sobota, 17 maja 2014

Rozdział 47 " Wielką cnotą jest wiara i wielką cnotą jest miłość. ale nadzieja to jakby największa z nich. Do ostatka człowiekowi towarzyszy i podźwignie go i wyprowadzi. "

 "Lecz oczy są ślepe,
Szukać należy sercem..."


Dzień koncertu wypadł w tym samym dniu co operacja Pauliny. Chciałam być z nią ale też chciałam być na koncercie. Rodzice bo tak ich zaczęłam nazywać namawiali mnie żebym pojechała z Kamilem, że siedząc na korytarzu nie pomogę jej, a i tak ich 4 tam siedziała. Więc w czwartek po południu pojechałam z Kamilem na miejsce aby przyszykowali się do koncertu. Strasznie się denerwowałam czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy Paulina wyzdrowieje i czy uda mi się zebrać pieniądze. Siedziałam na schodkach kiedy chłopaki nastrajali instrumenty.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze - za mną usiadł Kamil i mnie przytulił
- Chciałabym, aby była to prawda...ale nie widziałeś jej jak odjeżdżała. Była taka słaba. Kamil boję się - odwróciłam się do niego i się przytuliłam
- Cii...maleńka, będzie dobrze, musi! Głowa do góry
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy i Kamil poszedł zaśpiewać kilka piosenek.

***
                             
Koncert zaczął się rewelacyjnie. Nawet nie wiedziałam że przyjdzie tyle osób. Byłam im wdzięczna że chcą pomóc, na świecie istnieją jednak pomocni ludzie. Było w połowie koncertu kiedy zadzwonił do mnie telefon, na wyświetlaczu zobaczyłam "Oskar". Zdziwiłam się i od razu w mojej głowie ułożył się najczarniejszy scenariusz. Niepewnie odebrałam
- Słucham?
- Julka...Przykro mi..
- Nie! Powiedz że to nie to o czym myślę...- cisza - słyszysz! Powiedź że wszystko z nią dobrze
- Chciałbym...ale nie mogę. Nie udało się jej uratować. Było już tak blisko końca operacji kiedy ponownie było zatrzymanie akcji serca. Reanimowali ją, robili wszystko ale niestety już jej nie uratowali. Ona...zma...zmarła. - ostatnie słowa wypowiedział bardzo cicho. Nie chciałam już tego słuchać, rozłączyłam się i spojrzałam w stronę Korneli. Patrzyła na mnie i czekała na jakąś odpowiedź. Zaprzeczyłam ruchem głowy i z oczu popłynęły mi łzy. Wszystkie plany związane z Pauliną nagle legły w gruzach. Na ślepo doszłam do schodków i na nich usiadłam. Nagle jakby cały świat się zatrzymał w miejscu. Jedynie co chciałabym teraz usłyszeć to " Przepraszam, okłamałem cię. Z Pauliną jest wszystko Ok. Operacja przebiegła pomyślnie". Cały ten koncert, całe załatwianie miejsca w fundacji okazały się na marne. Moja nadzieja straciła sens.
Nagle muzyka ucichła. Spojrzałam na Kamila.
- Kochani, chwila przerwy. Małe problemy techniczne - wykrzyczał do mikrofonu i podbiegł do mnie
- Julka co się stało?
- Możecie kończyć koncert...a pieniądze weźcie dla siebie lub przekażcie innym osobom - wyszeptałam
- Co ty gadasz!? Te pieniądze przecież są dla Pauliny
- Poprawka były dla niej. Zmarła. Dostałam telefon od Oskara że pod koniec operacji jej serce się zatrzymało - wybuchnęłam płaczem - Spytaj się Konrada czy zawiezie mnie do Warszawy
- Jasne, poczekaj chwilę

