sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 62 "Dziec­ko jest chodzącym cu­dem, je­dynym, wyjątko­wym i niezastąpionym. "

" Tros­ka o dziec­ko jest pier­wszym i pod­sta­wowym 
spraw­dzianem sto­sun­ku człowieka do człowieka. "


Na drugi dzień przyjechała Natalka z Dawidem. Trochę porozmawialiśmy, dowiedziała się że będę mamą. Chciała iść ze mną do lekarza, zgodziłam się.
- Natalia proszę cię, spóźnimy się - stałam w korytarzu i czekałam na przyjaciółkę
- No już idę, nie denerwuj się - chwilę potem stała koło mnie
Ubrałyśmy się i wyszłyśmy. Jowita już na nas czekała na parkingu. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy. W recepcji odebrałam swoją kartę i usiadłam na krzesełku. Przede mną w kolejce była jeszcze jedna para.
- A co być chciała? - wyszeptała Natalka
- Ale o co chodzi? - nie zrozumiałam
- No chłopaka czy dziewczynkę - uśmiechnęła się
- Nie wiem. Wiesz dla mnie to obojętne ale Kamil chce chłopaka
- Wiadomo. Każdy facet chce chłopaka
- A nie. Mój Marcin chciał dziewczynkę - odezwała się Jowita - ale weź miej chłopaka bo Maja jak się dowiedziała to chodziła po całym domu i non stop gadała że ona będzie się nim opiekować
- Jak by to ode mnie zależało - zaśmiałam się
Gdy nastąpiła chwila mojego wejścia do gabinetu, odetchnęłam głęboko i weszłam. Pani doktór zrobiła mi USG.
- Dziecko rozwija się dobrze mimo tego stresu - spojrzała na mnie - w sumie to nic więcej nie mam co mówić. Zdrową dietę dalej stosujemy, nie denerwujemy się ani stresujemy, myślimy o maleństwu tak?
- Oczywiście - przytaknęłam - a proszę pani czy mogę poznać płeć? Bo mój chłopak chciałby wiedzieć - zaśmiałam się
- Oczywiście. Proszę tu jest płytka z badania - podała mi płytę - a jeśli chodzi o płeć to chłopczyk - uśmiechnęła się
- Dobrze, dziękuje. Do widzenia - uśmiechnęłam się i wyszłam
Usiadłam na krześle ze łzami w oczach
- No, no i co? - odezwała się Jowita
- Co się stało ? - spojrzała na mnie Natalia
- Chłopak - uśmiechnęłam się
Przytuliły mnie obydwie i zaczęły się śmiać. Po wyjściu z przychodni pojechałyśmy do kawiarni w której sprzedaje taka starsza, miła pani. Zamówiłyśmy ciastko i sok. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku i rozmawiałyśmy.
- A Jowita jeśli chodzi o Maję to mogę się nią opiekować. - uśmiechnęłam się
- Nie ma mowy - pokręciła głową - Marcin dostał tacierzyński w pracy i siedzi teraz z nią
- Jejku jak się cieszę wiesz? - spojrzała na mnie Natalka - oczywiście będę chrzestną?
- No wiesz dogadaj się z Zuzą - zaśmiałam się
- Młoda to niech się szkoli i nie idzie po siostrze bo będą dwa Bednarki w sumie dodając to będzie ich czworo a wiesz jakie to piekło? 4 Bednarków? - zaśmiałam się
- Wiesz trzeba znać specjalne słowa żeby to piekło było łagodniejsze - zaczęłyśmy się śmiać
Niedługo później wróciłyśmy do domu. Co dziwne wszyscy siedzieli w salonie
- I co? Jaka płeć? - odezwał się Kamil
- Dziewczynka? - spojrzała na mnie Zuza
- Nie bo chłopczyk - tym razem Konrad
- Jesteś pewna że to nie piekło? - wyszeptała Natalka, ja z Jowitą zaczęłyśmy się śmiać
- Ee co jest w tym śmiesznego? - odezwał się Dawid
- Już mogę? - spytałam, wszyscy potrząsnęli głowami i czekali na odpowiedź jak małe pieski z łebkami w górze - ach trzeci Bednarek - usiadłam na sofie
- Ha wiedziałem! - odezwał się Konrad
Obydwaj cieszyli się jakby wygrali w Totka. Jak na nich spojrzałam to łzy mi ze śmiechu leciały. Rozumiem Kamila ale Konrad!?
- Ja cię tu nie zostawię - pokręciła głową Jowita
- Jesteś pewna że chcesz wchodzić w kłótnie z dwoma Bednarkami? - spojrzałam na nią z uśmiechem
- No też fakt, ale widzisz ich!? - wskazała na nich
- E minie kiedyś - machnęłam ręką.
Gdy bracia się już uspokoili zrobiłam herbatę, usiedliśmy wszyscy w salonie i zaczęły się rozmowy. Fajnie było spędzić tak cudowny dzień w gronie najbliższych.
Około 21 poszłam na górę, byłam zmęczona dzisiejszym dniem. Niedługo później przyszedł Kamil. Położył się obok i mnie przytulił, jedną rękę kładąc na brzuchu.
- To teraz pytanie jak nasze maleństwo będzie się nazywać? - wyszeptał
- Nie wiem, czas jeszcze jest - uśmiechnęłam się
- Ja i tak kocham naszego Kubusia - pocałował mnie
- Yy czemu Kubusia? - spojrzałam na niego
- Nie podoba ci się Kuba ?
- A to ty już imię wymyśliłeś?
- No już dawno, jak się dowiedziałem. Chłopczyk Kuba, a dziewczynka Ola
- No ok może być Kuba, też ładnie - pocałowałam go w policzek
- Możliwe że jutro przyjadą Kornelia z Przemkiem
- A to oni nie są za granicą ?
- Są ale jak im powiedziałem że będę Tatusiem to powiedzieli że przyjadą i wczoraj wieczorem dzwoniła Kornelia że jutro wracają. Podobno Szymek ciągle o Tobie mówi, loczki ma - zaśmiał się
- Mój Szymuś z loczkami. To musi słodko wyglądać - rozmarzyłam się
W końcu oboje zasnęliśmy.


