piątek, 30 stycznia 2015

Nowy Blog :)

Witam to znowu ja :D
Chciałam dodać wam adres nowego bloga. Oczywiście nie zmuszam aby tam wchodzić, jeśli jesteście ciekawe mojej nowej historii to zapraszam. Już mogę zdradzić że będzie to o szczypiornistach.
Jak na razie są tylko bohaterowie ale już jutro powinien pojawić się rozdział.
Według mnie będzie ciekawie ale to zostawiam wam do oceny.
Zapraszam :)
http://walczy-sie-do-konca.blogspot.com/

Rozdział 69 " Bez wesołych oczu, uśmiech nie jest nic warty" :)

 " Rozpocznij tam, gdzie jesteś, 
Wykorzystaj to, co masz,
Zrób to, co możesz! "



Początek roku był dla nas ciężki. Choroba Kuby na początku stycznia, ślub i chrzest. Mimo wszystko daliśmy rade i już na początku maja, a dokładnie 15 maja powiedzieliśmy sobie z Kamilem oficjalnie Tak. Wraz ze ślubem odbył się chrzest Kuby. Po całej ceremonii wysłuchaliśmy życzeń. Pojechaliśmy z rodziną i znajomymi na sale i bawiliśmy się do samego rana. Chłopcy z zespołu przygotowali nam wspaniałą niespodziankę. Skleili film z naszymi zdjęciami przez całe 2 lata oraz przygotowali piosenkę. Przepiękny prezent. O 12 w nocy poszczaliśmy lampiony. Zdjęcia robił nam Marcin, mąż Jowity. Kamil wyglądał przepięknie w garniturze, tak elegancko, ja miałam na sobie piękną śnieżnobiałą suknie. W podróż poślubną pojechaliśmy do Hiszpanii. Spędziliśmy cudowny tydzień na słonecznej plaży tylko we dwoje. Kuba został z dziadkami. Niedługo po nas ślub wzięli Przemek i Kornelia. Czyli impreza za imprezą. Wszystko było idealnie. Takiego życia można było sobie wymarzyć. Pierwsze 6 miesięcy pracowałam w kawiarni o której wspomniałam wcześniej. Nie ukrywam że znajomość hiszpańskiego dała mi dużego plusa. Lecz niedługo popracowałam ponieważ Kamil zamierzał spełnić marzenia syna o rodzeństwie i za 4 miesiące spodziewamy się kolejnego maleństwa tym razem córka. Kamil stwierdził że teraz ja mam wybrać imię tak więc będzie Marysia. Również Kornelia i Przemek doczekali się kolejnego synka - Paweł. Słodki chłopczyk podobny strasznie do Przemka. Tak nam życie mija. Głównie wylegujemy się z Kornelia na kanapie. Czasem jak Kornelia ma zamiar pośpiewać z Kamilem to ja opiekuje się Pawełkiem. Oczywiście zawsze możemy liczyć na pomoc ze strony rodziców Kamila czy rodzeństwa. Tak samo jak oni mogą liczyć na naszą pomoc. Zuza w tym roku kończy szkołę, w styczniu miała studniówkę na którą oczywiście poszła z Konradem, a już 100 dni później pisała maturę. Wszyscy siedzieliśmy w domu i czekaliśmy aż wróci i zda nam relację, a w piątek czyli w dzień kiedy miała ostatni test ustny z języka obcego wszyscy zebraliśmy się pod szkołą czyli ja, Kamil, Konrad, Kornelia, Przemek, Szymon, Kuba i Pawełek. Wyszła i z uśmiechem do nas podeszła.
- Zdałam - krzyknęła
Konrad z radości zaczął się z nią kręcić po placu, zaczęliśmy się śmiać, złożyliśmy jej gratulację i jak przystało tak trzeba było oblać maturę. Dzieciaków podrzuciliśmy Jowicie która sama zaoferowała pomoc i zabraliśmy Zuzę do klubu. Alkohol lał się tylko niestety ja oczywiście nie mogłam pić oraz Kornelia oszczędziła alkoholu ponieważ nie chciała zostawić mnie samej, tak dla otuchy żebym sama nie siedziała z sokiem. Około godziny 2 zadzwoniliśmy po taksówkę, wpakowaliśmy Przemka, Kamila, Konrada i Zuzę do taksówki, podaliśmy adres i pojechali, a ja z Kornelią zamówiłyśmy drugą taksówkę i pojechałyśmy po nasze dzieci. Co prawda dzieciaki już spały ale nie chciałyśmy zostawić Jowity z nimi wszystkimi. Pawełka przeniosłyśmy do nosidełka, Szymek z racji że jak go przenosiłam to się obudził także ten pan zszedł na dół o własnych nogach. Zabrałam od Korneli nosidełko i wzięłam za rączkę Szymka ponieważ ja nie mogę bardzo dźwigać więc Kornelia zabrała mojego śpiącego synka. Taksówką wcześniej zamówioną pojechaliśmy do mojego domu. Zapłaciłam za kurs i wygramoliłyśmy się z pojazdu. Wchodząc do domu dało się usłyszeć rozmowę. Uciszyliśmy ich głośną wymianę zdań i zaniosłyśmy dzieci na górę. Przebrałam Kubę w piżamkę i położyłam do łóżeczka. Szymek z rodzicami i bratem spał w gościnnym, a Konrad z Zuzą na kanapie w salonie. Tak więc zakończył się nas dzisiejszy dzień.


