"Zastanawiasz się dokąd iść i po co żyć,
Kiedy zwykłe dni bolą zbyt przynosząc wstyd,
Wolisz wobec nich być obojętna, przecierasz łzy,
Chciałabyś nie pamiętać."
- Wychodzę - krzyknęłam z korytarza
- Poczekaj chwilkę - dobiegł mnie głos Zuzy
Spojrzałam w kierunku schodów stała smutna i patrzyła na mnie
- Słucham? - próbowałam być obojętna
- Możemy porozmawiać?
- Musi to być natychmiast czy może być później?
- Najlepiej teraz! - prawie że krzyknęła
Zrezygnowana zdjęłam buty i wróciłam do salonu. Usiadłam na kanapie i czekałam aż Zuza zbierze swoje myśli do kupy i powie to co miała powiedzieć
- Powiedz mi po co to robisz? Nie pamiętasz ile cierpiałaś przez nią? Ona zabrała nam matkę. - Zuza z wyraźnym żalem spojrzała na mnie
Przysiadłam na brzegu fotela i ją przytuliłam
- Zuza ja nie patrzę teraz na to co ona nam zrobiła a czego nie. Tu chodzi o jej życie. Widocznie tak było pisane z góry. A z matką Zuza sama wiesz że nie byłyśmy święte. Też jej dawałyśmy mnóstwo nerwów przeważnie przez nasze humorki. Widocznie ten z góry chce abyśmy przez Paulinę się pogodziły z nią i zaakceptowały to że mamy ojczyma i nie zapominali że mamy matkę. Zauważ mamy za złe mamie, a tata co? Jak by nas kochał to by chciał utrzymywać z nami kontakt. A odezwał się od 10 lat? Sama widzisz. Każdemu w życiu potrzeba rodziców. Jak będziesz brała ślub nie chcesz żeby ktoś z rodziny był na ślubie i płakał jak każda mamuśka - roześmiałam się
- Chcę - wyszeptała - pewnie że chcę ale nie wiem, nie umiem się przełamać. Kiedy chcę to przypomina mi się te wszystkie słone łzy wylane przez nią
- Zuza mieliśmy zostawić tamten świat i tamtą historię tam i do niej nie wracać!
- No wiem ale to jest silniejsze - spojrzała na mnie
- Wiem skarbie wiem ale musimy dać radę. Jeśli nie chcemy się pogodzić z matką zrób to chociaż z Pauliną. Pogódźmy się. - spojrzałam jej w oczy
- Gdzie teraz idziesz? - zmieniła temat
- Wybierałam się do fundacji spytać się o miejsca - spojrzałam na zegarek - może jeszcze zdążę
- Mogę iść z Tobą? - zaskoczyła mnie tym pytaniem
- Skoro chcesz to możesz - podniosłam się z fotela i razem poszłyśmy się ubrać.
Kroczyliśmy uliczkami Wrocławia rozmawiając w najlepsze. Wspominałyśmy pierwsze dni we Wrocławiu. W końcu dostrzegliśmy budynek fundacji. Przystanęłyśmy przy schodach. Wypuściłam powietrze z płuc i weszłam do środka. Zuza szła pomału za mną jak by się bała. Spojrzałam na nią, zaśmiałam się i dalej szukałam gabinetu dyrektora. Na korytarzu natrafiłam na jakąś młodą dziewczynę. Była ubrana w fartuch biały więc chyba była tu pielęgniarką.
- Przepraszam szukam gabinetu dyrektora - uśmiechnęłam się niepewnie
- Dyrektora dziś nie ma, a o co chodzi? - spojrzała na mnie
- Potrzebujemy pomocy to znaczy nasza siostra przyrodnia potrzebuje. Wiemy że takie fundacje pomagają dzieciom z nowotworami.
- Tak, pomagamy. Proszę pójść prosto i w prawo tam znajdziecie gabinet zastępcy dyrektora tam wszystko załatwicie.
