piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 66 " Każda chwila z wami to szczęście, którego nie oddam nikomu! "


 " Przyjdź i przytul, a zaliczę dzień do udanych"


Na drugi dzień wybraliśmy się z Kamilem i Kornelią oraz dziećmi na spacer. Szliśmy sobie i rozmawialiśmy. Kamil prowadził wózek z Kubą, a ja ganiałam Szymka. Kiedy przechodziliśmy koło dwóch chłopaków Kamil na chwilę się zatrzymał. Ja w tym czasie byłam troszkę dalej od niego bo rzucałam się śnieżkami z Szymkiem. Złapałam go za rączkę i podeszliśmy do nich.
- Hej - uśmiechnęłam się do nich
- Cześć, Marcin - podał mi rękę jeden z chłopaków
- Julka
- Natan - odparł drugi chłopak
- Julka to moi staży kumple - odparł Kamil
- Miło poznać - dodałam i spojrzałam na Kubę, spał
- To gdzie kroczycie? - zapytał Natan
- Przed siebie - odparłam - dotlenić się i zrzucić kalorię
- Możemy się przyłączyć? - spytał Marcin
- Czemu nie - zaśmiała się Kornelia
Wszyscy ruszyliśmy dalej. Chłopaki opowiadali nam wszystkie wyczyny ich ze szkoły. Nie przypuszczałabym że Kamil był takim łobuzem.
- Nigdy się nie chwaliłeś że taki z Ciebie łobuz - spojrzałam na Kamila
- Nie ma czym - odparł z uśmiechem
- No no ale też się kumplom nie pochwaliłeś że masz syna
- Bo syn ma dopiero parę dni - odparłam
- Mimo to !
Z uśmiechem wróciliśmy do domu. Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę do domu. Gdy tylko przekroczyłam prób domu odetchnęłam, fajnie było u rodziców Kamila ale jednak swój dom to co innego. Rozebrałam Kubę i poszłam wstawić wodę. Kamil usypiał Kubę, a ja zrobiłam herbatę.
- Nigdy nie wspominałeś o chłopakach - usiadłam na kanapie
- Bo nie był o czym - uśmiechnął się
- Jak nie ma ? To twoi kumple. Już nie trzymasz z nimi? - spojrzałam na niego
- Julka - przytulił mnie - teraz mam zespół, was i nie mam czasu na stare znajomości, a po za tym raczej wolałabyś żebym nie trzymał z nimi jak dawniej - odparł
- Niby dlaczego? - ciągnęłam
- Bo oni jarają - odparł
Zamilkłam. Nie miałam więcej pytań i dobrze Kamil stwierdził. Dobrze że z nimi już nie trzyma. Wieczorem umyłam Kubę, przebrałam w piżamkę i położyłam do łóżka. Zostawiłam Kubę z Kamilem, a sama poszłam wziąć gorącą kąpiel. Brakowało mi tego od paru dni. Poleżeć bez zmartwień w gorącej wodzie. Gdy woda zrobiła się chłodna wyszłam, wytarłam się do sucha i ubrałam bieliznę i koszulkę Kamila. Podreptałam z winem i dwoma kieliszkami do sypialni w której leżał Kamil.
- Kochanie masz ochotę na winko ? - spytałam wchodząc na łóżko
- Z Tobą zawsze - odebrał ode mnie wino i otworzył
- Jak fajnie jest poleżeć w spokoju - odparłam
- Radziłbym nie mówić tego głośno bo może to zaraz wszystko się posypać - zaśmiał się
Oparłam się głową o tors Kamila i zamknęłam oczy. Nagle poczułam usta Kamila na swoich ramionach. Odchyliłam lekko głowę i natychmiast z ramion przeniósł się na szyję. Było tak cudownie ale oczywiście nie kto inny jak nasz syn wszystko popsuł. Odstawiłam kieliszek z winem na szafkę i go wzięłam na ręce. Położyłam go pomiędzy nami i zasnęliśmy.