-------------
Dzień dobry ;3
Podoba się? Taki sobie jakiś bo na szybko pisany :)
Miłego czytania :D

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 61 " Uśmiecham się do ludzi,którzy jeszcze we mnie wierzą. "


Tak kochamy marzenia, że boimy się je realizować.




Każde kolejne dni w szpitalu dały mi szansę przemyśleć wszystko od nowa. Z każdym dniem przyswajałam sobie fakt że za 7 miesięcy będę miała dziecko z Kamilem, będę matką. Kamil codziennie przychodził do szpitala. Od czasu trafienia do szpitala zmienił się. Mniej czasu spędzał w studiu. Widać było że się starał. Po południu jak zawsze przyszedł z dużym, białym misiem.
- Cześć. Jak się czujesz? - pocałował mnie w policzek i usiadł na krześle.
- Dobrze. A co tam u Ciebie? - przytuliłam się do misia
- Też dobrze. Niedługo kończymy nagrywanie płyty. Aneta dodaje nam kolejne koncerty ale nie na wszystkie jedziemy
- Czemu? Przecież koncerty to coś co kochacie w swoim zawodzie. Te fanki które tylko czekają na nowe informacje na wasz temat, czekając tylko aby nazwa ich miejscowości pojawiła się na liście koncertów, a wy chcecie odebrać im marzenia? - spojrzałam na niego.
- Ważniejsze dla nas są nasze rodziny. Ty jesteś w ciąży, muszę zadbać o was. Chłopaki też mnie poparli że za dużo czasu spędzają w pracy, chcą zająć się rodzinami - spokojnie mi wytłumaczył
- Kamil, a co z nami?
- Nie zostawię cię i nie chcę was stracić - złapał mnie za rękę - rozmawiałem z Oskarem przestraszył się dziecka i przyznał się że oszukiwał. Chciał nas skłócić i wymyślił tą sytuację. Dostał po zębach i więcej tego nie zrobi
- Kamil biłeś się z nim!? - powiedziałam głośniej
- Nie denerwuj się. Nie biłem się z nim tylko dostał i nawet nie zamierzał mi oddać - wzruszył ramionami
- Kamil... ale boje się - zaczęłam skubać kołdrę
- Czego się boisz? Jestem z Tobą i ci pomogę. Kocham Cię - pocałował mnie
- A jak sobie nie poradzimy? Jak będę złą matką? - zadawałam pytania
- Przestań głuptasie. Poradzimy sobie i będziemy najlepszymi rodzicami na świecie - zapewniał
Pod wieczór przyszedł lekarz na obserwację, a po 2 dniach wyszłam ze szpitala. Kamil tak jak wcześniej mieszkał u mnie. Zdecydowaliśmy że zamieszka u mnie, a jego mieszkanie sprzedamy. Szybko znalazł się chętny na jego mieszkanie. Dziś. Kamil siedział w studio tylko do 14. Gdy krzątałam się po domu i z nudów zaczęłam sprzątać to znalazłam jakieś papierki. Na moje oko były to plany mieszkania ale po co nam plan budowy mieszkania skoro mamy mieszkanie? Akurat wycierałam kurzę w salonie kiedy do domu wrócił Kamil.
- A co ty kochanie robisz? - przywitał się ze mną
- Yy sprzątam? - spojrzałam na niego
- To widzę ale czemu ty? Przecież wiesz że nie możesz wykonywać pracy żadnej - poszedł do kuchni
- Ohh no tak bo ścierka i płyn do mebli waży tonę. Kamil nie przesadzaj nie dźwigam nic tylko wycieram kurze - zaśmiałam się
- No dobrze. Niech będzie ale i na ten temat mam inne zdanie - wychylił się z kuchni
- Kochanie a co to jest? - pokazałam mu papierki wchodząc do kuchni
- Wiesz to miała być niespodzianka i kazałem Konradowi to dobrze ukryć cholerka - złapał się za głowę - bo widzisz za parę miesięcy będziemy mieli maluszka nie? - złapał mnie za ręce i lekko pociągnął że znalazłam się na jego kolanach - więc wyszedłem z założenia że nie będziemy się tu gnieść w 5, a że mój tata miał działkę we Wrocławiu którą mi przepisał postanowiłem i na niej stał domek co prawda w takim średnim stanie ale ja to zmienię i no to jest plan budowy naszego nowego mieszkania - spojrzał na mnie
