środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 44 " Wiesz co nas łączy? To historia, która nigdy się nie kończy. To jest w naszych sercach"

"Zastanawiasz się dokąd iść i po co żyć, 
Kiedy zwykłe dni bolą zbyt przynosząc wstyd, 
Wolisz wobec nich być obojętna, przecierasz łzy,
Chciałabyś nie pamiętać."



- Wychodzę - krzyknęłam z korytarza
- Poczekaj chwilkę - dobiegł mnie głos Zuzy
Spojrzałam w kierunku schodów stała smutna i patrzyła na mnie
- Słucham? - próbowałam być obojętna
- Możemy porozmawiać?
- Musi to być natychmiast czy może być później?
- Najlepiej teraz! - prawie że krzyknęła
Zrezygnowana zdjęłam buty i wróciłam do salonu. Usiadłam na kanapie i czekałam aż Zuza zbierze swoje myśli do kupy i powie to co miała powiedzieć
- Powiedz mi po co to robisz? Nie pamiętasz ile cierpiałaś przez nią? Ona zabrała nam matkę. - Zuza z wyraźnym żalem spojrzała na mnie
Przysiadłam na brzegu fotela i ją przytuliłam
- Zuza ja nie patrzę teraz na to co ona nam zrobiła a czego nie. Tu chodzi o jej życie. Widocznie tak było pisane z góry. A z matką Zuza sama wiesz że nie byłyśmy święte. Też jej dawałyśmy mnóstwo nerwów przeważnie przez nasze humorki. Widocznie ten z góry chce abyśmy przez Paulinę się pogodziły z nią i zaakceptowały to że mamy ojczyma i nie zapominali że mamy matkę. Zauważ mamy za złe mamie, a tata co? Jak by nas kochał to by chciał utrzymywać z nami kontakt. A odezwał się od 10 lat? Sama widzisz. Każdemu w życiu potrzeba rodziców. Jak będziesz brała ślub nie chcesz żeby ktoś z rodziny był na ślubie i płakał jak każda mamuśka - roześmiałam się
- Chcę - wyszeptała - pewnie że chcę ale nie wiem, nie umiem się przełamać. Kiedy chcę to przypomina mi się te wszystkie słone łzy wylane przez nią
- Zuza mieliśmy zostawić tamten świat i tamtą historię tam i do niej nie wracać!
- No wiem ale to jest silniejsze - spojrzała na mnie
- Wiem skarbie wiem ale musimy dać radę. Jeśli nie chcemy się pogodzić z matką zrób to chociaż z Pauliną. Pogódźmy się. - spojrzałam jej w oczy
- Gdzie teraz idziesz? - zmieniła temat
- Wybierałam się do fundacji spytać się o miejsca - spojrzałam na zegarek - może jeszcze zdążę
- Mogę iść z Tobą? - zaskoczyła mnie tym pytaniem
- Skoro chcesz to możesz - podniosłam się z fotela i razem poszłyśmy się ubrać.
Kroczyliśmy uliczkami Wrocławia rozmawiając w najlepsze. Wspominałyśmy pierwsze dni we Wrocławiu. W końcu dostrzegliśmy budynek fundacji. Przystanęłyśmy przy schodach. Wypuściłam powietrze z płuc i weszłam do środka. Zuza szła pomału za mną jak by się bała. Spojrzałam na nią, zaśmiałam się i dalej szukałam gabinetu dyrektora. Na korytarzu natrafiłam na jakąś młodą dziewczynę. Była ubrana w fartuch biały więc chyba była tu pielęgniarką.
- Przepraszam szukam gabinetu dyrektora - uśmiechnęłam się niepewnie
- Dyrektora dziś nie ma, a o co chodzi? - spojrzała na mnie