------------
Tym właśnie rozdziałem kończę moje opowiadanie o Kamilu Bednarku.
Były ciekawe jak i nie zbyt rozdziały ale mam nadzieję że wam się podobało i pozostaniecie ze mną dalej bo już niebawem kolejne opowiadanie się szykuje. Dziś spróbuje stworzyć blog i dodać bohaterów. Zaskoczę was tym razem obrałam kierunek Sport :) Chciałabym sprawdzić się w tym opowiadaniu oraz zapraszam na zaglądanie na Nadię czyli (http://milosc-tylko-ona-daje-nam-szczescie.blogspot.com/ ) tam jeszcze nadal kręci się historia .
Podsumowanie :
Założenie : 26.12.2013 czyli jesteśmy tu już Rok i miesiąc.
Wyświetleń : 29229
Rozdziałów : 68
Komentarzy : 173

DZIĘKUJE ZA OBECNOŚĆ, ZA KAŻDY KOMENTARZ BO TO MOTYWUJE NAPRAWDĘ ( nawet te w których pisaliście że coś się wam nie podoba :) ) ZA WYŚWIETLENIA ORAZ OCZYWIŚCIE ZA WEJŚCIA I CZYTANIE MOICH WYPOCIN. Bez was nie osiągnęłabym tego i zapewne skończyłabym pisać jeszcze zanim bym zaczęła :D
JESTEŚCIE CUDOWNE ♥

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział dedykowany Oli :)





Nowy rok rozpoczęliśmy z chorobą. Kamil będąc wczoraj pod wpływem procentów wyszedł na dwór bez kurtki w samej koszulce, przeziębił się i niestety musiał spędzić 1 stycznia w łóżku. Kornelia zabrała Kubę do Siebie, żeby Kamil go nie zaraził. Gdy się przebudziłam, Kamil był przytulony do mnie, strasznie rozpalony. Zeszłam na dół po termometr, kazałam zmierzyć mu temperaturę, a sama ponownie zeszłam na dół i zrobiłam mu herbatę z cytryną i miodem. Przygotowałam leki, zrobiłam naleśniki i zaniosłam mu to wszystko na tacy do sypialni.
- Ale kochanie nie trzeba - odparł widząc mnie w drzwiach z tacą
- Nie dyskutuj
- No dobrze - zrezygnował z kłócenia się i wziął się za jedzenie śniadania
Ja wzięłam ubrania i poszłam do łazienki wziąć prysznic i się przebrać. Gdy wróciłam niestety nie zastałam Kamila w sypialni
- Kamil! - krzyknęłam - gdzie jesteś?
- W salonie - odkrzyknął
Zeszłam szybko na dół, siedział sobie wygodnie na kanapie i oglądał telewizję
- Czy ty nie możesz choć raz wysiedzieć w sypialni pod kołdrą!? - stanęłam obok kanapy
- Czemu kobieto dramatyzujesz? Na górze nie mamy telewizora i to był ten błąd którego nie zauważyłem podczas remontowania mieszkania, więc przeniosłem się na dół bo jest mi tu lepiej i ciekawiej niż patrzeć na cztery ściany w kolorze biało - czarnym - spojrzał na mnie
- Sam te kolory wybrałeś więc czemu narzekasz? Faceci - wzniosłam ręce do góry i podreptałam do kuchni
- Ej nie narzekaj na facetów bo was zrozumieć jest trudniej - odparł
- No chyba raczej nie, macie zmniejszone móżdżki do których nie dostaliśmy instrukcji - usiadłam w fotelu obok niego i oglądałam film
- A czemu Kuba jest u Korneli? - ten zapłon
- Bo jego nieodpowiedzialny tatuś biegał wczoraj po dworze w samej koszulce i nie chcę żeby był chory - spokojnie mu wytłumaczyłam
Koło 12 poszedł się ubrać w razie jakby jakieś goście mieli zamiar wpaść. Więc pewnie mój jakże inteligentny narzeczony zaprosił kogoś tylko nie miał czasu mi tego powiedzieć, a teraz wykręca się intuicją. W ogóle oni mają coś takiego? Istnieje u mężczyzn intuicja? Jak się później okazało wizytę sprawili nam rodzice Kamila.
- I że niby ta intuicja ? - spojrzałam na Kamila
- Poznałem po zapachu że jedzie coś do mnie dobrego - z uśmiechem przywitał się z rodzicami i odebrał kosz pełen jedzenia
- Tak jasne wyczułeś przez jakieś 150 km zapach? Wiem że jesteś chory ale nie wiedziałam że aż tak - przywitałam się z rodzicami Kamila
- Było się zastanowić kogo sobie brałaś - zaśmiał się jego tata
- No wie pan jakbym wcześniej wiedziała to ten rok temu zastanowiłabym się bardzo dobrze
Wszyscy siedzieliśmy w salonie, niedługo potem przyjechała Kornelia. Przytuliłam się do mojego synka, nakarmiłam go i położyłam do łóżeczka. Kamil nagle gdzieś znikł, a po chwili wrócił nucąc piosenkę. Rozumiem gdyby to była jakaś jego czy kogoś innego z reggae ale disco polo!? Nie wierzę w ludzi.
- Czy te leki działają na Ciebie odwrotnie? - spojrzałam na niego
- Nie wiem, skąd mam wiedzieć co mi podałaś. Może narkotyki ? - spojrzał na mnie
- Trutkę na szczury - odparłam z ironią
- Chyba za duży jestem jak na szczura - przejrzał się w lustrze
- Siądź sobie bo mnie coś trafi zaraz - odparłam, a wszyscy zaczęli się śmiać.
No tak cały Kamil. Powaga u niego to wielki znak zapytania. Bo po co być poważnym skoro można robić z siebie idiotę i zachowywać się jak klaun. Gdy później dołączyli do nas Zuza i Konrad, wiadome było że bracia nie usiedzą spokojnie. Zaczęli we dwóch coś odwalać. Najpierw grali w jakąś strzelaninę, później w karty, a na końcu zaczęli się turlać po podłodze? No niech mi ktoś powie czy oni są normalni? Do swojej zabawy wciągnęli również Przemka.
- Dziewczyny ja się poważnie zastanawiam czy zamiast pod ołtarz to nie zaciągnąć go do psychiatry, jak myślicie? - spojrzała na nich Kornelia
- Myślisz że on coś tu pomoże? Przecież to ostatnie stadium upośledzenia, na co już żaden lekarz nie pomoże. Możesz leczyć ich na nogi ale na głowę już za późno. Przykro mi - położyłam rękę na jej ramieniu - musisz się z tym pogodzić
- Ale jak to możliwe że my takie w miarę opanowane, a on tak fiu fiu? - spojrzała na mnie Zuźka
- Może go podmienili i to wcale nie nasza krew?
Rodzice Kamila prawie pękali ze śmiechu, my w sumie nie byliśmy lepsze. Wyglądało jakbym płakała ale to tylko śmiech. Około godziny 19 rodzice Kamila jechali do domu, chcieliśmy żeby zostali ale uparli się że muszą wracać bo jutro do pracy i nie będzie im się chciało jechać z samego rana. Pożegnaliśmy ich i poprosiłam aby zadzwonili jak dojadą. Obiecali zadzwonić, zamknęłam jeszcze bramę po nich i wróciłam do domu. A tam w końcu po 2 godzin spokój. Chłopcy siedzieli na kanapie, Przemek trzymał na rękach śpiącego Szymona, Kamil i Konrad zafascynowani filmem więc zero reakcji, a dziewczyny rozmawiały na jakiś temat ale jak weszłam do ucichły.
- O czym gadałyście? - usiadłam obok
- Oj no wiesz. Takie tam nic ważnego - machnęła ręką Kornelia
- Dobra jak chcecie - odparłam i spojrzałam na chłopaków
- No dobra. Co robisz za dwa tygodnie ? - spytała Kornelia
- Zapewne siedzę w domu i wychowuje mojego syna, a co ? - spojrzałam na nią
- A pójdziesz gdzieś ze mną?
- Zależy gdzie ?
- Na zakupy i do schroniska - odparła
- Na zakupy ok, ale po co do schroniska!? - tym mnie zaskoczyła
- Szymek z Przemkiem chcą psa. Taki tam mały prezent na nowy rok - zaśmiała się
- I mam ci pomóc w wyborze psa? - spojrzałam na nią z całkiem dziwną miną
- Mniej więcej - Zuźka nie wytrzymała i wybuchła śmiechem
- Niech będzie - machnęłam ręką
Wraz z dziewczynami i dziećmi poszłyśmy na górę spać, a chłopaków zostawiliśmy na dole. Chcieli oglądać telewizję to niech oglądają. Ciekawe gdzie później się położą. Ja z Kornelią, Kubą i Szymkiem spaliśmy na łóżku bo było dość duże, a Zuzka na materacu.