Rano czekała na mnie miła pobudka. Śniadanie do łóżka przygotowane przez Kamila. Po śniadaniu ogarnęłam się, ubrałam Kubę i pojechaliśmy złożyć wizytę Zuzi i Konradowi. Bez problemu dostaliśmy się do mieszkania ponieważ nie oddałam im kluczy bo jak nie patrzeć do mój dom nie żebym zamierzała robić im kontrolę czy coś ale czasem może być potrzebny. Gdy zorientowaliśmy się że młodzi jeszcze śpią postanowiliśmy zrobić im niespodziankę. Kamil po cichu zajmował się Kubą aby nie płakał i ich nie obudził, a ja przygotowałam śniadanie. Ustawiliśmy wszystko na stole i podreptałam do ich pokoju. Po cichu weszłam i gdy zobaczyłam ich takich słodkich, przytulonych do siebie nie miałam serca ich budzić ale śniadanie by wystygło
- Ej koniec spania, wstawać! - rzuciłam się na nich
- Szwagierka daj spać - wymamrotał Konrad
- Szwagier nie dam ci spać, wstajemy - krzyknęłam
- I co się drzesz wariatko - położyła się na mnie Zuza i dalej poszła spać
Wspólnymi siłami zrzuciliśmy Konrada z łóżka. Oburzony ubrał się i poszedł do Kamila, a ja z Zuzą przykryłyśmy się kołdrą i jak za starych dobrych czasów Zuza leżała na mnie i spała.
- Zuzol wstajemy! - zaśmiałam się
- Jeszcze raz powiesz Zuzol a pożałujesz - wymruczała z zamkniętymi oczami
- No weeź. Nie ma spania i zejdź ze mnie bo jesteś za ciężka
- Było mi nie dawać tyle jeść - odparła z uśmiechem
W końcu zeszła ze mnie, ubrała się i wyszliśmy. Zjedli co prawda na pół zimne śniadanie. Zrobiliśmy herbatę i zanieśliśmy do salonu.
- Jesteście bez serca takiego biednego Kondzia z łóżka wypchać! - wypominał Konrad
- Oj Kondziu. Ale patrz przez chwilę miałeś takie dwie piękne kobiety koło siebie - zaśmiałyśmy się
- Dobrze powiedziane przez chwilę - odparł
Przez resztę dnia śmialiśmy się cały czas. Pod wieczór wróciliśmy i niemalże natychmiast poszliśmy spać.


-------------
Taki jakiś dziwny :/
Życzę miłego czytania i mam nadzieję że chodź w połowie się podoba :)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 65 " Nigdy nie pozwól odejść marzeniom. Zatrzymaj je! "

 " Najważniejsza rzecz w życiu to rodzina. 
Najpierw ta w której się urodziłeś, 
A później ta, którą sam stworzyłeś "



Od rana wszystko robiliśmy w biegu. Szybkie śniadanie, pakowanie i ubieranie się. O 10 podjechali pod dom Przemek z Kornelia, Zuza, Konradem i Szymkiem. Kamil zaniósł małego do samochodu. Ja szybko wróciłam na górę po prezenty i spakowałam je do torby.
- już wszystko ? - wszedł do pokoju
- tak, proszę - podałam mu torbę
- spakowałaś prezenty ?
- tak przed chwilą - uśmiechnęłam się z
zeszłam na dół, założyłam kurtkę, buty, zabrałam torebkę i wyszłam. Przywitałam się z resztą i wsiadłam do samochodu.
- przypiąłeś fotelik Kubusia ? - spojrzałam na synka
- tak
 - a wózek spakowałeś ?
- Julka proszę cię - zaśmiał się - zapewniam Cię że wykonałem wszystkie Twoje zadania
 - Kamil nie śmiej się, po prostu martwię się o naszego synka - spojrzałam na niego
- dobrze, nie denerwuj się - splótł nasze dłonie
- nie denerwuje się tylko boję - spojrzałam w bok
- no ale czego ? - spojrzał na mnie - przecież znasz moich rodziców, rozmawiałaś już z nimi, dziadków też znasz więc o co chodzi?