- Kamil budowa mieszkania to duży wydatek. Ja przecież teraz nie pracuje. Nie zgadzam się - pokręciłam głową
- Ale kochanie ja pracuje i tak się składa że dużo w tej sprawie nie możemy zrobić bo domek już stoi i niedługo trzeba brać się za wykończenia - uśmiechnął się
- Kamil - przeciągnęłam - jesteś niemożliwy. Mogę zobaczyć ten domek? - bawiłam się jego dredami
- Dobrze pojedziemy tam. Ale jutro bo będę około 13 w domu. Pojedziemy tam obejrzysz go, a później do sklepu na małe zakupy. - pocałował mnie
- Ale po co. Przecież ostatnio Konrad zrobili zakupy z młodą.
- Oj kochanie coś dziś nie myślimy. Nie patrząc na nic ale niedługo trzeba będzie kupić nowe ubrania i Tobie i maluszkowi. A po za tym trzeba się rozejrzeć za meblami i tym podobne.
- Aha ok. Dobra ty zjedź a ja idę na górę - pocałowałam go i powędrowałam na górę.
Zdążyłam wejść do pokoju, a tu zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Natalia. Odebrałam od razu. Rozmawiałam z nią około godziny. Gdy zeszłam na dół w salonie siedział Kamil, Konrad i Zuza.
- O dobrze że jesteście. Dzwoniła Natalia i może wpadną pojutrze - uśmiechnęłam się
- Serio? No nareście. Jak ja dawno tej wariatki nie widziałam, w końcu trzeba się dowiedzieć jak się czuje przed ślubem. - zaśmiała się Zuza
- A ślub nie jest za 2 miesiące? - spytał Kamil
- Ej to prawda. Całkiem zapomniałam. Przez to wszystko - złapałam się za głowę
- Ale kto to wymyślił żeby robić ślub w zimę!? - zapytał Konrad
- Kondziu bo zima to ponoć bardzo romantyczna pora roku - zaśmiałam się
- Tak i bardzo zimna
- Oj nie przesadzaj. Dasz radę - poczochrałam go po włosach
- Ciesz się że jesteś w ciąży bo jak nie to już byś płakała ze śmiechu - spojrzał na mnie
- Ha! Teraz cię mogę denerwować i mi nic nie zrobisz. Jak fajnie - zatarłam ręce
- O mamusiu! Mam się bać - spojrzał na mnie, pokiwałam głową - to jest niesprawiedliwe. - oburzył się
- Kondziu nie zachowuj się jak baba - wtrącił się Kamil.
Resztę wieczoru spędziliśmy na oglądaniu filmów. Było dużo śmiechu bo Konrad chciał obejrzeć Najśmieszniejszą komedię i to prawda była śmieszna. Z tego wszystkiego miałam rozmazany tusz bo łzy mi poleciały ze śmiechu. Około 23 poszliśmy spać. Od razu zasnęłam.
***
Obudziłam się po 9. Zeszłam na dół było bardzo cicho. Zuza była w szkole. Jeszcze tylko 3 lata przed nią nauki. Zrobiłam sobie herbatę ponieważ lekarz kazał ograniczyć mi kawy oraz zrobiłam kanapki. Oglądając jakiś serial w telewizorze zjadłam. O 12 poszłam się ubrać i zrobić makijaż. Tak jak Kamil obiecał do domu wrócił o 13 szybko zjadł i ruszyliśmy. Najpierw pojechaliśmy obejrzeć ten dom. Domek był ładny i nie za duży. Taki w sam raz dla nas. Były tam kuchnia, łazienka, duży salon i 4 pokoje i garderobę. Po obejrzeniu całego domu pojechaliśmy na zakupy. Kupiłam sobie arę ubrań ponieważ już niedługo w żadne nie wejdę. Obejrzeliśmy też jakieś ubranka dla dzieci i oczywiście Kamil już chciał kupować wózek, łóżeczka i inne potrzebne przy dziecku przedmioty. Ale kazałam mu się uspokoić ponieważ nawet nie znamy płci dziecka a on już chciał kupować. Pojechaliśmy także do sklepu z meblami. Było dużo ładnych mebli i szczerze mówiąc nie wiem czy wybrałabym coś z nich ponieważ każdy miał w sobie coś co ciągnęło do zakupu. Wróciliśmy pod wieczór z dobrymi humorami. Obiecałam Kamilowi że przy najbliższej wizycie u ginekologa czyli za 3 dni poproszę o płeć dziecka aby mógł kupić co chce. Bałam się tych zakupów bo znając Kamila będą rzeczy które się nie przydadzą dziecku ale Kamil to Kamil jemu nie przemówi i tak kupi co będzie chciał.