- Potrzebujemy pomocy to znaczy nasza siostra przyrodnia potrzebuje. Wiemy że takie fundacje pomagają dzieciom z nowotworami.
- Tak, pomagamy. Proszę pójść prosto i w prawo tam znajdziecie gabinet zastępcy dyrektora tam wszystko załatwicie.
- Dziękujemy - uśmiechnęłam się i poszłam wskazaną drogą.
Zapukałam w drzwi i weszłam. Z początku nie dało się załatwić czegokolwiek tłumaczyli się że mają za dużo osób, że sal nie ma. Ale jak powiedziałam im że za dwa miesiące lub krócej może nie być dziewczyny bo im miejsc zabrakło to od razu zmienili zdanie. Poprosili aby rodzice się zgłosili do nich wypełnić jakieś formularze. Wyszłyśmy z fundacji i kierowałyśmy się do szpitala.
Weszłyśmy żwawym krokiem i ruszyliśmy do odpowiedniej sali. Stanęłam przed drzwiami i spojrzałam na Zuzę
- Jesteś pewna że chcesz tam wejść. Są tam wszyscy - pokiwała głową więc zapukałam i weszłam
- Cześć. Przyprowadziłam ci gościa. Mówiłam że ostatnio nie mogła przyjść ale dziś jest - uśmiechnęłam się
Paulina spojrzała w stronę Zuzy ze łzami w oczach
- Już myślałam że nie przyjdziesz. Tak samo jak Julkę chciałam cię przeprosić wiem że czułaś się odepchnięta i nawet nie wiem jak to wytłumaczyć po prostu przepraszam - z oczu Pauliny pociekły łzy
- To co było to było. Zapomnij o tym tak samo jak ja zapomniałam i nie płacz - roześmiała się i ją przytuliła
- Mogę was prosić na korytarz na chwilę - zwróciłam się do matki i ojca Pauliny
- Musicie zgłosić się do fundacji " Radosne dziecko" i podpisać formularze. Dziś byliśmy z Zuzą i dogadaliśmy się z dyrektorem. Znajdą miejsce dla Pauliny i uzbierają połowę sumy a resztą się ja zajmę tylko pójdźcie i podpiszcie te papierki - zwróciłam się do nich kiedy staliśmy już na korytarzu.
- Ale jak ci się udało to załatwić - spytała matka
- Powiedzmy dar przekonywania - uśmiechnęłam się - no nie martwcie się. Zrobimy co będziemy mogli aby ją uratować.
- Dziękuje - podszedł do mnie tata Pauliny i mnie przytulił
- Nie ma za co. W końcu to moja siostra przyrodnia - uśmiechnęłam się
- A jak udało ci się przekonać Zuzę do przyjścia tutaj?
- Nie musiałam jej przekonywać sama chciała tu przyjść po paru wymianach zdań - zaśmiałam się
- Zuza my musimy już iść - zwróciłam się do siostry gdy ponownie znalazłam się w sali
- Tak szybko - spojrzała na mnie Paulina
- No kochana jeszcze tu zajrzymy będziesz miała nas dosyć - zaśmiałam się
- Was? nigdy! Zawsze chciałam mieć rodzeństwo
- Ty chyba nie wiesz co mówisz! Mieć taką paskudę za siostrę ja Zuza to koniec świata! - zaśmiałam się
- Odezwała się ta dobra siostra! - Zuza wytknęła mi język i wszyscy zaczęliśmy się śmiać
- Dobra my uciekamy ale jeszcze przyjdziemy
Opuściłyśmy salę i ruszyliśmy do domu rodzeństwa Bednarków. Chciałam poprosić Kamila o koncert charytatywny.

-------
Kolejny rozdział!
Z racji tego że siedzę w domu bo 3 klasy testy piszą to trzeba było dodać.
Mam nadzieję że po świętach będzie was więcej!