***
- Jesteś pewna że chcesz iść tam sama? Jak chcesz mogę z tobą pójść - spytał Konrad gdy staliśmy pod Szpitalem
- Jeśli możesz to chodź. Wsparcie przyda się także Zuzi
Weszliśmy razem do budynku i pod salą operacyjną zauważyliśmy wszystkich co byli przy operacji Pauliny. Podeszłam do Zuzy i ją przytuliłam
- Wiem że chciałaś się z nią pogodzić, wiem i przepraszam że tak na ciebie krzyczałam przez te ostatnie dni - wyszeptała mi do ucha i zaczęłam płakać
- Ci.. to nie twoja wina. Jak się mama trzyma?
- Tak jak widać. Przechodzi załamanie tak jak i pan Piotr.
- Dobra oddaje cię w ręce Konrada - wyszeptałam i się odkleiłam od Zuzy
Podeszłam do Oskara
- Dzięki za telefon. Nie był on miły ale dziękuje - spojrzałam na niego
- Nie ma za co - nie wiem czemu ale się do niego przytuliłam - Wiem, że jest ci ciężko. Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć
- Dziękuje za wszystko - otarłam łzy - A jak tam Damian...Jak się trzyma?
- Nie zbyt dobrze. Idę go poszukać, poszedł do łazienki i zniknął - opuścił mnie i poszedł szukać młodego
Na korytarzu zauważyłam lekarza który przeprowadzał operację Pauliny
- Panie doktorze proszę poczekać - pobiegłam do niego
-Słucham? - odwrócił się
- Mam do pana jedno pytanie. Czy gdybyśmy wcześniej ją przysłali na operację to żyłaby?
- Trudno powiedzieć. Nie wydaje mi się że zawinił tu czas. Tu akurat czas nie grał roli. Tego typu rak jest śmiertelny w 90%. Od początku lekarz prowadzący Paulinę był przekonany że żadna operacja nie pomoże. Wiem bo konsultowałem z nim wyniki pani siostry. Proszę mi wierzyć gdyby operacja pomogła od razu by ją tu przysłali.
- Czyli że to nie nasza wina że ona zmarła?
- proszę tak nawet nie mówić! To nie jest niczyja wina. Mógłbym nawet powiedzieć że to było przez błąd pokonany podczas operacji gdyby to była prawda. Nie chciałem podejmować się tej operacji ale skoro tamten lekarz ją przysłał musiałem. A i jeszcze coś przed operacją pacjentka wypowiedziała takie słowa " Wielką cnotą jest wiara i wielką cnotą jest miłość. ale nadzieja to jakby największa z nich. Do ostatka człowiekowi towarzyszy i podźwignie go i wyprowadzi. " Nie wiedziałem o co chodzi więc zapisałem i postanowiłem pani przekazać po operacji.
- Dobrze dziękuje. Pieniądze wpłyną niedługo na konto szpitala - odparłam i chciałam odejść
- Proszę nie przysyłać żadnych pieniędzy. Gdyby ona przeżyła przyjąłbym ale w takim wypadku absolutnie żadnych pieniędzy - zarządził i odszedł
Wróciłam do reszty rodziny i poprosiłam abyśmy razem wrócili do domu. Szczerze powiem nawet nie miałam siły płakać. Pustka która przeszywała mnie od środka mi nie pozwalała. Pod wieczór przyjechał po nas Kamil. Damian z Oskarem wrócili z nami i z rodzicami do Wrocławia i przenocowali u nas w domu.


---------
Jestem z kolejnym smutnym rozdziałem. Niestety Pauliny nie udało się uratować.
To czy było to ułożone od początku w  mojej głowie? Nie, nie było. W mojej głowię nawet nie miało być mowy o jej siostrze przyrodniej ale wydarzenia tak obróciły tok sprawy że była i chyba nawet nie żałuje. Po woli zbliżamy się ku końcowi bloga. Mam zamiar pisać drugą część tego opowiadania ale nie wiem czy mi się uda i czy będę miała pomysł.
Czytać, komentować i pytać! ♥

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 46 "Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne."