-------------
Witam :)
Rozdział mi tak nie bardzo podoba ale cóż.
Miłego czytania :D

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 60 " " I choć ranię to bolało mnie bardziej, kiedy to, co kochałem, okazało się kłamstwem. "

 " Jeśli dasz mi jedną szansę, pokażę Ci jak walczę, o to
By przy Tobie do samego końca trwać"



Wróciłam do domu po 2 dniach. Przez cały czas nie mogłam się zebrać w sumie teraz też nie mogę ale przecież muszę stawić czoło problemom i przyznać się do zdrady. Weszłam do domu około 10 liczyłam że nikogo nie ma. Pewnym krokiem wkroczyłam do środka lecz jak zobaczyłam siedzącą w salonie postać Kamila zatrzymałam się. Serce zaczęło mi szybciej bić, kolana mi zmiękły, a ręce zaczęły drżeć. W gardle pojawiła się ogromna gula która nie pozwoliła wydobyć żadnego słowa.
- Gdzie byłaś przez 2 dni? - nie spojrzał na mnie
- Nagle zaczęło się to interesować? - postanowiłam być obojętna tak jak on był na mnie
- U niego byłaś tak? Wielki pan Oskar użyczył sypialni? Czy może coś jeszcze? - zaśmiał się i włączył telewizor
- Jesteś bezczelny - rzuciłam w jego stronę i poszłam na górę.
Musiałam szybko wziąć prysznic i przebrać się bo jechałam z Jowitą do ginekologa. Ubrałam rurki, bluzkę i bluzę. Zabrałam pieniądze, telefon i wyszłam nic nie mówią Kamilowi. W drodze do przychodzi złapał mnie ogromny ból brzucha. Domyślałam się że mogę być w ciąży. Ból był ogromny i nie do opisania. Strasznie rwało mnie w dolnych okolicach brzucha. Jowita zamiast jechać do przychodni pojechała prosto do szpitala nie zważając na przepisy. Gdy dojechaliśmy byłam nieprzytomna. W trakcje dostałam krwotoku. Zabrali mnie na jakąś salę ale niestety nie wiem co to była za sala bo miałam mgłę przed oczami. Słyszałam nad sobą tylko pikające urządzenia. Czułam się tak samo jak wtedy. Jak pierwszego dnia mojego pobytu we Wrocławiu. Miałam nadzieję że tak samo jak wtedy przyjdzie Kamil ale było to raczej nie możliwe.
- Dzień dobry, słyszy mnie pani? - przede mną stanął pan w białym ubraniu.
- Tak. Co się ze mną stało? - spojrzałam na niego
- Dostała pani krwotoku. Jest pani w ciąży. Za bardzo się pani stresowała w ciągu ostatnich paru dni i denerwowała. Jest to koniec 2 miesiąca. Niedługo pani dziecko będzie wyczuwać emocje, będzie słyszeć każde pani słowo. Nie może się pani denerwować, ciąża jest zagrożona przez to że pani się nie odżywiała prawidłowo. Trafiła do nas pani odwodniona. O mało co nie straciła pani tego maluszka. - nie wierzyłam w co on mówił. Przez własną głupotę mogłam go stracić. Pogłaskałam się po brzuchu - Proszę teraz odpoczywać i przemyśleć spokojnie moje słowa. - wyszedł z sali, a do mnie przyszła Jowita.
- Hej kochana. Ale mi narobiłaś strachu. Masz tak więcej nie robić. Ej co się dzieje? - spytała gdy zauważyła łzy na moim policzku.
- Prawie go straciłam. - wydukałam
- Ale nie straciłaś. Jak wyjdziesz ze szpitala jedziesz do mnie. Przez parę dni się tobą zaopiekuję. - przytuliła mnie - nie przejmuj się, razem damy radę. Co prawda nie dodzwoniłam się do Kamila, ale twoja siostra zaraz tu będzie.
- Po co po nich dzwoniłaś ? Zaraz mu przekażą i będzie że to nie jego dziecko. Nie chcę kolejnych kłótni. Przerasta mnie to.
- Wiem. Ale przecież to koniec 2 miesiąca. Nie mogłaś go zdradzić z Oskarem tak? A nawet jeśli to dziecko jest Kamila, a nie Oskara. - pocieszała mnie - no już. Ja idę na korytarz poczekać na Zuzę, a ty się prześpij. Jesteś wykończona.
Wyszła na korytarz, a ja nie mogłam zasnąć. Jak mogłam pójść tak po prostu spać kiedy moje życie rozwalało się na kawałki. Kamil się do mnie nie odzywa chociaż będziemy mieli razem dziecko, a w dodatku ja go zdradziłam z Oskarem.
- Widzisz maluszku - pogłaskałam się po brzuchu - masz głupią mamę ale obiecuję ci że jak tylko się urodzisz będę idealną matką. Niczego ci nie zabraknie, pamiętaj razem damy radę. - po paru minutach zmorzył mnie sen