Alicja - cieszę się że blog ci się podoba i że czytasz wszystkie rozdziały. Troszkę się namęczyłaś czytać 44 rozdziały moich wypocin ;d
ReggaeN - Też mam nadzieję że to przez święta ta mała aktywność :) Jak widać Julka nie musiała nic robić wystarczą odpowiednie słowa i bum! Z chęcią zajrzę na Twojego bloga :) ♥
Czytać, komentować i pytać!
Bless <3

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 43 "Najsilniejsi ludzie na świecie nie podnoszą ciężarów, nie mają medali i nie mówi się o nich w mediach"



"Człowiek jest wspaniałą istotą nie z powodu dóbr,
 które posiada, ale jego czynów. 
Nie ważne jest to co się ma, ale czym się dzieli z innymi."

- Pani jej nie pomoże
- Dlaczego? Sam pan powiedział że jeśli operacja się odbędzie będzie żyła - wściekałam się coraz bardziej
- Nie! Ja powiedziałem 50/50 czyli że jest szansa ale nigdy nie wiadomo czy nowotwór się nie cofnie i nie będzie przerzutów
- Mimo wszystko chce jej pomóc - nie rezygnowałam
- Nie zdąży pani - doktor pokiwał przecząco głową - za dużo pieniędzy, za mało czasu
- A różne fundacje ? W końcu ktoś musi pomóc! - z oczu popłynęły mi pojedyncze łzy. Byłam zła na doktora najpierw mówi że dzięki operacji będzie żyć, a później odbiera nadzieję
- Niech się pani uspokoi. Fundację nie mogą pomóc. Mają swoich dzieci którym pomagają. Na zapisy do fundacji czeka się 2-3 tygodni po czym później muszą znaleźć wolne miejsca, wyremontować salę żeby później po operacji pani siostra mogła do nich trafić na dalsze leczenie całe to zamieszanie zajmuje ponad miesiąc, a dobrze pani wie że Paulinie dłużej niż dwa miesiące nie zostało.
- Gówno pan wie! Jesteście lekarzami to wy powinniście dawać im, pacjentom nadzieje, a nie ją odbierać. Mam dosyć gadania pana że się nie uda! Zrobię wszystko żeby ona wyszła z tego. Żeby żyła. Wszystko rozumie pan? A teraz żegnam! Idę starać się uratować jej zdrowie kiedy pan będzie siedział za biurkiem - trzasnęłam drzwiami i wybiegłam ze szpitala. Odnalazłam jakąś ławkę mimo mgły jaka powstała przez łzy, usiadłam na niej i zaczęłam płakać. Czemu to wszystko musi spotykać mnie? Najpierw jej nienawidziłam że nie mam mamy przez nią ale w końcu po tylu latach zrozumiałam dlaczego. Moja mama o nowotworze Pauliny musiała wiedzieć jak poznała jej tatę więc nie dziwie się że jej pomogła, a teraz kiedy to rozumiem i chce się z nią pogodzić ktoś nagle chce mi ją odebrać. Ślepo błądząc w kontaktach odnalazłam numer Przemka. Zadzwoniłam i poprosiłam aby przyjechał po mnie. Czekając na niego ujrzałam w pobliżu dwójkę młodych ludzi z dziewczynką którzy mówili coś o nowotworze. Postanowiłam do nich podejść
- Przepraszam że przeszkadzam ale słyszałam że państwo mówią o nowotworze. Tak się składa że moja siostra przyrodnia też ma raka i nie wiem co robić. 
- Jeśli ma pani szansę jej pomóc niech pani to zrobi nawet jakby ta próba była na marne - odezwała się kobieta 
