sobota, 29 marca 2014

41 Rozdział "Przytulić cię to tak trochę, jak umrzeć ze szczęścia"

"Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu
Na to, żeby był, jaki jest!" 


*Zuza*
Następnego dnia postanowiłam zadzwonić do Juli. W końcu powinna wiedzieć że ona tu była.
- Hej Julka. Jak koncerty? - starałam się aby mój głos brzmiał naturalnie
- Cześć! Koncerty świetne. Mega klimat i widownia całkiem spoko. A jak tam u was? 
- Tak jak przedtem. Kiedy wracasz?
- Za trzy dni. Stało się coś?
- Nie dlaczego pytasz?
- Bo masz dziwny głos - zaniepokoiła się
- Wydaje ci się. Sorki ale Przemek mnie woła. Trzyma się, cześć. - nie czekając na reakcję szybko się rozłączyłam. Usiadłam na kanapie i starałam się znaleźć dobre rozwiązanie z tej sprawy. 
- Czemu jej nie powiedziałaś? - usłyszałam głos Przemka
- Po co mam ją zamartwiać na koncercie. Znam ją i wiem że chodziłaby smutna - wzruszyłam ramionami
- Twoja decyzja. Chodź jeść

*Julka*
Leżałam na hotelowym łóżku i rozmyślałam nad rozmową z Zuzą. Jej głos wydawał się być smutny.
- Czym się martwisz? - Kamil stał oparty o drzwi od łazienki i się mi przyglądał
- Niepokoi mnie rozmowa z Zuzą - podniosłam się na łokciach.
- Co cie tak niepokoi ? - przyglądał mi się uważnie
- Jej głos brzmiał trochę dziwnie. Jakoś szybko się rozłączyła - spojrzałam na niego
- Nie przesadzasz czasem? - ukucnął przy mnie - Może pokłóciła się z Konradem dlatego była smutna.
- Jakby pokłóciła się z Kondziem to by mi powiedziała. Zawsze mówiła mi o wszystkim - usiadłam po turecku
- Widocznie nie chciała cię martwić bo wie ile ten koncert dla Ciebie, dla nas znaczy. Od zawsze chciałaś śpiewać więc teraz jak już to robisz to nie chce żebyś chodziła smutna albo dorosła już na tyle żeby samej rozwiązywać problemy - spojrzałam na niego
- To mnie pocieszyłeś, na prawdę - odburknęłam i się położyłam
- Oj kochanie - położył się koło mnie - nie zamartwiaj się tak. Jak chcesz to zadzwonię do Konrada i się wypytam co i jak? 
- Dziękuje! Jesteś kochany - pocałowałam go i poszłam do łazienki

*Kamil*
Wykręciłem numer brata i czekałem aż odbierze połączenie
- Słucham? - po drugiej stronie dało się usłyszeć zaspanego Kondzia 
- Cześć brat. Wstawaj, a nie śpisz do południa
- Jejku nie masz co robić? - wyjąkał
- W zasadzie to mam sprawę. Ale fakt też mi się nudzi
- Jaką masz sprawę?
- Co się dzieje z Zuzą? Dzwoniła dziś do Julki i miała dziwny głos. Pokłóciliście się?
- Julka ci kazała dzwonić? Nie, nie pokłóciliśmy się to grubsza sprawa
- No to mów! - ponaglałem
- Wczoraj była u nich ich matka, mówiła coś o siostrze przyrodniej że ma raka i lekarze nie dają jej więcej niż dwa miesiące życia i chce się pożegnać z dziewczynami, a Zuza jest nieugięta i nie chce jechać
- to się narobiło
- Ej tylko nie mów teraz Julce
- Nie no co ty zwariowałeś?
- Dobra już wiesz wszystko to dobranoc
- Raczej cześć - rozłączyłem się
Postanowiłem że nie powiem Julce co się stało u nich w domu.
- I co się stało? - w pokoju pojawiła się Julka
- Tak jak mówiłem. Młodzi się pokłócili ale nie wiem o co chodzi - uśmiechnąłem się - pięknie wyglądasz
- Dziękuje. Idziemy?
Skinąłem głową, podszedłem do niej i trzymając się za ręce wyszliśmy z pokoju z bagażami. Przed nami długa podróż, koncert i powrót do domu. Oddaliśmy klucz w recepcji i wsiedliśmy do busa. Następny przystanek to Sopot. Godzinka koncertu i wolne na miesiąc. 


