piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 66 " Każda chwila z wami to szczęście, którego nie oddam nikomu! "


 " Przyjdź i przytul, a zaliczę dzień do udanych"


Na drugi dzień wybraliśmy się z Kamilem i Kornelią oraz dziećmi na spacer. Szliśmy sobie i rozmawialiśmy. Kamil prowadził wózek z Kubą, a ja ganiałam Szymka. Kiedy przechodziliśmy koło dwóch chłopaków Kamil na chwilę się zatrzymał. Ja w tym czasie byłam troszkę dalej od niego bo rzucałam się śnieżkami z Szymkiem. Złapałam go za rączkę i podeszliśmy do nich.
- Hej - uśmiechnęłam się do nich
- Cześć, Marcin - podał mi rękę jeden z chłopaków
- Julka
- Natan - odparł drugi chłopak
- Julka to moi staży kumple - odparł Kamil
- Miło poznać - dodałam i spojrzałam na Kubę, spał
- To gdzie kroczycie? - zapytał Natan
- Przed siebie - odparłam - dotlenić się i zrzucić kalorię
- Możemy się przyłączyć? - spytał Marcin
- Czemu nie - zaśmiała się Kornelia
Wszyscy ruszyliśmy dalej. Chłopaki opowiadali nam wszystkie wyczyny ich ze szkoły. Nie przypuszczałabym że Kamil był takim łobuzem.
- Nigdy się nie chwaliłeś że taki z Ciebie łobuz - spojrzałam na Kamila
- Nie ma czym - odparł z uśmiechem
- No no ale też się kumplom nie pochwaliłeś że masz syna
- Bo syn ma dopiero parę dni - odparłam
- Mimo to !
Z uśmiechem wróciliśmy do domu. Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę do domu. Gdy tylko przekroczyłam prób domu odetchnęłam, fajnie było u rodziców Kamila ale jednak swój dom to co innego. Rozebrałam Kubę i poszłam wstawić wodę. Kamil usypiał Kubę, a ja zrobiłam herbatę.
- Nigdy nie wspominałeś o chłopakach - usiadłam na kanapie
- Bo nie był o czym - uśmiechnął się
- Jak nie ma ? To twoi kumple. Już nie trzymasz z nimi? - spojrzałam na niego
- Julka - przytulił mnie - teraz mam zespół, was i nie mam czasu na stare znajomości, a po za tym raczej wolałabyś żebym nie trzymał z nimi jak dawniej - odparł
- Niby dlaczego? - ciągnęłam
- Bo oni jarają - odparł
Zamilkłam. Nie miałam więcej pytań i dobrze Kamil stwierdził. Dobrze że z nimi już nie trzyma. Wieczorem umyłam Kubę, przebrałam w piżamkę i położyłam do łóżka. Zostawiłam Kubę z Kamilem, a sama poszłam wziąć gorącą kąpiel. Brakowało mi tego od paru dni. Poleżeć bez zmartwień w gorącej wodzie. Gdy woda zrobiła się chłodna wyszłam, wytarłam się do sucha i ubrałam bieliznę i koszulkę Kamila. Podreptałam z winem i dwoma kieliszkami do sypialni w której leżał Kamil.
- Kochanie masz ochotę na winko ? - spytałam wchodząc na łóżko
- Z Tobą zawsze - odebrał ode mnie wino i otworzył
- Jak fajnie jest poleżeć w spokoju - odparłam
- Radziłbym nie mówić tego głośno bo może to zaraz wszystko się posypać - zaśmiał się
Oparłam się głową o tors Kamila i zamknęłam oczy. Nagle poczułam usta Kamila na swoich ramionach. Odchyliłam lekko głowę i natychmiast z ramion przeniósł się na szyję. Było tak cudownie ale oczywiście nie kto inny jak nasz syn wszystko popsuł. Odstawiłam kieliszek z winem na szafkę i go wzięłam na ręce. Położyłam go pomiędzy nami i zasnęliśmy.
Rano czekała na mnie miła pobudka. Śniadanie do łóżka przygotowane przez Kamila. Po śniadaniu ogarnęłam się, ubrałam Kubę i pojechaliśmy złożyć wizytę Zuzi i Konradowi. Bez problemu dostaliśmy się do mieszkania ponieważ nie oddałam im kluczy bo jak nie patrzeć do mój dom nie żebym zamierzała robić im kontrolę czy coś ale czasem może być potrzebny. Gdy zorientowaliśmy się że młodzi jeszcze śpią postanowiliśmy zrobić im niespodziankę. Kamil po cichu zajmował się Kubą aby nie płakał i ich nie obudził, a ja przygotowałam śniadanie. Ustawiliśmy wszystko na stole i podreptałam do ich pokoju. Po cichu weszłam i gdy zobaczyłam ich takich słodkich, przytulonych do siebie nie miałam serca ich budzić ale śniadanie by wystygło
- Ej koniec spania, wstawać! - rzuciłam się na nich
- Szwagierka daj spać - wymamrotał Konrad
- Szwagier nie dam ci spać, wstajemy - krzyknęłam
- I co się drzesz wariatko - położyła się na mnie Zuza i dalej poszła spać
Wspólnymi siłami zrzuciliśmy Konrada z łóżka. Oburzony ubrał się i poszedł do Kamila, a ja z Zuzą przykryłyśmy się kołdrą i jak za starych dobrych czasów Zuza leżała na mnie i spała.
- Zuzol wstajemy! - zaśmiałam się
- Jeszcze raz powiesz Zuzol a pożałujesz - wymruczała z zamkniętymi oczami
- No weeź. Nie ma spania i zejdź ze mnie bo jesteś za ciężka
- Było mi nie dawać tyle jeść - odparła z uśmiechem
W końcu zeszła ze mnie, ubrała się i wyszliśmy. Zjedli co prawda na pół zimne śniadanie. Zrobiliśmy herbatę i zanieśliśmy do salonu.
- Jesteście bez serca takiego biednego Kondzia z łóżka wypchać! - wypominał Konrad
- Oj Kondziu. Ale patrz przez chwilę miałeś takie dwie piękne kobiety koło siebie - zaśmiałyśmy się
- Dobrze powiedziane przez chwilę - odparł
Przez resztę dnia śmialiśmy się cały czas. Pod wieczór wróciliśmy i niemalże natychmiast poszliśmy spać.


-------------
Taki jakiś dziwny :/
Życzę miłego czytania i mam nadzieję że chodź w połowie się podoba :)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 65 " Nigdy nie pozwól odejść marzeniom. Zatrzymaj je! "

 " Najważniejsza rzecz w życiu to rodzina. 
Najpierw ta w której się urodziłeś, 
A później ta, którą sam stworzyłeś "



Od rana wszystko robiliśmy w biegu. Szybkie śniadanie, pakowanie i ubieranie się. O 10 podjechali pod dom Przemek z Kornelia, Zuza, Konradem i Szymkiem. Kamil zaniósł małego do samochodu. Ja szybko wróciłam na górę po prezenty i spakowałam je do torby.
- już wszystko ? - wszedł do pokoju
- tak, proszę - podałam mu torbę
- spakowałaś prezenty ?
- tak przed chwilą - uśmiechnęłam się z
zeszłam na dół, założyłam kurtkę, buty, zabrałam torebkę i wyszłam. Przywitałam się z resztą i wsiadłam do samochodu.
- przypiąłeś fotelik Kubusia ? - spojrzałam na synka
- tak
 - a wózek spakowałeś ?
- Julka proszę cię - zaśmiał się - zapewniam Cię że wykonałem wszystkie Twoje zadania
 - Kamil nie śmiej się, po prostu martwię się o naszego synka - spojrzałam na niego
- dobrze, nie denerwuj się - splótł nasze dłonie
- nie denerwuje się tylko boję - spojrzałam w bok
- no ale czego ? - spojrzał na mnie - przecież znasz moich rodziców, rozmawiałaś już z nimi, dziadków też znasz więc o co chodzi?
- tak znam ich, rozmawiałam ale to będzie pierwsza wigilia z Twoja rodzina i Kuba i mam jakieś złe przeczucia
- i z twoja - dodał ciszej
- No , Zuzą - uśmiechnęłam się
- Julka bo wczoraj wieczorem kiedy myłaś małego zadzwoniła mama i oznajmiła że zaprosiła na święta Twoją mamę - niepewnie na mnie spojrzał
- Zajebiście! - wkurzyłam się
Po śmierci Pauliny nie odzywała się do mnie. Chciała tylko żebym im pomogła. A teraz przy stole mam udawać że jestem szczęśliwa że spędzę święta z nią? Nie. Na pewno tak nie będzie.
- Wiem że Ci się to nie podoba, mi też nie bo wiem że będziesz zła ale to też Twoja mama.
- Kamil tak mama się nie zachowuje. Od 5 lat mnie olewała, a kiedy córeczka jej partnera zachorowała to nagle sobie przypomniała o nas tylko po to żeby im pomóc, a kiedy zrobiłam co mogłam już mnie nie znają. Nie będę Twojej rodzinie psuć świąt więc nie zamierzam robić jej wyrzutów dziś - uśmiechnęłam się i spojrzałam na Kubę które sobie spał
- Jesteś jej częścią - posłał mi uśmiech
Po 2 godzinach dojechaliśmy do rodzinnego domu Kamila. Wjeżdżając w bramę zauważyłam samochód mojej mamy. Z jednej strony nienawidziłam jej za wszystko co mnie spotkało, a z drugiej strony kocham ją bo to w końcu moja mama
- Kamil ale ja nie mam dla nich prezentu
- Ja mam. Będzie tylko Twoja mama, wczoraj wieczorem pojechałem i kupiłem - pocałował mnie
Odpięłam nosidełko Kuby i go wyjęłam. Kamil zabrał wózek, przenośne łóżeczko i torbę.
Zanim zdążyliśmy się zebrać na werandę już wyszła mama Kamila. Stanęłam bliżej Kamila i lekko się uśmiechnęłam
- No chodźcie szybciutko. Każdy na was czeka
- Idziemy mamo! - krzyknął Kamil i spojrzał na mnie - a ty się nie bój, jestem przy Tobie - pocałował mnie
Całą grupą weszliśmy do domu. Zostawiliśmy kurtki i udaliśmy się do salonu gdzie byli dosłownie wszyscy. Przywitaliśmy się z każdym i reszta zajęła miejsca, a ja podeszłam do Kuby. W koło mnie znalazła się moja i Kamila mama oraz babcia Kamila
- Jaki on słodki - uśmiechnęła się mama Kamila
- W końcu nasza krew Eluniu. Musi być słodki po takich rodzicach - puściła mi oczko
O 16 wraz z Kornelią i Zuzą zanieśliśmy na górę wszystkie nasze rzeczy, a Kamil z babcią zabawiali Kubę. Pomogliśmy jeszcze z potrawami i wróciliśmy do salonu. Konrad z tatą zapalili świeczki. W tle puścili kolędy. W pokoju zrobiło się nastrojowo. Delikatne, migotliwe światło kładło cienie na twarze skupionych stołu. Półmiski z potrawami wyglądały zupełnie inaczej, połyskiwały w dziwnym świetle. Choinka radośnie migotała w oknie. Przesunęłam wzrokiem po twarzach rodziców i dziadków. Skupienie na rozmowach, jacyś inni niż zazwyczaj. Nawet Szymek był jakiś odmieniony. Zazwyczaj zagadywał ludzi że mieli go dosyć, a teraz siedział grzecznie na kolanach Korneli i się do niej przytulał. Rodzice Kamila tak samo jak dziadkowie nie mieli nic przeciwko ich związku i wręcz zachwycali się Szymkiem i Kubą. Twierdzili że Przemek po takich przejściach doceni obecność Korneli i jej nie zrani. Czekając na pierwszą gwiazdkę usiadłam pomiędzy Przemkiem, a Kamilem który trzymał na kolanach Kubę.
- Chyba nie jest aż tak źle? - wyszeptał do ucha Kamil
- Nie - uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego ramieniu
-Jak tam u was? - spytała moja mama
- Dziękujemy wszystko dobrze - odparł Kamil
- Nasz prawnuczek nie rozrabia? - zaśmiał się dziadek
- Jeszcze nie - zaczęliśmy się śmiać - a co u Ciebie mamo? - spojrzałam na nią, patrzyła na mnie zszokowana ze łzami w oczach
- Dobrze - uśmiechnęła się
Kiedy wszyscy zebrali się przy stole Kornelia z Przemkiem wstali.
- Słuchajcie bo my mamy wam coś do powiedzenia - zaczęła Kornelia i spojrzała na Przemka
- Podczas naszego wspólnego wyjazdu w wakacje rozmawialiśmy dużo o naszym związku i wspólnej przyszłości dlatego w tym momencie chciałbym prosić państwa - spojrzał na rodziców Korneli - o rękę waszej córki.
Spojrzałam na mamę Kamila z oczu leciały jej łzy. Do Przemka podszedł tata Korneli, podał mu rękę
- Od nas macie pełne błogosławieństwo
- Dziękuje - uśmiechnął się i przytulił Kornelię.
Wszyscy bili im brawa, Kornelia przytuliła też Szymka. Z uśmiechami składaliśmy sobie życzenia, łamiąc się opłatkiem oraz zasiedliśmy do stołu. Niestety mój synek nie dał mi długo posiedzieć przy stole. Zaczął płakać, musiałam pójść go przebrać, a gdy wróciłam do salonu nie chciało mu się spać, tylko spodobała mu się choinka i zaczął bawić się bombkami.
- Daj wezmę go, a ty idź coś zjedź - podszedł do mnie Konrad
- Dzięki Kondziu - z chęcią oddałam mu Kubę i wróciłam do stołu.
Kamil zawzięcie dyskutował z dziadkiem dlatego jego mama korzystając z okazji nachyliła się do mnie
- Dziewczyno jak ty to zrobiłaś że moi chłopcy stali się tak odpowiedzialni?
- Wie pani chyba jakieś uczucia w nich obudziłam - zaśmiałam się
- Mogę cię prosić o dwie rzeczy? - spojrzała na mnie
- Słucham?
- Po pierwsze proszę mów do mnie mamo albo Ela, a nie pani
- Dobrze, a druga?
- Dbaj tam o moich chłopców i Kornelkę. Wiem że ona ma idealnego chłopaka który o nią zadba, ale bardziej boję się o tego najmłodszego. Czasem strzeli mu coś do głowy, a Twoja siostra jest dla niego za dobra
- Obiecuje mamo - dziwnie mi było ale w końcu obiecałam- że zadbam o nich wszystkich, a jak któreś nie będzie się słuchać będę dzwonić - zaśmiałam się
- No i o to mi chodziło - uśmiechnęła się
- Co spiskujecie przeciwko mnie? - wtrącił się Kamil
- A co nie mogę mieć z twoją dziewczyną tajemnic? - odparła jego mama
- Z narzeczoną mamuś, narzeczoną - uśmiechnął się
- kiedy ty ta dorosłeś synu? - spojrzała na niego
- Od kiedy mam takie skarby przy sobie - pocałował mnie
Na noc mieliśmy zostać u rodziców Kamila więc o 12 prawie wszyscy poszli na pasterkę. Zostałam z Kamilem i Konradem oraz ich mamą bo źle się czuła no i wiadomo że z dziećmi bo oni już usypiali. Tak szczerze mówiąc to ja też byłam zmęczona ale Szymek obudził się koło 11 i bawił się samochodzikiem, a Kubie spodobała się zabawa z wujkiem więc Konrad był zmuszony bawić się z bratankiem.