- Ale lekarze mówią że to nic nie da. Jej zostało dwa miesiące życia, a ja nie wiem czy zdążę zebrać pieniądze. A na fundację podobno się czeka miesiąc
- Kto pani takich bzdur naopowiadał? - odezwał się mężczyzna który trzymał małą na rękach 
- Jeśli nowotwór jest poważny fundacja przyjmie pani siostrę w tydzień jak nie mniej. A pieniądze? Nie musi pani płacić od razu. Od operacji ma pani miesiąc do zapłaty
- Na prawdę? Lekarz który prowadzi moją siostrę powiedział co innego
- Lekarze tak tylko mówią. Niech pani spojrzy na naszą córkę - spojrzałam na nią. Miała piękne zielone oczka i była bardzo szczęśliwa - dawali jej miesiąc i to samo mówili że suma duża, że nie zdążymy ale popytaliśmy w różnych klinikach i fundacjach. Nikt na początku nie chciał nam pomóc ale dopiero tutaj we Wrocławiu fundacja " Radosne dziecko: która pomaga właśnie osobom z nowotworami pomogła nam. Udało im uzbierać się połowę sumy. Rozmawialiśmy też z lekarzami od takich operacji powiedzieli nam żer mamy miesiąc od operacji na zapłatę - zauważyłam że pod szpital podjeżdża Przemek
- Bardzo dziękuje - uścisnęłam im dłoń - bardzo mi państwo pomogli. Jak córeczka ma na imię?
- Julka - uśmiechnęłam się jej mama
- Moja imienniczka - podeszłam do niej - Pamiętaj aby nigdy się nie poddawać. Bądź silna po rodzicach. My Julki jesteśmy niezniszczalne nie? Do widzenia - pożegnałam się i odeszłam
- Proszę pani - usłyszałam w połowie drogi, odwróciłam się - proszę być dobrej myśli. Powodzenia! - uśmiechnęłam się i odeszłam. Wsiadłam do  samochodu. Udaliśmy się prosto do mieszkania musiałam trochę odpocząć, przemyśleć to wszystko i zjeść coś. Zuza do tej pory się do mnie nie odzywa. Po obiedzie siedzieliśmy wszyscy w salonie. Usiadłam na dywanie koło Szymka i układałam z nim domek z klocków
- A wy tak do końca życia się chcecie nie odzywać? Julka, Zuza zastanówcie się czy jest się o co kłócić? - Przemek patrzył to na jedną, to na drugą
- To ona chce się bawić we wróżkę i pomagać obcej osobie - odezwała się Zuza
- I o to się plujesz? Dziewczyna jest młoda całe życie przed nią. Ale do ciebie mówić jak do ściany! - Szymek patrzył na mnie lekko przestraszony. Ucałowałam jego główkę i go przytuliłam - Przepraszam
- Julka kto to był dziś pod szpitalem ? 
- Młode małżeństwo. Mieli córkę gdzieś w roku Szymka która ma nowotwór. Lekarze mówili to samo co Paulinie tylko że ona ma dwa miesiące życia, a małej dawali miesiąc życia. Jej rodzice tak samo byli załamani ale robili wszystko co mogli fundację, zbiórki charytatywne, koncerty charytatywne wszystko aby żyła. I udało się, mała żyje. Jest piękna. Zuza zrozum mnie! Chce jej pomóc ze względu na nią jako człowieka nie jaką siostra przyrodnia. Pomyśl! Nie wiesz co czeka cię jutro, czy ty nie znajdziesz się na jej miejscu. Uwierz mi że tak jak jej Tobie też bym pomogła bo wiem że mimo ciężkiego życia ona chce żyć - spojrzałam na nią nic mi nie odpowiedziała tylko wyszła ze łzami z salonu. 