-------------
Wiem że rozdział trochę późno ale nie miałam czasu.
Trochę krótki i na szybko pisany.
Czytać, komentować i pytać ;d
Bless <3 

niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 40 " Może nie wystarczę. Ale będę tuż obok. Prócz Ciebie nie ma mnie dla nikogo. "

* Zuza*
Kolejny dzień zaczęliśmy od leniuchowania i tak zamierzaliśmy skończyć. Leżałam na Konrada kolanach i bawiłam się swoją bransoletką. Kornelia siedziała w fotelu na kolanach Przemka
- Ej będziemy tak leniuchować - wyjąkał Konrad
- A co źle ci?
- Nie żebym narzekał ale...- weszłam mu w słowo
- Ja tam się nigdzie nie ruszam - wyciągnęłam się na kanapie.
Kornelia z Przemkiem poszli roić obiad, a ja usiadłam okrakiem na kolanach Konrada i zaczęłam go delikatnie całować
- Któś tu zamierza powtórzyć ostatnią noc - uśmiechnął się
- Żyjesz w marzeniach skarbie - pocałowałam go i z uśmiechem ruszyłam do kuchni
- Najpierw kusisz, a później uciekasz ładnie to tak? - krzyknął z salonu
- Wybacz - odkrzyknęłam
- Nie krzyczcie bo Szymka obudzicie - wrzasnęła Korni
- I kto tu krzyczy - w kuchni pojawił się Konrad
- Milcz albo ci coś zrobie
- Przemek coś ty jej zrobił?
Konrad nie usłyszał odpowiedzi tylko spotkał się z wrogim spojrzeniem Korneli. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi
- Spodziewasz się kogoś? - zapytał Przemek
- Niee bynajmniej sobie nie przypominam - stwierdziłam
Przemek poszedł otworzyć drzwi, a ja usiadłam na blacie. Zaraz koło mnie pojawił się Konrad i zaczął mnie całować po szyi. Widziałam jak Kornelia się nam przygląda z smutną miną. Pomyślałam że później wybadam o co chodzi. Z korytarza dobiegały jakieś głosy, ale jak usłyszałam " Jest Julka" zamarłam. Ten głos rozpoznałabym nawet gdybym nie chciała. Przełknęłam głośno ślinę i czułam że oczy zachodzą mi łzami. Kornelia i Konrad spojrzeli na mnie zaskoczeni
- To moja mama - wyszeptałam.
Zeskoczyłam z blatu i poszłam do wyjścia
- Witam szanowną mamuśkę co cię do nas sprowadza? - przystanęłam koło Przemka i nie siliłam się na szacunek. Ona sama mi go nie dała więc nie mogła wymagać tego ode mnie
- Może trochę szacunku gówniaro
- Żebyś jeszcze na niego zasłużyła to byś dostała - odburknęłam
- Jest Julka mam do niej sprawę - myślałam że się przesłyszałam
- Czekaj! Powtórz bo chyba źle słyszę. Sprawę masz do niej? A gdzie byłaś przez 5 lat kiedy to my Ciebie potrzebowaliśmy
- Kochanie spokojnie - koło mnie pojawił się Konrad
- Nie, nie będę spokojna! Ta kobieta zrujnowała nasze życie, nie opiekowała się nami przez 5 lat, przez nią straciliśmy ojca, a ona ma teraz czelność przychodzić tutaj i jeszcze oczekuje pomocy! Śmieszna jest! - wyrzuciłam z siebie wszystko co kumulowałam przez parę lat. Nawet na nią nie spojrzałam. Z oczu polały mi się łzy
- Widzę że ułożyliście sobie życie - wyszeptała
- Tak widzisz jakoś jeszcze Twoje niezdarne córki potrafią żyć i znaleźć kogoś kto ich pokocha
- Nigdy tak nie uważałam że jesteście niezdarne - po jej policzku spłynęła łza
- Julki nie ma. Wyjechała - po długiej chwili odezwał się Przemek
- A kiedy wróci? - spytała
- A o co chodzi?
- Jej siostra przyrodnia trafiła do szpitala i jest w ciężkim stanie
- Julka raczej jej nie uleczy - prychnęłam
- Ona jest chora na raka. Lekarze nie dają jej szans na przeżycie dłużej niż dwóch miesięcy. Chciała się z wami pożegnać - spojrzała na mnie z płynącymi łzami
- Twoje łzy mnie nie wzruszą. Nie zamierzam udawać że jesteśmy kochającą rodzinką i odwiedzać obcą osobę - złapałam Konrada za rękę
- Ona nie jest obca. To twoja siostra - stała w korytarzu
- Jedyną siostrę jaką mam to Julka i to się nie zmieni!
- Przekaż Juli że byłam - oznajmiła i zmierzała do wyjścia.
Przemek ją odprowadził, a ja pobiegłam do siebie.
Położyłam się na łóżku i rozpłakałam się. Byłam bezsilna. Wszystko się już poukładało, a ona teraz tu wraca i wszystko rujnuje. Po chwili drzwi się uchyliły i ktoś położył się koło mnie. Po zapachu perfum doszłam że to  Konrad. Wtuliłam się w niego i płakałam
- Nie byłaś zbyt surowa? - wyszeptał głaszcząc mnie po plecach
- Nie! Należało się jej. Czego ona teraz oczekuje? Ona nam nie pomogła ja też nie zamierzam - wtuliłam się jeszcze mocniej
- Cii... spokojnie - Konrad pocałował mnie w czoło i mocno przytulił.
Tego mi trzeba było. Jego bliskości. Nie musiał nic mówić, sama obecność mi wystarczała.