--------------
Troszkę krótki, ale podczas choroby nie myślę :P
Taka informacja dla Was może smutna, ale ci co zaglądają tu często to wiedzą że już rozdziały są dodawane rzadziej, niestety ale historia Kamila i Julki pomału dobiega końca.
Ale spokojnie mam plany na nowe opowiadanie, ale najpierw muszę jedna dokończyć i pomyśleć dokładnie na jaki temat, bohaterów i te sprawy.
Myślę że za jakieś 3-4 rozdziały to Opowiadanie się skończy,
Przepraszam ale nie mam już co opisywać.
Miłego czytania :)

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 67 " Wszystko przyjdzie z czasem. Trzeba tylko umieć cierpliwie czekać.. "

 "Wolę jedno życie z Tobą,
 niż samotność przez wszystkie ery tego świata"


Gdy tylko wstałam rano i spojrzałam za okno uśmiechnęłam się. Lubiłam zimę, a gdy świeciło słoneczko to jeszcze bardziej. Miałam ochotę pójść na spacer więc od razu po śniadaniu wyszłam z Kubusiem, a Kamil był w studiu, jeszcze dopóki nie nagrają płyty będzie tam jeździł, a każdą kolejną już u nas w domu. Ubrałam ciepło Kubę, włożyłam go do wózka i poszliśmy. Chodziliśmy po parku, a na koniec wędrówki zaszliśmy do kawiarni. Postanowiłam wypić kawę ale nie ukrywam że również było troszkę ciepło. Zadzwoniłam po Kornelię żeby przyszła z Szymkiem. Usiadłam na kanapie i czekałam na ich przyjście. Gdy się pojawiła poszłam zamówić nam kawę i ciastko, a ona siedziała z chłopakami.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się
- Witam, co podać? - za barem stała młoda barmanka
- Poproszę dwie kawy, sok pomarańczowy i 3 kawałki szarlotki.
- Dobrze do zapłaty 15 złoty.
- Proszę - podałam jej banknot i czekałam na resztę.
Usiadłam na krzesełku przy barze i czekałam na swoje zamówienie. W tym samym momencie do środka weszły dwie dziewczyny po mowie poznałam że z Hiszpanii. Znałam ich język ponieważ parę lat temu się go uczyłam bo zawsze chciałam wyjechać do Hiszpanii ale później pojawił się Kamil, teraz Kuba i plany odeszły w zapomnienie. Wcale tego nie żałuje bo jestem bardzo szczęśliwa.
- Buenos Dias ( tzn. Dzień dobry ) - podeszła na lady dziewczyna.
Dziewczyna za barem była zdezorientowana i chyba nie znała języka bo powitała ich po angielsku tylko problem pojawił się w tym że Angielski też jej słabo szedł i nie mogła się dogadać.
- Que dan? ( tzn, co podać?) - zwróciłam się do dziewczyny
- Qué recomienda usted ?( co pani poleca? ) - spojrzała na mnie
- hm..café y tarta de queso ( kawę i sernik ) - uśmiechnęłam się
- Con mucho gusto, haga doble por favor ( chętnie, poproszę podwójnie )
- siéntese, por favor ( proszę usiąść)
- zamówiła kawę i sernik dwa razy - odparłam z uśmiechem do dziewczyny
- bardzo ci Dziękuje za pomoc, gdyby nie ty nie dogadałabym się, to twoje zamówienie - podała mi tacę z moim zamówieniem
Zaniosłam do naszego stolika. Szymek bawił się samochodem, Kuba oglądał co dzieje się dookoła, a Korni rozmawiała przez telefon. Usiadłam na swoim miejscu i spojrzałam w stronę baru, zauważyłam ze dziewczyna ma problem więc ponownie podeszłam do baru
- pomoc ?
- jak możesz, nie umiem hiszpańskiego - zaśmiała się
- jasne - wzięłam tacę z zamówieniem i poszłam w stronę Hiszpanów
- Por Favor y que aproveche. Usted tiene gue pagar 10 euro ( proszę i smacznego. Trzeba zapłacić 10 euro ) - uśmiechnęłam się
- Gracias ( Dziękuje) - odparła dziewczyna
Z uśmiechem odeszłam od stolika, oddałam tacę z banknotem barmance i wróciłam do stolika. Korni patrzyła na mnie z zaciekawieniem
- co tak patrzysz ? - usiadłam
- od kiedy ty tak biegle gadasz po Hiszpańsku?
- kiedyś tam się uczyłam - machnęłam ręką - to co wypijemy kawę i do mnie ? - przytaknęła głową
Wypiliśmy kawę i ruszyliśmy do mnie. Gdy z uśmiechami wchodziliśmy do mieszkania Kamil już na nas czekał z obiadem. Trochę się zdziwiłam ze on w domu i nawet obiad zrobił
- kochanie o której Ty wróciłeś do domu że obiad zdążyłeś zrobić ?
- a to ja ci nie mówiłem ze dziś wcześniej wrócę ? - podrapał się po głowie
- Nie - zaśmiałam się
- ups. No ale cóż siadajcie - zajęliśmy miejsca przy stole.
Podczas obiadu Korni oczywiście musiała pochwalić się bratu o tym ze rozmawiałam z Hiszpanami. Kamil też się zdziwił ale nie wypytywał o szczegóły. Późnym popołudniem przyjechał Przemek i zabrał do domu Kornelie i Szymka. Usiadłam w salonie z Kamilem i Kuba
- Co robimy z Sylwestrem ? Zostały 2 dni a my nawet nic na ten temat nie gadaliśmy - odparłam
- Możemy zrobić u nas. Bo u Zuzy nie ma bardzo miejsca, a u Przemka tym bardziej - uśmiechnął się
- To ty dasz znać wszystkim, a ja zajmę się jedzeniem ?
- Mi pasuje - odparł   
I tak zaczęły się przygotowania. Ja chodziłam po sklepach z dziewczynami i przygotowywałam jedzenie, a chłopaki alkohol i petardy. Jak wiadomo chłopaki chcieli wypić i nawet nie mieliśmy nic przeciwko w końcu Sylwester trzeba opić rok który minął i przywitać ten który przyjdzie. Miałam jedynie nadzieję że Kamil nie wypije tak dużo i pomoże mi przy Kubie.

----------------------------
Heej :D
Jak tam Sylwek minął? :P
Według mnie to nie było to samo co kiedyś :)
Miłego czytania :*


piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 66 " Każda chwila z wami to szczęście, którego nie oddam nikomu! "


 " Przyjdź i przytul, a zaliczę dzień do udanych"