-----------
No to jestem!
Na początku chciałam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji zbliżających się świąt wielkanocnych
 Zauważyłam też że spadła mi liczba odwiedzających, nie ukrywam że zrobiło mi się smutno no ale trudno nie każdemu musi się podobać moje opowiadanie.
Zachęcam do czytania i komentowania!
 Zapraszam również na mojego drugiego bloga :  http://milosc-tylko-to-jest-w-zyciu-najwazniejsze.blog.pl/

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 42 " Nie trać nadziei. Nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro! "

 " Jeśli masz taką możliwość Pomóż innym. 
Ciebie to nic nie kosztuje, a innym może sprawić
 dużo radości. Pamiętaj! "

Nareście w domu. Trzeba przyznać rację temu kto powiedział że w domu najlepiej. Pod blokiem byliśmy około godziny 5. Pożegnałam się, podziękowałam za koncert i podreptałam zmęczona do domu.Kamil obiecał że później przyjedzie. Wchodząc do domu myślałam że każdy będzie smacznie spał lecz się pomyliłam. W kuchni jak zwykle siedział nie kto inny jak Zuza. Postawiłam torbę w przedpokoju, zdjęłam skórę i buty i poszłam do kuchni.
- Cześć. Czemu nie śpisz? - zapytałam przytulając ją.
- Nie chcę, nie mogę nie wiem - rozpłakała się
- Cii... - głaskałam ją po głowie - spokojnie usiądź i powiedz co się stało ok?
Pokiwała głową więc usiadłam na przeciwko niej i nie naciskałam
- Jest jedna sprawa o której nie wiesz znaczy są dwie ale o tej pierwszej powinnaś wiedzieć. Była tu matka - ostatnie zdanie wypowiedziała ciszej
- Kto był? Po co? - zasypałam ją pytaniami
- Twierdzi że ta cała Paulina jest chora i chce się z nami pożegnać bo zostało jej dwa miesiące życia tak niby twierdzą lekarze ale ja tam w to nie wierze.
- A ta druga sprawa? - spojrzałam jej w oczy
- Pokłóciłam się z Konradem. Który wie jak zwykle najlepiej i twierdzi że powinnam się z nią spotkać bo ona teraz tego potrzebuje. A ja tam nie pójdę
- Zuza! Pokłóciłaś się z nim bo mówił ci prawdę - wkurzona podeszłam do okna
- Słucham? Czy ty bierzesz ich stronę?
- W tym momencie nie ma żadnych stron. Powinnyśmy tam pojechać i to zrobimy dziś popołudniu. - mówiąc to patrzyłam w okno, nie musiałam patrzeć na nią aby wiedzieć że jest zła
- Ja na pewno tam nie pojadę! Nie mam zamiaru udawać kochającej rodzinki
- Zachowujesz się jak gówniarz wiesz!? Ona ma 16 lat i za dwa miesiące może jej tu nie być. Wiesz jaki to szok dla niej! Co ty byś zrobiła jak byś była na jej miejscu. To chyba dobrze że chce odejść z czystym sumieniem. Jeśli ty tam nie pojedziesz trudno ja pojadę i nawet jak będę w stanie to pomogę! - opuściłam kuchnię
- Wielka pomocnica sie znalazła - usłyszałam w połowie drogi
- Wiesz co? - wróciłam się - Jesteś niesprawiedliwa w stosunku do niej bo to nie ty tam leżysz i nie ty umierasz. Ty jesteś zdrowa możesz cieszyć się życiem, a ona? Musi zostawić tu wszystko. Plany, marzenia, ojca którego kocha, naszą matkę która zastępowała jej rodzica - wyliczałam - przyjaciół i kto wie może nawet chłopaka. Jeśli chociaż tym jej pomogę to pojadę tam bo warto w takich chwilach komuś pomóc. Mnie nie zbawi posiedzieć tam u niej parę dni. Nikt nie każe Ci gadać z matką. Wystarczy że tam pojedziesz ale nie bo Zuza musi pokazać swój honor i nie może tam pojechać! - wygarnęłam wszystko co kumulowała się we mnie i wróciłam na górę zostawiając ją samą.
 ***