-----------------------------------
Przepraszam, przepraszam, przepraszam że tak późno ale obowiązki mi nie pozwalały.
Jutro mam test próbny z historii i musiałam się uczyć :)
Mam nadzieję że rozdział się spodoba.
Czytać, komentować i w razie czegokolwiek zapraszam na aska lub na GG - 40209884 :)



piątek, 14 marca 2014

39 Rozdział "Gdy patrze w Twoje oczy wiem, że nie chce już niczego szukać!"

"Już teraz wiem, że dni są tylko po to
By do Ciebie wracać każdą nocą złotą"

Czas pędził dość szybko. Przyszedł w końcu dzień kiedy Kamil wyruszył w dwu tygodniową trasę zabierając ze sobą tylko Julkę. Kornelia z Przemkiem mieli sprawować opiekę nad młodszymi. Julka się strasznie denerwowała gdyż był to jej pierwszy koncert przed taką publicznością i to bez Korneli. 
- Nie denerwuj się tak kochanie. Będzie dobrze - starał się mnie pocieszyć Kamil
- Zobaczymy - odpowiedziałam i spojrzałam na tłum który się zbierał.
Wyszłam z chłopakami na scenę. Kamil zapowiedział wszystkich i koncert się zaczął. Pierwszą piosenką była "Salut". Przez cały koncert Kamil dawał z siebie wszystko. Gdy patrzyłam na niego jak skacze po scenie to widziałam chłopaka który spełnia swoje marzenia i daje mu to dużo radości. Przekazuje tą radość swoim fanom, a oni to bardzo dobrze przyjmują. Po kolejnych piosenkach stres już opad.

*Kornelia *
Cały dzień dzisiaj byłam bardzo zdenerwowana. Wszystko mnie wkurzało
- Konrad chodź tu! - po raz kolejny zawołałam brata
- Co znowu? - usłyszałam jęk brata dobiegający z pokoju
- Skoro mówię chodź to znaczy chodź tu - krzyknęłam
- No jestem. Co? - oparł się o blat i się mi przyglądał
- Rozłóż talerze na obiad i ogarnij salon - rozkazałam
- No pewnie i co jeszcze? - spytał
- Konrad! 
- No już idę, nie widać? - rozłożył ręce i się przyglądał
- Jak na razie to stoisz - uśmiechnęłam się chamsko
- Co cię dziś ugryzło? Przemek Cię nie przytulił czy co? 
- Milcz!
Chwilę później w domu pojawili się Zuza, Przemek i Szymon. Zasiedliśmy razem i jedliśmy obiad.

