie kochała to byś normalnie w nocy spała, nie dzwoniłabyś do mnie i nie prosiła o radę. Jedź do niego i mu powiedz to co mi
- No dobra Kocham go ale co z tego? Łatwo powiedzieć jedź bo myślisz że będzie chciał ze mną gadać skoro nie odbiera telefonu? - po raz kolejny chciało mi się płakać
- Może to z tego że on wczoraj chciał stworzyć z tobą związek? Ty go kochasz ale oczywiście musisz być mądrzejsza i go olać prawda? - mówiła podniesionym tonem - nie po to dostałaś upierdliwy charakter żeby teraz się poddawać. Jak nie będzie chciał z Tobą gadać to dzwoń tak długo aż w końcu odbierze
- Natalia nie krzycz - powiedziałam równie głośno jak ona i weszłam do domu.
- A jak do Ciebie inaczej dotrzeć? - pytała
- Jejku i tak już wszystko skończone. Zraniłam go, a nie pojadę do niego bo Przemek jutro przyjeżdża. - odparłam ze smutkiem
- Jejku Zuza będzie w domu, a po za tym Przemek ma samochód niech cię zawiezie. Wolisz ratować to co może przynieść ci szczęśliwe dni w życiu czy siedzieć i czekać aż może los się uśmiechnie? - pytała już lekko wkurzona
- No ratować - nagle usłyszałam dzwonek do drzwi - Natala zadzwonię później bo ktoś do drzwi się dobija - rozłączyłam się i poszła otworzyć. Przed drzwiami stał....



------------------------
Chciałam przeprosić jedną dziewczynę która czekała wczoraj na rozdział.
Miałam go dodać wieczorkiem ale jak się wzięłam za pisanie to taka wena mnie naszła że chyba ze 4 rozdziały napisałam :D
Z racji tego że dziś jadę do koleżanki na urodziny i wracam dopiero jutro to dziś dodam jeszcze dwa rozdziały.
Dziękuje za 5000 wyświetleń minęło równo 21 dni od kiedy założyłam bloga a tu tyle wejść. Nie spodziewałam się na prawdę. Dziękuje jesteście najlepsi ;3
A tu taka moja przeróbka zdjęcia o 02.10 :D

Jest mały błąd bo zamiast MaccaBraa u mnie jest MaccaBrra ale mam nadzieję że się nie obrazicie za niego?
Proszę o komentarze i wasze uwagi co do rozdziału :)
Bless <3