- tak znam ich, rozmawiałam ale to będzie pierwsza wigilia z Twoja rodzina i Kuba i mam jakieś złe przeczucia
- i z twoja - dodał ciszej
- No , Zuzą - uśmiechnęłam się
- Julka bo wczoraj wieczorem kiedy myłaś małego zadzwoniła mama i oznajmiła że zaprosiła na święta Twoją mamę - niepewnie na mnie spojrzał
- Zajebiście! - wkurzyłam się
Po śmierci Pauliny nie odzywała się do mnie. Chciała tylko żebym im pomogła. A teraz przy stole mam udawać że jestem szczęśliwa że spędzę święta z nią? Nie. Na pewno tak nie będzie.
- Wiem że Ci się to nie podoba, mi też nie bo wiem że będziesz zła ale to też Twoja mama.
- Kamil tak mama się nie zachowuje. Od 5 lat mnie olewała, a kiedy córeczka jej partnera zachorowała to nagle sobie przypomniała o nas tylko po to żeby im pomóc, a kiedy zrobiłam co mogłam już mnie nie znają. Nie będę Twojej rodzinie psuć świąt więc nie zamierzam robić jej wyrzutów dziś - uśmiechnęłam się i spojrzałam na Kubę które sobie spał
- Jesteś jej częścią - posłał mi uśmiech
Po 2 godzinach dojechaliśmy do rodzinnego domu Kamila. Wjeżdżając w bramę zauważyłam samochód mojej mamy. Z jednej strony nienawidziłam jej za wszystko co mnie spotkało, a z drugiej strony kocham ją bo to w końcu moja mama
- Kamil ale ja nie mam dla nich prezentu
- Ja mam. Będzie tylko Twoja mama, wczoraj wieczorem pojechałem i kupiłem - pocałował mnie
Odpięłam nosidełko Kuby i go wyjęłam. Kamil zabrał wózek, przenośne łóżeczko i torbę.
Zanim zdążyliśmy się zebrać na werandę już wyszła mama Kamila. Stanęłam bliżej Kamila i lekko się uśmiechnęłam
- No chodźcie szybciutko. Każdy na was czeka
- Idziemy mamo! - krzyknął Kamil i spojrzał na mnie - a ty się nie bój, jestem przy Tobie - pocałował mnie
Całą grupą weszliśmy do domu. Zostawiliśmy kurtki i udaliśmy się do salonu gdzie byli dosłownie wszyscy. Przywitaliśmy się z każdym i reszta zajęła miejsca, a ja podeszłam do Kuby. W koło mnie znalazła się moja i Kamila mama oraz babcia Kamila
- Jaki on słodki - uśmiechnęła się mama Kamila
- W końcu nasza krew Eluniu. Musi być słodki po takich rodzicach - puściła mi oczko
O 16 wraz z Kornelią i Zuzą zanieśliśmy na górę wszystkie nasze rzeczy, a Kamil z babcią zabawiali Kubę. Pomogliśmy jeszcze z potrawami i wróciliśmy do salonu. Konrad z tatą zapalili świeczki. W tle puścili kolędy. W pokoju zrobiło się nastrojowo. Delikatne, migotliwe światło kładło cienie na twarze skupionych stołu. Półmiski z potrawami wyglądały zupełnie inaczej, połyskiwały w dziwnym świetle. Choinka radośnie migotała w oknie. Przesunęłam wzrokiem po twarzach rodziców i dziadków. Skupienie na rozmowach, jacyś inni niż zazwyczaj. Nawet Szymek był jakiś odmieniony. Zazwyczaj zagadywał ludzi że mieli go dosyć, a teraz siedział grzecznie na kolanach Korneli i się do niej przytulał. Rodzice Kamila tak samo jak dziadkowie nie mieli nic przeciwko ich związku i wręcz zachwycali się Szymkiem i Kubą. Twierdzili że Przemek po takich przejściach doceni obecność Korneli i jej nie zrani. Czekając na pierwszą gwiazdkę usiadłam pomiędzy Przemkiem, a Kamilem który trzymał na kolanach Kubę.