--------
Taki rozdział troszkę świąteczny ;3
Noo ale poczułam już święta, czekam na nie cały czas *.*
Mam nadzieję że się podoba :)
Miłego czytania :P

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdzaił 64 " Kochaj do chwili, do której będziesz w stanie"

 " Szczęście nie polega na zdobywaniu tego, 
czego chcesz, ale na akceptowaniu tego, co już masz"





Tego dnia siedziałam sama z Kornelią i Szymonem w domu. I to był chyba ten dzień kiedy moje maleństwo chciało wyjść na świat. Skurczę zaczęły się koło 13 po południu. Dobrze że w domu był Konrad i Kornelia natychmiast wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Konrad łamał na drodze wszelkie przepisy jakie mógł. W szpitalu od razu zabrali mnie na salę porodową. Rodziłam 5 godzin. Polało się dużo łez i był ogromny ból ale było warto. Mój synek urodził się wieczorem. Kornelia do szpitala zwołała wszystkich możliwych. Był Kamil, Zuza, Jowita, nawet Marcin nie wiem skąd no i Kornelia. Konrad z Przemkiem siedzieli w domu z Mają i Szymkiem. Po porodzie pielęgniarka zajęła się Kubą, a ja zostałam przewieziona na salę. Od razu przyszli do mnie wszyscy. Gratulowali nam. Kamil był taki szczęśliwy że wyszedł z sali, a za chwilę wrócił z wielkim misiem i drugim małym dla Kuby.
- Wiesz że jesteś wariat? - pocałowałam go
- Już to kiedyś, gdzieś słyszałem - zaśmiał się
Po godzinie wszyscy się zbierali do domów. Ja nakarmiłam jeszcze Kubę bo przyniosła go pielęgniarka i poszłam spać. Po tygodniu byliśmy wolni. Mogliśmy wyjść do domu ponieważ nic się z maluszkiem nie działo. Odebrać ze szpitala miał nas Kamil.
- Gotowi? - spytał zaraz po wejściu do sali.
- Jeszcze aby go ubiorę. A czemu ty nie w studiu? - zapytałam ubierając małego.
- A bo muszę was odwieść do domu i z wami pobyć.
- Wcale że nie. Poradzimy sobie sami - uśmiechnęłam się
- Chcesz mnie wygonić z domu? - zmarszczył brwi
- Nie. Chcę żebyś w końcu nagrał tą płytę i był wolny od całego studia
Kamil nic mi nie odpowiedział tylko pocałował mnie w czoło. Zabrał torbę z naszymi rzeczami, a ja wzięłam nosidełko z Kubusiem. Na korytarzu spotkałam moją panią doktor. Pogratulowała nam synka i życzyła wszystkiego dobrego. Podziękowaliśmy jej i wyszliśmy. Dobrze że na dworze nie było żadnych dziennikarzy bo mogłam bez żadnych zmartwień pójść do samochodu nie martwiąc się że jakieś moje zdjęcie i Kuby trafią do gazety. Kamil zamiast zawieść nas do mojego starego domu, zawiózł nas do domu który od tej pory miał być naszym wspólnym. Weszłam z małym do środka i przywitał mnie przyjemny zapach (.................). Lubiłam go bo przypominał mi cudowne chwilę spędzone z Zuzą w dzieciństwie. Teraz ten dom wyglądał jeszcze ładniej niż wcześniej. Nie wiem czy wspominałam ale nasz dom był duży że spokojnie pomieściłby dwie rodziny. Na dole była kuchnia, łazienka, duży salon i dwa pokoje gościnne oraz specjalne studio dla Kamila w którym mógł spotykać się z całym zespołem i nagrywać nie przejmując się że będzie za głośno ponieważ wstawił dźwiękoszczelne drzwi i ściany były nieco grubsze zaś na górę prowadziły kręcone, drewniane schody. Tam mieściła się również łazienka, garderoba, sypialnia, pokój dla Kuby i jeszcze jeden nie wiem po co. Całe wnętrze domu bardzo mi się podobało choć na początku będzie mi się trudno przyzwyczaić do nowego miejsca. Położyłam małego w specjalnym, rozkładanym łóżeczku w salonie i podreptałam do kuchni. Tak jak myślałam Kamil nie zdążył zrobić zakupów więc wysłałam go do sklepu żeby kupił najpotrzebniejsze produkty żeby starczyło nam na obiad i kolację, a resztę zrobię ja jutro z Kornelią. Już rozmawiałam z Przemkiem oraz Zuzą i z chęcią zostaną z Kubą jutro, a ja na spokojnie pojadę z Kornelią na zakupy. Chociaż bałam się zostawić jak na razie małego z kimkolwiek no ale nie zabiorę go teraz na zakupy kiedy jest najbardziej podatny na choroby. I dobrze wiedziałam że na spokojnie nie zrobię zakupów bo będę się bała o małego. Niedługo później wrócił Kamil z zakupami. Zrobiłam jakiś szybki obiad i zjedliśmy.
- Kamil ja jutro pojadę na zakupy z Kornelią - uprzedziłam go
- A co z Kubą, ja jutro nie mogę zostać w domu
- Wiem, dlatego zostanie z nim Zuza i Przemek. Przemo ma doświadczenia z noworodkami więc nic Kubie nie będzie - uśmiechnęłam się
- No dobrze - pocałował mnie - Kocham cię
- Ja ciebie też - zaczął mnie całować kiedy usłyszałam płacz małego
- Czy teraz będzie tak zawsze?
- Obawiam się kochanie że tak - zaśmiałam się
Podreptałam do salonu, wyjęłam małego z łóżeczka. Nakarmiłam go i mały od razu zasnął.
Następnego dnia tak jak się umówiłam o godzinie 9 do drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłam, był to Przemek i Zuza. Jeszcze tylko nakarmiłam Kubę, założyłam kurtkę, zabrałam torebkę z pieniędzmi i wyszłam. Miałam na zakupy około 3 godziny zanim Kuba nie zgłodnieje ponownie. Muszę przyznać że noworodki strasznie dużo jedzą. Pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmy to był supermarket. Musiałam zakupić jedzenie bo u nas świeciły pustki. Obładowane torbami wyszliśmy ze sklepu po godzinie. Następnym naszym planem było odwiedzić galerię bo Kornelia musiała kupić sobie jakąś sukienkę bo na święta wszyscy jedziemy do rodziców rodzeństwa, a że chcą powiedzieć o ślubie cywilnym rodzicom to postanowiła że założy sukienkę. Ja w sumie też chciałam sobie kupić jakąś sukienkę taką na święta bo w mojej szafie były same na okazję takie jak wesela czy chrzciny. Zaszliśmy do pierwszego sklepu nic. W drugim podobała się Korneli jedna sukienka ale nie było rozmiaru. W końcu trzeci sklep. Tam znalazłyśmy coś dla nas. I na szczęście były rozmiary. Nareście będę mogła założyć szpilki. Dopiero teraz zorientowałam się że zostało dwa tygodnie do świąt. Ja kupiłam czarno - białą sukienkę, a Kornelia czarną. Jeszcze tylko musiałyśmy kupić jakieś prezenty. Ustaliłam z Kornelią że kupimy dla każdego coś. Chociaż nie my bo podsunęli nam ten pomysł bracia. Dla Kamila i Konrada kupiłam zegarek i zestaw perfum, skoro bracia to będą mieli to samo zresztą oni perfum używają tych samych i ubierają się podobnie więc tu nie widziałam problemu. Kamil czasem pożyczał Konradowi ubrania. Przemkowi Kornelia doradziła mi bym kupiła jakąś koszulkę. Tak więc poszłyśmy do sklepu z ubraniami, znalazłam jakąś koszulkę która powinna mu się spodobać. Dla Zuzy kupiłam bransoletkę, jej ulubione perfumy i sukienkę która jej się na pewno spodoba. Korneli kupiłam perfumy i zegarek o którym kilka dni temu ciągle nawijała ale nie mogła go znaleźć a ja poszperałam w internecie i go zamówiłam. Został mi jeszcze Szymek no i rodzice Kamila. Szymkowi kupiłam parę ubrań, buciki z Adidasa i samochód na pilota, no a rodzicom Kamila kupujemy wspólnie prezent bo niedługo będą obchodzić rocznicę ślubu. Wracając do domu byłyśmy zadowolone, a bagażnik był wypchany po brzegi. Niestety Przemek musiał pomóc nam to wnieść do domu. Kornelia nie miała gdzie zostawić prezentów bo bała się że w domu to zaraz ktoś podpatrzy, a że ja wiedziałam co ona kupowała, a ona wiedziała co ja kupowałam to schowałam jej prezenty u nas w pokoju gościnnym. Stała tam szafa więc wsadziliśmy tam wszystkie prezenty, a Kamil tam nie wchodził bo nie miał po co więc bez obaw mogłyśmy tam zostawić bo nikt nie zobaczy. Podziękowałam im za opiekę nad Kubą. Kornelia wstawiła wodę na herbatę, a ja nakarmiłam Kubę. Mały spał grzecznie w łóżeczku, a my rozmawialiśmy w kuchni
- No to na kiedy planujecie ślub? - zapytałam Kornelię i Przemka
- Na razie to ja poczekam na zgodę - zaśmiał się Przemek
- Planowaliśmy w lutym. Wiesz Zima to ładna pora roku - rozmarzyła się Kornelia
- No w zimę zróbcie, a ty się nie przejmuj jak nie będziesz miał zgody rodziców to masz zgodę braci - uśmiechnęłam się
Rozmowa rozkręciła się na dobre, dołączyli do nas później Konrad i Kamil. Tak więc ostatnie goście odjechali około 22. Kubusia przeniosłam do naszej sypialni i zostawiłam z Kamilem, a sama poszłam się wykąpać. Gdy wróciłam Kamil już spał, a ja mały rozglądał się.
- Widzisz kochanie zostawić cię z tatusiem to uśnie - uśmiechnęłam się do Kubusia i obudziłam Kamila, a by przesunął się
Położyłam się pod kołdrę, a Kubę wzięła pomiędzy nas. Liczyłam że Kamil nie będzie się w nocy rozpychał
- Kamil uważaj w nocy bo mały jest pomiędzy nami - upomniałam go
- Dobra - uśmiechnął się





-------------
Noo i jest rozdział :)
Liczę że się podoba :D
Przepraszam że tak omijam parę dni z życia Kamila i Julki ale nie ma opłaca się opisywać nie ciekawych dni :P
Miłego czytania :))

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdzaił 63 " Jeżeli cokolwiek warto na świecie czynić, to tylko jedno - miłować ~ Jan Pawel II "

 Kochać, to nie znaczy patrzeć
na siebie nawzajem,
lecz patrzeć razem w tym
samym kierunku.




Nastał dzień ślubu Natalii. Dzień wcześniej wybrałam się z dziewczynami na zakupy aby kupić jakąś sukienkę nie opłacało się wcześniej ponieważ mój brzuch robił się coraz większy i kupiona sukienka wcześniej mogłaby nie pasować. Nie wspominałam nic o Szymku. Ma takie piękne brązowe loczki. Jak go zobaczyłam nie mogłam oderwać oczu. Taki słodki, niewinny Szymuś.
- To co idziemy ? - stanęłam w drzwiach salonu
- No wiadomo, moja szwagierka musi ładnie wyglądać - uśmiechnęła się Kornelia
Konrad obiecał ze przyjedzie po nas. Pomału ruszyliśmy do Galerii. Co prawda mieściła się ona trochę od mojego domu ale spacer nikomu jeszcze nie zaszkodził. Rozmawiając na temat ślubu i mojego maleństwa doszliśmy do Galerii. Odwiedziliśmy tyle sklepów a i tak nic nie wybrałam. A dziś był ostatni dzień aby wybrać.
- A myśleliście o imieniu - zapytała Kornelia kiedy siedzieliśmy w kawiarni aby odpocząć
- Kamil chciał Kuba a ze ja zbytnio nie zastanawiałam się nad imieniem to się zgodziłam
- Jakub Bednarek pasuje - zaśmiała się
- Jula - Zuza walnęła mnie w ramię
- No co ? - spojrzałam na nią
- chyba znalazłam coś dla ciebie, chodź - złapała mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku sklepu którego zauważyła Zuza
Zaprowadziła mnie pod wieszak z różową sukienka która była akurat na mnie. Przymierzyłam ja, była dobra i nawet mi się podobała. Nie miałam czasu wybrzydzać więc ja kupiłam. Dokupiłam jeszcze buty i różowy kwiatek we włosy. Naszym prezentem dla Natalii i Dawida był narysowany przez Zuzę nasze wspólne zdjęcie kiedy byli jeszcze u nas w wakacje, oprawiliśmy to w ramkę i zapakowaliśmy w papier ozdobny. Po za tym jeszcze oddzielnie wręczamy pieniądze. Konrad czekał już na nas na parkingu. Gdy wróciliśmy do domu Kornelia poszła zrobić obiad, a ja z Zuza poszłam zakleić obraz. Po obiedzie naszykowaliśmy wszystko. Wieczorem obejrzeliśmy film i poszliśmy spać. W końcu nie codziennie wydaje się przyjaciółkę a za razem bardzo blisko osobę za mąż. Trzeba było się wyspać aby mieć siłę na całą noc zabawy. Rano Wstałam wypoczęta. Zeszłam na dol i zrobiłam śniadanie. Wszyscy przebudzili się jakoś po 12 zjedli śniadanie i trzeba było się pomału szykować. Najpierw poszłyśmy my czyli dziewczyny wziąć prysznic i po prysznicu przebraliśmy się i zaczęliśmy się malować. Gdy byliśmy gotowi ruszyliśmy do kościoła. Ślub odbywał się we Wrocławiu ponieważ tak chciała Natalia. O 16 miał się zaczynać. Świadkami byli siostra cioteczna Dawida z chłopakiem. Gdy zobaczyłam Natalie w białej sukni to miałam łzy w oczach. Pięknie wyglądała. Cała ceremonia przeprowadzona była bardzo piękna. Gdy wymawiali przysięgę to Natalce drżał głos. Było to nawet trochę zabawne ale rozumiem ze w tej chwili się stresuje.
- piękny ślub prawda ? - spytał Kamil zaraz po wyjściu z kościoła
- tak cudowny - uśmiechnęłam się
- nasz tez taki będzie.
- nie składaj obietnic dopóki nie będziesz pewien - spojrzałam mu w oczy
- jestem pewny - pocałował mnie
- jeśli państwo chcą mogę i drugi zaraz ślub zrobić - odparł ksiądz z uśmiechem
- przepraszamy - odparł Kamil
- chłopcze za miłość nie przepraszaj, o miłość walcz - odparł i poszedł do Natalii i Dawida.
Złożyliśmy im życzenia i pojechaliśmy na salę. Tańcom i wygłupom nie było końca. co prawda ja musiała uważać ale Zuza z Kornelia się wybawiły.
- Jak tam się czujesz ? - obok mnie pojawiła się Natalia
- Dobrze, a ty ? - uśmiechnęłam się
- Fantastycznie
Później nastał czas oczepin. Jako ze jestem nie żonata to poszłam do konkurencji aby złapać welon i udało się. Krawat złapał Przemek ale oddał go Kamilowi. Tak wiec byliśmy nowa para młodą. Około 4 dojechaliśmy do domu. Każdy był zmęczony i od razu poszliśmy spać. Rano tylko się ubraliśmy i pojechaliśmy na poprawiny.