piątek, 17 stycznia 2014

21 Rozdział

Spojrzałam na wyświetlacz dzwonił Przemek. Odebrałam szybko, dzwonił tylko po to aby powiedzieć że za dwa dni przyjeżdża i się rozłączył. Chwilę potem w domu rozległ się dzwonek do drzwi. Zeszłam szybko aby je otworzyć, za nimi stał Kamil. Wpuściłam go i poszłam wstawić wodę na herbatę.
- A ty sama? - spytał siadając na krześle
- Tak. Zuza poleciała do Kondzia - uśmiechnęłam się
- No tak zapomniałem. Wielce zakochani - zaśmiał się, spojrzałam na niego był lekko zdenerwowany
- Kamil co jest? - spojrzałam zalewając herbatę
- Musimy pogadać - spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach.
A co jak on chce pogadać o tym co się wczoraj wydarzyło? Co ja mam powiedzieć " Ta Kamil czuje coś do ciebie ale nie jestem gotowa na związek" bezsensu. Na ten pocałunek też nie mam dobrego argumentu bo przecież to że chciałam mu tylko pomóc z Marleną to kłamstwo. A przecież nie powiem mu  że chciałam tego, że chciałam go pocałować ale w związku nadal nie chce być.
- " Może powiedź mu prawdę?" - moja podświadomość spojrzała jak na idiotkę
Tak powiedź prawdę, tylko że ta prawda jest tak skomplikowana i zagmatwana że ja sama nie wiem co mam powiedzieć. Powiem nie zranię go, powiem tak w małym stopniu oszukam rzeczywistość. I co teraz? To że się "odblokowałam" nie zmienia faktu że się boję po raz kolejny zaufać. Czuje coś ale boje się. Czy to wszystko musi być takie skomplikowane? Czy ja sama muszę tak wszystko komplikować?
- Julka jesteś tam ? - Kamil machał mi ręką przed oczami
- Yy tak przepraszam zamyśliłam się - odparłam - to o czym chcesz rozmawiać?
- O tym co było ostatnio ale chodź do salonu - złapał mnie za rękę i prowadził w stronę salonu. Moje myśli biły się z faktami. Moje serce podpowiadało " Zaryzykuj i zaufaj. Będzie dobrze, On cię kocha", a natomiast mój rozum " Nie bądź głupia i nie ufaj. Pamiętasz te łzy, ból ? Tu będzie to samo". Kogo mam posłuchać. Serca czy rozumu? Jaka decyzja będzie najlepsza? Przełamać się i mu powiedzieć? Czy odpuścić?
Usiadłam na kanapie tuż koło niego i czekałam na to aż zacznie mówić
- Julka bo ten..ten pocał...pocałunek wczorajszy to nie była obrona przed Marleną - swój wzrok zatrzymał na oknie
- A co? - spytała z drżącym głosem
- Dobra miałem ci powiedzieć po koncercie bo jutro jadę w trasę na dwa tygodnie i będziesz miała czas na przemyślenia - Kamil przeciągał, a ja wraz nie wiedziałam co chce mi powiedzieć? I co mam odpowiedzieć?
- Możesz po polsku i nie owijać w bawełnę - spojrzałam na niego
- Mogę - odparł - dla mnie ten pocałunek był czymś ważnym. Nie umiem opisać tego uczucia które towarzyszyło mi kiedy mnie pocałowałaś. Nie chciałbym aby nasze relacje skończyły się tylko na przyjaźni. Chce czegoś więcej - spojrzał na mnie
- I myślisz że taka zwykła dziewczyna jak ja może dać ci to czego pragniesz? Kamil różnimy się i to bardzo. Ty masz swój świat w którym jest i góruje muzyka i nie wmówisz mi tego że muzyka nie jest dla ciebie ważna, a ja mam swój świat w którym jest zwykła, szara codzienność. I tym się właśnie różnimy ty masz kolorowy świat, a mój jest szary - odparłam ze smutkiem. Nie chciałam go ranić bo czuję coś do niego ale jednocześnie boję się zaufać
- Jeśli byś chciała mógłbym go zabarwić. Julka proszę cię daj nam szanse. Jesteś wyjątkową i piękną dziewczyną. Zrozum to że cię Kocham - spojrzał mi w oczy. Poczułam ukucie w sercu i chociaż we mnie wszystko się cieszyło to ja miałam dylemat. Co zrobić?
- Kamil chciałabym ale nie potrafię. Czuje coś do ciebie ale boję się, zrozum boję się zaufać już raz zostałam bardzo zraniona i ledwo co się z tego podniosłam. Gdyby nie wsparcie Zuzy mnie by już tu nie było. Nie chce kolejnych łez, bólu, wspomnień i tęsknoty. Nie jestem gotowa na związek. A przede wszystkim nie dałabym ci tego czego oczekujesz, czego pragniesz. - czułam że do moich oczu napływają łzy
- Ok poczekam ile będzie trzeba. To był błąd że dziś tu przyszedłem i ci to powiedziałem. Przepraszam, zapomnij o tym. Cześć - wstał i szedł do wyjścia
- Kamil czekaj... - wstałam i kierowałam się za nim ale zatrzymałam się gdyż drzwi zamknęły się z trzaskiem. Oparłam się o nie i zsunęłam się na ziemie. I co teraz? Zraniłam go i jednocześnie straciłam być może szanse na szczęśliwe życie. Z moich oczu płynęły łzy strumieniami. Nie zatrzymywałam ich. Zachciało mi się słuchać rozumu po raz kolejny i po raz kolejny się na nim zwiodłam. Po raz kolejny przez własną głupotę straciłam ważną dla mnie osobę. Zachciało mi się doszukiwania różnic. Dzwoniłam do niego parę razy, chciałam mu to wyjaśnić ale nie odebrał. Nie dziwie się mu olałam i zraniła go. Siedziałam tam z godzinę? dwie? Podniosłam się z podłogi i poszłam do siebie. Wzięłam bluzkę, spodenki oraz bieliznę i poszłam wziąć prysznic. Przez dużą ilość łez wylanych czułam w środku siebie pustkę. Tak zwyczajnie czułam że prócz kości w środku nie mam nic. Wszystkie uczucia jakby na chwile się ulotniły. Nalałam wody do wanny i swoje ciało zanurzyłam w ciepłej wodzie. Tego mi było trzeba. Jutro ostatni dzień do pracy w tym tygodniu. To tylko 6 godzin pracy. Wyszłam z wanny, wytarłam swoje ciało i wtarłam w nie krem czekoladowy. Ubrałam się w naszykowane rzeczy, zmyłam makijaż i wróciłam do pokoju. Nastawiłam budzik i z nadzieją że usnę położyłam się.