- Chyba nie jest aż tak źle? - wyszeptał do ucha Kamil
- Nie - uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego ramieniu
-Jak tam u was? - spytała moja mama
- Dziękujemy wszystko dobrze - odparł Kamil
- Nasz prawnuczek nie rozrabia? - zaśmiał się dziadek
- Jeszcze nie - zaczęliśmy się śmiać - a co u Ciebie mamo? - spojrzałam na nią, patrzyła na mnie zszokowana ze łzami w oczach
- Dobrze - uśmiechnęła się
Kiedy wszyscy zebrali się przy stole Kornelia z Przemkiem wstali.
- Słuchajcie bo my mamy wam coś do powiedzenia - zaczęła Kornelia i spojrzała na Przemka
- Podczas naszego wspólnego wyjazdu w wakacje rozmawialiśmy dużo o naszym związku i wspólnej przyszłości dlatego w tym momencie chciałbym prosić państwa - spojrzał na rodziców Korneli - o rękę waszej córki.
Spojrzałam na mamę Kamila z oczu leciały jej łzy. Do Przemka podszedł tata Korneli, podał mu rękę
- Od nas macie pełne błogosławieństwo
- Dziękuje - uśmiechnął się i przytulił Kornelię.
Wszyscy bili im brawa, Kornelia przytuliła też Szymka. Z uśmiechami składaliśmy sobie życzenia, łamiąc się opłatkiem oraz zasiedliśmy do stołu. Niestety mój synek nie dał mi długo posiedzieć przy stole. Zaczął płakać, musiałam pójść go przebrać, a gdy wróciłam do salonu nie chciało mu się spać, tylko spodobała mu się choinka i zaczął bawić się bombkami.
- Daj wezmę go, a ty idź coś zjedź - podszedł do mnie Konrad
- Dzięki Kondziu - z chęcią oddałam mu Kubę i wróciłam do stołu.
Kamil zawzięcie dyskutował z dziadkiem dlatego jego mama korzystając z okazji nachyliła się do mnie
- Dziewczyno jak ty to zrobiłaś że moi chłopcy stali się tak odpowiedzialni?
- Wie pani chyba jakieś uczucia w nich obudziłam - zaśmiałam się
- Mogę cię prosić o dwie rzeczy? - spojrzała na mnie
- Słucham?
- Po pierwsze proszę mów do mnie mamo albo Ela, a nie pani
- Dobrze, a druga?
- Dbaj tam o moich chłopców i Kornelkę. Wiem że ona ma idealnego chłopaka który o nią zadba, ale bardziej boję się o tego najmłodszego. Czasem strzeli mu coś do głowy, a Twoja siostra jest dla niego za dobra
- Obiecuje mamo - dziwnie mi było ale w końcu obiecałam- że zadbam o nich wszystkich, a jak któreś nie będzie się słuchać będę dzwonić - zaśmiałam się
- No i o to mi chodziło - uśmiechnęła się
- Co spiskujecie przeciwko mnie? - wtrącił się Kamil
- A co nie mogę mieć z twoją dziewczyną tajemnic? - odparła jego mama
- Z narzeczoną mamuś, narzeczoną - uśmiechnął się
- kiedy ty ta dorosłeś synu? - spojrzała na niego
- Od kiedy mam takie skarby przy sobie - pocałował mnie
Na noc mieliśmy zostać u rodziców Kamila więc o 12 prawie wszyscy poszli na pasterkę. Zostałam z Kamilem i Konradem oraz ich mamą bo źle się czuła no i wiadomo że z dziećmi bo oni już usypiali. Tak szczerze mówiąc to ja też byłam zmęczona ale Szymek obudził się koło 11 i bawił się samochodzikiem, a Kubie spodobała się zabawa z wujkiem więc Konrad był zmuszony bawić się z bratankiem.