-----------
Proszę bardzo :)
Miłego czytania i wgl :D

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 62 "Dziec­ko jest chodzącym cu­dem, je­dynym, wyjątko­wym i niezastąpionym. "

" Tros­ka o dziec­ko jest pier­wszym i pod­sta­wowym 
spraw­dzianem sto­sun­ku człowieka do człowieka. "


Na drugi dzień przyjechała Natalka z Dawidem. Trochę porozmawialiśmy, dowiedziała się że będę mamą. Chciała iść ze mną do lekarza, zgodziłam się.
- Natalia proszę cię, spóźnimy się - stałam w korytarzu i czekałam na przyjaciółkę
- No już idę, nie denerwuj się - chwilę potem stała koło mnie
Ubrałyśmy się i wyszłyśmy. Jowita już na nas czekała na parkingu. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy. W recepcji odebrałam swoją kartę i usiadłam na krzesełku. Przede mną w kolejce była jeszcze jedna para.
- A co być chciała? - wyszeptała Natalka
- Ale o co chodzi? - nie zrozumiałam
- No chłopaka czy dziewczynkę - uśmiechnęła się
- Nie wiem. Wiesz dla mnie to obojętne ale Kamil chce chłopaka
- Wiadomo. Każdy facet chce chłopaka
- A nie. Mój Marcin chciał dziewczynkę - odezwała się Jowita - ale weź miej chłopaka bo Maja jak się dowiedziała to chodziła po całym domu i non stop gadała że ona będzie się nim opiekować
- Jak by to ode mnie zależało - zaśmiałam się
Gdy nastąpiła chwila mojego wejścia do gabinetu, odetchnęłam głęboko i weszłam. Pani doktór zrobiła mi USG.
- Dziecko rozwija się dobrze mimo tego stresu - spojrzała na mnie - w sumie to nic więcej nie mam co mówić. Zdrową dietę dalej stosujemy, nie denerwujemy się ani stresujemy, myślimy o maleństwu tak?
- Oczywiście - przytaknęłam - a proszę pani czy mogę poznać płeć? Bo mój chłopak chciałby wiedzieć - zaśmiałam się
- Oczywiście. Proszę tu jest płytka z badania - podała mi płytę - a jeśli chodzi o płeć to chłopczyk - uśmiechnęła się
- Dobrze, dziękuje. Do widzenia - uśmiechnęłam się i wyszłam
Usiadłam na krześle ze łzami w oczach
- No, no i co? - odezwała się Jowita
- Co się stało ? - spojrzała na mnie Natalia
- Chłopak - uśmiechnęłam się
Przytuliły mnie obydwie i zaczęły się śmiać. Po wyjściu z przychodni pojechałyśmy do kawiarni w której sprzedaje taka starsza, miła pani. Zamówiłyśmy ciastko i sok. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku i rozmawiałyśmy.
- A Jowita jeśli chodzi o Maję to mogę się nią opiekować. - uśmiechnęłam się
- Nie ma mowy - pokręciła głową - Marcin dostał tacierzyński w pracy i siedzi teraz z nią
- Jejku jak się cieszę wiesz? - spojrzała na mnie Natalka - oczywiście będę chrzestną?
- No wiesz dogadaj się z Zuzą - zaśmiałam się
- Młoda to niech się szkoli i nie idzie po siostrze bo będą dwa Bednarki w sumie dodając to będzie ich czworo a wiesz jakie to piekło? 4 Bednarków? - zaśmiałam się
- Wiesz trzeba znać specjalne słowa żeby to piekło było łagodniejsze - zaczęłyśmy się śmiać
Niedługo później wróciłyśmy do domu. Co dziwne wszyscy siedzieli w salonie
- I co? Jaka płeć? - odezwał się Kamil
- Dziewczynka? - spojrzała na mnie Zuza
- Nie bo chłopczyk - tym razem Konrad
- Jesteś pewna że to nie piekło? - wyszeptała Natalka, ja z Jowitą zaczęłyśmy się śmiać
- Ee co jest w tym śmiesznego? - odezwał się Dawid
- Już mogę? - spytałam, wszyscy potrząsnęli głowami i czekali na odpowiedź jak małe pieski z łebkami w górze - ach trzeci Bednarek - usiadłam na sofie
- Ha wiedziałem! - odezwał się Konrad
Obydwaj cieszyli się jakby wygrali w Totka. Jak na nich spojrzałam to łzy mi ze śmiechu leciały. Rozumiem Kamila ale Konrad!?
- Ja cię tu nie zostawię - pokręciła głową Jowita
- Jesteś pewna że chcesz wchodzić w kłótnie z dwoma Bednarkami? - spojrzałam na nią z uśmiechem
- No też fakt, ale widzisz ich!? - wskazała na nich
- E minie kiedyś - machnęłam ręką.
Gdy bracia się już uspokoili zrobiłam herbatę, usiedliśmy wszyscy w salonie i zaczęły się rozmowy. Fajnie było spędzić tak cudowny dzień w gronie najbliższych.
Około 21 poszłam na górę, byłam zmęczona dzisiejszym dniem. Niedługo później przyszedł Kamil. Położył się obok i mnie przytulił, jedną rękę kładąc na brzuchu.
- To teraz pytanie jak nasze maleństwo będzie się nazywać? - wyszeptał
- Nie wiem, czas jeszcze jest - uśmiechnęłam się
- Ja i tak kocham naszego Kubusia - pocałował mnie
- Yy czemu Kubusia? - spojrzałam na niego
- Nie podoba ci się Kuba ?
- A to ty już imię wymyśliłeś?
- No już dawno, jak się dowiedziałem. Chłopczyk Kuba, a dziewczynka Ola
- No ok może być Kuba, też ładnie - pocałowałam go w policzek
- Możliwe że jutro przyjadą Kornelia z Przemkiem
- A to oni nie są za granicą ?
- Są ale jak im powiedziałem że będę Tatusiem to powiedzieli że przyjadą i wczoraj wieczorem dzwoniła Kornelia że jutro wracają. Podobno Szymek ciągle o Tobie mówi, loczki ma - zaśmiał się
- Mój Szymuś z loczkami. To musi słodko wyglądać - rozmarzyłam się
W końcu oboje zasnęliśmy.


-------------
Dzień dobry ;3
Podoba się? Taki sobie jakiś bo na szybko pisany :)
Miłego czytania :D

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 61 " Uśmiecham się do ludzi,którzy jeszcze we mnie wierzą. "


Tak kochamy marzenia, że boimy się je realizować.




Każde kolejne dni w szpitalu dały mi szansę przemyśleć wszystko od nowa. Z każdym dniem przyswajałam sobie fakt że za 7 miesięcy będę miała dziecko z Kamilem, będę matką. Kamil codziennie przychodził do szpitala. Od czasu trafienia do szpitala zmienił się. Mniej czasu spędzał w studiu. Widać było że się starał. Po południu jak zawsze przyszedł z dużym, białym misiem.
- Cześć. Jak się czujesz? - pocałował mnie w policzek i usiadł na krześle.
- Dobrze. A co tam u Ciebie? - przytuliłam się do misia
- Też dobrze. Niedługo kończymy nagrywanie płyty. Aneta dodaje nam kolejne koncerty ale nie na wszystkie jedziemy
- Czemu? Przecież koncerty to coś co kochacie w swoim zawodzie. Te fanki które tylko czekają na nowe informacje na wasz temat, czekając tylko aby nazwa ich miejscowości pojawiła się na liście koncertów, a wy chcecie odebrać im marzenia? - spojrzałam na niego.
- Ważniejsze dla nas są nasze rodziny. Ty jesteś w ciąży, muszę zadbać o was. Chłopaki też mnie poparli że za dużo czasu spędzają w pracy, chcą zająć się rodzinami - spokojnie mi wytłumaczył
- Kamil, a co z nami?
- Nie zostawię cię i nie chcę was stracić - złapał mnie za rękę - rozmawiałem z Oskarem przestraszył się dziecka i przyznał się że oszukiwał. Chciał nas skłócić i wymyślił tą sytuację. Dostał po zębach i więcej tego nie zrobi
- Kamil biłeś się z nim!? - powiedziałam głośniej
- Nie denerwuj się. Nie biłem się z nim tylko dostał i nawet nie zamierzał mi oddać - wzruszył ramionami
- Kamil... ale boje się - zaczęłam skubać kołdrę
- Czego się boisz? Jestem z Tobą i ci pomogę. Kocham Cię - pocałował mnie
- A jak sobie nie poradzimy? Jak będę złą matką? - zadawałam pytania
- Przestań głuptasie. Poradzimy sobie i będziemy najlepszymi rodzicami na świecie - zapewniał
Pod wieczór przyszedł lekarz na obserwację, a po 2 dniach wyszłam ze szpitala. Kamil tak jak wcześniej mieszkał u mnie. Zdecydowaliśmy że zamieszka u mnie, a jego mieszkanie sprzedamy. Szybko znalazł się chętny na jego mieszkanie. Dziś. Kamil siedział w studio tylko do 14. Gdy krzątałam się po domu i z nudów zaczęłam sprzątać to znalazłam jakieś papierki. Na moje oko były to plany mieszkania ale po co nam plan budowy mieszkania skoro mamy mieszkanie? Akurat wycierałam kurzę w salonie kiedy do domu wrócił Kamil.
- A co ty kochanie robisz? - przywitał się ze mną
- Yy sprzątam? - spojrzałam na niego
- To widzę ale czemu ty? Przecież wiesz że nie możesz wykonywać pracy żadnej - poszedł do kuchni
- Ohh no tak bo ścierka i płyn do mebli waży tonę. Kamil nie przesadzaj nie dźwigam nic tylko wycieram kurze - zaśmiałam się
- No dobrze. Niech będzie ale i na ten temat mam inne zdanie - wychylił się z kuchni
- Kochanie a co to jest? - pokazałam mu papierki wchodząc do kuchni
- Wiesz to miała być niespodzianka i kazałem Konradowi to dobrze ukryć cholerka - złapał się za głowę - bo widzisz za parę miesięcy będziemy mieli maluszka nie? - złapał mnie za ręce i lekko pociągnął że znalazłam się na jego kolanach - więc wyszedłem z założenia że nie będziemy się tu gnieść w 5, a że mój tata miał działkę we Wrocławiu którą mi przepisał postanowiłem i na niej stał domek co prawda w takim średnim stanie ale ja to zmienię i no to jest plan budowy naszego nowego mieszkania - spojrzał na mnie
- Kamil budowa mieszkania to duży wydatek. Ja przecież teraz nie pracuje. Nie zgadzam się - pokręciłam głową
- Ale kochanie ja pracuje i tak się składa że dużo w tej sprawie nie możemy zrobić bo domek już stoi i niedługo trzeba brać się za wykończenia - uśmiechnął się
- Kamil - przeciągnęłam - jesteś niemożliwy. Mogę zobaczyć ten domek? - bawiłam się jego dredami
- Dobrze pojedziemy tam. Ale jutro bo będę około 13 w domu. Pojedziemy tam obejrzysz go, a później do sklepu na małe zakupy. - pocałował mnie
- Ale po co. Przecież ostatnio Konrad zrobili zakupy z młodą.
- Oj kochanie coś dziś nie myślimy. Nie patrząc na nic ale niedługo trzeba będzie kupić nowe ubrania i Tobie i maluszkowi. A po za tym trzeba się rozejrzeć za meblami i tym podobne.
- Aha ok. Dobra ty zjedź a ja idę na górę - pocałowałam go i powędrowałam na górę.
Zdążyłam wejść do pokoju, a tu zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Natalia. Odebrałam od razu. Rozmawiałam z nią około godziny. Gdy zeszłam na dół w salonie siedział Kamil, Konrad i Zuza.
- O dobrze że jesteście. Dzwoniła Natalia i może wpadną pojutrze - uśmiechnęłam się
- Serio? No nareście. Jak ja dawno tej wariatki nie widziałam, w końcu trzeba się dowiedzieć jak się czuje przed ślubem. - zaśmiała się Zuza
- A ślub nie jest za 2 miesiące? - spytał Kamil
- Ej to prawda. Całkiem zapomniałam. Przez to wszystko - złapałam się za głowę
- Ale kto to wymyślił żeby robić ślub w zimę!? - zapytał Konrad
- Kondziu bo zima to ponoć bardzo romantyczna pora roku - zaśmiałam się
- Tak i bardzo zimna
- Oj nie przesadzaj. Dasz radę - poczochrałam go po włosach
- Ciesz się że jesteś w ciąży bo jak nie to już byś płakała ze śmiechu - spojrzał na mnie
- Ha! Teraz cię mogę denerwować i mi nic nie zrobisz. Jak fajnie - zatarłam ręce
- O mamusiu! Mam się bać - spojrzał na mnie, pokiwałam głową - to jest niesprawiedliwe. - oburzył się
- Kondziu nie zachowuj się jak baba - wtrącił się Kamil.
Resztę wieczoru spędziliśmy na oglądaniu filmów. Było dużo śmiechu bo Konrad chciał obejrzeć Najśmieszniejszą komedię i to prawda była śmieszna. Z tego wszystkiego miałam rozmazany tusz bo łzy mi poleciały ze śmiechu. Około 23 poszliśmy spać. Od razu zasnęłam.
***
Obudziłam się po 9. Zeszłam na dół było bardzo cicho. Zuza była w szkole. Jeszcze tylko 3 lata przed nią nauki. Zrobiłam sobie herbatę ponieważ lekarz kazał ograniczyć mi kawy oraz zrobiłam kanapki. Oglądając jakiś serial w telewizorze zjadłam. O 12 poszłam się ubrać i zrobić makijaż. Tak jak Kamil obiecał do domu wrócił o 13 szybko zjadł i ruszyliśmy. Najpierw pojechaliśmy obejrzeć ten dom. Domek był ładny i nie za duży. Taki w sam raz dla nas. Były tam kuchnia, łazienka, duży salon i 4 pokoje i garderobę. Po obejrzeniu całego domu pojechaliśmy na zakupy. Kupiłam sobie arę ubrań ponieważ już niedługo w żadne nie wejdę. Obejrzeliśmy też jakieś ubranka dla dzieci i oczywiście Kamil już chciał kupować wózek, łóżeczka i inne potrzebne przy dziecku przedmioty. Ale kazałam mu się uspokoić ponieważ nawet nie znamy płci dziecka a on już chciał kupować. Pojechaliśmy także do sklepu z meblami. Było dużo ładnych mebli i szczerze mówiąc nie wiem czy wybrałabym coś z nich ponieważ każdy miał w sobie coś co ciągnęło do zakupu. Wróciliśmy pod wieczór z dobrymi humorami. Obiecałam Kamilowi że przy najbliższej wizycie u ginekologa czyli za 3 dni poproszę o płeć dziecka aby mógł kupić co chce. Bałam się tych zakupów bo znając Kamila będą rzeczy które się nie przydadzą dziecku ale Kamil to Kamil jemu nie przemówi i tak kupi co będzie chciał.