*
I po co ja tam do niej poszedłem? Po co cokolwiek mówiłem? Czy tego chciałem? Chyba nie. Ja głupi myślałem że sprawy potoczą się inaczej, wydarzenia obiorą inną drogę. Wróciłem do domu, na dole nikogo nie było więc szybko pognałem do siebie do pokoju. Chciałem mieć chwilę spokoju. Chwilę dla siebie na przeanalizowanie wypowiedzianych słów. Przypomniałem sobie o jutrzejszej trasie. Niby to tylko dwa tygodnie, a mimo to dużo. Jeszcze niedługo Kondzia urodziny. Wstałem z łóżka, wziąłem ciuchy na zmianę i poszedłem wziąć szybki prysznic. Po powrocie spakowałem moja torbę i wysyłając sms'a do Juli, położyłem się spać. Nie odpuszczę tak łatwo. Będę walczył, chodzby to miało okazać się na marne, nie poddam się.


----------
Mamy kolejny :D
Proszę o komentarze i szczere opinie. :)
Za niedługo pewnie pojawi się kolejny :D
Dziękuje za liczne wyświetlenia jesteście kochani <3 

czwartek, 16 stycznia 2014

20 Rozdział

Puściliśmy film i wróciliśmy na miejsca. Marlena już się inaczej zachowywała.
- Dobra ja będę spadać - odezwała się Marlena
- Już - spojrzałam na nią
-No tak. Jutro do pracy - wzruszyła ramionami.
Spojrzałam na zegarek była 22.00
- Dobra to cię odprowadzę - wstałam z podłogi i poszłam ją odprowadzić do drzwi.
- Julka przepraszam za tamto wcześniej. Nie wiem co mi się stało. Chyba chciałam żeby choć przez chwile ktoś się mną zainteresował - spojrzała na mnie, podeszłam do niej i ją przytuliłam
- Nie ma za co - wyszeptałam
- To co widzimy się jutro w pracy tak? - uśmiechnęła się i popatrzyła mi w oczy. Widziałam w nich smutek
- Tak - odwzajemniłam uśmiech wystawiając rząd białych ząbków.
- W takim razie Miłej nocki - zaśmiała się - Pa - krzyknęła i dała mi buziaka w policzek.
- Cześć - odparłam
Może Marlena nie była taka zła? Pewnie miała jakieś przykre wspomnienia z dzieciństwa i teraz chciała to zmienić? Nie wiem. Zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu. Przystanęłam przy wejściu
- Ej ja idę się umyć i spadam spać - oznajmiłam
- Tak szybko? - spytał smutny Kamil
- No widzisz Kamilku tobie zachciało się odpokutować swoje czyny, a ja siedziałam na policji więc teraz muszę za kolegę w pracy siedzieć - poklepałam do po ramieniu.
Wyszłam z salonu i poszłam wziąć szybki prysznic. Wracając do pokoju usłyszałam że telewizor jest nadal włączony. Czyli że jeszcze oglądają. Weszłam do pokoju i poczułam falę zimna. Przypomniałam sobie że nie zamknęłam drzwi balkonowych. Szybko je zamknęłam i wskoczyłam pod kołdrę. Gdy już zasypiałam, usłyszałam że ktoś otwiera drzwi i za chwile je zamyka. Po chwili zasnęłam.