--------
Taki rozdział troszkę świąteczny ;3
Noo ale poczułam już święta, czekam na nie cały czas *.*
Mam nadzieję że się podoba :)
Miłego czytania :P

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdzaił 64 " Kochaj do chwili, do której będziesz w stanie"

 " Szczęście nie polega na zdobywaniu tego, 
czego chcesz, ale na akceptowaniu tego, co już masz"





Tego dnia siedziałam sama z Kornelią i Szymonem w domu. I to był chyba ten dzień kiedy moje maleństwo chciało wyjść na świat. Skurczę zaczęły się koło 13 po południu. Dobrze że w domu był Konrad i Kornelia natychmiast wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Konrad łamał na drodze wszelkie przepisy jakie mógł. W szpitalu od razu zabrali mnie na salę porodową. Rodziłam 5 godzin. Polało się dużo łez i był ogromny ból ale było warto. Mój synek urodził się wieczorem. Kornelia do szpitala zwołała wszystkich możliwych. Był Kamil, Zuza, Jowita, nawet Marcin nie wiem skąd no i Kornelia. Konrad z Przemkiem siedzieli w domu z Mają i Szymkiem. Po porodzie pielęgniarka zajęła się Kubą, a ja zostałam przewieziona na salę. Od razu przyszli do mnie wszyscy. Gratulowali nam. Kamil był taki szczęśliwy że wyszedł z sali, a za chwilę wrócił z wielkim misiem i drugim małym dla Kuby.
- Wiesz że jesteś wariat? - pocałowałam go
- Już to kiedyś, gdzieś słyszałem - zaśmiał się
Po godzinie wszyscy się zbierali do domów. Ja nakarmiłam jeszcze Kubę bo przyniosła go pielęgniarka i poszłam spać. Po tygodniu byliśmy wolni. Mogliśmy wyjść do domu ponieważ nic się z maluszkiem nie działo. Odebrać ze szpitala miał nas Kamil.
- Gotowi? - spytał zaraz po wejściu do sali.
- Jeszcze aby go ubiorę. A czemu ty nie w studiu? - zapytałam ubierając małego.
- A bo muszę was odwieść do domu i z wami pobyć.
- Wcale że nie. Poradzimy sobie sami - uśmiechnęłam się
- Chcesz mnie wygonić z domu? - zmarszczył brwi
- Nie. Chcę żebyś w końcu nagrał tą płytę i był wolny od całego studia
Kamil nic mi nie odpowiedział tylko pocałował mnie w czoło. Zabrał torbę z naszymi rzeczami, a ja wzięłam nosidełko z Kubusiem. Na korytarzu spotkałam moją panią doktor. Pogratulowała nam synka i życzyła wszystkiego dobrego. Podziękowaliśmy jej i wyszliśmy. Dobrze że na dworze nie było żadnych dziennikarzy bo mogłam bez żadnych zmartwień pójść do samochodu nie martwiąc się że jakieś moje zdjęcie i Kuby trafią do gazety. Kamil zamiast zawieść nas do mojego starego domu, zawiózł nas do domu który od tej pory miał być naszym wspólnym. Weszłam z małym do środka i przywitał mnie przyjemny zapach (.................). Lubiłam go bo przypominał mi cudowne chwilę spędzone z Zuzą w dzieciństwie. Teraz ten dom wyglądał jeszcze ładniej niż wcześniej. Nie wiem czy wspominałam ale nasz dom był duży że spokojnie pomieściłby dwie rodziny. Na dole była kuchnia, łazienka, duży salon i dwa pokoje gościnne oraz specjalne studio dla Kamila w którym mógł spotykać się z całym zespołem i nagrywać nie przejmując się że będzie za głośno ponieważ wstawił dźwiękoszczelne drzwi i ściany były nieco grubsze zaś na górę prowadziły kręcone, drewniane schody. Tam mieściła się również łazienka, garderoba, sypialnia, pokój dla Kuby i jeszcze jeden nie wiem po co. Całe wnętrze domu bardzo mi się podobało choć na początku będzie mi się trudno przyzwyczaić do nowego miejsca. Położyłam małego w specjalnym, rozkładanym łóżeczku w salonie i podreptałam do kuchni. Tak jak myślałam Kamil nie zdążył zrobić zakupów więc wysłałam go do sklepu żeby kupił najpotrzebniejsze produkty żeby starczyło nam na obiad i kolację, a resztę zrobię ja jutro z Kornelią. Już rozmawiałam z Przemkiem oraz Zuzą i z chęcią zostaną z Kubą jutro, a ja na spokojnie pojadę z Kornelią na zakupy. Chociaż bałam się zostawić jak na razie małego z kimkolwiek no ale nie zabiorę go teraz na zakupy kiedy jest najbardziej podatny na choroby. I dobrze wiedziałam że na spokojnie nie zrobię zakupów bo będę się bała o małego. Niedługo później wrócił Kamil z zakupami. Zrobiłam jakiś szybki obiad i zjedliśmy.