-------------
Witam :)
Rozdział mi tak nie bardzo podoba ale cóż.
Miłego czytania :D

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 60 " " I choć ranię to bolało mnie bardziej, kiedy to, co kochałem, okazało się kłamstwem. "

 " Jeśli dasz mi jedną szansę, pokażę Ci jak walczę, o to
By przy Tobie do samego końca trwać"



Wróciłam do domu po 2 dniach. Przez cały czas nie mogłam się zebrać w sumie teraz też nie mogę ale przecież muszę stawić czoło problemom i przyznać się do zdrady. Weszłam do domu około 10 liczyłam że nikogo nie ma. Pewnym krokiem wkroczyłam do środka lecz jak zobaczyłam siedzącą w salonie postać Kamila zatrzymałam się. Serce zaczęło mi szybciej bić, kolana mi zmiękły, a ręce zaczęły drżeć. W gardle pojawiła się ogromna gula która nie pozwoliła wydobyć żadnego słowa.
- Gdzie byłaś przez 2 dni? - nie spojrzał na mnie
- Nagle zaczęło się to interesować? - postanowiłam być obojętna tak jak on był na mnie
- U niego byłaś tak? Wielki pan Oskar użyczył sypialni? Czy może coś jeszcze? - zaśmiał się i włączył telewizor
- Jesteś bezczelny - rzuciłam w jego stronę i poszłam na górę.
Musiałam szybko wziąć prysznic i przebrać się bo jechałam z Jowitą do ginekologa. Ubrałam rurki, bluzkę i bluzę. Zabrałam pieniądze, telefon i wyszłam nic nie mówią Kamilowi. W drodze do przychodzi złapał mnie ogromny ból brzucha. Domyślałam się że mogę być w ciąży. Ból był ogromny i nie do opisania. Strasznie rwało mnie w dolnych okolicach brzucha. Jowita zamiast jechać do przychodni pojechała prosto do szpitala nie zważając na przepisy. Gdy dojechaliśmy byłam nieprzytomna. W trakcje dostałam krwotoku. Zabrali mnie na jakąś salę ale niestety nie wiem co to była za sala bo miałam mgłę przed oczami. Słyszałam nad sobą tylko pikające urządzenia. Czułam się tak samo jak wtedy. Jak pierwszego dnia mojego pobytu we Wrocławiu. Miałam nadzieję że tak samo jak wtedy przyjdzie Kamil ale było to raczej nie możliwe.
- Dzień dobry, słyszy mnie pani? - przede mną stanął pan w białym ubraniu.
- Tak. Co się ze mną stało? - spojrzałam na niego
- Dostała pani krwotoku. Jest pani w ciąży. Za bardzo się pani stresowała w ciągu ostatnich paru dni i denerwowała. Jest to koniec 2 miesiąca. Niedługo pani dziecko będzie wyczuwać emocje, będzie słyszeć każde pani słowo. Nie może się pani denerwować, ciąża jest zagrożona przez to że pani się nie odżywiała prawidłowo. Trafiła do nas pani odwodniona. O mało co nie straciła pani tego maluszka. - nie wierzyłam w co on mówił. Przez własną głupotę mogłam go stracić. Pogłaskałam się po brzuchu - Proszę teraz odpoczywać i przemyśleć spokojnie moje słowa. - wyszedł z sali, a do mnie przyszła Jowita.
- Hej kochana. Ale mi narobiłaś strachu. Masz tak więcej nie robić. Ej co się dzieje? - spytała gdy zauważyła łzy na moim policzku.
- Prawie go straciłam. - wydukałam
- Ale nie straciłaś. Jak wyjdziesz ze szpitala jedziesz do mnie. Przez parę dni się tobą zaopiekuję. - przytuliła mnie - nie przejmuj się, razem damy radę. Co prawda nie dodzwoniłam się do Kamila, ale twoja siostra zaraz tu będzie.
- Po co po nich dzwoniłaś ? Zaraz mu przekażą i będzie że to nie jego dziecko. Nie chcę kolejnych kłótni. Przerasta mnie to.
- Wiem. Ale przecież to koniec 2 miesiąca. Nie mogłaś go zdradzić z Oskarem tak? A nawet jeśli to dziecko jest Kamila, a nie Oskara. - pocieszała mnie - no już. Ja idę na korytarz poczekać na Zuzę, a ty się prześpij. Jesteś wykończona.
Wyszła na korytarz, a ja nie mogłam zasnąć. Jak mogłam pójść tak po prostu spać kiedy moje życie rozwalało się na kawałki. Kamil się do mnie nie odzywa chociaż będziemy mieli razem dziecko, a w dodatku ja go zdradziłam z Oskarem.
- Widzisz maluszku - pogłaskałam się po brzuchu - masz głupią mamę ale obiecuję ci że jak tylko się urodzisz będę idealną matką. Niczego ci nie zabraknie, pamiętaj razem damy radę. - po paru minutach zmorzył mnie sen

* Kamil *
Jak zawsze byłem w studiu. Pracowałem z całym zespołem nad nową płytą. Mieliśmy przerwę kiedy usłyszałem że z korytarza dobiegają jakieś głosy. Gdy wyszedłem na korytarz byłam tam już tylko Aneta.
- Kto to był?
- Oskar? Chyba tak kazał mi to przekazać Tobie - dała mi kopertę w dłonie i wyszła.
Otworzyłem ją. Był tam list " Hej tu Oskar. Wiem że mnie nie lubisz i nigdy nie lubiłeś. Ale niestety Twoja narzeczona jest nie wierna Tobie skoro spędziła u mnie cudowną noc. Chociaż sory razem spędziliśmy cudowną noc. Sory ale tak widocznie musiało być. Ona leciała tylko na Twoją kasę. Pogódź się z tym i daj jej spokój " Jak przeczytałem ten list myślałem że nie wytrzymam. Pięści same mi się zaciskały.
- Ej stary co się dzieję? - koło mnie pojawił się Maciek
- Masz! Przeczytaj!
- Ej ale o co chodzi? Nie kumam nic z tego listu. Julka cię zdradziła? - spojrzał na mnie
- A nie umiesz czytać !? Ja głupi myślałem że mnie kocha. Kurwa wszystko na marne. - zrzuciłem kubek ze stolika
- uspokój się! - powstrzymywał mnie - Julka nie jest taka na pewno. Jeśli by leciała na Twoją kasę to by nie chciała płacić za siebie na tej wycieczce wspólnej. Pomyśl chwilę i się nie wkurzaj.
- Łatwo ci mówić nie wkurzaj się. Tam w kopercie - wskazałem na stolik - jest zdjęcie jak u niego śpi to też nie jest zdrada Twoim zdaniem!? - wziął to zdjęcie
- Masz rację zdradziła cię tym że spała u niego w sypialni i w dodatku w ubraniu. - pokazał mi zdjęcie - najpierw dobrze się zastanów a potem dopiero się wkurzaj.
- Kamil telefon do ciebie - wyszła Aneta
Dzwoniła Zuza że Julia trafiła do szpitala. Jak by tego jeszcze było mało musiałem przerwać nagrywanie płyty dziś.
- Aneta jadę do szpitala, Julce coś się stało - krzyknąłem i już chciałem iść kiedy zatrzymał mnie Maciek
- Gdzie w tym stanie pojedziesz!? Jadę z Tobą - dałem mu kluczyki i po chwili już pędziliśmy do szpitala.
Wbiegłem do budynku i od razu pobiegłem na 4 piętro. Na korytarzu była już Zuza
- Co z nią!? Gdzie ona jest? Co się stało?
- Daj mi dojść do głosu to ci powiem - krzyknęła Zuza
- No mów! - ponaglałem
- Jest tam w sali - wskazała na drzwi - ale czekaj!. Zanim tam wejdziesz powiem ci tyle ile wiem. Jechała z Jowitą do lekarza kiedy złapał ją ból brzucha. Trafiła tu ponieważ byłą odwodniona i dostała krwotoku. Jest - spojrzała na mnie - jest w 2 miesiącu chociaż to już koniec 2 miesiąca ciąży. Prawie że by go straciła. Przez wasze ciągłe kłótnie stracili byście dziecko, Dociera to do ciebie!?
- Ale...a. Przecież. Ona.. była.. Muszę do niej iść - nie czekając wbiegłem do sali.
*Julka*
Miałam badanie USG kiedy do sali wbiegł Kamil. Gdy go zobaczyłam przestraszyłam się. Wiedziałam że będzie teraz gadanie że to nie jego dziecko i tym podobne.
- Proszę stąd wyjść. Nie można teraz wchodzić - upomniał lekarz
- Ale...ale ja jestem ojcem - wypowiedział, a mnie zamurowało. Od tak po prostu się przyznaje
- To prawda? - spojrzał na mnie lekarz
- Ta..Tak - powiedziałam głośniej
- W takim razie proszę wejść. - wrócił do badania - Jeśli nie szybka interwencja pani koleżanki już by pan nie był. Dobrze pani Julko wszystko jest w porządku, mały rozwija się prawidłowo chodź tak jak mówiłem ciąża była i jest zagrożona. I nikt pani nie powie że nie będzie zagrożona do końca. Musi pani o siebie dbać jeszcze bardziej i co najważniejsze żadnej ciężkiej pracy. Praca będzie wielkim zagrożeniem dla malucha. Jeśli chodzi o odżywianie. Już pani mówię że nadmierne spożywanie słodyczy nie jest dobre ponieważ prowadzi do choroby która będzie kolejnym zagrożeniem. Dużo owoców i warzyw oraz dużo snu. Jak na razie to tyle. Resztę powiem pani później - uśmiechnął się i wyszedł. Bałam się tego momentu jak zostanę sama z Kamilem
Stał nad łóżkiem i patrzył się za okno. Ja dotknęłam brzucha.
- Powiedz, zdradziłaś mnie ?
- Kamil nie wiem. Byłam pijana. Wiem tylko tyle że obudziłam się w ubraniu ale bluzkę miałam porwaną - chyba nadszedł ten czas kiedy trzeba było się przyznać.
- dostałem dziś list od niego. Pisał w nim że spędził cudowną noc z Tobą. Że leciałaś tylko na moją kasę i żebym dał ci spokój - spojrzał na mnie - to prawda?
- Kamil zwariowałeś!? Nigdy nie chciałam od Ciebie żadnych pieniędzy. Od 3 lat radzę sobie sama i będę radzić. Gdy wyprowadziłam się z domu z Zuzą utrzymywałam nas tylko ja. Ja opłacałam rachunki, płaciłam za szkołę Zuzi i dawałam jej pieniądze. Nigdy od nikogo nie chciałam pomocy. Od Ciebie też nie chce. Poradzę sobie - zaczęłam płakać. Nie wiedziałam że tak sądził
- Ale ja chce wam pomóc. Zapytałem tylko czy to prawda. - dotknął mojego brzucha, a mnie przeszły ciarki. Odwróciłam głowę w drugą stronę po moim policzku spływały łzy. - idę na korytarz pogadam z lekarzem, a ty odpoczywaj. Musisz dbać o nasze maleństwo - pocałował mnie w głowę i wyszedł.
Gdy zostałam sama zaczęłam płakać. Nienawidziłam Oskara. Myślałam że jest moim przyjacielem. Że kiedy będę chciała mogę do niego pójść i się wygadać, a okazało się że tylko czyhał aby skłócić mnie z Kamilem. Wybrałam numer i zadzwoniłam do niego
- O hej piękna co tam?
- Jak mogłeś to zrobić? Przez ciebie leżę teraz w szpitalu i o mało co nie straciłam mojego maleństwa. Powiedz mi czemu to zrobiłeś? Dało ci to satysfakcję jak widziałeś że cierpię!?
- Ale o czym ty mówisz?
- Po jaką cholerę dawałeś jakiś list Kamilowi w którym napisałeś że leciałam tylko na jego kasę!? Ucieszyło cię to że się z nim pokłóciłam!? Jesteś chamem. Życzę ci żeby spotkało cię to samo co mnie - rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Natychmiast w sali znalazła się Zuza
- Julka co się stało ?
- Gadałam z Oskarem. Jestem głupią nawiną dziewczynka. Jak mogłam. Nie daruje sobie tego - przytuliła mnie
- Spokojnie. Nie możesz się denerwować. Myśl cały czas o maluchu. On ma przyjść na świat, a ty masz o to zadbać. Julka do cholery radziliśmy sobie do tej pory to damy radę i teraz tak? - spojrzała na mnie
- Damy - lekko się uśmiechnęłam
- To teraz nie płacz - starła mi łzy - tylko idź spać.
Tak jak mi kazała tak zrobiłam. Co prawda byłam zmęczona i sen szybko mi przyszedł.


---------------
Jestem z kolejnym :)
Tym razem nie pomyliłam blogów chyba :D
Rozdział jak dla mnie smutny, bo jak go pisałam to mi się smutno zrobiło ;c
Jak myślicie co teraz będzie z Julką i Kamilem?
Podoba się rozdział?
Dziękuje Klaudii za pomysł.
Co prawda miałam taki sam :)

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 59 " Jeśli dasz mi jedną szansę, pokażę Ci jak walczę, o to by przy Tobie do samego końca trwać"

 " Zaciskam pięści i patrze przed siebie, 
mój świat rozpada się na części, a ty o tym nic nie wiesz"



Obudziłam się o 10 ponieważ płacz nie dawał mi usnąć. Wstałam niewyspana i za pewne wyglądałam strasznie. Podniosłam się z łóżka i pożałowałam. Wszystko mnie bolało, kręciło mi się w głowie oraz było mi niedobrze. Czułam się jakbym wypiła wczoraj niewiadomo ile. Pamiętam tylko że Oskar otworzył wino. Podreptałam do kuchni. Liczyłam że Oskar jeszcze będzie lecz na stole znalazłam kartkę : " Hej piękna :) Mam nadzieję że się wyspałaś, ja niestety musiałem jechać do pracy bo mnie wezwali. Zjedź coś żebym się nie martwił, klucze są w korytarzu. Cicho liczę że jak wrócę to będzie na mnie czekać kawa ~ Oskar" Uśmiechnęłam się czytając tą kartkę. Zaparzyłam sobie kawę i zrobiłam śniadanie. Jednak dużo nie zjadłam bo nie mogłam. Gdy posprzątałam po sobie poszłam do pokoju. Ubrałam rurki ale jak spojrzałam na swoją bluzkę która miała plamę po winie i lekko była porwana wolałam ubrać koszulkę Oskara. Co prawda była trochę za duża ale to nic. Poszłam umyć włosy i poszłam do Jowity. Dziś miała wolne więc pewnie siedziała w domu. Zapukałam do drzwi i liczyłam że ktoś mi otworzy.
- Hej kochana - przytuliła mnie
- Hej - odparłam niemrawie
- Co się dzieje ? - spojrzała na mnie
- Obawiam się że zrobiłam jakieś głupstwo.
- W jakim znaczeniu - spytała.
- Julkaaa - krzyknęła Maja i natychmiast znalazła się u mnie na kolanach, mocno ją przytuliłam.
- No bo wczoraj pokłóciłam się z Kamilem. Powiedział mi że jak chciałam mogłam nie przyjmować pierścionka, a nie teraz wymagam od niego żeby siedział w domu, ze on ma prace i w ogóle no i się zdenerwowałam więc pojechałam na noc do Oskara. No i dziś rano jak wstałam jego już nie było ale miałam porwaną bluzkę i zachlapaną winem. Matko Jowita ja zdradz...zdradziłam Ka...Kamila - zaczęłam płakać.
- Cii nie płacz. Maja idź do siebie. - Majka pobiegła do pokoju - nie płacz. Pamiętasz coś ze wczoraj? Gadałaś z nim?
- Nie bo jego rano nie było ale się boję. A jak go zdradziłam? Co wtedy?
- Nie myśl o tym co by było gdyby. Pogadaj z Oskarem i ci powie. A teraz - spojrzała na mnie - idź weź prysznic a ja ci dam swoje ciuchy.
Zrobiłam tak jak powiedziała. Poszłam wziąć długi i gorący prysznic. Biorąc kąpiel myślałam przecież obudziłam się w ubraniu więc nie mogłam zdradzić Kamila. Chyba że nie pamiętałam i się ubrałam. Pokręciłam głową.
- Nie ja nie mogłam go zdradzić - wyszeptałam.
Gdy się umyłam zadzwoniłam do Oskara. Oznajmił mi że już jest w domu. Szybko pobiegłam do jego domu. Otwierając drzwi serce biło mi tak mocno jakby miało zaraz wyskoczyć. Wzięłam głęboki oddech i weszłam. Oskar był w kuchni
- No ja jednak myślałem że będzie na mnie ta kawa czekać - siedział przy stole
- Oskar czy między nami coś było wieczorem? - powiedziałam otwarcie, przez co mało co się nie udławił kanapką
- Czemu pytasz?
- Znalazłam dziś podartą bluzkę. - spojrzałam na niego
- No wiesz. Ja byłem pijany, ty też mało nie wypiłaś. Sama ściągnęłaś bluzkę i zaczęłaś mnie całować. Nie mówiłem ci tego ale jak cię zobaczyłem w szpitalu to mi się spodobałaś no i
Nie chciałam go słuchać. Jak najszybciej stamtąd wybiegłam zostawiając mu koszulkę. Pobiegłam do Jowity i nic nie mówiąc poprosiłam żeby dała mi chwilę ciszy. Schowałam się w pokoju i zaczęłam płakać.