Siedzieliśmy na korytarzy i czekaliśmy na jakieś informację o stanie zdrowia Pauliny. Damian się załamał. Próbowałam go pocieszyć ale to jest zbyt trudne i czy w ogóle można kogoś pocieszyć kiedy ten ktoś żyje myślą że niedługo musi się pożegnać z przyjacielem? Nie wydaje mi się. Nagle zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu ujrzałam "Kamil <3"
- Słucham - odebrałam po chwili
- Julka dzwonie w sprawie tych koncertów - zaczął
- Kamil na prawdę nie chce się teraz kłócić, nie mam siły ani ochoty - wyjaśniłam
- A kto powiedział że mamy się kłócić? Rozmawiałem z Anetą - odparł
- I co ona na to?
- Za tydzień możemy zrobić pierwszy koncert
- Na prawdę? Jak ?
- Mam ci tłumaczyć jak robi się koncerty? - zaśmiał się
- Przepraszam, muszę kończyć mama przyszła z wiadomościami od lekarza - wyjaśniłam i się rozłączyłam
Patrzyłam przez chwilę na mamę i próbowałam wyczytać coś z jej twarzy. Ale nic. Podeszłam do niej, a ona się do mnie przytuliła, objęłam ją i wyszeptałam
- Co ci powiedział?
- To koniec...słyszysz! To koniec - zalała się łzami
- Cii..nie trać nadziei, pamiętasz co powtarzałaś nam jak ojciec od nas odszedł..." Nie traćcie nadziei może wróci" Ty też nie trać nadziei jestem w połowie zbierania pieniędzy.. Uda się!
- Musi - odezwał się Damian
Spojrzałam na niego, miał łzy w oczach i wpatrywał się w sufit. Postanowiłam udać się do lekarza. Zapukałam do gabinetu i weszłam
- Dzień dobry przepraszam że przeszkadzam ale mam ważną sprawę
- Nie przeszkadzasz, wejdź proszę i mów
- Chodzi o Paulinę, chciałabym abyście wysłali ją na tą operację, a pieniądze dostarczę w najbliższym czasie. W przyszłym tygodniu jest koncert charytatywny dla niej i fundacja zbiera pieniądze - wyjaśniłam
- Jest Pani pewna? - spytał
- Tak, jestem.
- To w takim razie przygotujemy ją do przetransportowania do innego szpitala w którym odbywają się takie operację tylko jej rodzice muszą podpisać zgodę na transport i operację.
- Dobrze. Za chwilę zadzwonimy po jej tatę i się tutaj zjawi - odpowiedziałam i wyszłam.
Poprosiłam mamę o numer do ojca Pauliny i kazałam mu szybko przyjeżdżać. Obiecał że zjawi się jak tylko będzie mógł. Po krótkim czasie dołączyła do nas Zuza. Opowiedziałam jej wszystko z operacją Pauliny i w ogóle
- Jestem z ciebie dumna siostra - spojrzała na mnie i mnie przytuliła
- Pogodziłaś się z Konradem ? - spytałam po chwili
- Tak jakby - wyjaśniła
- Zuza proszę cię! Jak możesz się z kimś pogodzić tak jakby? Albo się pogodziłaś albo nie. Więc?
- I tak i nie. Pogodziłam się ale nadal mam do niego żal
- O co? O prawdę?
- Tak!
- Dobra nie pytam.
Po krótkiej wymianie zdań z sali Pauliny wyszedł lekarz. Jak na komendę wszyscy wstali z krzeseł i otoczyliśmy go. Powiedział że Paulina jest przygotowywana do transportu i że potrzebuje tylko zgody rodzica. Pozwolił nam wejść do niej tylko pojedynczo. Pierwszy poszedł Damian, później moja mama, Zuza no i na końcu ja. Oskar nie chciał wchodzić ale po krótkiej naradzie nas poszedł.

*oczami Oskara*
Nie chciałem tam wchodzić bo jej zbytnio nie znam no ale jak mnie namawiali to już pójdę. Chodź nie wydaje mi się żeby moje słowa jej pomogły. Wszedłem do sali i ujrzałem ją leżącą na łóżku i przypiętą do różnych maszyn. Przeraziłem się i chciałem wyjść ale mnie zauważyła więc musiałem pójść. Podszedłem i niepewnie zacząłem rozmowę.
- Cześć. Ty mnie możesz nie kojarzyć ale jestem bratem Damiana. Poznaliśmy się jak byłaś u Damiana.
- Tak pamiętam cię Oskar tak? - powiedziała ledwie słyszalnie
- Tak, tak. Nie wiem co miałbym ci powiedzieć bo cię prawię nie znam. Może tylko tyle żebyś się nie poddawała. Wiesz jak byłem na początku studiów to mój profesor powiedział mi taki mądry cytat "Wielką cnotą jest wiara i wielką cnotą jest miłość. ale nadzieja to jakby największa z nich. Do ostatka człowiekowi towarzyszy i podźwignie go i wyprowadzi. " Ty też o tym pamiętaj... - spojrzałem na nią miała łzy w oczach, podszedłem do niej i ją przytuliłem.
- Dziękuje. Będę pamiętać do ostatniej chwili mojego życia - wyszeptała zacisnęła uścisk.
- Muszę już iść bo szykują cie do transportu na operację
- Nie wierz skąd znalazły się pieniądze na operację - usłyszałem przy drzwiach
- Dowiesz się niebawem - oznajmiłem i wyszedłem
* Oczami Julki*
Oskar po długich namowach wszedł do sali. Gdy tylko zniknął za drzwiami na horyzoncie pojawił się tata Pauliny. Wyjaśniłam mu o co chodzi i poszedł do lekarza podpisać papierki. To jest głupotą żeby w takich chwilach najważniejsze były papierki no ale takie prawo.
Po podpisaniu papierków ostatni raz pożegnaliśmy się z Pauliną i helikopterem przetransportowali ją do szpitala w Warszawie na operację.