Na drugi dzień wybraliśmy się z Kamilem i Kornelią oraz dziećmi na spacer. Szliśmy sobie i rozmawialiśmy. Kamil prowadził wózek z Kubą, a ja ganiałam Szymka. Kiedy przechodziliśmy koło dwóch chłopaków Kamil na chwilę się zatrzymał. Ja w tym czasie byłam troszkę dalej od niego bo rzucałam się śnieżkami z Szymkiem. Złapałam go za rączkę i podeszliśmy do nich.
- Hej - uśmiechnęłam się do nich
- Cześć, Marcin - podał mi rękę jeden z chłopaków
- Julka
- Natan - odparł drugi chłopak
- Julka to moi staży kumple - odparł Kamil
- Miło poznać - dodałam i spojrzałam na Kubę, spał
- To gdzie kroczycie? - zapytał Natan
- Przed siebie - odparłam - dotlenić się i zrzucić kalorię
- Możemy się przyłączyć? - spytał Marcin
- Czemu nie - zaśmiała się Kornelia
Wszyscy ruszyliśmy dalej. Chłopaki opowiadali nam wszystkie wyczyny ich ze szkoły. Nie przypuszczałabym że Kamil był takim łobuzem.
- Nigdy się nie chwaliłeś że taki z Ciebie łobuz - spojrzałam na Kamila
- Nie ma czym - odparł z uśmiechem
- No no ale też się kumplom nie pochwaliłeś że masz syna
- Bo syn ma dopiero parę dni - odparłam
- Mimo to !
Z uśmiechem wróciliśmy do domu. Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę do domu. Gdy tylko przekroczyłam prób domu odetchnęłam, fajnie było u rodziców Kamila ale jednak swój dom to co innego. Rozebrałam Kubę i poszłam wstawić wodę. Kamil usypiał Kubę, a ja zrobiłam herbatę.
- Nigdy nie wspominałeś o chłopakach - usiadłam na kanapie
- Bo nie był o czym - uśmiechnął się
- Jak nie ma ? To twoi kumple. Już nie trzymasz z nimi? - spojrzałam na niego
- Julka - przytulił mnie - teraz mam zespół, was i nie mam czasu na stare znajomości, a po za tym raczej wolałabyś żebym nie trzymał z nimi jak dawniej - odparł
- Niby dlaczego? - ciągnęłam
- Bo oni jarają - odparł
Zamilkłam. Nie miałam więcej pytań i dobrze Kamil stwierdził. Dobrze że z nimi już nie trzyma. Wieczorem umyłam Kubę, przebrałam w piżamkę i położyłam do łóżka. Zostawiłam Kubę z Kamilem, a sama poszłam wziąć gorącą kąpiel. Brakowało mi tego od paru dni. Poleżeć bez zmartwień w gorącej wodzie. Gdy woda zrobiła się chłodna wyszłam, wytarłam się do sucha i ubrałam bieliznę i koszulkę Kamila. Podreptałam z winem i dwoma kieliszkami do sypialni w której leżał Kamil.
- Kochanie masz ochotę na winko ? - spytałam wchodząc na łóżko
- Z Tobą zawsze - odebrał ode mnie wino i otworzył
- Jak fajnie jest poleżeć w spokoju - odparłam
- Radziłbym nie mówić tego głośno bo może to zaraz wszystko się posypać - zaśmiał się
Oparłam się głową o tors Kamila i zamknęłam oczy. Nagle poczułam usta Kamila na swoich ramionach. Odchyliłam lekko głowę i natychmiast z ramion przeniósł się na szyję. Było tak cudownie ale oczywiście nie kto inny jak nasz syn wszystko popsuł. Odstawiłam kieliszek z winem na szafkę i go wzięłam na ręce. Położyłam go pomiędzy nami i zasnęliśmy.
Rano czekała na mnie miła pobudka. Śniadanie do łóżka przygotowane przez Kamila. Po śniadaniu ogarnęłam się, ubrałam Kubę i pojechaliśmy złożyć wizytę Zuzi i Konradowi. Bez problemu dostaliśmy się do mieszkania ponieważ nie oddałam im kluczy bo jak nie patrzeć do mój dom nie żebym zamierzała robić im kontrolę czy coś ale czasem może być potrzebny. Gdy zorientowaliśmy się że młodzi jeszcze śpią postanowiliśmy zrobić im niespodziankę. Kamil po cichu zajmował się Kubą aby nie płakał i ich nie obudził, a ja przygotowałam śniadanie. Ustawiliśmy wszystko na stole i podreptałam do ich pokoju. Po cichu weszłam i gdy zobaczyłam ich takich słodkich, przytulonych do siebie nie miałam serca ich budzić ale śniadanie by wystygło
- Ej koniec spania, wstawać! - rzuciłam się na nich
- Szwagierka daj spać - wymamrotał Konrad
- Szwagier nie dam ci spać, wstajemy - krzyknęłam
- I co się drzesz wariatko - położyła się na mnie Zuza i dalej poszła spać
Wspólnymi siłami zrzuciliśmy Konrada z łóżka. Oburzony ubrał się i poszedł do Kamila, a ja z Zuzą przykryłyśmy się kołdrą i jak za starych dobrych czasów Zuza leżała na mnie i spała.
- Zuzol wstajemy! - zaśmiałam się
- Jeszcze raz powiesz Zuzol a pożałujesz - wymruczała z zamkniętymi oczami
- No weeź. Nie ma spania i zejdź ze mnie bo jesteś za ciężka
- Było mi nie dawać tyle jeść - odparła z uśmiechem
W końcu zeszła ze mnie, ubrała się i wyszliśmy. Zjedli co prawda na pół zimne śniadanie. Zrobiliśmy herbatę i zanieśliśmy do salonu.
- Jesteście bez serca takiego biednego Kondzia z łóżka wypchać! - wypominał Konrad
- Oj Kondziu. Ale patrz przez chwilę miałeś takie dwie piękne kobiety koło siebie - zaśmiałyśmy się
- Dobrze powiedziane przez chwilę - odparł
Przez resztę dnia śmialiśmy się cały czas. Pod wieczór wróciliśmy i niemalże natychmiast poszliśmy spać.


-------------
Taki jakiś dziwny :/
Życzę miłego czytania i mam nadzieję że chodź w połowie się podoba :)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 65 " Nigdy nie pozwól odejść marzeniom. Zatrzymaj je! "

 " Najważniejsza rzecz w życiu to rodzina. 
Najpierw ta w której się urodziłeś, 
A później ta, którą sam stworzyłeś "