----------
Przepraszam że taki krótki ale nie mam dziś bardzo czasu.
Mam nadzieję że się spodoba.
Jak dobrze pójdzie to jutro będzie dalsza część.
Może macie jakieś swoje pomysły co do następnego rozdziału?
Chętnie się dowiem co wy byście chcieli przeczytać.
Miłego czytania :))

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 58 "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy."

 "Jedno słowo może zranić. 
Dwa słowa - doprowadzić do łez. 
Trzy słowa sprawią, że zwątpisz w sens życia. 
Ale to dopiero cisza zabija wszystko to, co najpiękniejsze."




Dni mijały bardzo szybko i samotnie. Praktycznie nie widywałam się z Kamilem. Wychodził rano wracał wieczorem ponieważ pracował nad nową płytą. Gdy wstawałam rano już go nie było. Jeszcze do tego jesień. Piękna pora roku ale i dołująca. Dziś tak jak zawsze wstałam o 7 żeby o 8 już być u Jowity. Gdy wyszłam z pokoju w salonie ktoś spał. Na kanapie leżeli Zuza z Konradem.
- A wy nie macie pokoju? - powiedziałam głośniej
- Nie umiesz ciszej gadać? - odezwała się Zuza
- Pytanie czy chce - odburknęłam
Weszłam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie, a później poszłam się ubrać. Założyłam standardowo rurki i koszulę. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Po 10 minutach stałam pod drzwiami Jowity i próbowałam opanować nerwy. Nie chciałam przy Mai być zła ponieważ wiem że jak by coś zrobiła nie tak to wybuchnę. Nacisnęłam dzwonek i po chwili przede mną stała Jowita.
- Hej, wejdź
- Hej - przywitałam się z nią całusem w policzek
- Jak tam? - uśmiechnęła się
- Tragicznie. Lepiej nie gadać. A u ciebie? - usiadłam na krzesełku
- Ej co się dzieje? - usiadła naprzeciwko mnie
- Wszystko się wali. Kamil od rana do wieczora siedzi w studiu. Pracują nas nową płytą. A już za tydzień jadą na koncert. Ja już tak nie mogę. Kocham go ale takiego chłopaka nie chce. Chce kogoś kto będzie przy mnie gdy tego będę potrzebować, a nie takiego którego czuje obecność tylko w nocy. On nie wie nic co dzieje się w moim życiu.
- Gadałaś z nim o tym?
- Nie mam kiedy. Jak wstaje jego już nie ma, a jak przychodzi to jest tak późno że ja już śpię.
- Oj Jula nie wiem co mam ci powiedzieć - przytuliła mnie - pogadaj z nim przy najbliższej okazji
I od nowa ten cały zamęt. Zostałam z Mają, mała się bawiła a ja rozmyślałam. Około 13 usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyszłam na korytarz był to Marcin
- A ty co tu robisz? - zdziwiłam się
- Skończyłem wcześniej pracę. Jesteś wolna, przejmuję opiekę nad tym szatanem - uśmiechnął się
- No ok to ja uciekam, pa - pożegnałam się i wyszłam.
Kroczyłam pomału do domu. Po drodze słuchałam ulubionych piosenek. Weszłam do domu jak zwykle pustka. Zuza wyszła na uczelnie, Kamil w studiu, a Kondziu pewnie u siebie. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w salonie. Włączając na jakiś program rozmyślałam nas całym moim związkiem. Niedługo potem ktoś wpadł do domu. Jak się okazało był to Kamil bo zapomniał tam czegoś. Wbiegł nawet mnie nie zauważając i pobiegł do sypialni.
- Kamil możemy pogadać? - stanęłam w drzwiach i patrzyłam jak przerzuca dosłownie cały pokój do góry nogami
- Julka nie teraz, pogadamy wieczorem ok? - nawet na mnie nie spojrzał
- Kiedy!? Wieczorem? Czyli o której. 22 czy 24? - zdenerwowałam się
- Oj nie przesadzaj dobrze wiesz że ciężko pracuje. Nie widziałaś tej kartki co miałem rozpisane koncerty ?
- Mam w dupie takie rozmowy rozumiesz!? Co mi z tego że pracujesz skoro nie czuje cię koło siebie? - uderzyłam pięścią w te papierki co przeglądał. - spójrz na mnie i powiedz czy wiesz co się u mnie dzieje?
- Tak wiem - spojrzał na mnie - pracujesz ciągle chyba o to ci chodziło?
- Ty na prawdę chcesz żebym pożałowała tego wszystkiego. Tych jebanych słów wypowiedzianych na przeprosiny, tego kawałka metalu na palcu święcącego i tego że ci wybaczyłam.? - wrzasnęłam na niego
- Do niczego cię nie zmuszałem. Chciałaś to wybaczyłaś i przyjęłaś pierścionek, jak nie chciałaś to po co przyjmowałaś!? Myślałem że jako moja dziewczyna będziesz mnie wspierać w pracy. Dobrze wiesz że się nie wysypiam i jestem zmęczony. A to tylko dlatego że zarabiam aby było nam dobrze i żebyśmy mieli idealny ślub. - zaczął krzyczeć.
- Myślisz że zależy mi na twoich pieniądzach!? Jeśli tak to jesteś cholernym idiotą. Mam w dupie twoje pieniądze. Wole mieć cichy ślub i tylko my dwoje niż jakiś ślub jak z bajki i zero narzeczonego w tygodniu. I właśnie przez ciebie zaczynam żałować wszystkiego - wykrzyczałam wszystko co chciałam i wyszłam. Poszłam do łazienki się uspokoić. To nie był ten sam Kamil. Kiedyś zrobiłby wszystko abym nie żałowała zaręczyn i by walczył, a teraz? Jest obojętny na wszystko. Nie obchodzi go nic, a w dodatku wypowiada takie słowa które mnie dziwią. Chwilę później wyszłam z łazienki. Schodząc na dół zorientowałam się że Kamila już nie ma. Nagle cały obraz zaszedł mi mgłą. Po omacku doszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Z moich oczu polały się łzy. Siedziałam tam chyba dość sługo bo kiedy się ocknęłam do domu wchodziła Zuza i Konrad. Gdy mnie ujrzeli od razu obydwoje było koło mnie.
- Julka co się stało?
- Powiedz coś ! - odezwał się Konrad
- Co ci mam powiedzieć!? Że masz brata kretyna? Że nie zależy mu na mnie i na naszych zaręczynach? Czy skłamać że jest wszystko ok a do oka wleciała mi tylko muszka? - spojrzałam na niego zapłakana
- O czym ty mówisz?
- To co słyszałeś. Próbowałam się z nim dziś dogadać. Pokłóciliśmy się i powiedział mi że jak nie chciałam to mogłam nie przyjmować pierścionka. - wykrzyczałam wszystko i wstałam lecz chyba za szybko bo zachwiało mną, w ostatniej chwili złapał mnie Konrad
- Jadłaś coś dziś? - spytała się Zuza
- Nie mam czasu. Muszę zarabiać abyśmy mieli cudowny ślub - naśladowałam Kamila
- Zabije go! - Konrad wkurzony wstał z kanapy
- Konrad! Gdzie idziesz? - krzyknęła Zuza
- Do studia. Muszę mu przemówić do głowy.
- Nie rób nic! - odwróciłam się, spojrzał na mnie - po co? Dla niego wszystko jest obojętne. Liczy się płyta, koncerty i to wszystko.
Zuzie udało się przekonać Konrada aby zostawił wszystko tak jak jest. W końcu jego brat jest pełnoletni i sam bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Gdy się uspokoiłam zadzwoniłam do Oskara. Poprosiłam go aby przyjechał do mnie. Dokładnie po 10 minutach był u mnie. Pogadałam z nim chwilę i poprosiłam aby przenocował mnie jedną noc. Nie chciałam zostawać w domu, a Jowicie nie będę się zwalać na głowę. Zgodził się od razu nie słuchając argumentów. Zabrałam potrzebne rzeczy i wyszłam z domu. Zuzie powiedziałam że wychodzę i nocuje poza domem. U Oskara zamówiliśmy sobie pizze i siedliśmy w salonie. Do późna rozmawialiśmy o wszystkim. Z Oskarem mogłam pogadać o wszystkim i wiedziałam że mnie wysłucha. Około 4 położyliśmy się spać. Ja u Oskara bo się uparł, a on w salonie.



---------
Witam ;3
Przepraszam że tak późno ale mam za dużo obowiązków i nie mam czasu.
Dziękuje tym co są ze mną nadal i wiem że jest was niewiele.
Za wszystkie błędy przepraszam.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 57 " Lubię kiedy nazywa mnie swoją, bo to fakt, jestem Jego"

 "Otulony jej spojrzeniem, podniósł głowę ku niebu.
By podziękować Bogu, że spotkał tak wspaniałą dziewczynę jak Ona"






Następnego dnia Kamil obudził mnie całusem w usta. Otworzyłam pomału oczy i się uśmiechnęłam
- wstawaj kochanie - uśmiechnął się
- Jeszcze 5 minut - przeciągnęłam się
- Nie, nie, nie. Teraz. Ubierz się ja pójdę zrobić ci śniadanie, a później wyruszamy na wycieczkę. Więc nie marudź tylko wstawaj.
- Na jaką wycieczkę? Ja do pracy muszę iść - wymamrotałam
- Nie musisz, dzwoniłem i załatwiłem wolne - zaśmiał się - wstawaj.
Wyszedł z sypialni, spojrzałam na drzwi i pokręciłam głową.
- Wariat no wariat - wyszeptałam i zwlokłam się z łóżka.
- Ale co mam ubrać? Gdzie jedziemy ? - krzyknęłam
- Coś ciepłego. Bo pogoda jest nie bardzo.
Założyłam rurki, sweterek i adidasy. Uczesałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Naszykowane było już śniadanie, Kamil siedział przy stole i czekał na mnie. Uśmiechnęłam się i zasiadłam do stołu. Szybko zjedliśmy śniadanie, po śniadaniu wzięłam torebkę i od razu ruszyliśmy w drogę. Z racji tego że Kamil mnie obudził, w samochodzie w połowie drogi zasnęłam. Obudziłam się jak byliśmy już na miejscu. Rozejrzałam się, dookoła były lasy i jakieś pagórki, a w oddali było widać góry.
- Kamil gdzie my jesteśmy ? - spojrzałam na swojego chłopaka
- Jesteśmy w górach u moich dziadków. - uśmiechnął się
- Zwariowałeś!? Było mi powiedzieć że jedziemy do twoich dziadków.
- Ale kochanie spokojnie, Pięknie wyglądasz, chodź.
Wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się w kierunku drzwi. W głębi siebie trochę się bałam tego spotkania. Kamil nacisnął białą puszkę, która wydała dźwięk i już po chwili przed nami pojawiła się babcia Kamila.
- Wnusiu jak ja cię długo nie widziałam - powiedziała radośnie i przytuliła się do Kamila - a ty to pewnie Julka tak? Kamil dużo nam opowiadał.
- Tak to ja, dzień dobry - przywitałam się
- No wejdźcie do środka, bo pogoda dziś nie ładna.
Weszliśmy, zdjęliśmy buty i poszliśmy do salonu. Tam siedział dziadek Kamila i Paulina siostra cioteczna Kamila. Przywitałam się z każdym. Dziadek Kamila od razu zaczął z nami rozmawiać. Czas u dziadków Kamila zleciał nam szybko ale było fajnie. Dziadkowie Kamila to przesympatyczni ludzie z poczuciem humoru. Wieczorkiem musieliśmy wracać do domu ale obiecaliśmy że niebawem ich odwiedzimy. Za nim pojechaliśmy do domu Kamil zabrał mnie nad jeziorko gdzie przychodził jak był tutaj na wakacjach. Stanęłam na podeście i spojrzałam w górę.
- Kochanie? - przytulił się do mnie
- Tak? - odwróciłam się w jego stronę.
- Bo wiem że w ostatnim czasie narobiłem głupstw i - chciałam przerwać - nie przerywaj, narobiłem głupstw i jestem kretynem bo nie walczyłem o ciebie kiedy była okazja ale cieszę się że mi wybaczyłaś. I nie będę wymyślał jakiś przemówień bo nie o to tu chodzi ale - wyjął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął przede mną - uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją żoną?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, łzy napłynęły mi do oczu, zakryłam twarz ręką i pokiwałam głową.
- Tak wariacie - wyszeptałam.
Przytuliłam się do niego i wtedy łzy wypłynęły z moich oczu.
- Nie płacz głuptasie - Kamil tulił mnie do siebie i głaskał po głowie.
Założył mi pierścionek na odpowiedni palec i wróciliśmy do auta. Przez połowę drogi co chwilę zerkałam na to małe cudeńko błyszczące na mojej dłoni.
Gdy dojechaliśmy prawie że od razu padłam spać. Kamil również. Byliśmy zmęczeni tą podróżą.
***
Rano od nowa przywitała nas codzienność. Ja od rana w pracy, Kamil nagrywanie piosenek, tworzenie, koncerty i tak na około. Prawie nigdy nie było go w domu. Zazwyczaj przychodził wieczorem i był zmęczony. Ale takie było życie dziewczyny znanego piosenkarza. Pewnego dnia gdy byłam w pracy i siedziałam z Mają w parku podeszły do mnie dwie dziewczyny w wieku 14 - 15 lat.
- Cześć. Ty jesteś dziewczyną Kamila Bednarka? - spytała jedna z nich
- Tak to ja. Ale jeśli chcecie jego autograf, zdjęcie czy cokolwiek to nie mam. - spojrzałam na nich
Już nie pierwszy raz było tak że dziewczyny podchodziły i pytały czy nie mam jego zdjęć czy autografów. Było to dla mnie dziwne. Po co miałabym nosić zdjęcia z autografami mojego chłopaka i jeszcze je rozdawać.
- Nie chcemy autografów chcieliśmy tylko porozmawiać ale ok - odeszły.
- Zaczekajcie. - zatrzymały się - przepraszam że jestem niemiła ale już dużo osób prosiło mnie abym dała im zdjęcie jego i tym podobne. Siadajcie jak chcecie - zrobiłam im miejsce, usiadły obok mnie
- Jak wakacje lecą? - zaczęłam rozmowę i nawet nie wiedziałam o czym chciały porozmawiać,
- Trochę szybko. - odpowiedziała blondynka
- A o czym chciałyście ze mną porozmawiać? - zaciekawiłam się
- Jak to jest być dziewczyną znanego piosenkarza?
Dziewczyny zadawały masę pytań, a ja z chęcią na nie odpowiadałam. Były całkiem inne niż pozostałe fanki Kamila. Do tej pory każdy pchał się z butami w nasze życie prywatne, a one wypytywały raczej o zamiary Kamila. O trasy, koncerty, płytę. Polubiłam je. Niestety o 15 musiałam się z nimi pożegnać ponieważ musiałam wracać z Mają do domu bo Jowita niedługo wracała z pracy. Maja bawiła się w salonie, a ja na szybko przygotowałam spaghetti. Gdy Jowita wróciła do domu, opowiedziałam jej o spotkaniu dziewczyn, trochę jeszcze porozmawialiśmy o sprawach prywatnych i wróciłam do domu. Myślałam że jak zawsze zastanie mnie pustka w domu ale gdy wróciłam usłyszałam jak ktoś płacze. Nie mogła to być Kornelia bo wyjechali z Przemkiem i małym na wakacje więc było to jasne że to Zuza. Rzuciłam torbę w kont, zdjęłam buty i od razu pobiegłam na górę. Zuza siedziała w łazience, zamknięta.
- Zuza co się dzieję. Słyszysz! Otwórz drzwi - uderzałam pięścią w drzwi.
- Zostaw mnie! - krzyknęła
- Zuza nie denerwuj mnie i otwórz te drzwi - zero reakcji - Zuza do cholery!
usłyszałam jak się podnosi i po chwili otworzyła drzwi. Weszłam do środka i spojrzałam na nią. Ponownie usiadła pod ścianą i się skuliła. Była cała zapłakana.
- Co się stało? - kucnęłam przed nią
- Zrobiłam coś głupiego, cholera! ?Jak mogłam
- Ale co zrobiłaś?
- No bo od paru dni ciągle kłóciłam się z Konradem. Powiedział mi ostatnio że jestem nieznośna to powiedziałam mu że jak mu nie pasuje to może odejść i od tamtej pory się nie odzywa. To koniec. - wyszeptała i ponownie zaczęła płakać. Próbowałam ją uspokoić ale było to niemożliwe. Po godzinie spędzonej w łazience namówiłam ją aby poszła się położyć. Ona podreptała do swojego pokoju, a ja w tym czasie zadzwoniłam do Konrada. Kazałam mu natychmiast przyjechać.
- Konrad co wy wyprawiacie! - spytałam gdy już się pojawił u nas
- Nic. To zwykła kłótnia jak w każdym związku - odpowiedział obojętnie.
- Zwykła kłótnia. To możesz mi wyjaśnić dlaczego ona dziś przez dobrą godzinę ryczała przez Ciebie, a w dodatku powiedziała że z wami koniec ? - spojrzałam na niego
- Co ty pieprzysz? Jaki koniec? Pokłóciliśmy się fakt i powiedziała że jak chce to mogę odejść ale tego nie zrobiłem bo ją kocham. Nie odejdę od niej z byle jakiej kłótni. Idę do niej - nie zdążyłam go zatrzymać bo gdy chciałam się odezwać jego już nie było. Pokręciłam głową i udałam się do siebie. Nie wiem kiedy zasnęłam.