* Kamil *
Jak zawsze byłem w studiu. Pracowałem z całym zespołem nad nową płytą. Mieliśmy przerwę kiedy usłyszałem że z korytarza dobiegają jakieś głosy. Gdy wyszedłem na korytarz byłam tam już tylko Aneta.
- Kto to był?
- Oskar? Chyba tak kazał mi to przekazać Tobie - dała mi kopertę w dłonie i wyszła.
Otworzyłem ją. Był tam list " Hej tu Oskar. Wiem że mnie nie lubisz i nigdy nie lubiłeś. Ale niestety Twoja narzeczona jest nie wierna Tobie skoro spędziła u mnie cudowną noc. Chociaż sory razem spędziliśmy cudowną noc. Sory ale tak widocznie musiało być. Ona leciała tylko na Twoją kasę. Pogódź się z tym i daj jej spokój " Jak przeczytałem ten list myślałem że nie wytrzymam. Pięści same mi się zaciskały.
- Ej stary co się dzieję? - koło mnie pojawił się Maciek
- Masz! Przeczytaj!
- Ej ale o co chodzi? Nie kumam nic z tego listu. Julka cię zdradziła? - spojrzał na mnie
- A nie umiesz czytać !? Ja głupi myślałem że mnie kocha. Kurwa wszystko na marne. - zrzuciłem kubek ze stolika
- uspokój się! - powstrzymywał mnie - Julka nie jest taka na pewno. Jeśli by leciała na Twoją kasę to by nie chciała płacić za siebie na tej wycieczce wspólnej. Pomyśl chwilę i się nie wkurzaj.
- Łatwo ci mówić nie wkurzaj się. Tam w kopercie - wskazałem na stolik - jest zdjęcie jak u niego śpi to też nie jest zdrada Twoim zdaniem!? - wziął to zdjęcie
- Masz rację zdradziła cię tym że spała u niego w sypialni i w dodatku w ubraniu. - pokazał mi zdjęcie - najpierw dobrze się zastanów a potem dopiero się wkurzaj.
- Kamil telefon do ciebie - wyszła Aneta
Dzwoniła Zuza że Julia trafiła do szpitala. Jak by tego jeszcze było mało musiałem przerwać nagrywanie płyty dziś.
- Aneta jadę do szpitala, Julce coś się stało - krzyknąłem i już chciałem iść kiedy zatrzymał mnie Maciek
- Gdzie w tym stanie pojedziesz!? Jadę z Tobą - dałem mu kluczyki i po chwili już pędziliśmy do szpitala.
Wbiegłem do budynku i od razu pobiegłem na 4 piętro. Na korytarzu była już Zuza
- Co z nią!? Gdzie ona jest? Co się stało?
- Daj mi dojść do głosu to ci powiem - krzyknęła Zuza
- No mów! - ponaglałem
- Jest tam w sali - wskazała na drzwi - ale czekaj!. Zanim tam wejdziesz powiem ci tyle ile wiem. Jechała z Jowitą do lekarza kiedy złapał ją ból brzucha. Trafiła tu ponieważ byłą odwodniona i dostała krwotoku. Jest - spojrzała na mnie - jest w 2 miesiącu chociaż to już koniec 2 miesiąca ciąży. Prawie że by go straciła. Przez wasze ciągłe kłótnie stracili byście dziecko, Dociera to do ciebie!?
- Ale...a. Przecież. Ona.. była.. Muszę do niej iść - nie czekając wbiegłem do sali.
*Julka*
Miałam badanie USG kiedy do sali wbiegł Kamil. Gdy go zobaczyłam przestraszyłam się. Wiedziałam że będzie teraz gadanie że to nie jego dziecko i tym podobne.
- Proszę stąd wyjść. Nie można teraz wchodzić - upomniał lekarz
- Ale...ale ja jestem ojcem - wypowiedział, a mnie zamurowało. Od tak po prostu się przyznaje
- To prawda? - spojrzał na mnie lekarz
- Ta..Tak - powiedziałam głośniej
- W takim razie proszę wejść. - wrócił do badania - Jeśli nie szybka interwencja pani koleżanki już by pan nie był. Dobrze pani Julko wszystko jest w porządku, mały rozwija się prawidłowo chodź tak jak mówiłem ciąża była i jest zagrożona. I nikt pani nie powie że nie będzie zagrożona do końca. Musi pani o siebie dbać jeszcze bardziej i co najważniejsze żadnej ciężkiej pracy. Praca będzie wielkim zagrożeniem dla malucha. Jeśli chodzi o odżywianie. Już pani mówię że nadmierne spożywanie słodyczy nie jest dobre ponieważ prowadzi do choroby która będzie kolejnym zagrożeniem. Dużo owoców i warzyw oraz dużo snu. Jak na razie to tyle. Resztę powiem pani później - uśmiechnął się i wyszedł. Bałam się tego momentu jak zostanę sama z Kamilem
Stał nad łóżkiem i patrzył się za okno. Ja dotknęłam brzucha.
- Powiedz, zdradziłaś mnie ?
- Kamil nie wiem. Byłam pijana. Wiem tylko tyle że obudziłam się w ubraniu ale bluzkę miałam porwaną - chyba nadszedł ten czas kiedy trzeba było się przyznać.
- dostałem dziś list od niego. Pisał w nim że spędził cudowną noc z Tobą. Że leciałaś tylko na moją kasę i żebym dał ci spokój - spojrzał na mnie - to prawda?
- Kamil zwariowałeś!? Nigdy nie chciałam od Ciebie żadnych pieniędzy. Od 3 lat radzę sobie sama i będę radzić. Gdy wyprowadziłam się z domu z Zuzą utrzymywałam nas tylko ja. Ja opłacałam rachunki, płaciłam za szkołę Zuzi i dawałam jej pieniądze. Nigdy od nikogo nie chciałam pomocy. Od Ciebie też nie chce. Poradzę sobie - zaczęłam płakać. Nie wiedziałam że tak sądził
- Ale ja chce wam pomóc. Zapytałem tylko czy to prawda. - dotknął mojego brzucha, a mnie przeszły ciarki. Odwróciłam głowę w drugą stronę po moim policzku spływały łzy. - idę na korytarz pogadam z lekarzem, a ty odpoczywaj. Musisz dbać o nasze maleństwo - pocałował mnie w głowę i wyszedł.
Gdy zostałam sama zaczęłam płakać. Nienawidziłam Oskara. Myślałam że jest moim przyjacielem. Że kiedy będę chciała mogę do niego pójść i się wygadać, a okazało się że tylko czyhał aby skłócić mnie z Kamilem. Wybrałam numer i zadzwoniłam do niego
- O hej piękna co tam?
- Jak mogłeś to zrobić? Przez ciebie leżę teraz w szpitalu i o mało co nie straciłam mojego maleństwa. Powiedz mi czemu to zrobiłeś? Dało ci to satysfakcję jak widziałeś że cierpię!?
- Ale o czym ty mówisz?
- Po jaką cholerę dawałeś jakiś list Kamilowi w którym napisałeś że leciałam tylko na jego kasę!? Ucieszyło cię to że się z nim pokłóciłam!? Jesteś chamem. Życzę ci żeby spotkało cię to samo co mnie - rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Natychmiast w sali znalazła się Zuza
- Julka co się stało ?
- Gadałam z Oskarem. Jestem głupią nawiną dziewczynka. Jak mogłam. Nie daruje sobie tego - przytuliła mnie
- Spokojnie. Nie możesz się denerwować. Myśl cały czas o maluchu. On ma przyjść na świat, a ty masz o to zadbać. Julka do cholery radziliśmy sobie do tej pory to damy radę i teraz tak? - spojrzała na mnie
- Damy - lekko się uśmiechnęłam
- To teraz nie płacz - starła mi łzy - tylko idź spać.
Tak jak mi kazała tak zrobiłam. Co prawda byłam zmęczona i sen szybko mi przyszedł.