Od rana wszystko robiliśmy w biegu. Szybkie śniadanie, pakowanie i ubieranie się. O 10 podjechali pod dom Przemek z Kornelia, Zuza, Konradem i Szymkiem. Kamil zaniósł małego do samochodu. Ja szybko wróciłam na górę po prezenty i spakowałam je do torby.
- już wszystko ? - wszedł do pokoju
- tak, proszę - podałam mu torbę
- spakowałaś prezenty ?
- tak przed chwilą - uśmiechnęłam się z
zeszłam na dół, założyłam kurtkę, buty, zabrałam torebkę i wyszłam. Przywitałam się z resztą i wsiadłam do samochodu.
- przypiąłeś fotelik Kubusia ? - spojrzałam na synka
- tak
 - a wózek spakowałeś ?
- Julka proszę cię - zaśmiał się - zapewniam Cię że wykonałem wszystkie Twoje zadania
 - Kamil nie śmiej się, po prostu martwię się o naszego synka - spojrzałam na niego
- dobrze, nie denerwuj się - splótł nasze dłonie
- nie denerwuje się tylko boję - spojrzałam w bok
- no ale czego ? - spojrzał na mnie - przecież znasz moich rodziców, rozmawiałaś już z nimi, dziadków też znasz więc o co chodzi?
- tak znam ich, rozmawiałam ale to będzie pierwsza wigilia z Twoja rodzina i Kuba i mam jakieś złe przeczucia
- i z twoja - dodał ciszej
- No , Zuzą - uśmiechnęłam się
- Julka bo wczoraj wieczorem kiedy myłaś małego zadzwoniła mama i oznajmiła że zaprosiła na święta Twoją mamę - niepewnie na mnie spojrzał
- Zajebiście! - wkurzyłam się
Po śmierci Pauliny nie odzywała się do mnie. Chciała tylko żebym im pomogła. A teraz przy stole mam udawać że jestem szczęśliwa że spędzę święta z nią? Nie. Na pewno tak nie będzie.
- Wiem że Ci się to nie podoba, mi też nie bo wiem że będziesz zła ale to też Twoja mama.
- Kamil tak mama się nie zachowuje. Od 5 lat mnie olewała, a kiedy córeczka jej partnera zachorowała to nagle sobie przypomniała o nas tylko po to żeby im pomóc, a kiedy zrobiłam co mogłam już mnie nie znają. Nie będę Twojej rodzinie psuć świąt więc nie zamierzam robić jej wyrzutów dziś - uśmiechnęłam się i spojrzałam na Kubę które sobie spał
- Jesteś jej częścią - posłał mi uśmiech
Po 2 godzinach dojechaliśmy do rodzinnego domu Kamila. Wjeżdżając w bramę zauważyłam samochód mojej mamy. Z jednej strony nienawidziłam jej za wszystko co mnie spotkało, a z drugiej strony kocham ją bo to w końcu moja mama
- Kamil ale ja nie mam dla nich prezentu
- Ja mam. Będzie tylko Twoja mama, wczoraj wieczorem pojechałem i kupiłem - pocałował mnie
Odpięłam nosidełko Kuby i go wyjęłam. Kamil zabrał wózek, przenośne łóżeczko i torbę.
Zanim zdążyliśmy się zebrać na werandę już wyszła mama Kamila. Stanęłam bliżej Kamila i lekko się uśmiechnęłam
- No chodźcie szybciutko. Każdy na was czeka
- Idziemy mamo! - krzyknął Kamil i spojrzał na mnie - a ty się nie bój, jestem przy Tobie - pocałował mnie
Całą grupą weszliśmy do domu. Zostawiliśmy kurtki i udaliśmy się do salonu gdzie byli dosłownie wszyscy. Przywitaliśmy się z każdym i reszta zajęła miejsca, a ja podeszłam do Kuby. W koło mnie znalazła się moja i Kamila mama oraz babcia Kamila
- Jaki on słodki - uśmiechnęła się mama Kamila
- W końcu nasza krew Eluniu. Musi być słodki po takich rodzicach - puściła mi oczko