-------------
Rozdział taki sobie, ale to zawsze coś.
Komentujcie i czytajcie <3

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 56 "Nie kłam, że to już przeszłość, jeśli w sercu masz go do dziś."

 "po długich tygodniach pozbierałaś się,
 ale wiesz, że nadejdzie taki dzień, kiedy znowu 
go zobaczysz i w sekundzie rozsypiesz się na kawałki..."



Nazajutrz pożałowałam dużej ilości wina. Przebudziłam się obolała. Gdy otworzyłam oczy jasność sprawiła że głowa zabolała mnie mocniej. Przyzwyczajenie do światła zajęło mi trochę czasu ale gdy się już przyzwyczaiłam podniosłam swoje zwłoki z łóżka i podreptałam do kuchni w której jak się okazało siedziała Jowita.
- Wody! - wyszeptałam
podała mi wodę nie odzywając się. Po chwili spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać. nie wiedziałam o co jej chodzi
- co jest?
- Wiesz jak my wyglądamy?
- Podejrzewam że koszmarnie - zaśmiałam się i usiadłam koło niej
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy kiedy zadzwonił mój telefon.
"Oskar dzwoni"
Strzeliłam się w głowę i odebrałam.
- Oskar sorki już się ogarniam i zaraz będę u Ciebie - szybko odebrałam i wytłumaczyłam
- Ok. Idź do domu, ogarnij się i ja po ciebie przyjadę.
- Dobra dzięki.
Pobiegłam do łazienki, przemyłam twarz wodą, ogarnęłam swój wygląd i ubranie i oznajmiłam Jowicie że muszę iść do domu.
Śpieszyłam się jak mogłam. Wbiegłam do domu i od razu pognałam na górę. Wzięłam pierwsze lepsze rurki, koszulę i buty. Zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się, spakowałam jeszcze najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i poszłam do kuchni.
- O hej Zuza. Ja jadę do Drzewc. Obiecałam Alicji. - napiłam się łyka kawy
- Hej. Ok spoczko. I tak zaraz Konrad przyjedzie. - w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
Pożegnałam się z Zuzą i wyszłam. Przywitałam się z Oskarem buziakiem w policzek i ruszyliśmy w drogę. Droga zajęła nam 2.5 godziny ale najważniejsze było że dojechaliśmy. Na początek zajechaliśmy do sklepu z zabawkami i kupiłam małemu misia. Najpierw pojechaliśmy na cmentarz, zapaliłam znicz, pomodliłam się i wróciłam do auta. Pokierowałam Oskara jak ma jechać i po dłuższej chwili staliśmy przed domem Alicji. Zapukałam do drzwi i czekałam aż ktoś nam otworzy. Po chwili przed nami stała Alicja z synkiem. Zaprosiła nas do środka i się przywitała z nami. Przedstawiłam jej Oskara i zajęłam się małym. Bartuś był przesłodkim dzieckiem. Miał piękne, duże błękitne oczy. Zabawiałam go misiem i rozmawiałam z Alicją. Pod wieczór wracaliśmy do domu. Oskar odwiózł mnie pod sam dom. Pożegnałam się z nim i umówiłam się że przyjedzie jutro po mnie o 18. Szybko pognałam do domu. Gdy weszłam było cicho jak makiem zasiał. Wzruszyłam ramionami, przebrałam się w piżamę i położyłam się spać, aby jutro być wypoczęta.

***


Wstałam o 14. Aż się zdziwiłam ale cóż. Podreptałam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie, zjadłam, wypiłam kawę i poszłam się pomału szykować. Najpierw wzięłam długi prysznic, później podłączyłam prostownice i wyprostowałam włosy. Ponownie wybrałam sobie zestaw odpowiedni na imprezę, ubrałam się i zrobiłam makijaż. Gdy byłam gotowa była 17.45. Poszłam do salonu i czekałam na Oskara. Pod domem był wcześniej. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Poznałam dużo znajomych Oskara z wieloma osobami dobrze mi się gadało. Około 4 rano z powrotem byłam w domu. Gdy weszłam ujrzałam w salonie postać podobną do Kamila. Przez chwilę się uśmiechnęłam że jednak wrócił. Tak mimo że mnie zranił chciałam chociaż go ujrzeć. Uderzyłam się w głowę bo przecież to nie mógł być Kamil. Zostawiłam torebkę na szafce i poszłam do salonu. Jednak się nie pomyliłam. W salonie siedział Kamil
- O proszę! Kogo my tu mamy. Co się stało że pan się odezwał? - próbowałam być obojętna
- Julka przestań. Masz rację powinienem się odezwać ale nie wiedziałem jak ci to wszystko wytłumaczyć - spojrzał na mnie
- Ale co wytłumaczyć, to że wyjechałeś bez słowa czy to że pojechałeś z byłą dziewczyną która się do ciebie przystawiała? - spojrzał na mnie zdziwiony - co myślałeś że się nie dowiem? - prychnęłam - o wszystkim wiem.
Wyszłam na taras z paczką papierosów. Kupiłam je niedawno kiedy nie mogłam wytrzymać z tęsknoty. Dym tytoniu sprawiał że chociaż przez chwilę zapominałam. Wyjęłam ostatniego papierosa i podpaliłam.
- Od kiedy ty palisz? - stanął za mną.
- Od niedawna - spojrzałam na niego - z resztą kogo to obchodzi? - odwróciłam się plecami do niego
- Widocznie mnie
- Teraz? - zaśmiałam się najpierw znikasz na dwa tygodnie, a teraz niby zaczyna Cię to obchodzić?
- Tak masz rację zrobiłem błąd ale Ty nigdy nie popełniasz błędów?
- Popełniam - wydukałam
Wyjął mi papierosa z ręki i wyrzucił go. Spojrzałam na niego i się wkurzyłam
- Co Ty sobie wyobrażasz!? Znikasz sobie bez słowa, a później pojawiasz się i psujesz mój spokój - zaczęłam krzyczeć i płakać, a z każdym wypowiedzianym słowem uderzałam go w klatkę - wiesz ile ja nocy przez Ciebie przepłakałam? Ile razy do Ciebie dzwoniłam, a ty tak po prostu wciskałeś czerwoną słuchawkę. Już zaczęłam przyzwyczajać się że Ciebie nie ma!
Przytulił mnie, jak gdyby nigdy nic mnie przytulił i zaczął uspokajać. Wtuliłam się w niego i powstrzymywałam płacz.
- Przepraszam skarbie - wyszeptał
- Myślisz że to wystarczy? - spytałam szeptem
- Wiem że nie ale Kocham Cię - pocałował mnie w głowę.
- Ja ciebie też idioto - uderzyłam go ostatni raz w klatkę piersiową i mocno się wtuliłam
- Chodź do domu bo zimno jest.
Weszliśmy do domu. Ja poszłam się przebrać w piżamę i wróciłam do salonu. Usiadłam na kanapie i się wtuliłam w Kamila. Gdy poczułam jego perfumy, uśmiechnęłam się. Około 4 rano przenieśliśmy się do mojego pokoju i w objęciach Kamila zasnęłam. Gdy zasypiałam czułam że mocniej mnie przyciska do siebie i całuje w policzek. Uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa że mam go znowu koło siebie i zasnęłam.

-------------------
Taki sobie ale jest :)
Zapraszam do czytania i zachęcam do komentowania :))

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 55 " Nie chcę nigdzie iść, chcę Cie mieć tutaj dziś " ♥

 " Tak po środku, między 
daj bucha, a żyj dla mnie"


Siedziałam rano w kuchni kiedy do mnie dosiadła się Zuza
- Jak się czujesz?
- Fatalnie. Wszystko mnie boli i mam mdłości
- Jedź do lekarza
- Nie, nie chcę. Jak będzie źle to pojadę - oznajmiła - a Ty jak się czujesz?
- W środku źle, na zewnątrz dobrze - przytuliłam się do Zuzy
- Skarbie będzie dobrze. Nie odzywał się prawda?
- Nie - pokręciłam głową - ale nie będę teraz rozpaczać. Idę się ogarnąć i zmykam do pracy.
Poszłam do swojego pokoju, ubrałam się, wyprostowałam włosy, umalowałam i wyszłam z domu. Do Jowity mam 10 minut spacerkiem więc szłam pomału ponieważ miałam dużo czasu

                                                           ***
- Hej - przywitałam się z Jowitą
- Hej. Wejdź - zaprosiła mnie do środka
- Cześć! - z sypialni dało usłyszeć się Marcina
- Posiedzimy sobie dziś we dwie. Co ty na to ?
- A to nie idziesz do pracy? - spytałam zaskoczona
- Idę ale dopiero na 11. Niedawno do mnie zadzwonili i nawet zapomniałam Ci powiedzieć.
- Dla mnie to jeszcze lepiej - wzruszyłam ramionami
Po chwili przybiegła do mnie Maja. Wzięłam ją na ręce i się przytuliłam. Maja dała mi buziaka w policzek. Odwzajemniłam go i przeszłam z małą do kuchni. Jowita podsunęła Mai płatki, a mi podała herbatę
- Słuchaj bo mam taki pomysł. Bo niedługo mam urodziny i tak sobie pomyślałam bo w sumie nie znamy się długo ale i tak wiemy o sobie dużo to może dałabyś się zaprosić na babski wieczór. Tylko ja, Ty i winko co? - uśmiechnęła się
- Kiedy?
- W piątek. Marcin zabierze małą do siostry. To jak?
- Jestem jak najbardziej na tak! - zaśmiałam się
Marcin pojechał do pracy, Maja bawiła się w sypialni, a ja z Jowitą plotkowałyśmy. My dziewczyny plotki mamy chyba w genach. Tuż po 11 Jowita pojechała do pracy, a ja z Mają wybrałyśmy się do parku. Siedząc na ławce zastanawiałam się jak to będzie ze mną. Czy przyjdzie taki dzień w którym będę szczęśliwa. Czy będą takie osoby które powiedzą do mnie "kochanie" i "mama"
- Przepraszam mogę - spojrzałam w górę i zobaczyłam Oskara
- Okar? Pewnie siadaj - przywitałam się z nim
- No tak to ja - zaśmiał się - a ty co tu robisz? Dziecka się już doczekałaś? - zażartował
- Haha chciałabym. Jestem w pracy i pilnuje tej ślicznotki - wskazałam na Maję - a ty?
- A ja... - spojrzałam na niego - pilnuje brata syna
- Podobny do Ciebie - uśmiechnęłam się
- Na szczęście to brata - zaśmiał się
- Na szczęście? Nie lubisz dzieci ?
- Nie, nie źle zrozumiałaś. Lubię dzieci ale takiego dziecka bym nie chciał. To chodzący diabeł. Wszędzie go pełno
- A to jak większość dzieci - zaśmiał się
- Masz plany na weekend?
- A proponujesz coś? - poruszyłam brwiami - w piątek wieczorem idę na urodzinki, w Sobotę jadę do mojej rodzinnej wsi ale za to niedzielę mam wolną
- Ee to nici z planów. Myślałem że pójdziesz ze mną w Sobotę na imprezkę do kumpla bo każdy idzie z kimś i tak samemu będzie głupio
- Ale ja w Sobotę wracam. Około 18-19 będę w domu. W sumie to mam pomysł
- Jaki? - spojrzał na mnie
- Ty jedziesz ze mną do Drzewc, a ja idę z Tobą na imprezę?
- Wujek kiedy idziemy - koło nas pojawił się bratanek Oskara
- Za chwilę - odpowiedział mu
- Cześć. Jestem Julka, a ty? - podałam małemu rękę
- Wojtek - uścisną mi rękę
- Dobra to my uciekamy - z ławki podniósł się Oskar
- Czekajcie my też idziemy. Maja! - zawołałam Majkę
- Tak? - podbiegła do mnie
- Idziemy już dobrze? - pokiwała główką i pobiegła z Wojtkiem przed nami.
Po drodze zaszliśmy na lody. Oskar z Wojtkiem odprowadzili nas pod blok i pożegnałam się z Oskarem. W domu przygotowałam Mai obiad i zadzwoniłam do Natalii. Oznajmiła że za tydzień przyjeżdża. Pogadałam z nią chwilę i się pożegnałam.