- Kamil ja jutro pojadę na zakupy z Kornelią - uprzedziłam go
- A co z Kubą, ja jutro nie mogę zostać w domu
- Wiem, dlatego zostanie z nim Zuza i Przemek. Przemo ma doświadczenia z noworodkami więc nic Kubie nie będzie - uśmiechnęłam się
- No dobrze - pocałował mnie - Kocham cię
- Ja ciebie też - zaczął mnie całować kiedy usłyszałam płacz małego
- Czy teraz będzie tak zawsze?
- Obawiam się kochanie że tak - zaśmiałam się
Podreptałam do salonu, wyjęłam małego z łóżeczka. Nakarmiłam go i mały od razu zasnął.
Następnego dnia tak jak się umówiłam o godzinie 9 do drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłam, był to Przemek i Zuza. Jeszcze tylko nakarmiłam Kubę, założyłam kurtkę, zabrałam torebkę z pieniędzmi i wyszłam. Miałam na zakupy około 3 godziny zanim Kuba nie zgłodnieje ponownie. Muszę przyznać że noworodki strasznie dużo jedzą. Pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmy to był supermarket. Musiałam zakupić jedzenie bo u nas świeciły pustki. Obładowane torbami wyszliśmy ze sklepu po godzinie. Następnym naszym planem było odwiedzić galerię bo Kornelia musiała kupić sobie jakąś sukienkę bo na święta wszyscy jedziemy do rodziców rodzeństwa, a że chcą powiedzieć o ślubie cywilnym rodzicom to postanowiła że założy sukienkę. Ja w sumie też chciałam sobie kupić jakąś sukienkę taką na święta bo w mojej szafie były same na okazję takie jak wesela czy chrzciny. Zaszliśmy do pierwszego sklepu nic. W drugim podobała się Korneli jedna sukienka ale nie było rozmiaru. W końcu trzeci sklep. Tam znalazłyśmy coś dla nas. I na szczęście były rozmiary. Nareście będę mogła założyć szpilki. Dopiero teraz zorientowałam się że zostało dwa tygodnie do świąt. Ja kupiłam czarno - białą sukienkę, a Kornelia czarną. Jeszcze tylko musiałyśmy kupić jakieś prezenty. Ustaliłam z Kornelią że kupimy dla każdego coś. Chociaż nie my bo podsunęli nam ten pomysł bracia. Dla Kamila i Konrada kupiłam zegarek i zestaw perfum, skoro bracia to będą mieli to samo zresztą oni perfum używają tych samych i ubierają się podobnie więc tu nie widziałam problemu. Kamil czasem pożyczał Konradowi ubrania. Przemkowi Kornelia doradziła mi bym kupiła jakąś koszulkę. Tak więc poszłyśmy do sklepu z ubraniami, znalazłam jakąś koszulkę która powinna mu się spodobać. Dla Zuzy kupiłam bransoletkę, jej ulubione perfumy i sukienkę która jej się na pewno spodoba. Korneli kupiłam perfumy i zegarek o którym kilka dni temu ciągle nawijała ale nie mogła go znaleźć a ja poszperałam w internecie i go zamówiłam. Został mi jeszcze Szymek no i rodzice Kamila. Szymkowi kupiłam parę ubrań, buciki z Adidasa i samochód na pilota, no a rodzicom Kamila kupujemy wspólnie prezent bo niedługo będą obchodzić rocznicę ślubu. Wracając do domu byłyśmy zadowolone, a