Po południu już byłam gotowa aby pojechać do szpitala.
- Ostatni raz pytam czy jedziesz? - skierowałam te słowa do Zuzy wielce naburmuszonej na cały świat. Nic nie odpowiedziała więc uznałam że nie i opuściłam mieszkanie. Wsiadłam do samochodu Przemka, uspokoiłam się i ruszyłam w kierunku szpitala. 
Wbiegłam do budynku i nawet nie zauważyłabym recepcji gdyby nie jedna z pielęgniarek która mnie zatrzymała
- Halo! Młoda damo, do kogo tak pędzisz ? 
- Yy młoda dziewczyna, 16 lat leży tutaj chora na raka Paulina - wymieniałam to co wiedziałam
- A nazwisko? - Tym mnie zaskoczyła
Szukałam w głowie ich nazwiska ale w nadmiarze emocji nie mogłam sobie przypomnieć
- Rudek? Tak Paulina Rusek !
- Jesteś kimś z rodziny?
- Jestem siostrą przyrodnią - ciężko mi to przeszło przez gardło
- Sala 218, drugie piętro - skinęłam jej głową i pobiegłam do windy.
Bez problemu odszukałam jej salę i stojąc przed drzwiami zastanawiałam się czy dobrze robię. Ale odwrotu już nie było. Nie mogłam przecież teraz się wycofać prawda? Zapukałam do drzwi i niepewnie je otworzyłam. W środku siedziała moja matka i ojczym.
- Dzień dobry - wysiliłam się na uśmiech
- Dzień dobry. Sama jesteś? - spytała mama
Nie miała ochoty z nią rozmawiać ale przecież nie będę się z nią kłócić
- Wypadło jej coś. Jak się czujesz? - zwróciłam się do Pauliny
- To my was zostawimy, chodź Aniu - odezwał się ojciec Pauliny i wraz z rodzicielką opuścili salę
- Dziękuje że przyszłaś. Nie musiałaś w końcu nawet mnie dobrze nie znasz. I odebrałam wam mamę - posmutniała
- Ej! Nie smutaj. Nie najważniejszy jest początek. Ważne że teraz możemy to zmienić - próbowałam dobierać słowa aby nie palnąć coś głupiego
- No mamy nie całe dwa miesiące jak nie krócej - z jej wykończonych chorobą oczu popłynęła łza. Otarłam ją i złapałam Paulinę za rękę
- Nie mów tak. Nie wiesz co może być juro. Choroba jest nieprzewidywana. W medycynie dzieją się cuda. Wiem że to może być głupia nadzieja. Ale pamiętaj że nawet najgłupsza nadzieja umiera ostatnia. Co mówią lekarze? - spoglądałam na nią
- Mówią że to poważna choroba i że na nią praktycznie nie ma lekarstwa. Można wykonać operację która jest strasznie droga, a nas na nią nie stać. Twoja mama nie dawno straciła pracę, a tata sam dużo nie uzbiera.
- Ile kosztuje ta operacja? - dopytywałam bo miałam pewien pomysł
- Nie wiem. Musisz porozmawiać z lekarzem
- Numer jego gabinetu? - podniosłam się z krzesła
- 180. Ale gdzie ty idziesz?
- Nic się nie martw, zaraz będę.
Wybiegłam na korytarz i w pośpiechu wyszukałam gabinet lekarza. Wbiegłam tam chyba nawet nie pukając. Mina jego była kosmiczna.
- Dzień doby Panie - przechyliłam głowę aby odczytać co pisze na plakietce - Panie Piotrze nazywam się Julia Kowalik i jestem starszą siostrą przyrodnią Pauliny Rudek. Proszę mi powiedzieć ile kosztuje jej operacja?
- Dzień dobry. Spokojnie, proszę usiąść i na wszystko pani odpowiem.



----------------
Cześć!
Jak myślicie Julka dobrze zrobiła jadąc tam? I kto wie jaki ma plan? ( nie ciężko się domyśleć) ;d
Co myślicie o zachowaniu Zuzy? 
Czytać, komentować :)
W zakładce " bohaterowie " pojawiła się twarz Pauliny :)