---------------
Jestem z kolejnym :)
Tym razem nie pomyliłam blogów chyba :D
Rozdział jak dla mnie smutny, bo jak go pisałam to mi się smutno zrobiło ;c
Jak myślicie co teraz będzie z Julką i Kamilem?
Podoba się rozdział?
Dziękuje Klaudii za pomysł.
Co prawda miałam taki sam :)

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 59 " Jeśli dasz mi jedną szansę, pokażę Ci jak walczę, o to by przy Tobie do samego końca trwać"

 " Zaciskam pięści i patrze przed siebie, 
mój świat rozpada się na części, a ty o tym nic nie wiesz"



Obudziłam się o 10 ponieważ płacz nie dawał mi usnąć. Wstałam niewyspana i za pewne wyglądałam strasznie. Podniosłam się z łóżka i pożałowałam. Wszystko mnie bolało, kręciło mi się w głowie oraz było mi niedobrze. Czułam się jakbym wypiła wczoraj niewiadomo ile. Pamiętam tylko że Oskar otworzył wino. Podreptałam do kuchni. Liczyłam że Oskar jeszcze będzie lecz na stole znalazłam kartkę : " Hej piękna :) Mam nadzieję że się wyspałaś, ja niestety musiałem jechać do pracy bo mnie wezwali. Zjedź coś żebym się nie martwił, klucze są w korytarzu. Cicho liczę że jak wrócę to będzie na mnie czekać kawa ~ Oskar" Uśmiechnęłam się czytając tą kartkę. Zaparzyłam sobie kawę i zrobiłam śniadanie. Jednak dużo nie zjadłam bo nie mogłam. Gdy posprzątałam po sobie poszłam do pokoju. Ubrałam rurki ale jak spojrzałam na swoją bluzkę która miała plamę po winie i lekko była porwana wolałam ubrać koszulkę Oskara. Co prawda była trochę za duża ale to nic. Poszłam umyć włosy i poszłam do Jowity. Dziś miała wolne więc pewnie siedziała w domu. Zapukałam do drzwi i liczyłam że ktoś mi otworzy.
- Hej kochana - przytuliła mnie
- Hej - odparłam niemrawie
- Co się dzieje ? - spojrzała na mnie
- Obawiam się że zrobiłam jakieś głupstwo.
- W jakim znaczeniu - spytała.
- Julkaaa - krzyknęła Maja i natychmiast znalazła się u mnie na kolanach, mocno ją przytuliłam.
- No bo wczoraj pokłóciłam się z Kamilem. Powiedział mi że jak chciałam mogłam nie przyjmować pierścionka, a nie teraz wymagam od niego żeby siedział w domu, ze on ma prace i w ogóle no i się zdenerwowałam więc pojechałam na noc do Oskara. No i dziś rano jak wstałam jego już nie było ale miałam porwaną bluzkę i zachlapaną winem. Matko Jowita ja zdradz...zdradziłam Ka...Kamila - zaczęłam płakać.
- Cii nie płacz. Maja idź do siebie. - Majka pobiegła do pokoju - nie płacz. Pamiętasz coś ze wczoraj? Gadałaś z nim?
- Nie bo jego rano nie było ale się boję. A jak go zdradziłam? Co wtedy?
- Nie myśl o tym co by było gdyby. Pogadaj z Oskarem i ci powie. A teraz - spojrzała na mnie - idź weź prysznic a ja ci dam swoje ciuchy.
Zrobiłam tak jak powiedziała. Poszłam wziąć długi i gorący prysznic. Biorąc kąpiel myślałam przecież obudziłam się w ubraniu więc nie mogłam zdradzić Kamila. Chyba że nie pamiętałam i się ubrałam. Pokręciłam głową.
- Nie ja nie mogłam go zdradzić - wyszeptałam.
Gdy się umyłam zadzwoniłam do Oskara. Oznajmił mi że już jest w domu. Szybko pobiegłam do jego domu. Otwierając drzwi serce biło mi tak mocno jakby miało zaraz wyskoczyć. Wzięłam głęboki oddech i weszłam. Oskar był w kuchni
- No ja jednak myślałem że będzie na mnie ta kawa czekać - siedział przy stole
- Oskar czy między nami coś było wieczorem? - powiedziałam otwarcie, przez co mało co się nie udławił kanapką
- Czemu pytasz?
- Znalazłam dziś podartą bluzkę. - spojrzałam na niego
- No wiesz. Ja byłem pijany, ty też mało nie wypiłaś. Sama ściągnęłaś bluzkę i zaczęłaś mnie całować. Nie mówiłem ci tego ale jak cię zobaczyłem w szpitalu to mi się spodobałaś no i
Nie chciałam go słuchać. Jak najszybciej stamtąd wybiegłam zostawiając mu koszulkę. Pobiegłam do Jowity i nic nie mówiąc poprosiłam żeby dała mi chwilę ciszy. Schowałam się w pokoju i zaczęłam płakać.