                                                           * Piątek*

Po południu wróciłam do domu aby się przebrać i wsiąść prezent dla Jowity. Oskar pomógł mi wybrać bransoletkę z napisem " Bądź sobą!" Przebrałam się i wyszłam
- Wszystkiego najlepszego - złożyłam życzenia Jowicie
- Dziękuje, dziękuje i zapraszam
 Było dokładnie tak jak powiedziała. Marcin zabrał Maję do siostry, wino i tylko ja z Jowitą. Nalałam wina do kieliszków i zaczęłyśmy rozmawiać. Po około 2 godzinach kiedy % uderzyły do głowy mówiłyśmy co ślina na język przyniesie
- Wiesz że ostatnio Oskar zaprosił mnie na jutro na imprezę. On jest mega przystojny - zaczęłyśmy się śmiać - Jejku o czym ja gadam. Mam chłopaka! - popukałam się w głowę - musisz mi pomóc wybrać sukienkę ok?
- Przestań! Taki chłopak to nie chłopak, gdzie on teraz jest? Na wakacje sobie pojechał? I nawet nie poinformował i to jeszcze z koleżankami. A po za tym to co ze masz chłopaka? Chcesz to idziesz, nie to nie. Ja też mam chłopaka, a jak widzę jakieś ciacho to się uśmiecham, ale wiem że kocham Marcina i tylko Marcina. Pewnie pomogę ci.


----------------------
Jestem :D
Niestety mam smutną wiadomość ponieważ rozdziały nie będą dodawane tak często ( w sumie już nie są) i pewnie dużo osób to zauważyło.
Po prostu są sprawy ważne i ważniejsze. I w tej chwili mam ważniejsze niż blog. Przepraszam :)
Czytać i komentować :)

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 54 " jest tak samo może tylko trochę smutno , nie mówisz dobranoc , ii nie mogę przez to usnąć .. "

 " I obiecaj mi, że nie utonę, Gdy wejdę
drugi raz do tej samej rzeki..."


Nadszedł poniedziałek. Chyba jeden z najgorszych dni w ciągu tygodnia. Ludzie są zabiegani po weekendzie, wszyscy spieszą się do pracy, każdy za czymś goni. Dziś zaczynałam nową pracę. Wstałam o godzinie 8. Do Mai miałam iść na 9.30. Wzięłam długi prysznic, ubrałam się, włosy związałam w luźnego koka i poszłam zjeść śniadanie. Po śniadaniu leżałam z kubkiem herbaty na kanapie i oglądałam jakiś serial kiedy zadzwonił Przemek z prośbą żebym zajęła się Szymkiem. Postanowiłam najpierw zapytać o zgodę Jowitę bo nie wiem czy się zgodzi abym opiekując się jej córką jednocześnie zajmowała się moim bratankiem. Jednak Jowita to wyrozumiała dziewczyna i zgodziła się. Stwierdziła że chociaż nie będzie mi nudno i Maja oraz Szymek nie będą się sami bawić. Przed 9 Przemek przywiózł małego, zostawił jego rzeczy i pojechał. Spieszył się ponieważ miał sprawę w sądzie odnośnie alimentów na Szymka. Opiekę nad Szymkiem dostał od ręki ponieważ Anka nie wstawiła się na sprawę. Kornelia niestety nie mogła się zająć małym ponieważ musiała pojechać do koleżanka bo dzwoniła w jakiejś sprawie. Zabrałam najważniejsze rzeczy, które mi się przydadzą, założyłam buty i razem z Szymkiem poszłam do Jowity. Po dłuższej drodze doszliśmy pod blok, odnaleźliśmy drzwi domu Jowity i zapukaliśmy.
- O hej -przywitała się z nami Jowita
- Cześć. Przepraszam cię że jestem z Szymkiem ale na prawdę nie mieliśmy z kim go zostawić. - wytłumaczyłam w korytarzu
- No coś ty przestań. Mówiłam już że się nie gniewam i nie mam nic przeciwko aby Szymek tu był. Cześć przystojniaku - podała mu dłoń.
- No to gdzie masz swoją ślicznotkę ? - rozejrzałam się dookoła ponieważ nigdzie nie widziałam Mai
- Siedzi z Marcinem ( chłopak Jowity oraz tata Mai) w sypialni - odpowiedziała - chodź zrobię ci kawę i zaraz uciekamy z Marcinem do pracy
- Ok. - zdjęłam sobie oraz Szymkowi buty i powędrowaliśmy do kuchni
Szymek grzecznie siedział przy mnie dopóki Marcin i Jowita nie opuścili mieszkania później jak przyzwyczaił się do obecności Mai to razem się bawili. Wszystkie możliwe zabawki poszły w ruch. A to samochodziki, lalki itp. Spoglądałam na nich z wielkim uśmiechem. Maja opiekowała się Szymkiem.  Była od niego starsza o pół roku. Dobrze, że Szymek już sam chodził.
- Szymek, Maja! Obiad - krzyknęłam z kuchni ale nikt nie przyszedł. - Maja!
- No idziemy ciocia ( mówiła tak na mnie prawie od początku ) - krzyknęła z sypialni. Po chwili pojawili się oboje.
Nalałam im zupy i karmiąc Szymka słuchałam gdzie Maja chce iść.
- A starczy nam czasu na to wszystko?  - zapytałam z uśmiechem
- No dzień jest dluuugi - odpowiedziała Maja
Po obiedzie poszliśmy najpierw na lody, a potem do parku. Szymek z Mają bawili się w piaskownicy z innymi dziećmi, a ja pisałam SMS z Zuzą i słuchałam muzyki. Po niecałej godzinie przydreptali do mnie Maja z Szymkiem i Maja oznajmiła że chcą już wracać bo jest za gorąco. Otrzepałam ich z piasku i trzymając za rączki wróciliśmy do domu. Ja zmywałam naczynia w kuchni po obiedzie, a dzieciaki bawili się w sypialni, ale nagle jakby zrobiło się ciszej więc poszłam do sypialni i widok jaki zastałam mnie zdziwił. Szymek spał przytulony do Mai, która również usypiała. Zrobiłam im zdjęcie ponieważ wyglądali słodko i wróciłam do swoich zajęć. Około godziny 15 z pracy wróciła Jowita.
- Hej. Gdzie nasze dzieciaki ? - rozejrzała się
- Hej. Śpią w sypialni idź zobacz jak słodko - Jowita poszła do sypialni i po chwili wróciła z dużym uśmiechem
- Sama słodycz - zaśmiała się - no to mamy chwilę na pogaduchy
- Noo tak. Opowiadaj jak tam w pracy?
- Nie o pracy nie gadamy - zastrzegła - jak tam z Kamilem?
- Bez zmian. Nadal się nie odzywa już od dwóch tygodni nie mam z nim kontaktu - wzruszyłam ramionami
- A z Oskarem? - uśmiechnęła się
- Oskar do mnie czasem piszę, czasem zadzwoni - dalszy temat ciągnął się Oskara i tego kim dla mnie jest itp.
Gdy Szymek wstał to od razu poszliśmy do domu po drodze wstępując do sklepu aby zrobić zakupy na obiad.
Gdy doszłam do domu okazało się że w środku jest Zuza i Konrad. Spali na kanapie, przytulenie do siebie.
- Szymek idź obudź ciocię - powiedziałam na ucho Szymkowi.
Mały od razu zgodził się na ten pomysł pobiegł do pokoju i wskoczył na kolana Konradowi.
- Szymek! Cicho bo obudzisz ciocię, gdzie Julka? - spytał szeptem
Zdziwiło mnie czemu Konrad mówi szeptem przy Zuzie przecież jest 15 a ona nadal śpi.
Mały pokazał rączką że jestem w kuchni więc Konrad od razu przyszedł z Szymkiem na ręce.
- Cześć - dał mi buziaka w policzek
- Hej. Czemu Zuza śpi ?
- W nocy praktycznie nic nie spała, ciągle wymiotowała i bolała ją głowa, mieliśmy jechać do lekarza ale się nie zgodziła więc przyjechaliśmy tutaj i oglądaliśmy film aż w końcu usnęła.
- Cała Zuza. To weź ją może przenieś do pokoju ?
Tak też zrobił. Ja wstawiłam wodę na herbatę i bawiłam się z Szymkiem.
- Mogę prosić i ja herbatki? - z uśmiechem do kuchni ponownie wszedł Konrad
- Wiadomo - zaśmiałam się
Zrobiłam nam herbatę i usiedliśmy do stołu.
- Jesteś może głodny? - spytała bo całkiem zapomniałam o obiedzie
- Nie dziękuje, jadłem już. Opowiadaj co tam u Ciebie? Mój głupi brat się odezwał?
- Ej nie mów tak o nim! Nie, nie odzywał się. - zapatrzyłam się w stół
- Jak mam tak nie mówić, znika na jakiś czas z kumplami i koleżankami nad morze i..- przerwałam mu
- Z koleżankami? Słucham? Wcześniej mi tego nie powiedziałeś! - spojrzałam na niego
- Cholera! Miałem nic nie mówić. Julka wiem, przepraszam powinienem ale obiecałem mu. Tak są z nimi dwie koleżanki na wyjeździe, jedna chyba nawet coś tam niedawno do niego podwalała ale on cię nie zdradzi.
- Dobra Kondziu. Nic się nie stało, dzięki że powiedziałeś chociażby przez przypadek. Idziemy oglądać coś?
Wspólnie wybraliśmy jakąś komedię i wraz z Szymkiem ją oglądaliśmy. Mały przytulił się do mnie i sobie spał.


-------------
Witam! Jestem z kolejnym rozdziałem :)
Zuza posłuchałam się Ciebie i teraz mniej będzie motocykli ( chyba xd)
Mam nadzieję że się podoba :)
Czytać i komentować ;d

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 53 "Marzę o cof­nięciu cza­su. Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. "

 "Będę cię kochać do końca życia. A jeżeli jest coś po­tem, 
będę cię kochać także po śmier­ci. Czy mnie rozumiesz? "



Następnego dnia o godzinie 6 wyjechałam. Pożyczyłam od Konrada samochód gdyż nie chciałam gnieść się tyle czasu w autobusie. Jadąc tam cały czas myślałam jak to teraz wygląda. Na grobie byłam tylko dwa razy po pogrzebie. Po drodze zajechałam do kwiaciarni i kupiłam duży bukiet na grób. Najpierw pojechałam do mamy Przemka po drugi kask. Ten który usłyszał ostatni oddech Marcela. Gdy na niego spojrzałam od nowa miałam łzy. Był cały porysowany. Spakowałam kask do bagażnika i pojechałam na cmentarz. Usiadłam na grobie i zapaliłam znicz oraz położyłam bukiet kwiatów. Spojrzałam na zdjęcie i zaczęłam nucić naszą ulubioną piosenkę
- Pamiętasz? - zapytałam cicho ze łzami w oczach - zawsze przy tej piosence siadałeś obok mnie i razem ją śpiewaliśmy - starłam łzę z policzka - nie, nie płaczę. Wiem, że tego byś nie chciał - szepnęłam łamiącym się głosem i kolejny raz starłam łzę z policzka - ale to boli. Zrozumiesz mnie chyba? Nie umiem powstrzymać łez. Płaczę bo przytłacza mnie myśl, że nie zaśpiewasz już ze mną nigdy, że nie przytulisz mnie, kiedy będę tego potrzebować, że nie wysłuchasz moich żali. Ten ból tak cholernie rani wnętrze całej mnie. Nie wiem jak sobie radzić. Wciąż mam wrażenie, że wyjechałeś tylko na chwilę i zaraz wrócisz. Czego to wszystko musiało się potoczyć w tym kierunku? Co ja mogę zrobić aby znów Cię zobaczyć?
- Niestety nic - odwróciłam głowę, nade mną stała siostra Marcela. Spojrzałam na nią i spóściłam głowę - dawno Cię tu nie było
- Nie miej do mnie żalu. Śmierć Marcela zabolała mnie tak samo mocno jak was. Cały czas chciałam wrócić ale ból mi nie pozwalał - z moich oczy wypływało coraz więcej łez.
- Nie mam do Ciebie żalu - usiadła obok - Wiem, że Marcel był i będzie w Twojej pamięci na zawsze. Znam Cię i widziałam jaka byłaś załamana po śmierci teraz mam tylko nadzieję że będziesz częściej go odwiedzać
- Tak. Postaram się, ale też jesteś dorosła i wiesz że nie zawsze ma się czas zwłaszcza jak się pracuję
- Lub ma się dziecko - spojrzałam na nią - tak, zostałam mamą. Mam synka 2.5 miesięcy
- Gratuluje! - przytuliłam się do niej
- Odwiedź nas kiedyś - zaproponowała
 - Obiecuje! Za tydzień wpadnę na dłużej,a dziś przepraszam ale muszę już jechać. Jestem nie swoim samochodem - pożegnałam się z Alicją, pomodliłam się i odjechałam kierując się na Wrocław.

---------
Przepraszam, że taki krótki ale nie miałam pomysłu.
Liczę na komentarze :))


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 52 "Nie wiedziała co zrobić, nie mogła ustać na nogach..."

 "Na dniach był pogrzeb, wszyscy oddali mu hołd,
Mimo, że miał naście lat to szybko odszedł stąd."

Po trzech godzinach bolących wspomnień, wygłupów z Mają i omówieniem warunków mojej pracy wróciłam do domu. Nikogo w nim nie było. Zuza z Konradem, Dawidem i Natalą poszli na miasto. Usiadłam w salonie z kubkiem herbaty, z laptopa puściłam składankę nutek o motocyklach i wspominałam. Wróciłam myślami do czasów kiedy mój każdy dzień kończył się uśmiechem na twarzy po całym dniu spędzonym w garażu. Cieszę się że namówiłam ich na wyjście gdyby nie to by siedziały koło mnie i gadały głupoty. Wzięłam z domu telefon, klucze do domu i wybiegłam licząc że jakiś autobus jedzie w kierunku domu Przemka i Korneli. Z moim szczęściem prawie bym się spóźniła ale jednak zdążyłam. Usiadłam na wolnym miejscu i słuchałam ciągle tej samej piosenki " Malina - Motocykle" to była nasza ulubiona piosenka. Marcel bardzo ją lubił. Gdy wysiadałam usłyszałam jak jakiś chłopak wypowiedział takie słowa do kolegi " Ja wolę NSR-kę 125 niż quada"
- Dobry wybór - puściłam mu oczko i się uśmiechnęłam, speszony odpowiedział uśmiechem.
Z wielkim bananem stałam pod drzwiami mieszkania Przemka. Dzwoniłam i nic! Zrezygnowana chciałam wrócić kiedy usłyszałam hałas przekręcania klucza w drzwiach
- Nareście! Ogłuchliście tu czy jak? - spojrzałam na Przemka
- Też się cieszę że cię widzę. W czym Ci mogę pomóc? - wpuścił mnie do środka
- Cześć przystojniaku - dałam całusa Szymkowi który był u Korneli na rękach oraz przywitałam się z Korni - Przepraszam, że wam przeszkadzam ale wasz dom ma chyba moje pamiątki z dzieciństwa - spojrzałam na Przemka
-Czekaj! Przesłyszałem się? Chcesz je zobaczyć? - Przemek patrzył z niedowierzaniem
- Poprawka! Chce je zabrać tam gdzie dawno powinny już leżeć, a mianowicie do mojego pokoju. To co znajdę je tu?
- Jesteś pewna?
- To, to pudełko duże co jest w szafie? - spytała Korni - Co tam jest?
- Nie patrzyłaś? - zdziwiłam się
- Nie. Przemek nie pozwolił
- Znajdują się tam medale, dyplomy, zdjęcia i powinny dwa kaski, a to wszystko mojego przyjaciela który zmarł 3 lata temu w wypadku motocyklowym. To on zaraził mnie tą pasją - opowiedziałam w skrócie - Tak Przemek jestem pewna. Chce to wszystko zabrać ze sobą - odpowiedziałam mu na pytanie.
Przemek poszedł po to pudełko, a ja gadałam z Kornelią
- A czemu nigdy nie mówiłaś o tej pasji?
- Śmierć Marcela bardzo mnie bolała to był mój prawdziwy przyjaciel. Znienawidziłam motocykle że zabiły mi przyjaciela, ale gdy dziś usłyszałam naszą ulubioną muzykę to wszystko wróciło. Cała pasja wróciła do mnie.
- Proszę to wszystko powinno tu być. Jeden kask tylko wiem że jest u moich rodziców w Drzewcach. Kazałem go pilnować nie martw się - Przemek postawił koło mnie pudełko.
Zdjęłam górę z pudełka, spojrzałam do środka i zamknęłam.
- Dobra dzięki. Odbiorę go niedługo bo jadę w tamte strony. Ja będę uciekać
- Jedziesz na grób ? - spytał Przemek w korytarzu
- Tak. Dawno mnie tam nie było - pożegnałam się z Przemkiem i wolnym krokiem ruszyłam z pudełkiem do domu. Było trochę ciężkie ale co tam. Ważne że się przełamałam i wróciłam po to. Nadal we mnie boli ale może to prawda. Marcel chciałby aby nie załamywała się po jego śmierci. Chciałby aby realizowała tą pasję dalej.