O 16 wraz z Kornelią i Zuzą zanieśliśmy na górę wszystkie nasze rzeczy, a Kamil z babcią zabawiali Kubę. Pomogliśmy jeszcze z potrawami i wróciliśmy do salonu. Konrad z tatą zapalili świeczki. W tle puścili kolędy. W pokoju zrobiło się nastrojowo. Delikatne, migotliwe światło kładło cienie na twarze skupionych stołu. Półmiski z potrawami wyglądały zupełnie inaczej, połyskiwały w dziwnym świetle. Choinka radośnie migotała w oknie. Przesunęłam wzrokiem po twarzach rodziców i dziadków. Skupienie na rozmowach, jacyś inni niż zazwyczaj. Nawet Szymek był jakiś odmieniony. Zazwyczaj zagadywał ludzi że mieli go dosyć, a teraz siedział grzecznie na kolanach Korneli i się do niej przytulał. Rodzice Kamila tak samo jak dziadkowie nie mieli nic przeciwko ich związku i wręcz zachwycali się Szymkiem i Kubą. Twierdzili że Przemek po takich przejściach doceni obecność Korneli i jej nie zrani. Czekając na pierwszą gwiazdkę usiadłam pomiędzy Przemkiem, a Kamilem który trzymał na kolanach Kubę.
- Chyba nie jest aż tak źle? - wyszeptał do ucha Kamil
- Nie - uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego ramieniu
-Jak tam u was? - spytała moja mama
- Dziękujemy wszystko dobrze - odparł Kamil
- Nasz prawnuczek nie rozrabia? - zaśmiał się dziadek
- Jeszcze nie - zaczęliśmy się śmiać - a co u Ciebie mamo? - spojrzałam na nią, patrzyła na mnie zszokowana ze łzami w oczach
- Dobrze - uśmiechnęła się
Kiedy wszyscy zebrali się przy stole Kornelia z Przemkiem wstali.
- Słuchajcie bo my mamy wam coś do powiedzenia - zaczęła Kornelia i spojrzała na Przemka
- Podczas naszego wspólnego wyjazdu w wakacje rozmawialiśmy dużo o naszym związku i wspólnej przyszłości dlatego w tym momencie chciałbym prosić państwa - spojrzał na rodziców Korneli - o rękę waszej córki.
Spojrzałam na mamę Kamila z oczu leciały jej łzy. Do Przemka podszedł tata Korneli, podał mu rękę
- Od nas macie pełne błogosławieństwo
- Dziękuje - uśmiechnął się i przytulił Kornelię.
Wszyscy bili im brawa, Kornelia przytuliła też Szymka. Z uśmiechami składaliśmy sobie życzenia, łamiąc się opłatkiem oraz zasiedliśmy do stołu. Niestety mój synek nie dał mi długo posiedzieć przy stole. Zaczął płakać, musiałam pójść go przebrać, a gdy wróciłam do salonu nie chciało mu się spać, tylko spodobała mu się choinka i zaczął bawić się bombkami.
- Daj wezmę go, a ty idź coś zjedź - podszedł do mnie Konrad
- Dzięki Kondziu - z chęcią oddałam mu Kubę i wróciłam do stołu.
Kamil zawzięcie dyskutował z dziadkiem dlatego jego mama korzystając z okazji nachyliła się do mnie
- Dziewczyno jak ty to zrobiłaś że moi chłopcy stali się tak odpowiedzialni?
- Wie pani chyba jakieś uczucia w nich obudziłam - zaśmiałam się
- Mogę cię prosić o dwie rzeczy? - spojrzała na mnie
- Słucham?
- Po pierwsze proszę mów do mnie mamo albo Ela, a nie pani
- Dobrze, a druga?
- Dbaj tam o moich chłopców i Kornelkę. Wiem że ona ma idealnego chłopaka który o nią zadba, ale bardziej boję się o tego najmłodszego. Czasem strzeli mu coś do głowy, a Twoja siostra jest dla niego za dobra
- Obiecuje mamo - dziwnie mi było ale w końcu obiecałam- że zadbam o nich wszystkich, a jak któreś nie będzie się słuchać będę dzwonić - zaśmiałam się
- No i o to mi chodziło - uśmiechnęła się
- Co spiskujecie przeciwko mnie? - wtrącił się Kamil
- A co nie mogę mieć z twoją dziewczyną tajemnic? - odparła jego mama
- Z narzeczoną mamuś, narzeczoną - uśmiechnął się
- kiedy ty ta dorosłeś synu? - spojrzała na niego
- Od kiedy mam takie skarby przy sobie - pocałował mnie
Na noc mieliśmy zostać u rodziców Kamila więc o 12 prawie wszyscy poszli na pasterkę. Zostałam z Kamilem i Konradem oraz ich mamą bo źle się czuła no i wiadomo że z dziećmi bo oni już usypiali. Tak szczerze mówiąc to ja też byłam zmęczona ale Szymek obudził się koło 11 i bawił się samochodzikiem, a Kubie spodobała się zabawa z wujkiem więc Konrad był zmuszony bawić się z bratankiem.