***
Punkt 06.10 mój budzik już dzwonił. Szybko go wyłączyłam i z niesmakiem wstałam z ciepłego łóżka. Zastanawiałam się gdzie był Kamil zawsze spał u mnie, a teraz go nie ma. Wzruszyłam ramionami i ubrałam na siebie jakieś ciuchy. Zabierając telefon wyszłam z pokoju. Schodząc na dół spostrzegłam że w salonie ktoś jest. Zajrzałam do salonu i ujrzałam śpiącego Kamila. Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni. Tam natomiast była Korni.
- Hej. Czemu nie śpisz?- dałam jej buziaka w policzek
- Hej. Jakoś mi się nie chce - oparła głowę na ręce i mi się przyglądała gdy robiłam kanapki.
- Chcesz kawę - spojrzałam na nią. Pokiwała głową na " tak". Zaparzyłam kawę i postawiłam przed nią talerz z kanapkami
- Smacznego - usiadłam koło niej i upiłam łyk kawy
- Dziękuje - lekko się uśmiechnęła
- Co jest? - spojrzałam na nią
- Nic takiego - machnęła ręką
- Mów! - rozkazałam
- No bo jest, a raczej był taki chłopak którego poznałam przypadkiem. Utrzymywałam z nim kontakt ale nagle przestał się odzywać
- A mogę wiedzieć gdzie go poznałaś? - spytałam
- No siedziałam w kawiarence na rynku i podszedł, zagadał - leżała na ręce i mamrotała
- No to w Niedzielę idziemy na rynek może go spotkamy - wstałam i odłożyłam naczynia - a teraz przepraszam ale spadam do pracy - wyszłam z kuchni
- wiesz że spotkanie go jest niemalże nie prawdopodobne ? - stała przede mną
- A wiesz że strasznie marudzisz? Idź spać to ci przejdzie. Pa - wyszłam z domu. Droga do pracy minęła mi dość szybko. Wchodząc co Empiku ujrzałam Damiana
- Hej gdzie Marlena ? - podobno to z nią miałam być dziś w pracy
- Zachorowała i musiałem ją zastąpić - uśmiechnął się
Dziś to ja przejęłam obowiązki Marleny i doradzałam kupującym. Nie było to męczące zajęcie wręcz przeciwnie dużo się dowiedziałam na różne tematy. Gdy moja zmiana się skończyła opuściłam swoje miejsce pracy z uśmiechem. Wracając do domu wstąpiłam do cukierni i kupiłam kawałek ciasta. Gdy wracałam zadzwonił Przemek. Rozmawiałam z nim aż do mojego bloku. Powiedział że musimy się koniecznie spotkać ponieważ ma nam coś ważnego do przekazania. Powiedziałam że spróbuje wykombinować urlop i się rozłączyłam. Do domu weszłam z uśmiechem.
- Jestem! - krzyknęłam
Poczułam przyjemny zapach dobiegający z kuchni. Był to znak że Zuza coś pichci.
- A co tu się dzieje? - spytałam całując ją w policzek
- Co ty taka radosna? - spojrzała na mnie
- Czyli gramy w pytanie za pytanie? - zaśmiałam się podkradając warzywo z patelni przez co dostałam po głowie. Kochana siostra
- Ałł to bolało - krzyknęłam
- Idź umyj ręce - zaśmiała się
- Ok. Tam jest ciacho - wskazałam na siatkę i pobiegłam do łazienki. Widać było że Zuza jest wesoła bo zawsze jak coś się dobrego wydarzyło to robiła moje ulubione jedzonko. A mianowicie warzywa duszone na patelni. Wróciłam szybko do kuchni zasiadając do stołu i jedząc pierwsze kawałki pysznego jedzonka.
- Co się takiego stało że tryskasz taką energią? - spytała
- A musiało się coś stać? - spojrzałam na nią
- No nie ale widzieć u ciebie uśmiech to zazwyczaj było święto, a teraz niemalże codziennie. Czyżby na to ma wpływ Kamil? - zaśmiała się
- Może - pokazałam jej język -a tak w ogóle to Przemek dzwonił i powiedział że musi nam coś powiedzieć ważnego i się pytał czy możemy wpaść do niego czy on ma do nas - mówiłam zajadając się warzywami
- Czyli jedziemy do Gdyni - krzyknęła odkładając talerz
- Jak dostanę urlop - odparłam
- A tylko spróbuj nie to cię uduszę chyba - zaśmiała się - dobra ja uciekam do Kondzia. Pa - krzyknęła i wyszła
- No to zostałam sama - mruczałam, uderzając opuszkami palców o blat stołu.
Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Trafiłam na program który nagrywał wywiady z gwiazdami. Dziś Kamil miał mieć wywiad więc poczekałam dłużej chciałam usłyszeć o co będą go pytać. Pytania były głównie o płycie i koncertach ale nie było co oglądać to słuchałam tego wywiadu i jednocześnie sprzątałam w salonie. Jedno pytanie przykuło moją uwagę
- Kamilu większość osób wie że 15 Sierpnia byłeś na policji nie oczekujemy od ciebie wyjaśnienia ale chcemy wiedzieć jak na to zareagowali fani? Czy mimo to są nadal z tobą i cię wspierają? - spojrzałam w ekran
- Powiem tak prawdziwy fan jest i będzie cię wspierał za to co tworzysz i nie będzie przejmował się twoim życiem prywatnym. Fani ci prawdziwi są do dziś i za to im dziękuje za ich wsparcie i motywacje - Kamil mówił to z uśmiechem. Zastanowiłam się chwilę i wróciłam do sprzątania. Gdy salon był ogarnięty, wzięłam laptopa i błądziłam po sieci. Nie było nic ciekawego więc go wyłączyłam. Z braku zajęcie poszłam do pokoju i zaczęłam grać na gitarze. Nagle zadzwonił mój telefon.