- Dziękujemy - uśmiechnęłam się i poszłam wskazaną drogą.
Zapukałam w drzwi i weszłam. Z początku nie dało się załatwić czegokolwiek tłumaczyli się że mają za dużo osób, że sal nie ma. Ale jak powiedziałam im że za dwa miesiące lub krócej może nie być dziewczyny bo im miejsc zabrakło to od razu zmienili zdanie. Poprosili aby rodzice się zgłosili do nich wypełnić jakieś formularze. Wyszłyśmy z fundacji i kierowałyśmy się do szpitala.
Weszłyśmy żwawym krokiem i ruszyliśmy do odpowiedniej sali. Stanęłam przed drzwiami i spojrzałam na Zuzę
- Jesteś pewna że chcesz tam wejść. Są tam wszyscy - pokiwała głową więc zapukałam i weszłam
- Cześć. Przyprowadziłam ci gościa. Mówiłam że ostatnio nie mogła przyjść ale dziś jest - uśmiechnęłam się
Paulina spojrzała w stronę Zuzy ze łzami w oczach
- Już myślałam że nie przyjdziesz. Tak samo jak Julkę chciałam cię przeprosić wiem że czułaś się odepchnięta i nawet nie wiem jak to wytłumaczyć po prostu przepraszam - z oczu Pauliny pociekły łzy
- To co było to było. Zapomnij o tym tak samo jak ja zapomniałam i nie płacz - roześmiała się i ją przytuliła
- Mogę was prosić na korytarz na chwilę - zwróciłam się do matki i ojca Pauliny
- Musicie zgłosić się do fundacji " Radosne dziecko" i podpisać formularze. Dziś byliśmy z Zuzą i dogadaliśmy się z dyrektorem. Znajdą miejsce dla Pauliny i uzbierają połowę sumy a resztą się ja zajmę tylko pójdźcie i podpiszcie te papierki - zwróciłam się do nich kiedy staliśmy już na korytarzu.
- Ale jak ci się udało to załatwić - spytała matka
- Powiedzmy dar przekonywania - uśmiechnęłam się - no nie martwcie się. Zrobimy co będziemy mogli aby ją uratować.
- Dziękuje - podszedł do mnie tata Pauliny i mnie przytulił
- Nie ma za co. W końcu to moja siostra przyrodnia - uśmiechnęłam się
- A jak udało ci się przekonać Zuzę do przyjścia tutaj?
- Nie musiałam jej przekonywać sama chciała tu przyjść po paru wymianach zdań - zaśmiałam się
- Zuza my musimy już iść - zwróciłam się do siostry gdy ponownie znalazłam się w sali
- Tak szybko - spojrzała na mnie Paulina
- No kochana jeszcze tu zajrzymy będziesz miała nas dosyć - zaśmiałam się
- Was? nigdy! Zawsze chciałam mieć rodzeństwo
- Ty chyba nie wiesz co mówisz! Mieć taką paskudę za siostrę ja Zuza to koniec świata! - zaśmiałam się
- Odezwała się ta dobra siostra! - Zuza wytknęła mi język i wszyscy zaczęliśmy się śmiać
- Dobra my uciekamy ale jeszcze przyjdziemy
Opuściłyśmy salę i ruszyliśmy do domu rodzeństwa Bednarków. Chciałam poprosić Kamila o koncert charytatywny.
-------
Kolejny rozdział!
Z racji tego że siedzę w domu bo 3 klasy testy piszą to trzeba było dodać.
Mam nadzieję że po świętach będzie was więcej!
Alicja - cieszę się że blog ci się podoba i że czytasz wszystkie rozdziały. Troszkę się namęczyłaś czytać 44 rozdziały moich wypocin ;d
ReggaeN - Też mam nadzieję że to przez święta ta mała aktywność :) Jak widać Julka nie musiała nic robić wystarczą odpowiednie słowa i bum! Z chęcią zajrzę na Twojego bloga :) ♥
Czytać, komentować i pytać!
Bless <3