bagażnik był wypchany po brzegi. Niestety Przemek musiał pomóc nam to wnieść do domu. Kornelia nie miała gdzie zostawić prezentów bo bała się że w domu to zaraz ktoś podpatrzy, a że ja wiedziałam co ona kupowała, a ona wiedziała co ja kupowałam to schowałam jej prezenty u nas w pokoju gościnnym. Stała tam szafa więc wsadziliśmy tam wszystkie prezenty, a Kamil tam nie wchodził bo nie miał po co więc bez obaw mogłyśmy tam zostawić bo nikt nie zobaczy. Podziękowałam im za opiekę nad Kubą. Kornelia wstawiła wodę na herbatę, a ja nakarmiłam Kubę. Mały spał grzecznie w łóżeczku, a my rozmawialiśmy w kuchni
- No to na kiedy planujecie ślub? - zapytałam Kornelię i Przemka
- Na razie to ja poczekam na zgodę - zaśmiał się Przemek
- Planowaliśmy w lutym. Wiesz Zima to ładna pora roku - rozmarzyła się Kornelia
- No w zimę zróbcie, a ty się nie przejmuj jak nie będziesz miał zgody rodziców to masz zgodę braci - uśmiechnęłam się
Rozmowa rozkręciła się na dobre, dołączyli do nas później Konrad i Kamil. Tak więc ostatnie goście odjechali około 22. Kubusia przeniosłam do naszej sypialni i zostawiłam z Kamilem, a sama poszłam się wykąpać. Gdy wróciłam Kamil już spał, a ja mały rozglądał się.
- Widzisz kochanie zostawić cię z tatusiem to uśnie - uśmiechnęłam się do Kubusia i obudziłam Kamila, a by przesunął się
Położyłam się pod kołdrę, a Kubę wzięła pomiędzy nas. Liczyłam że Kamil nie będzie się w nocy rozpychał
- Kamil uważaj w nocy bo mały jest pomiędzy nami - upomniałam go
- Dobra - uśmiechnął się





-------------
Noo i jest rozdział :)
Liczę że się podoba :D
Przepraszam że tak omijam parę dni z życia Kamila i Julki ale nie ma opłaca się opisywać nie ciekawych dni :P
Miłego czytania :))

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdzaił 63 " Jeżeli cokolwiek warto na świecie czynić, to tylko jedno - miłować ~ Jan Pawel II "

 Kochać, to nie znaczy patrzeć
na siebie nawzajem,
lecz patrzeć razem w tym
samym kierunku.




Nastał dzień ślubu Natalii. Dzień wcześniej wybrałam się z dziewczynami na zakupy aby kupić jakąś sukienkę nie opłacało się wcześniej ponieważ mój brzuch robił się coraz większy i kupiona sukienka wcześniej mogłaby nie pasować. Nie wspominałam nic o Szymku. Ma takie piękne brązowe loczki. Jak go zobaczyłam nie mogłam oderwać oczu. Taki słodki, niewinny Szymuś.
- To co idziemy ? - stanęłam w drzwiach salonu
- No wiadomo, moja szwagierka musi ładnie wyglądać - uśmiechnęła się Kornelia
Konrad obiecał ze przyjedzie po nas. Pomału ruszyliśmy do Galerii. Co prawda mieściła się ona trochę od mojego domu ale spacer nikomu jeszcze nie zaszkodził. Rozmawiając na temat ślubu i mojego maleństwa doszliśmy do Galerii. Odwiedziliśmy tyle sklepów a i tak nic nie wybrałam. A dziś był ostatni dzień aby wybrać.