--------
Taki rozdział troszkę świąteczny ;3
Noo ale poczułam już święta, czekam na nie cały czas *.*
Mam nadzieję że się podoba :)
Miłego czytania :P

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdzaił 64 " Kochaj do chwili, do której będziesz w stanie"

 " Szczęście nie polega na zdobywaniu tego, 
czego chcesz, ale na akceptowaniu tego, co już masz"





Tego dnia siedziałam sama z Kornelią i Szymonem w domu. I to był chyba ten dzień kiedy moje maleństwo chciało wyjść na świat. Skurczę zaczęły się koło 13 po południu. Dobrze że w domu był Konrad i Kornelia natychmiast wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Konrad łamał na drodze wszelkie przepisy jakie mógł. W szpitalu od razu zabrali mnie na salę porodową. Rodziłam 5 godzin. Polało się dużo łez i był ogromny ból ale było warto. Mój synek urodził się wieczorem. Kornelia do szpitala zwołała wszystkich możliwych. Był Kamil, Zuza, Jowita, nawet Marcin nie wiem skąd no i Kornelia. Konrad z Przemkiem siedzieli w domu z Mają i Szymkiem. Po porodzie pielęgniarka zajęła się Kubą, a ja zostałam przewieziona na salę. Od razu przyszli do mnie wszyscy. Gratulowali nam. Kamil był taki szczęśliwy że wyszedł z sali, a za chwilę wrócił z wielkim misiem i drugim małym dla Kuby.
- Wiesz że jesteś wariat? - pocałowałam go
- Już to kiedyś, gdzieś słyszałem - zaśmiał się
Po godzinie wszyscy się zbierali do domów. Ja nakarmiłam jeszcze Kubę bo przyniosła go pielęgniarka i poszłam spać. Po tygodniu byliśmy wolni. Mogliśmy wyjść do domu ponieważ nic się z maluszkiem nie działo. Odebrać ze szpitala miał nas Kamil.
- Gotowi? - spytał zaraz po wejściu do sali.
- Jeszcze aby go ubiorę. A czemu ty nie w studiu? - zapytałam ubierając małego.
- A bo muszę was odwieść do domu i z wami pobyć.
- Wcale że nie. Poradzimy sobie sami - uśmiechnęłam się
- Chcesz mnie wygonić z domu? - zmarszczył brwi
- Nie. Chcę żebyś w końcu nagrał tą płytę i był wolny od całego studia
Kamil nic mi nie odpowiedział tylko pocałował mnie w czoło. Zabrał torbę z naszymi rzeczami, a ja wzięłam nosidełko z Kubusiem. Na korytarzu spotkałam moją panią doktor. Pogratulowała nam synka i życzyła wszystkiego dobrego. Podziękowaliśmy jej i wyszliśmy. Dobrze że na dworze nie było żadnych dziennikarzy bo mogłam bez żadnych zmartwień pójść do samochodu nie martwiąc się że jakieś moje zdjęcie i Kuby trafią do gazety. Kamil zamiast zawieść nas do mojego starego domu, zawiózł nas do domu który od tej pory miał być naszym wspólnym. Weszłam z małym do środka i przywitał mnie przyjemny zapach (.................). Lubiłam go bo przypominał mi cudowne chwilę spędzone z Zuzą w dzieciństwie. Teraz ten dom wyglądał jeszcze ładniej niż wcześniej. Nie wiem czy wspominałam ale nasz dom był duży że spokojnie pomieściłby dwie rodziny. Na dole była kuchnia, łazienka, duży salon i dwa pokoje gościnne oraz specjalne studio dla Kamila w którym mógł spotykać się z całym zespołem i nagrywać nie przejmując się że będzie za głośno ponieważ wstawił dźwiękoszczelne drzwi i ściany były nieco grubsze zaś na górę prowadziły kręcone, drewniane schody. Tam mieściła się również łazienka, garderoba, sypialnia, pokój dla Kuby i jeszcze jeden nie wiem po co. Całe wnętrze domu bardzo mi się podobało choć na początku będzie mi się trudno przyzwyczaić do nowego miejsca. Położyłam małego w specjalnym, rozkładanym łóżeczku w salonie i podreptałam do kuchni. Tak jak myślałam Kamil nie zdążył zrobić zakupów więc wysłałam go do sklepu żeby kupił najpotrzebniejsze produkty żeby starczyło nam na obiad i kolację, a resztę zrobię ja jutro z Kornelią. Już rozmawiałam z Przemkiem oraz Zuzą i z chęcią zostaną z Kubą jutro, a ja na spokojnie pojadę z Kornelią na zakupy. Chociaż bałam się zostawić jak na razie małego z kimkolwiek no ale nie zabiorę go teraz na zakupy kiedy jest najbardziej podatny na choroby. I dobrze wiedziałam że na spokojnie nie zrobię zakupów bo będę się bała o małego. Niedługo później wrócił Kamil z zakupami. Zrobiłam jakiś szybki obiad i zjedliśmy.