-----------
Kolejny rozdział dziś:)
Zuza o tej pasji mówiłam :) Podoba się ?
Liczę na to że tak.
Niedługo pojawi się kolejny :)
Troszkę teraz będzie smutania ale liczę że nie długo.
Czytać i komentować:)

Rozdział 51 "Wspólne pas­je mag­ne­sem przyjaźni. "

 "Słuchaj, był taki typ, co z tą pasją się urodził,
On za moto oddał by życie i właśnie to zrobił."


Siedziałam w kuchni kiedy zadzwonił mój telefon. Numer był nie podpisany ale odebrałam
- Hej tu Jowita mama Mai pamiętasz?
-A tak pamiętam, cześć
- I jak z tą pracą. Decydujesz się?
- Tak, tak biorę.
- Ok. To może się spotkamy za godzinę tam gdzie ostatnio i obgadamy ok?
- Dobrze za godzinkę w parku. Pa
Rozłączyłam się i poszłam na górę po ubrania. Pogoda dziś była niezbyt ładna więc założyłam swoją ulubioną bluzę do tego rurki, adidasy, zabrałam telefon, słuchawki i wyszłam. Nie patrząc co włączyłam piosenkę i ruszyłam. Usłyszałam pierwsze nuty to łza stanęła mi w oczach. Wiem byłam zbyt duża by rozpaczać nad błędami z dzieciństwa ale ta piosenka mi dużo przypominała. W sumie gdyby nie rodzice moja pasja byłaby przełożona na asfalt, a nie ukryta na dnie serca. Coś w środku nie pozwoliło przełączyć mi tej piosenki. Szłam przez park ze łzami w oczach. Przechodni dziwnie na mnie patrzyli ale nie wie ten co czuje kto nie ma pasji w sercu. Na miejsce spotkania doszłam z uśmiechem oraz łzami.
- Hej. Wszystko dobrze? - spojrzała na mnie Jowita
- Tak, tak dziękuje. Wszystko ok - uśmiechnęłam się
- Na pewno? Bo wygląda jak byś płakała
- Po prostu usłyszałam jedną piosenkę która przywiała setki wspomnień i ran
- Chłopak?
Pokręciłam głową
- Pasja. Ale to długa historia
- Mamy czas. Prawda Majeczka? - zwróciła się do córki, a mała pokiwała głową i wskoczyła na kolana swojej mamie
- No dobrze. spróbuje trochę skrócić. Jak byłam gówniarą miałam przyjaciela który zaraził mnie swoją pasją. Miałam 14 lat kiedy pierwszy raz jechałam z nim na motocyklu. Od tamtej pory pokochałam motocykle na zabój. On był starszy o 3 lata. Zawsze wolne chwilę spędzałam z nim przy motocyklu. Sama chciałam iść an kurs i kupić motocykl ale rodzice mi nie pozwolili miałam trudne dzieciństwo z rodzicami dużo kłopotów ale to kiedy indziej. Obiecałam sobie że po 18 zarobie sobie i zdam kurs na większe motocykle i kupię motocykl ale pewnego dnia dostałam telefon po którym opadły chęci. Miałam 17 lat kiedy Marcel mój kolega odszedł, miał wypadek na motocyklu nie dało rady go odratować. - czułam słoną ciecz na policzkach. Z każdym przypływem wspomnień bolało bardziej. - Zmarł w drodze do szpitala. Po tamtym czasie całkiem znienawidziłam motocykle. Chociaż pamiątki z tamtych czasów mam nadal. Nigdy nie pozwoliłam ich wyrzucić. Rodzice Marcela oddali mi wszystkie nagrody jego z wyścigów. Jeszcze jak żył podarował...mi...swój pier...pierwszy ka..kask - nie dałam rady, głos mi się załamał
- Ci...- Jowita mnie przytuliła - piękna historia
- Nagrody i kask leżą u brata w pokoju ale nigdy nie miałam odwagi zabrać ich do siebie - kontynuowałam - są dla mnie bolesnymi nagrodami. Gdy Marcel odszedł załamałam się kompletnie. Wiem że zginął tak jak chciał, na motocyklu. Był moim przyjacielem, a gdy odszedł czułam pustkę tak jakby kawałek mnie umarł.
- Ty nadal masz motocykle w sercu prawda? - spojrzała mi w oczy
- Tak. Mimo tego co było ja nie umiem z tego zrezygnować. Do tej pory myślałam że zapomniała, ale dziś, ta piosenka to wszystko wróciło
- Może to znak? Może to właśnie tak powinno być? Prawdziwej pasji nie wymażesz z pamięci choćby wyrządziła miliony bolących ran. Prawdziwa pasja była, jest i będzie
- Wiem. Chciałabym do tego wrócić ale gdy widzę motocykl to mam wrażenie że widzę Marcela. Takiego uśmiechniętego i z prawdziwą pasją
- To taki znak z góry. Ktoś tam - wskazała na niebo - chce byś robiła to co masz w serduszku. To bolesne fakt, ja cię do niczego nie namawiam ale jeśli chcesz to robić, kochasz motocykle to kontynuuj to co robił twój przyjaciel
- A co jeśli nie dam rady? - spojrzałam na nią
- Dasz radę. Jesteś twardą babką idącą po trupach do celu. Umiesz poradzić sobie w najgorszej sytuacji w życiu. Straciłaś siostrę, a nadal masz chęci do życia i uśmiech. Pomyśl o tym i rób co kochasz
- Dziękuje - przytuliłam się do Jowity i zaczęłam płakać
- No już Głowa do góry - zaśmiałam się, otarłam łzę i przeszłam do omówienia opieki nad Mają



----------------
Hej :) Miał to być jeden rozdział ale wyszedł za duży, zbyt duży :)
Więc dziś będą dwa :)
Mam nadzieję że się spodoba :)
Poproszę o komentarze pod wtedy wiem czy się podoba czy zmieniać bieg akcji :)

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 50 "Zakmnij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu. A potem wstań i walcz o kolejny dzień!"

" Pytasz mnie czy warto. Ja odpowiem Ci, że zawsze,
bo jeśli cholernie Ci na czymś zależy to możesz wszystko,
A nawet I więcej"


Siedzieliśmy z Natalią i Zuzą na kanapie i wspominaliśmy dawne czasy kiedy zadzwonił dzwonek. Spojrzałam po dziewczynach
- Pewnie Dawid - machnęła ręką Natalia
- Albo Konrad - dopowiedziała Zuza
Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam dwie twarzy z szerokim uśmiechem
- Dzień dobry pięknym paniom - ukłonił się Konrad
- Kondziu, Kondziu kiedy ty zmądrzejesz. Wchodźcie! - otworzyłam szerzej drzwi
- Przecież ja jestem cały czas mądry. Czego ty kobieto ode mnie chcesz!
- Dawid jestem - przedstawił mi się wybranek Natalii
- Julka - uścisnęłam mu dłoń
Dawid usiadł koło Natalia, a Zuza z Konradem poszła na górę.
- Ciekawe ile on wypił
- Tego co nie powiem bo nie widziałem. Jak podszedłem do klatki to już taki był. Spytał się mnie gdzie idę bo mnie wcześniej nie widział tutaj, powiedziałem że do koleżanki mojej narzeczonej która mieszka tutaj z siostrą. I tak się jakoś zgadaliśmy i okazało się że idziemy do tego samego mieszkania - zaśmiał się
- Dobra to ty tu siedź,a my idziemy robić kolację - wstała Natalia - Bo chyba jest o czym mówić prawda Julka?
- Chyba - odpowiedziałam. - zaraz wracamy
Poszłyśmy do kuchni. Wyjęłam z lodówki potrzebne produkty do kolacji i razem przygotowywałyśmy.
- Co się stało skarbie?
- Wiedziałaś o tym że ostatnio był pogrzeb Pauliny - Natalia kiwnęła głową więc kontynuowałam - no i ja ten czas przeżywałam fatalnie. Przywiązałam się do niej, liczyłam że będę miała jeszcze jedną siostrę, robiłam co mogłam, a i tak starania poszły na marne. Kiedy poprosiłam Kamila czy mógłby zagrać koncert charytatywny dla niej najpierw się nie zgodził, a później jak byłam w szpitalu to zadzwoniła i powiedział że zrobi no to już się cieszyłam że może jednak nam się uda ją uratować no ale niestety inne plany mieli względem niej. Dzień przed pogrzebem Kamil zadzwonił i powiedział że trochę się spóźni na pogrzeb bo ma próbę, a w rezultacie okazało się że w ogóle się nie pojawił - czułam że zaraz łzy wypłyną mi z ozu - od dnia pogrzebu wcale się nie odezwał. Nie wiem co robić i co myśleć. A co jeszcze poznałam Pauliny kolegi brata. Fajnie się z nim gada i w ogóle. Podobno Kamil widział jak po pogrzebie mnie przytulał i podobno za to się obraził.
- To trochę dziwne z jego strony. Nie pojawia się na pogrzebie i ma jeszcze jakieś ale.
- Ty to wiesz, ja to wiem ale on się wkurza. I żeby mi jeszcze to w prost powiedział, żeby dał mi wyjaśnić to nie lepiej jest się nie odzywać
- A skąd wiesz że się obraził ?
- Konrad i Kornelia? Konrad jest u nas niemalże codziennie, Kornelia trochę mniej bo teraz zamieszkała z Przemkiem w centrum i tworzą szczęśliwą rodzinkę z Szymkiem.
- Siostra Kamila jest z Przemkiem? Czyli jednak Anka nie wróciła?
- Nie wiem może jest, może jej nie ma. Wiem na pewno że już dla niej miejsca w tej rodzinie nie ma.
- Nie ma co się dziwić. Słuchaj mam pomysł ale to zaraz dogadamy z Dawidem - wzięła talerz z kanapkami i ruszyła do salonu, ja wzięłam kubki i herbatę i też ruszyłam do salonu.
- Dawid twój brat ma domek nad jeziorem no nie? - spojrzała na swojego narzeczonego
- No ma, a co? - spojrzał na nas
- A da radę załatwić tak tydzień? - uśmiechnęła się
- Jak zabierzecie mnie ze sobą to da radę
- No wiadomo. Nigdzie się nie ruszamy bez ciebie - zaśmiałam się.
Zjedliśmy kolację i poszłam pościelić im w gościnnym pokoju. Pokazałam im gdzie co jest i poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w piżamę i poszłam do pokoju.
Próbowałam zadzwonić do Kamila ale nie odbierał. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Co ja mu takiego zrobiłam że nie odbiera ode mnie telefonu? Ile ma lat że nie potrafi się spotkać i prosto w oczy powiedzieć o co mu chodzi. Miał żal do mnie, a sam nawet nie potrafi się odezwać. Rozmyślałam kiedy ktoś zapukał do drzwi. Otarłam oczy i zaprosiłam gościa do pokoju.
- Przepraszam że tak późno ale Kamil przysłał mi SMS żebym ci przekazał że nie chce teraz z nikim rozmawiać. Pojechał nad morze aby wszystko sobie przemyśleć. Jak wróci to się odezwie. Wiem głupiego mam brata. Sam nie wie czego chce...Przepraszam - w drzwiach stanął Konrad
- Konrad nie przepraszaj. To nie ty ponosisz odpowiedzialność za jego czyny. Jest dorosły i chyba wie co robi. Tylko niech później nie żałuje i nie wydzwania do mnie jeśli to ja nie będę chciała z nim gadać - rzuciłam telefonem gdzieś w kąt, usłyszałam tylko hałas rozsypującego się telefonu na kawałki. Konrad podszedł i je pozbierał.
- Nie warto niszczyć rzeczy dla takiego debila - oddał mi telefon w kawałkach i wyszedł.
***
Spałam gdy do pokoju ktoś wszedł. Po perfumach wyczułam że to Natalia. Odsłoniła żaluzje.
- Niee zasłoń - odwróciłam się bo słońce świeciło mi w oczy.
- Wstawaj gamoniu! - podeszła do łóżka
- Chodź - złapałam ją za rękę i pociągnęłam tak że wylądowała koło mnie na łóżku
- Słyszałam że wczoraj coś tu się działo wieczorem - spojrzała na mnie
- Tak. Dowiedziałam się że Kamil wyjechał nad morze bo musi sobie wszytko przemyśleć i dlatego nie odbiera moich telefonów. Jak wróci to do mnie oddzwoni. Ale niech się nie zdziwi jak ja będę miała go w dupie! - wyrzuciłam wszystko z siebie i przytuliłam się do Natalii - a ten hałas to dlatego że się wkurzyłam i rzuciłam telefonem chodź usłyszałam cenną radę " Nie warto niszczyć rzeczy dla takiego debila" i chyba tego będę się trzymać - uśmiechnęłam się
- Jesteś pewna? Wiesz co robisz?
- Natalia, a co ty byś w takiej sytuacji zrobiła? Chłopak cię olewam, wyjeżdża sobie nad morze nawet nie wiem z kim. I do tego nie odzywa się do Ciebie.
- Też fakt. Ale chce żebyś była szczęśliwa.
- W takim układzie na pewno nie będę.
- A co tu się dzieję ? - w drzwiach pojawił się Dawid
- Przyłączasz się? - spytała Natalia
- Coś ty za dobrze by mu było. Ma jedną to do drugiej niech się nie pcha! - dopowiedziałam
- Słyszałaś? - zaśmiał się
- A tylko spróbowałbyś! - spojrzałam na niego
- Nie będę próbował. Obiecuje! Kocham tylko Natuśkę. - mówił z ręką na sercu
- I tak ma być! - podniosłam się z łóżka
- Sorki ale słyszałem waszą rozmowę. Przemyśl dobrze to co jest teraz. Wyznacz za i przeciw i dopiero podejmij decyzję ok? - spojrzał na mnie, kiwnęłam głową i wyjęłam ciuchy do ubrania.
Założyłam sukienkę i poszłam do salonu. Tam już zacięcie trwała rozmowa na temat tego wyjazdu nad morze.



----------
Hej ;D Przepraszam za kolejne zaniedbanie bloga ale ostatnio miałam trudny okres w życiu ale już jest lepiej. Starałam się napisać ten rozdział dobrze ale mi nie wyszedł. Oczywiście mogłabym zwlekać z tym do kiedy indziej żeby wszystko było ekstra ale na serio nie mam pomysłów. Mam nadzieję że nie wyszedł on taki tragiczny.
Zachęcam do czytania i komentowania bo chcę zobaczyć kto ze mną jeszcze jest!