----------------------------------
Kolejny rozdział który powstał iż mam za dużo czasu :)
Czytać i mówić czy się podoba czy nie :)
Potrzebuje waszej pomocy. Mam nagły brak pomysłu na dalsze części opowiadania. Może wy coś macie?
Z chęci wysłucham waszych propozycji :D
21 rozdział już napisany aby trzeba dodać.
Jeśli napadnie mnie wena to dodam go dziś a jak nie to zostawię go na jutro. :)


środa, 15 stycznia 2014

19 Rozdział

Wyszłyśmy z Galerii i udałyśmy się do sklepu. Robiąc zakupy ciągle się wygłupialiśmy. Zrobiłyśmy zakupy i wróciliśmy do domu. Wchodząc do klatki Marlena przystanęła tuż przy drzwiach
- A ty co nie chcesz poznać Bednarków - zaśmiałam się
- Nie no ale wiesz tak dziwnie się wpraszać - lekko się skrzywiła
- Daj spokój - pociągnęłam ją za rękę i weszłyśmy do środka. Już od progu było słychać muzykę.
- Już jestem i przyprowadziłam gościa - krzyknęłam
Z za futryny kuchni wychylił się Kondzio
-  Hej - z wielkim bananem krzyknął i dostał po głowie od Zuzy - ałć to bolało, za co?
- Nie próbuj więcej - zagroziła Zuza
- Tu tak zawsze nie przejmuj się - szepnęłam, a Marlena lekko się uśmiechnęła. Udałyśmy się do kuchni i zapoznałam Marlenę ze wszystkimi. Kamil kręcił się po kuchni i podjadał warzywa z sałatki którą robiłam z Korni.
- Kamilku, a ciebie nie nauczyli że się nie podjada - spytałam z uśmiechem
- Przepraszam mamusiu ale nie mogę się tak patrzeć i nie podjeść - uśmiechnął się i dał mi buziaka w policzek. Widziałam jak Marlena na nas patrzy. Chciało mi się śmiać
- To idź do mnie do pokoju, weź laptop i gdzieś tam w szafce mam kabel do tv. Włączymy jakiś film - uśmiechnęłam się, krojąc warzywa. Kamil dalej stał i mi się przyglądał - nie zrozumiał? - zażartowałam
- Za szybko mówisz - zaczął się śmiać
Wszyscy wybuchli śmiechem
- Pokój, laptop, szafka, kabel. Czaisz! - spojrzałam na niego
- Dobra to idziesz ze mną - złapał mnie za rękę
- Tylko grzecznie tam - Kondzio zaczął się śmiać
- Kondziu my to nie ty - pokazałam mu język.
Wchodząc po schodach Kamil ciągle trzymał mnie za rękę. Poszliśmy do mnie do pokoju, wzięliśmy laptopa ale nie mogłam znaleźć kabla do tv
- Dobra chodź zaraz go znajdę - Kamil zabrał laptopa i wyszliśmy. Schodząc na dół zauważyłam że Marlena się nam przygląda. Pomyślałam że się w Kamilu zauroczyła, a na mnie patrzy jak by chciała mnie zabić.
- Ej czy twoja koleżanka czasem nie zabija się wzrokiem - przytulił się do mnie i szeptał do ucha.
- Bednarek masz powodzenie - szepnęłam i zaczęłam się śmiać
Wróciliśmy do salonu, wszyscy już pozajmowali miejsca. Jedyne wolne co Kamil zajął było koło Marleny. Lekko się zdenerwowałam niby nie byliśmy razem ale tak już jest jak ty coś do kogoś poczujesz i jednocześnie kto inny próbuje osiągnąć to samo. A w dodatku twoja koleżanka z pracy. Czyli jednym słowem byłam zazdrosna. Marlena ciągle się uśmiechała do Kamila, żartowała i takie różne, Kamilowi się chyba to nie spodobało bo rozglądał się po bokach i co raz się do niej uśmiechał i coś bez sensu odpowiadał. Korni jak na nią patrzyła to odwracała się z taką miną że mi się śmiać chciało

*
Jejku ta Marlena się jakaś dziwna ciągle coś gada do mnie i myśli że ja jej słucham i jak na złość nie ma nigdzie więcej wolnego miejsca tylko akurat koło niej.
- A co tam Marlena u ciebie. Czym się zajmujesz? - spytała Korni
Wykorzystałem szanse i podszedłem do Juli. Chciałem pokazać Marlenie że dla mnie liczy się tylko Julia.
- Pomóc ci w czymś - szepnąłem i przytuliłem ją od tyłu
- Jak byś mógł to podłącz laptop - odwróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. W tamtej chwili jedyne czego pragnąłem to zatopić się w jej czerwonych ustach. Ale nie mogłem przecież Korni mi mówiła że ona jest niedostępna ale ostatnio Julka się jakoś inaczej zachowuje może coś się zmieniło i mam wolne pole do walki? Jejku myślę jak przedszkolak "pole do walki" przecież to głupio brzmi. Julka przysunęła się bliżej, nachyliłem się i nasze czoła się spotkały
- Proszę cię zrób coś bo mam jej dosyć - szepnąłem
- Ej może najpierw film włączcie a później sobie gadajcie - krzyknął Kondzio
Julka spojrzała mi w oczy, a następnie na Konrada.
- A ciebie w przedszkolu nie nauczyli że nie przeszkadza się starszym jak rozmawiają - pokazał mu język.
- Coś poradzimy - szepnęła i poklepała mnie po ramieniu