---------
Dzień dobry! Czy wchodzi tu ktoś jeszcze? Jeśli tak to odzywać się.
Zawitałam do was z nowym rozdziałem z racji tego że Kamil obchodzi dziś urodziny! (10.05) akurat w dzień mojego bierzmowania takie bum! No to Sto lat! Sto lat! Dla Kamila i żeby tworzył dalej taką muzykę!
Rozdział pisany na szybko więc przepraszam jak by były jakieś błędy i jak byłby nudny :)
Czytać i komentować! :)
Zapraszam również na nowy blog (znaczy nie nowy ale przeniesiony z bloga ) -->  http://milosc-tylko-ona-daje-nam-szczescie.blogspot.com/

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 45 "Jeśli od­ma­wiasz so­bie wszys­tkiego, to tak jak­byś umarł za życia. "

''Każdy z nas ma swoją własną rzeczywistość albo nawet kilka i czasem trudno orzec, której należy się trzymać.'' 
Przeczytaj notkę pod Rozdziałem!

 Stałyśmy pod drzwiami domu Bednarków czekając aż ktoś otworzy drzwi. Jednak nic. Schodziłyśmy już po schodach kiedy w drzwiach pojawił się zaspany Konrad
- Kota nie ma myszy harcują - wyszeptała Zuza
- Uważasz siebie za kota - zaśmiałam się i przyjrzałam się Konradowi
Stał w samych spodenkach pół śpiąco. Gdyby nie to że przyszłyśmy tu w ważnej sprawie to bym się z niego pośmiała.
- Konrad kochanie gdzie masz swoją starszą kopię? - poczułam w okolicy żeber Zuzy łokcia - A to za co?
- Kochanie! Dobrze że Kamil tego nie słyszy
- Skoro od Ciebie nie słyszy takich słów to ktoś mu musi życie osłodzić - wytknęłam jej język, a ona tylko przewróciła oczami
Spojrzałam znowu na Konrada. Stał w takiej samej pozycji niczym posąg jakby nie słyszał pytania
- Konrad ogłuchłeś!?
- Ciszej kobieto! Kamila nie ma. Zmył się gdzieś rano chyba do radia pojechał ten no wywiad dawać czy jak to tam się zwie - wymamrotał
- udzielać jak już - przewróciłam oczami - dobra chwila - weszłam do domu o zadzwoniłam do Kamila. Umówiłam się z nim że będę czekać w parku.
- Dobra Zuza ty zostajesz tu, a ja idę do parku
- Ale...
- Nie ma "ale" - przerwałam jej - Musicie sobie coś wyjaśnić chyba tak?Konrad ogarnij się trochę
Nie czekając na jakiekolwiek słowa z ich strony wyszłam z mieszkania i podążyłam do parku. Usiadłam na wolnej ławce i wpatrywałam się w fontannę.
- Przepraszam można? - koło mnie pojawił się starszy Pan
- Tak proszę - przesunęłam się na koniec ławki robiąc miejsce
- Czymś się pani martwi? - usłyszałam po chwili ciszy
- Aż tak to widać? - przyjrzałam się mu - Moja siostra przyrodnia ma raka zostało jej dwa miesiące życia. Potrzebuje pieniędzy ale nie wiem czy uda mi się zebrać
- Nie wolno tracić nadziei. Pamiętaj ona umiera ostatnia
- Tak, wiem. Ale czasem wydaje mi się że ja w ogóle nie mam jakiejkolwiek nadziei - czułam łzy zbierające się pod powiekami
- Nadzieja umiera ostatnia ale na niektóre sprawy jest już za późno - nagle wstał i odszedł. To miał być przesąd? Czy zwykłe wypowiedziane zdanie? W oddali zobaczyłam dobrze znaną mi sylwetkę. Odrzuciłam dotychczasowe myśli i wstałam z uśmiechem z ławki. Podbiegłam do Kamila i się przytuliłam
- Chcę takie powitania codziennie - mocno mnie przytulił
- Kocham Cię - wyszeptałam i go czule pocałowałam. Usiedliśmy na ławce
- To co to za sprawa do mnie hm? -spojrzał na mnie
- Mówiłam ci o Paulinie. To moja siostra przyrodnia. Ona ma raka i zostało jej nie wiele dni
- Tak, wiem. To przykre. Ale co ja mam z tym wspólnego? - nie rozumiał
- Mógłbyś jej dużo pomóc. Wystarczy że zrobisz parę koncertów charytatywnych - nagle wstał z ławki i zaczął niespokojnie się kręcić