*Jula*
Po koncercie Kamil poszedł rozdawać autografy, a ja poszłam z chłopakami do szatni
- A ty nie idziesz do Kamila? Wiesz jak fanki potrafią zaatakować ? - Maciek gestykulował i zaczął się śmiać
- Miejmy nadzieję że wróci cały - usiadłam na fotelu - a po za tym wyglądam Ci na ochroniarza? - spojrzałam na niego
- No wierz - przyjrzał mi się - masz rację takie chucherko to nawet wiatr zwieje z chodnika to jak takie 5 fanek się rzuci to pozabijają człowieka - zaczął się śmiać
- Spadaj! - rzuciłam w niego poduszką i wybuchłam śmiechem. 

-----------------
Pierwszy koncert Julki już za nami ;)
Pomału zbliżamy się do końca opowiadania. 
Macie pomysł na zakończenie?
Ja już coś myślałam ale chciałabym usłyszeć wasze propozycję.
A tym razem Czytać i Komentować!
Miłego dnia ;* 

czwartek, 13 marca 2014

Informację :)

Cześć! Tak jak pisałam w zakładce " Informację" Założyłam nowego bloga ale to nie oznacza że tego już nie będę prowadzić :) Jeśli ktoś byłby chętny czytać inną, nową przygodę to zapraszam
http://milosc-tylko-to-jest-w-zyciu-najwazniejsze.blog.pl/ .

Zauważyłam że na bloga coraz mniej osób wchodzi. I zastanawiam się coraz bardziej czy nie zawiesić bloga. Wiem że rozdziały są dodawane raz na tydzień i ta fabuła jest nie zbyt ciekawa ale ja sama na prawdę nie wiem co wymyślać. Jeśli macie jakieś pomysły to na prawdę piszcie, a będą one dodane na blogu. Mam nadzieję że jednak wrócicie do mnie i razem dokończymy tą historię która i tak niebawem dojdzie końca! :)

sobota, 8 marca 2014

38 Rozdział " Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy" ♥

"Jeśli kochasz, nie pozwól,  
aby zniszczyła to codzienność "


* Konrad*
Obudziłem się z uśmiechem na twarzy.
-Zuza - wyszeptałem z zamkniętymi oczami i przejechałem ręką w miejscu w którym spała lecz gdy poczułem tylko materac szybko je otworzyłem. Znajdowałem się sam w pokoju. Przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Czy to był tylko sen? Opadłem na poduszkę obok leżącą i poczułam piękny zapach jej perfum. Więc jednak to nie był sen. Ubrałem się szybko i zeszłem na dół. Gdy ujrzałem uśmiechniętą twarz Zuzy odetchnąłem
- Hej kochanie - wyszeptałem jej w usta i pocałowałem ją
- Cześć - wymruczała i przygryzła moją wargę.
Uśmiechnąłem się i jeszcze raz ją pocałowałem. Zrobiliśmy razem śniadanie i rozmawiając zjedliśmy je.
- Ciekawe kiedy Kamil wrócą
- A co tęsknisz za nimi? Bo ja jakoś nie bardzo - spojrzałem na nią
- Okropny jesteś wiesz?  - zaśmiała się
- Tylko czasem - mrugnąłem do niej. 