- A myśleliście o imieniu - zapytała Kornelia kiedy siedzieliśmy w kawiarni aby odpocząć
- Kamil chciał Kuba a ze ja zbytnio nie zastanawiałam się nad imieniem to się zgodziłam
- Jakub Bednarek pasuje - zaśmiała się
- Jula - Zuza walnęła mnie w ramię
- No co ? - spojrzałam na nią
- chyba znalazłam coś dla ciebie, chodź - złapała mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku sklepu którego zauważyła Zuza
Zaprowadziła mnie pod wieszak z różową sukienka która była akurat na mnie. Przymierzyłam ja, była dobra i nawet mi się podobała. Nie miałam czasu wybrzydzać więc ja kupiłam. Dokupiłam jeszcze buty i różowy kwiatek we włosy. Naszym prezentem dla Natalii i Dawida był narysowany przez Zuzę nasze wspólne zdjęcie kiedy byli jeszcze u nas w wakacje, oprawiliśmy to w ramkę i zapakowaliśmy w papier ozdobny. Po za tym jeszcze oddzielnie wręczamy pieniądze. Konrad czekał już na nas na parkingu. Gdy wróciliśmy do domu Kornelia poszła zrobić obiad, a ja z Zuza poszłam zakleić obraz. Po obiedzie naszykowaliśmy wszystko. Wieczorem obejrzeliśmy film i poszliśmy spać. W końcu nie codziennie wydaje się przyjaciółkę a za razem bardzo blisko osobę za mąż. Trzeba było się wyspać aby mieć siłę na całą noc zabawy. Rano Wstałam wypoczęta. Zeszłam na dol i zrobiłam śniadanie. Wszyscy przebudzili się jakoś po 12 zjedli śniadanie i trzeba było się pomału szykować. Najpierw poszłyśmy my czyli dziewczyny wziąć prysznic i po prysznicu przebraliśmy się i zaczęliśmy się malować. Gdy byliśmy gotowi ruszyliśmy do kościoła. Ślub odbywał się we Wrocławiu ponieważ tak chciała Natalia. O 16 miał się zaczynać. Świadkami byli siostra cioteczna Dawida z chłopakiem. Gdy zobaczyłam Natalie w białej sukni to miałam łzy w oczach. Pięknie wyglądała. Cała ceremonia przeprowadzona była bardzo piękna. Gdy wymawiali przysięgę to Natalce drżał głos. Było to nawet trochę zabawne ale rozumiem ze w tej chwili się stresuje.
- piękny ślub prawda ? - spytał Kamil zaraz po wyjściu z kościoła
- tak cudowny - uśmiechnęłam się
- nasz tez taki będzie.
- nie składaj obietnic dopóki nie będziesz pewien - spojrzałam mu w oczy
- jestem pewny - pocałował mnie
- jeśli państwo chcą mogę i drugi zaraz ślub zrobić - odparł ksiądz z uśmiechem
- przepraszamy - odparł Kamil
- chłopcze za miłość nie przepraszaj, o miłość walcz - odparł i poszedł do Natalii i Dawida.
Złożyliśmy im życzenia i pojechaliśmy na salę. Tańcom i wygłupom nie było końca. co prawda ja musiała uważać ale Zuza z Kornelia się wybawiły.
- Jak tam się czujesz ? - obok mnie pojawiła się Natalia
- Dobrze, a ty ? - uśmiechnęłam się
- Fantastycznie
Później nastał czas oczepin. Jako ze jestem nie żonata to poszłam do konkurencji aby złapać welon i udało się. Krawat złapał Przemek ale oddał go Kamilowi. Tak wiec byliśmy nowa para młodą. Około 4 dojechaliśmy do domu. Każdy był zmęczony i od razu poszliśmy spać. Rano tylko się ubraliśmy i pojechaliśmy na poprawiny.


-----------
Proszę bardzo :)
Miłego czytania i wgl :D