*
Miałam ochotę pójść i prosto z most powiedzieć Marlenie że Kamil jest mój. Ale jak by to brzmiało? Nie jesteśmy razem a mówię że jest mój. Postanowiłam sprawdzić czy na serio się w nim zauroczyła. Dalej stałam przy Kamilu, a on starał się znaleźć jakiś film.
- Julka chodź pomożesz mi przynieść te rzeczy - Zuza na mnie spojrzała
- Ok. już idę - rzekłam
Kamil był do mnie tyłem więc wykorzystałam moment i się do niego przytuliłam
- Wybierz coś fajnego i uważaj ja zaraz przyjdę - szepnęłam i dałam mu buziaka w kark.
- Może być horror - usłyszałam wchodząc z salonu
- Nie! - krzyknęłam
- Czemu? - Kamil się odwrócił i popatrzył na mnie
- Bo się boję - zaśmiałam się
- To ja tu będę i cię obronie - zażartował - w nocy też mogę - poruszył brwiami
- I co jeszcze? - spytałam
- Nagroda taka słodka - uśmiechnął się
- A mianowicie jaka i za co? - spojrzałam na niego
- całus pomiędzy lewym, a prawym policzkiem, a powód tej nagrody nieznany - zaczęliśmy się śmiać
- Oj Bednarek, Bednarek - krzyknęłam wchodząc do kuchni
- Czyli tak? - spytał radosny
- Czyli może - zaśmiałam się
Weszłam do kuchni i spojrzałam na stół. Były tam różne przekąski
- Kto to zje ? - spytałam z niedowierzeniem
- Nie zapominaj że pod swoim dachem masz dwóch Bednarków wiecznie głodnych - Zuza zaczęła się śmiać
- I ty myślisz że te chucherka tyle w siebie wpakują ? - spojrzałam na nią
- Przecież nie ma tego aż tak wiele. A co do jednego chucherka to czemu czegoś nie zrobisz przecież ta dziewczyna się do niego klei. Nie widzisz tego? - popatrzyła na mnie
- Widzę, ale czemu mam coś robić przecież to jego życie i skoro mu to nie przeszkadza to czemu mam się wtrącać ? - spytałam bo nie wiedziałam o co jej chodzi, chodź w głębi chciałam jej o wszystkim powiedzieć
- Nie udawaj Korni mi powiedziała że Kamil ci się podoba więc może powinnaś to zrobić po to aby go nie stracić - podniosła głos
- Nie mów tak głośno - upomniałam ją - i nie naciskaj jak będę chciała to coś zrobię a teraz chodź - wzięłam ze stołu przekąski i zaniosłam do salonu. Wchodząc do pomieszczenia ujrzałam że Marlena pomaga wybrać Kamilowi film. Stała koło niego, a jej ręka spoczywała na jego ramieniu. Przystanęłam na chwilę, spojrzałam na nich i w moich oczach zakręciła się łza. Narzuciłam sztuczny uśmiech i postawiłam przekąski na stole. Zuza przyniosła wino. Odebrałam napój od niej i poprosiłam aby poszła po kieliszki
- Otworzysz? - spytałam Kondzia, wystawiając przed siebie rękę z winem.
- Dla ciebie wszystko szwagierko - zaczął się śmiać
- Jula zrób coś zanim nie będzie za późno - wtrąciła się Korni
- Co wy wszyscy macie z tym zrób coś i zrób coś to jego życie i może robić co chce - szepnęłam lekko wkurzona
- Ale skoro ci się podoba to może zawalcz co? Bo za chwilę będzie za późno i możesz tego żałować - spojrzała na mnie
- I tak już żałuje że cokolwiek powiedziałam na ten temat. Żałuję wszystkiego w moim życiu więc o jeden błąd więcej nic mi nie będzie - odparłam już wkurzona, Kamil się odwrócił i na mnie spojrzał, a z moich oczu wydobyła się łza. Korni mnie przytuliła
- Przepraszam - wyszeptała
- To moja wina ja ją tu przyprowadziłam - wyszeptałam i mocniej sie przytuliłam
- Już spokój. Pokaż jej kto tu rządzi dasz radę. Musisz dać! - powiedziała i na mnie spojrzała
- Muszę - uśmiechnęłam się - spróbuje ok? - spytałam
- Ok, ok - zaśmiała się
Wzięłam kieliszek z nalanym wcześniej przez Kondzia winem. Przysiadłam na brzegu fotela obok Zuzy i się zastanawiałam jak mam to zrobić? Przecież widać że jak ja go przytulam na nią to i tak nie działa. A przecież nie podejdę i nie pocałuje go. Wyjdę na idiotkę. Nie wiem czy on czeka na jakikolwiek ruch z mojej strony, nie wiem czy w ogóle mnie kocha jak mówiła Korni. Z transu wyrwał mnie dźwięk piosenki Kamila - Ziemia Obiecana. Wiedziałam że dzwoni mój telefon ale nie chciałam odbierać bo chciałam posłuchać tej piosenki. Lubiłam ją z resztą jak wszystkie inne jego piosenki.
- Jula telefon ci dzwoni - spojrzała na mnie Zuza
- Dzięki, wiem. - zaśmiałam się i podeszłam do telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się numer wraz z imieniem mojego brata ciotecznego.
- Przemo - krzyknęłam i odebrałam
Przemek był o 2 lata starszy. Gdy miał 19 lat wyjechał do Gdyni. Kontaktowaliśmy się jedynie telefonicznie. Zapraszał mnie z Zuzą do siebie ale nigdy nie było czasu. Zawsze miał dla mnie czas. Jak byłam młodsza to zawsze mogłam się do niego zwrócić z jakimkolwiek problemem i wiedziałam że mi zawsze pomoże. Jak zwykle wypytywał się co u mnie, czy nagle się odblokowałam i takie tam. Wyszłam na balkon u siebie w pokoju. Nigdy nie lubiłam rozmawiać przy kimś. Na dworze było zimno ale mimo to nie przeszkadzało mi to. Rozmawiając spojrzałam przed siebie. Ten wieczór był piękny zresztą jak każdy inny we Wrocławiu. Tutaj na dworze było tak kolorowo i zaskakująco. W Drzewcach nigdy tak nie było. Na niebie widniały gwiazdy które migały do przechodni jasnym blaskiem. Zaczerpnęłam świeżego powietrza i poczułam jak ktoś wchodzi na balkon. Bez odwracania się wiedziałam że to Kamil. Założył na moje ramiona swoją bluzę i mnie mocno przytulił.
- Przemo pogadamy kiedy indziej ok? A przyjazdem się nie przejmuj. Na pewno przyjedziemy. Ale wiesz że jest coś takiego jak taka sama droga i że ty też byś mógł odwiedzić swoją młodszą siostrzyczkę - zaśmiałam się do słuchawki.
- Rozumiem. Pewnie jakiś tam chłopak do ciebie przyszedł i już gadać nie może. Ładnie, ładnie - zaczął się śmiać - dobra to papa Buziaczki
- Buziaki - odparłam i się rozłączyłam
Dalej stałam do niego tyłem. Chciałam coś powiedzieć ale zmieniłam zdanie
- Kto taki dostawał buziaczki - szepnął Kamil
- Brat - chciałam dodać coś jeszcze ale w stosunku do Kamila nie potrafię być chamska
Dlaczego? Dlaczego akurat teraz gdy go pokochałam pojawiła się ona? To była moja wina że ją tu przyprowadziłam ale nie wiedziałam że ona taka jest.
- Mogę wiedzieć kiedy ona pójdzie. Nie chce być nie miły czy coś bo to twoja koleżanka ale wiesz trochę mam jej dość - szeptał mi we włosy.
- A myślałam że jej towarzystwo już ci nie przeszkadza - nie rozumiałam go jeszcze przed chwilą siedział z nią i żartował a teraz co?
- Nie chciałem jej powiedzieć niemiłych słów i dlatego z nią rozmawiałem - zaczął się tłumaczyć
- Ale nie musisz mi się tłumaczyć przecież nie jesteśmy razem więc możesz robić co chcesz - odrzekłam i pożałowałam tych słów. Czy ja nigdy nie umiem ugryźć się w język? Nie chciałam aby on zaczynał temat związków, a teraz ja go zaczynam. 
- No właśnie nie jesteśmy - odparł, słychać było smutek w jego głosie. Odwróciłam się do niego. Spojrzałam w jego oczy i znów to samo uczucie. Nie liczy się nic innego tylko on.
- Mam pomysł - głośniej powiedział
- Jaki tym razem? - dalej patrzyłam w jego oczy.
- Ja coś zrobię teraz, a ty to samo na dole - poruszył brwiami
- No nie wiem ty masz strasznie wybuchowe pomysły - zaśmiałam się - a po za tym ja będę miała trudniej bo tam nikogo nie ma, a ... - przerwał mi całując mnie w usta
