niedziela, 12 stycznia 2014

16 Rozdział

Siedziałyśmy we dwie z Kornelią ponieważ Aneta musiała pojechać odwołać najbliższe koncerty i załatwić parę spraw. Byłam wściekła i na Kamila i na policjantów którzy wychodzili z pokoju do pokoju ale żeby coś powiedzieć to żadnego nie ma. Korni opierała się o mnie i płakała. Przyglądałam się osobom wchodzącym na korytarz bo nic innego mi nie pozostało. Ujrzałam znaną mi sylwetkę chłopaka.
- Kuba? - spojrzałam w jego stronę, Korni podniosła się i patrzyła na mnie - co ty tu robisz?
- Cześć. Dowiedziałem się od Marleny co się stało. Wiem jak wam pomóc - patrzył na mnie
- Niby jak? - spytałam bo z tego co pamiętam to pracował ze mną w Empiku, a nie był prokuratorem
- Mój brat tu pracuje. Gadałem z nim może wam przybliżyć sprawę. Chcecie? - pytał jak by nie wiedział
- jeszcze pytasz? - nie wierzyłam że to nam cokolwiek pomoże ale warto spróbować.
- To chodźcie
Wyszliśmy za nim na zewnątrz. Stał tam chłopak nie wiele starszy. Podeszliśmy do niego.
- Dobra nie mam za dużo czasu więc przejdę do konkretów. Kamil sam się do nas zgłosił więc będzie to brane pod uwagę, a do tego Ty nie złożyłaś zeznań przeciwko niemu - spojrzał na mnie - to może go uratować
- No dobra ale kiedy go wypuszczą ? - pytałam
- To zależy od prokuratora. Z tego co słyszałem sprawa nie będzie kierowana do sądu więc powinno się skończyć na karze pieniężnej. Powinni wypuścić go jeszcze dziś. Sory ale muszę iść i tak za dużo powiedziałem
- Jasne dzięki - krzyknęłam do niego
Czyli jednak wyjdzie. Cieszyłam się. Nie wiem jak bym zniosła jeśli by go zamknęli
- Jejku Kuba dzięki - przytuliłam go
- Spoko czego się nie robi dla koleżanki, a pracą się nie przejmuj zastąpisz mnie jutro i będą rachunki wyrównane - puścił oczko i się uśmiechnął
- Jasne jutro i w czwartek też pójdę. Nie ma to dla mnie problemu. A tak w ogóle to Kornelia - wskazałam na Korni, była już bardziej radosna
- Kuba - podał jej rękę, uścisnęła ją - akurat by się przydało jak byś mogła pójść też w czwartek bo wiesz dziewczyna ma urodziny w środę no i rozumiesz - zaśmiał się
- Nie tłumacz się. Pewnie pójdę. Dobra my wracamy do środka - odparłam
- Ok. Ja spadam Pa - przytulił mnie i Korni i odszedł
Wróciłyśmy we dwie do środka
- Korni może zadzwoń do Anety. Powinna wiedzieć - spojrzałam na Korni miała czerwone oczy od płaczu
- Masz rację. Zaraz wracam - wyszeptała i wyszła zadzwonić. Usiadłam na krześle i dopiero teraz racjonalnie myślałam. Cieszyłam się że Kamila wypuszczą ale mimo to i tak jestem na niego zła. Nie rozumiem tego. Czy aż tak musiało to daleko zajść żebym ja poczuła głupie ukucie w sercu? Żebym zrozumiała że jest dla mnie ważny?
Ujrzałam idącego w moją stronę policjanta którego wcześniej źle potraktowałam
- A jednak policja coś zrobiła i pani znajomy dziś wychodzi. Ale resztę powie pani za chwilę prokurator - zatrzymał się z uśmiechem
- Przepraszam, nie powinnam ale byłam zdenerwowana. Jest mi teraz strasznie głupio - spaliłam buraka
- No nie powinnaś ale nie gniewam się. Jest to dla ciebie ważna osoba więc nie dziwie ci się. Sam pewnie podobnie bym się zachował. Wszystko rozumiem. Tylko na przyszłość uważaj bo są tacy co mogą cię za takie odzywki ukarać - uśmiechnął się i odszedł
Oparłam głowę o ścianę i myślałam. Dopiero teraz Kamil zobaczy co to znaczy nie dotrzymać obietnicy. Na samą myśl aż się uśmiechnęłam. Za chwilę wróciła Korni. Widać było po niej że już się nie martwi aż tak bardzo
- Aneta chciała tu przyjechać ale powiedziałam że damy radę - przysiadła koło mnie