* Kornelia *
Obudził mnie dotyk małych rączek na moim policzku. Uśmiechnęłam się i otworzyłam oczy
- Cześć przystojniaku - pocałowałam Szymka w czoło
- aghu - wymówił coś po swojemu
- A ja to co? - Przemek wygiął usta w podkówkę
- Cześć misiek - uśmiechnęłam się i przesłałam mu buziaka w powietrzu
- No fajnie syn wygryzł ojca z pierwszego miejsca - spojrzał na Szymka
- Życie kochanie - puściłam mu oczko i pocałowałam Szymka w policzek
- Idę na dół. Ubierzesz go? - Przemek na mnie spojrzał
- Mówiłam ci już coś o tym prawda? Nie musisz pytać o takie rzeczy, traktuje Szymka jak swoje dziecko - wstałam i szukałam ubranek dla małego
- Nie denerwuj się tak. Wiem o tym i dziękuje ci - podszedł do mnie i mnie pocałował w czoło
- To mnie nie denerwuj - uśmiechnęłam się
Przemek zszedł na dół, a ja ubrałam Szymka, a później siebie.
Wzięłam Szymka na ręce i zeszłam na dół. Wszyscy byli w kuchni. Chłopaki siedzieli przy stole, a Jula robiła śniadanie
- Czemu ich nie nagoniłaś żeby Ci pomogli? - zaśmiałam się i oddałam Przemkowi małego
 - Nie dałam sobie rady - zaśmiała się
Pomagałam Juli robić śniadanie oraz zastanawiałam się jak mam powiedzieć że jestem z Przemkiem Kamilowi i Juli. Julka to jeszcze ale Kamil? Może mu się nie spodobać że znalazłam sobie chłopaka z dzieckiem. On twierdzi że dziecko to jest duże poświęcenie. Fakt ale jak się kogoś kocha to się razem przez to wszystko przechodzi prawda? I ja wierzę że tak będzie ze mną i Przemkiem ale jak oni tego nie zaakceptują ?Jula chyba zauważyła że jestem nieobecna i lekko mnie szturchnęła
- Co ci jest? - wyszeptała
- Niebawem się dowiesz - blado się uśmiechnęłam
Zasiedliśmy do stołu i rozmawialiśmy. Spojrzałam na Przemka kiwnął głową. Uśmiechnęłam się i przytaknęłam
- Słuchajcie bo jest coś co musicie wiedzieć - spojrzeli zaskoczeni na niego
- Bo my jesteśmy razem - wyszeptałam i spojrzałam na nich niepewnie. Kamil spojrzał z uśmiechem na Julkę
- Nareście! - krzyknęła Julka i rzuciła mi się na szyje.
- Gratki - Kamil wyciągnął do Przemka rękę, a ten ją uścisnął.
- To co młody nareście się udało co? - Kamil zwrócił się do Szymka
Zaśmiałam się
- Cieszycie się? - spytałam patrząc na nich
- A czemu mamy sie nie cieszyć? - spytał Kamil
- Julka co ty z nim zrobiłaś? Kamil a gdzie Twoje złote rady? Dziecko to duże poświęcenie, nie pakuj się w to i tym podobne - naśladowałam go patrząc na niego
- No wiesz zdania nie zmienię że dziecko to duże poświęcenie ale też wiem że Przemek zasługuje na Ciebie i wiem że będziecie szczęśliwi - oznajmił
- Zgadzam sie z Kamilem - dodała Julka.
Spojrzałam na nich, pokręciłam głową i zabrałam się za sprzątanie po śniadaniu.


------------------------------
Przepraszam że rozdział dopiero dziś ale wczoraj miałam taki zagmatwany dzień. Ale dziś już dodaje ;d
Zauważyłam że ilość wejść na bloga się zmniejszyła. 
Nie podoba się wam już blog? Jeśli jest coś nie tak to napiszcie, a postaram się to zmienić.
Wiem że opowiadanie nie jest takie fajne ale sama też nie wiem co już wymyślić aby było ono ciekawsze.
Jeśli macie jakieś pomysły to napiszcie.
Czytać, komentować i pytać ;d
Mam nadzieję że ten rozdział jest lepszy od tego poprzedniego.
A tak po za tym.
Drogie Czytelniczki!
Wszystkiego co najlepsze. Duużo uśmiechu, miłości, przyjaźni. Abyście każdy dzień zaczynali z myślą " Ten będzie lepszy od poprzedniego", aby dobra nadzieja nie umarła w was. Musicie wierzyć że wszystko dzieję się po coś. Życzę Wam abyście ten dzień jak i kolejne dni 8 Marca zapamiętali na zawsze. Ja go zapamiętam zbyt dobrze gdyż mój dziadek właśnie w ten dzień zmarł ;c. No czasem się tak dzieję " Rodzimy się by żyć, żyjemy by umierać". Oczywiście życzę wam również spotkania Kamila Bednarka i abyście mieli okazję z nim porozmawiać. ! <3 ♥♥♥  Pamiętajcie to Wasze Święto! ;d