----------
Przepraszam że taki krótki ale nie mam dziś bardzo czasu.
Mam nadzieję że się spodoba.
Jak dobrze pójdzie to jutro będzie dalsza część.
Może macie jakieś swoje pomysły co do następnego rozdziału?
Chętnie się dowiem co wy byście chcieli przeczytać.
Miłego czytania :))

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 58 "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy."

 "Jedno słowo może zranić. 
Dwa słowa - doprowadzić do łez. 
Trzy słowa sprawią, że zwątpisz w sens życia. 
Ale to dopiero cisza zabija wszystko to, co najpiękniejsze."




Dni mijały bardzo szybko i samotnie. Praktycznie nie widywałam się z Kamilem. Wychodził rano wracał wieczorem ponieważ pracował nad nową płytą. Gdy wstawałam rano już go nie było. Jeszcze do tego jesień. Piękna pora roku ale i dołująca. Dziś tak jak zawsze wstałam o 7 żeby o 8 już być u Jowity. Gdy wyszłam z pokoju w salonie ktoś spał. Na kanapie leżeli Zuza z Konradem.
- A wy nie macie pokoju? - powiedziałam głośniej
- Nie umiesz ciszej gadać? - odezwała się Zuza
- Pytanie czy chce - odburknęłam
Weszłam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie, a później poszłam się ubrać. Założyłam standardowo rurki i koszulę. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Po 10 minutach stałam pod drzwiami Jowity i próbowałam opanować nerwy. Nie chciałam przy Mai być zła ponieważ wiem że jak by coś zrobiła nie tak to wybuchnę. Nacisnęłam dzwonek i po chwili przede mną stała Jowita.
- Hej, wejdź
- Hej - przywitałam się z nią całusem w policzek
- Jak tam? - uśmiechnęła się
- Tragicznie. Lepiej nie gadać. A u ciebie? - usiadłam na krzesełku
- Ej co się dzieje? - usiadła naprzeciwko mnie
- Wszystko się wali. Kamil od rana do wieczora siedzi w studiu. Pracują nas nową płytą. A już za tydzień jadą na koncert. Ja już tak nie mogę. Kocham go ale takiego chłopaka nie chce. Chce kogoś kto będzie przy mnie gdy tego będę potrzebować, a nie takiego którego czuje obecność tylko w nocy. On nie wie nic co dzieje się w moim życiu.
- Gadałaś z nim o tym?
- Nie mam kiedy. Jak wstaje jego już nie ma, a jak przychodzi to jest tak późno że ja już śpię.
- Oj Jula nie wiem co mam ci powiedzieć - przytuliła mnie - pogadaj z nim przy najbliższej okazji
I od nowa ten cały zamęt. Zostałam z Mają, mała się bawiła a ja rozmyślałam. Około 13 usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyszłam na korytarz był to Marcin
- A ty co tu robisz? - zdziwiłam się
- Skończyłem wcześniej pracę. Jesteś wolna, przejmuję opiekę nad tym szatanem - uśmiechnął się
- No ok to ja uciekam, pa - pożegnałam się i wyszłam.
Kroczyłam pomału do domu. Po drodze słuchałam ulubionych piosenek. Weszłam do domu jak zwykle pustka. Zuza wyszła na uczelnie, Kamil w studiu, a Kondziu pewnie u siebie. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w salonie. Włączając na jakiś program rozmyślałam nas całym moim związkiem. Niedługo potem ktoś wpadł do domu. Jak się okazało był to Kamil bo zapomniał tam czegoś. Wbiegł nawet mnie nie zauważając i pobiegł do sypialni.
- Kamil możemy pogadać? - stanęłam w drzwiach i patrzyłam jak przerzuca dosłownie cały pokój do góry nogami
- Julka nie teraz, pogadamy wieczorem ok? - nawet na mnie nie spojrzał
- Kiedy!? Wieczorem? Czyli o której. 22 czy 24? - zdenerwowałam się
- Oj nie przesadzaj dobrze wiesz że ciężko pracuje. Nie widziałaś tej kartki co miałem rozpisane koncerty ?
- Mam w dupie takie rozmowy rozumiesz!? Co mi z tego że pracujesz skoro nie czuje cię koło siebie? - uderzyłam pięścią w te papierki co przeglądał. - spójrz na mnie i powiedz czy wiesz co się u mnie dzieje?