- No i dobrze. Będzie miała swoje 5 minut do popisu teraz my mu damy popalić. Zobaczy co to złość u kobiet - szeroko się uśmiechnęłam i na nią spojrzałam
- Oj będzie tego gorzko żałował - kręciła głową. Po dłuższej chwili ujrzałyśmy idącego Kamila i za nim chyba prokuratora
- Sprawa nie trafiła do sądu ponieważ pani nie złożyła zeznań i nie możemy. Po prostu na pana Kamila została nałożona kara pieniężna i z naszej strony to tyle - uśmiechnął się do nas
- Dziękujemy. Tym razem to my mu taką kare damy że popamięta - spojrzałam na niego
"Tak Kamil bój się" - moja podświadomość mówiła jakby on ją słyszał
- Dobrze. Do widzenia - rzekł i odszedł
- Ty nawet nie próbuj się odzywać do nas - Korni zagroziła Kamilowi - Jula u ciebie jest Kondzio tak?
- Tak. Znaczy był wieczorem, a czy dalej tam jest to nie wiem ale zapewne tak - odparłam - czyli jedziemy do mnie
- Przepraszam - jedynie tyle był w stanie wydukać
- Teraz? Serio? Dopiero teraz? Jakoś wcześniej nie myślałeś co robisz - Korni nie wytrzymała i zaczęła na niego krzyczeć
- Korni cicho - podniosłam głos - poniesie tego konsekwencję ale nie krzycz na niego n komisariacie. Chodźcie - wskazałam na drzwi.
Wsiedliśmy do zamówionej wcześniej taksówki. Przez całą drogę Korni pouczała Kamila ja wolałam się nie odzywać. Bo co by to dało? I tak jest już po fakcie. Z drugiej strony go rozumiałam też by mnie sumienie gryzło. Teraz dopiero bidulek zobaczy co to gniew siostry. Lekko się uśmiechnęłam, chodź miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Na moje szczęście już po chwili staliśmy pod blokiem. Zapłaciłam i taksówka odjechała. Kamil już nie wytrzymał
- Kornelia już zrozumiałem. Tak masz brata idiotę ale to źle że się przyznałem? Mam chociaż czyste sumienie w połowie. Nikt ci nie kazał tam siedzieć - zaczął na nią krzyczeć
"To się zaczęło piekło" - pomyślałam
- Dobra spokój - krzyknęłam, obydwoje na mnie spojrzeli przez co ja miałam ochotę się śmiać - i jedno i drugie zamknąć się - mówiłam z powagą
- Bronisz go? - spytała - sama byłaś na niego wkurzona a teraz co?
- Nie, nie bronię go ale chyba już zrozumiał że zrobił źle. Ględzisz mu już od dobrych 20 minut. Chyba starczy - patrzyłam na nią
- Dobra idę na górę - kierowała się w stronę drzwi. Kamil odetchnął
- Nie myśl że to koniec - zagroziłam
- I ty? - pytał
- Tak. Bo obiecałeś mi coś, obiecałeś że nie pójdziesz. I co? Jak my mamy być przyjaciółmi? - kolejne łzy zbierały się we mnie. Pewnie powiedziałabym mu więcej gdyby nie to że było południe i wiele osób tędy przechodziło. Podszedł i mnie przytulił. Mimo iż byłam na niego zła to potrzebowała tego. Potrzebowałam jego silnych i ciepłych ramion
- Wiem. Przepraszam. Obiecałem ale nie umiałem. Teraz wiem że zrobiłem źle ale mam już w połowie czyste sumienie. Zgłosiłem się. Dostałem karę i domyślam się że w internecie pewnie jest już sto artykułów o tym że byłem na policji. Poniosę tego konsekwencje - szeptał mi we włosy. Pragnęłam stać tak cały czas. Tak przyznaje jest dla mnie kimś ważnym i teraz już to wiem. Ale nie powiem mu. Złamał obietnicę i w jakiś sposób zranił. Nie wiem czy kolejne jego słowa będą prawdziwe czy rzucone na wiatr. Jestem skomplikowana


--------------------
Hej :D
Jest kolejny i za godzinkę pojawi się drugi ;)
Obiecałam więc będzie.
Mam tylko jedno pytanie : Blog podoba się wam tak bez zmian czy jednak jest coś co byście chcieli zmienić?
Jeśli tak to piszcie w komentarzach a zmienię to

2 komentarze: