"Lecz oczy są ślepe,
Szukać należy sercem..."
Szukać należy sercem..."
Dzień koncertu wypadł w tym samym dniu co operacja Pauliny. Chciałam być z nią ale też chciałam być na koncercie. Rodzice bo tak ich zaczęłam nazywać namawiali mnie żebym pojechała z Kamilem, że siedząc na korytarzu nie pomogę jej, a i tak ich 4 tam siedziała. Więc w czwartek po południu pojechałam z Kamilem na miejsce aby przyszykowali się do koncertu. Strasznie się denerwowałam czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy Paulina wyzdrowieje i czy uda mi się zebrać pieniądze. Siedziałam na schodkach kiedy chłopaki nastrajali instrumenty.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze - za mną usiadł Kamil i mnie przytulił
- Chciałabym, aby była to prawda...ale nie widziałeś jej jak odjeżdżała. Była taka słaba. Kamil boję się - odwróciłam się do niego i się przytuliłam
- Cii...maleńka, będzie dobrze, musi! Głowa do góry
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy i Kamil poszedł zaśpiewać kilka piosenek.
***
Koncert zaczął się rewelacyjnie. Nawet nie wiedziałam że przyjdzie tyle osób. Byłam im wdzięczna że chcą pomóc, na świecie istnieją jednak pomocni ludzie. Było w połowie koncertu kiedy zadzwonił do mnie telefon, na wyświetlaczu zobaczyłam "Oskar". Zdziwiłam się i od razu w mojej głowie ułożył się najczarniejszy scenariusz. Niepewnie odebrałam
- Słucham?
- Julka...Przykro mi..
- Nie! Powiedz że to nie to o czym myślę...- cisza - słyszysz! Powiedź że wszystko z nią dobrze
- Chciałbym...ale nie mogę. Nie udało się jej uratować. Było już tak blisko końca operacji kiedy ponownie było zatrzymanie akcji serca. Reanimowali ją, robili wszystko ale niestety już jej nie uratowali. Ona...zma...zmarła. - ostatnie słowa wypowiedział bardzo cicho. Nie chciałam już tego słuchać, rozłączyłam się i spojrzałam w stronę Korneli. Patrzyła na mnie i czekała na jakąś odpowiedź. Zaprzeczyłam ruchem głowy i z oczu popłynęły mi łzy. Wszystkie plany związane z Pauliną nagle legły w gruzach. Na ślepo doszłam do schodków i na nich usiadłam. Nagle jakby cały świat się zatrzymał w miejscu. Jedynie co chciałabym teraz usłyszeć to " Przepraszam, okłamałem cię. Z Pauliną jest wszystko Ok. Operacja przebiegła pomyślnie". Cały ten koncert, całe załatwianie miejsca w fundacji okazały się na marne. Moja nadzieja straciła sens.
Nagle muzyka ucichła. Spojrzałam na Kamila.
- Kochani, chwila przerwy. Małe problemy techniczne - wykrzyczał do mikrofonu i podbiegł do mnie
- Julka co się stało?
- Możecie kończyć koncert...a pieniądze weźcie dla siebie lub przekażcie innym osobom - wyszeptałam
- Co ty gadasz!? Te pieniądze przecież są dla Pauliny
- Poprawka były dla niej. Zmarła. Dostałam telefon od Oskara że pod koniec operacji jej serce się zatrzymało - wybuchnęłam płaczem - Spytaj się Konrada czy zawiezie mnie do Warszawy
- Jasne, poczekaj chwilę
***
- Jesteś pewna że chcesz iść tam sama? Jak chcesz mogę z tobą pójść - spytał Konrad gdy staliśmy pod Szpitalem- Jeśli możesz to chodź. Wsparcie przyda się także Zuzi
Weszliśmy razem do budynku i pod salą operacyjną zauważyliśmy wszystkich co byli przy operacji Pauliny. Podeszłam do Zuzy i ją przytuliłam
- Wiem że chciałaś się z nią pogodzić, wiem i przepraszam że tak na ciebie krzyczałam przez te ostatnie dni - wyszeptała mi do ucha i zaczęłam płakać
- Ci.. to nie twoja wina. Jak się mama trzyma?
- Tak jak widać. Przechodzi załamanie tak jak i pan Piotr.
- Dobra oddaje cię w ręce Konrada - wyszeptałam i się odkleiłam od Zuzy
Podeszłam do Oskara
- Dzięki za telefon. Nie był on miły ale dziękuje - spojrzałam na niego
- Nie ma za co - nie wiem czemu ale się do niego przytuliłam - Wiem, że jest ci ciężko. Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć
- Dziękuje za wszystko - otarłam łzy - A jak tam Damian...Jak się trzyma?
- Nie zbyt dobrze. Idę go poszukać, poszedł do łazienki i zniknął - opuścił mnie i poszedł szukać młodego
Na korytarzu zauważyłam lekarza który przeprowadzał operację Pauliny
- Panie doktorze proszę poczekać - pobiegłam do niego
-Słucham? - odwrócił się
- Mam do pana jedno pytanie. Czy gdybyśmy wcześniej ją przysłali na operację to żyłaby?
- Trudno powiedzieć. Nie wydaje mi się że zawinił tu czas. Tu akurat czas nie grał roli. Tego typu rak jest śmiertelny w 90%. Od początku lekarz prowadzący Paulinę był przekonany że żadna operacja nie pomoże. Wiem bo konsultowałem z nim wyniki pani siostry. Proszę mi wierzyć gdyby operacja pomogła od razu by ją tu przysłali.
- Czyli że to nie nasza wina że ona zmarła?
- proszę tak nawet nie mówić! To nie jest niczyja wina. Mógłbym nawet powiedzieć że to było przez błąd pokonany podczas operacji gdyby to była prawda. Nie chciałem podejmować się tej operacji ale skoro tamten lekarz ją przysłał musiałem. A i jeszcze coś przed operacją pacjentka wypowiedziała takie słowa " Wielką cnotą jest wiara i wielką cnotą jest miłość. ale nadzieja to jakby największa z nich. Do ostatka człowiekowi towarzyszy i podźwignie go i wyprowadzi. " Nie wiedziałem o co chodzi więc zapisałem i postanowiłem pani przekazać po operacji.
- Dobrze dziękuje. Pieniądze wpłyną niedługo na konto szpitala - odparłam i chciałam odejść
- Proszę nie przysyłać żadnych pieniędzy. Gdyby ona przeżyła przyjąłbym ale w takim wypadku absolutnie żadnych pieniędzy - zarządził i odszedł
Wróciłam do reszty rodziny i poprosiłam abyśmy razem wrócili do domu. Szczerze powiem nawet nie miałam siły płakać. Pustka która przeszywała mnie od środka mi nie pozwalała. Pod wieczór przyjechał po nas Kamil. Damian z Oskarem wrócili z nami i z rodzicami do Wrocławia i przenocowali u nas w domu.
---------
Jestem z kolejnym smutnym rozdziałem. Niestety Pauliny nie udało się uratować.
To czy było to ułożone od początku w mojej głowie? Nie, nie było. W mojej głowię nawet nie miało być mowy o jej siostrze przyrodniej ale wydarzenia tak obróciły tok sprawy że była i chyba nawet nie żałuje. Po woli zbliżamy się ku końcowi bloga. Mam zamiar pisać drugą część tego opowiadania ale nie wiem czy mi się uda i czy będę miała pomysł.
Czytać, komentować i pytać! ♥