- Tak wiem - spojrzał na mnie - pracujesz ciągle chyba o to ci chodziło?
- Ty na prawdę chcesz żebym pożałowała tego wszystkiego. Tych jebanych słów wypowiedzianych na przeprosiny, tego kawałka metalu na palcu święcącego i tego że ci wybaczyłam.? - wrzasnęłam na niego
- Do niczego cię nie zmuszałem. Chciałaś to wybaczyłaś i przyjęłaś pierścionek, jak nie chciałaś to po co przyjmowałaś!? Myślałem że jako moja dziewczyna będziesz mnie wspierać w pracy. Dobrze wiesz że się nie wysypiam i jestem zmęczony. A to tylko dlatego że zarabiam aby było nam dobrze i żebyśmy mieli idealny ślub. - zaczął krzyczeć.
- Myślisz że zależy mi na twoich pieniądzach!? Jeśli tak to jesteś cholernym idiotą. Mam w dupie twoje pieniądze. Wole mieć cichy ślub i tylko my dwoje niż jakiś ślub jak z bajki i zero narzeczonego w tygodniu. I właśnie przez ciebie zaczynam żałować wszystkiego - wykrzyczałam wszystko co chciałam i wyszłam. Poszłam do łazienki się uspokoić. To nie był ten sam Kamil. Kiedyś zrobiłby wszystko abym nie żałowała zaręczyn i by walczył, a teraz? Jest obojętny na wszystko. Nie obchodzi go nic, a w dodatku wypowiada takie słowa które mnie dziwią. Chwilę później wyszłam z łazienki. Schodząc na dół zorientowałam się że Kamila już nie ma. Nagle cały obraz zaszedł mi mgłą. Po omacku doszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Z moich oczu polały się łzy. Siedziałam tam chyba dość sługo bo kiedy się ocknęłam do domu wchodziła Zuza i Konrad. Gdy mnie ujrzeli od razu obydwoje było koło mnie.
- Julka co się stało?
- Powiedz coś ! - odezwał się Konrad
- Co ci mam powiedzieć!? Że masz brata kretyna? Że nie zależy mu na mnie i na naszych zaręczynach? Czy skłamać że jest wszystko ok a do oka wleciała mi tylko muszka? - spojrzałam na niego zapłakana
- O czym ty mówisz?
- To co słyszałeś. Próbowałam się z nim dziś dogadać. Pokłóciliśmy się i powiedział mi że jak nie chciałam to mogłam nie przyjmować pierścionka. - wykrzyczałam wszystko i wstałam lecz chyba za szybko bo zachwiało mną, w ostatniej chwili złapał mnie Konrad
- Jadłaś coś dziś? - spytała się Zuza
- Nie mam czasu. Muszę zarabiać abyśmy mieli cudowny ślub - naśladowałam Kamila
- Zabije go! - Konrad wkurzony wstał z kanapy
- Konrad! Gdzie idziesz? - krzyknęła Zuza
- Do studia. Muszę mu przemówić do głowy.
- Nie rób nic! - odwróciłam się, spojrzał na mnie - po co? Dla niego wszystko jest obojętne. Liczy się płyta, koncerty i to wszystko.
Zuzie udało się przekonać Konrada aby zostawił wszystko tak jak jest. W końcu jego brat jest pełnoletni i sam bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Gdy się uspokoiłam zadzwoniłam do Oskara. Poprosiłam go aby przyjechał do mnie. Dokładnie po 10 minutach był u mnie. Pogadałam z nim chwilę i poprosiłam aby przenocował mnie jedną noc. Nie chciałam zostawać w domu, a Jowicie nie będę się zwalać na głowę. Zgodził się od razu nie słuchając argumentów. Zabrałam potrzebne rzeczy i wyszłam z domu. Zuzie powiedziałam że wychodzę i nocuje poza domem. U Oskara zamówiliśmy sobie pizze i siedliśmy w salonie. Do późna rozmawialiśmy o wszystkim. Z Oskarem mogłam pogadać o wszystkim i wiedziałam że mnie wysłucha. Około 4 położyliśmy się spać. Ja u Oskara bo się uparł, a on w salonie.



---------
Witam ;3
Przepraszam że tak późno ale mam za dużo obowiązków i nie mam czasu.
Dziękuje tym co są ze mną nadal i wiem że jest was niewiele.
Za wszystkie błędy przepraszam.