W tym momencie czułam radość. Do niedawna zastanawiałam się czy on mnie kocha na serio a teraz on mnie pocałował.
- Marudzisz, a teraz to samo na dole - krzyknął i uciekł
- Jak myślisz że będę za tobą biegła to się mylisz - krzyknęłam wychodząc z pokoju
- Wystarczy jak zrobisz to co uzgodniliśmy - krzyknął powracając na swoje miejsce czyli koło Marleny
- Po pierwsze to ty zadecydowałeś za mnie, a po drugie to nie takie proste - mówiłam wchodząc do salonu
- bo ty za bardzo marudzisz to ja musiałem zadecydować - uśmiechnął się - a co w tym trudnego
- Zgaduj - zaśmiałam się, oczywiście wszystkie głowy skierowane na nas bo film się im skończył i teraz znaleźli sobie sensację. Podeszłam do laptopa i wyłączyłam poprzedni film
- To co teraz oglądamy - ja bym puściła jakieś romansidło jak to Kondziu mówi ale musiałam liczyć się ze zdaniem innych
- Jak zrobisz to co obiecałaś to wszystko obejrzę - Kamil się do mnie przytulił. Jemu to chyba nie przeszkadza że wszyscy się na nas patrzą. Niby to najbliżsi i się znamy ale nie lubiłam być w centrum uwagi.
- Tak się składa że decyzja nie należy tylko do ciebie ale i do innych misiek - zaśmiałam się - a tak swoją drogą co za problem żeby ty to zrobił za mnie bo ja nie widzę żadnego - spojrzałam na niego
- Ja ich przekonam o to się nie bój. Czyli że mam to powtórzyć jesteś pewna - dziwnie się na mnie popatrzył
- Bednarek nie wiem co ci w tej główce siedzi - uderzyłam lekko w jego czoło - ale się boję
Mimo wszystko chciałam go pocałować żeby ona w końcu zrozumiała że nie ma u niego szans, moja intuicja podpowiadała " zaryzykuj!' ale ich twarzy wywołują u mnie lekki wstyd. Zaczęłam się śmiać
- Z czego się chichrasz ? - popatrzył na mnie i uniósł lewą brew do góry
- Z ciebie - zaśmiałam się i poczułam jego oddech na moich ustach. Przybliżyłam się i dałam mu szybkiego całusa. Liczyłam że nikt tego nie zauważy ale chyba się przeliczyłam
- Czy my o czymś nie wiemy? - spytała Korni
- Tak - zaśmiałam się - nie wiemy jaki dalej film oglądamy
- No to wybierz coś zdamy się na was - spojrzał na mnie i na Kamila - ale wydaje mi się że każdemu bardziej odpowiada jak to wy odgrywacie scenki - Kondzio zaczął się śmiać
- Co za dużo to nie zdrowo - spojrzałam na Kamila miał uśmiech na twarzy - a po za tym od kiedy ty mi Kondziu pozwalasz decydować o filmach przecież ja romansidła oglądam - swój wzrok przeniosłam na Kondzia - siostra chłopaka ci podmienili
- Haha bardzo śmieszne. Od kiedy jestem z twoją siostrą to trochę ich już naoglądałem że kolejny do kolekcji będzie - pocałował Zuze w polcziek
- Rzygam tęczą - wszyscy wybuchliśmy śmiechem, Odwróciłam sie do laptopa aby coś wybrać. Kamil nadal się do mnie przytulał - musisz? - spytałam
- Takk - przeciągnął ostatnią literkę - pomogę ci coś wybrać
Nachylił się koło mnie i próbował coś ze mną wybrać. Wybór padł na " p.s. Kocham cię"




-----------------------------------
Wiem że rozdział miał być w czwartek.
Ale zachorowałam i postanowiłam że jak mam przeleżeć cały dzień w łóżku to chociaż coś zrobię pożytecznego :)
Mam nadzieję że przez moją chorobę nie popsułam rozdziału i mimo wszystko się wam podoba
Chciałam żeby w opowiadaniu było ciekawie więc wprowadziłam taką małą intrygę czy coś w tym stylu
Rozumiecie : Julka rywalizuje z Marleną
Nie wiem czemu ale tak jakoś mi wpadło do głowy
Komentujcie i w razie pytań zapraszam  ----> http://ask.fm/Pati5886
Dziękuje dziewczynom które odwiedzają i komentują rozdziały. Dajecie mi wielką motywację.
Bless <3