- Nie mogę - przykucnął przy mnie
- Ale dlaczego? Wiem chodzi o pieniądze dla zespołu. Ja zapłacę wam tylko zróbcie te koncerty - spojrzałam mu w oczy
- Julka tu nie chodzi o pieniądze - podniósł się zdenerwowany - Czemu ci tak na tym zależy?
- Jest młoda ma całe życie przed sobą. Jak każdy ma plany i marzenia. Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć?
Kamil nic nie odpowiedział tylko patrzył w ziemie jakby tam miał odpowiedź. Wyjęłam z torebki dzwoniący telefon i odebrałam
- Słucham...co się stało?...ale przecież jak wychodziłam to było wszystko dobrze...tak zaraz będę - rozłączyłam się i wstałam z ławki
- Gdzie idziesz? - przede mną staną Kamil
- Przepuść mnie spieszę się do szpitala!
- Podwiozę cię - zaproponował
- Dziękuje nie trzeba. Wracaj do domu i sprawdź czy młodzi się nie pozabijali i powiedz Zuzi że pojechałam do szpitala. - pocałowałam go przelotnie w policzek i szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia z parku. W 20 minut dojechałam taksówką do szpitala. Zapłaciłam i wbiegłam do budynku. Na korytarzu przed salą spotkałam zapłakaną mamę i dwóch chłopaków. Jeden z nich na oko 19 lat, a drugi 16-17 lat. Podbiegłam do mamy i przykucnęłam
- Co z nią? Co się stało?
- Miała nagłe zatrzymanie akcji serca - odezwał się najstarszy chłopak
- Zatrzymanie akcji serca? Ma to coś wspólnego z rakiem? Przecież wszystko było dobrze jak odchodziłam
- Jak poszłyście ona położyła się spać chciała aby obudzić ją jak przyjdziecie. Jej ojciec wyszedł do pracy i siedziałam sama gdy nagle aparatura zaczęła piszczeć. Wystraszyłam się i zawołałam lekarza, wtedy właśnie przyjechali chłopcy. Wyproszono nas z sali i powiedzieli że to było zatrzymanie akcji serca - wytłumaczyła mi mama i schowała głowę w dłonie. Przytuliłam ją i spojrzałam na chłopaków.
- Jestem Oskar - przedstawił się najstarszy - to jest mój brat Damian - wskazał na młodszego
- Julia
- Ładnie imię - odezwał się Oskar
- Dziękuje Twoje też - lekko się uśmiechnęłam do niego. Z sali Pauliny wyszedł lekarz. Podeszliśmy wszyscy do niego
- Co z nią ? - odezwał się Damian
- Mogę informację udzielać tylko rodzinie. Na chwilę obecną mogę oznajmić że żyje. Poproszę Panie do gabinetu - zwrócił się do mnie i mamy.
- Mamo ty idź ja zostanę z chłopakami - skinęła tylko głową i poszła za lekarzem
- Jesteś jej siostrą? Nigdy Cię u niej nie widziałem - spojrzał na mnie Damian
- Tylko przyrodnią. Nie widziałeś mnie do od paru miesięcy mieszkam tutaj z rodzoną siostrą. A wy kim jesteście dla Pauliny? - spojrzałam na nich
- Ja jestem jej przyjacielem - oznajmił Damian, spojrzałam na Oskara
- Na mnie nie patrz ja tu tylko jestem kierowcą - uniósł ręce w geście obronnym i usiadł koło mnie
- Przyjaciele tak to się teraz nazywa - szepnął mi na ucho i się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i się mu przyjrzałam. Miał niebieskie jak błękit oczy, blond włosy i aparat na zębach. Zawsze miałam słabość do chłopaków z aparatami. Ale stop! Mam przecież Kamila! Odwróciłam wzrok i patrzyłam w płytki.



---------
Jestem z kolejnym rozdziałem chodź i tak pewnie niewiele osób na niego czeka!
Pomału zbliżamy się ku końcowi.
Jeśli ktoś z was ma pomysł na koniec niech się odzywa na asku lub GG, a jak nie to będziecie musiały zaakceptować mój pomysł który jest trochę inny niż na każdym blogu :)
Liczę na komentarze i liczne wyświetlenia.
Odwiedźcie zakładkę " Bohaterowie" bo pojawią się dwie nowe osoby.
I zapraszam na mojego drugiego bloga! :)