- Kamil ja jutro pojadę na zakupy z Kornelią - uprzedziłam go
- A co z Kubą, ja jutro nie mogę zostać w domu
- Wiem, dlatego zostanie z nim Zuza i Przemek. Przemo ma doświadczenia z noworodkami więc nic Kubie nie będzie - uśmiechnęłam się
- No dobrze - pocałował mnie - Kocham cię
- Ja ciebie też - zaczął mnie całować kiedy usłyszałam płacz małego
- Czy teraz będzie tak zawsze?
- Obawiam się kochanie że tak - zaśmiałam się
Podreptałam do salonu, wyjęłam małego z łóżeczka. Nakarmiłam go i mały od razu zasnął.
Następnego dnia tak jak się umówiłam o godzinie 9 do drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłam, był to Przemek i Zuza. Jeszcze tylko nakarmiłam Kubę, założyłam kurtkę, zabrałam torebkę z pieniędzmi i wyszłam. Miałam na zakupy około 3 godziny zanim Kuba nie zgłodnieje ponownie. Muszę przyznać że noworodki strasznie dużo jedzą. Pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmy to był supermarket. Musiałam zakupić jedzenie bo u nas świeciły pustki. Obładowane torbami wyszliśmy ze sklepu po godzinie. Następnym naszym planem było odwiedzić galerię bo Kornelia musiała kupić sobie jakąś sukienkę bo na święta wszyscy jedziemy do rodziców rodzeństwa, a że chcą powiedzieć o ślubie cywilnym rodzicom to postanowiła że założy sukienkę. Ja w sumie też chciałam sobie kupić jakąś sukienkę taką na święta bo w mojej szafie były same na okazję takie jak wesela czy chrzciny. Zaszliśmy do pierwszego sklepu nic. W drugim podobała się Korneli jedna sukienka ale nie było rozmiaru. W końcu trzeci sklep. Tam znalazłyśmy coś dla nas. I na szczęście były rozmiary. Nareście będę mogła założyć szpilki. Dopiero teraz zorientowałam się że zostało dwa tygodnie do świąt. Ja kupiłam czarno - białą sukienkę, a Kornelia czarną. Jeszcze tylko musiałyśmy kupić jakieś prezenty. Ustaliłam z Kornelią że kupimy dla każdego coś. Chociaż nie my bo podsunęli nam ten pomysł bracia. Dla Kamila i Konrada kupiłam zegarek i zestaw perfum, skoro bracia to będą mieli to samo zresztą oni perfum używają tych samych i ubierają się podobnie więc tu nie widziałam problemu. Kamil czasem pożyczał Konradowi ubrania. Przemkowi Kornelia doradziła mi bym kupiła jakąś koszulkę. Tak więc poszłyśmy do sklepu z ubraniami, znalazłam jakąś koszulkę która powinna mu się spodobać. Dla Zuzy kupiłam bransoletkę, jej ulubione perfumy i sukienkę która jej się na pewno spodoba. Korneli kupiłam perfumy i zegarek o którym kilka dni temu ciągle nawijała ale nie mogła go znaleźć a ja poszperałam w internecie i go zamówiłam. Został mi jeszcze Szymek no i rodzice Kamila. Szymkowi kupiłam parę ubrań, buciki z Adidasa i samochód na pilota, no a rodzicom Kamila kupujemy wspólnie prezent bo niedługo będą obchodzić rocznicę ślubu. Wracając do domu byłyśmy zadowolone, a bagażnik był wypchany po brzegi. Niestety Przemek musiał pomóc nam to wnieść do domu. Kornelia nie miała gdzie zostawić prezentów bo bała się że w domu to zaraz ktoś podpatrzy, a że ja wiedziałam co ona kupowała, a ona wiedziała co ja kupowałam to schowałam jej prezenty u nas w pokoju gościnnym. Stała tam szafa więc wsadziliśmy tam wszystkie prezenty, a Kamil tam nie wchodził bo nie miał po co więc bez obaw mogłyśmy tam zostawić bo nikt nie zobaczy. Podziękowałam im za opiekę nad Kubą. Kornelia wstawiła wodę na herbatę, a ja nakarmiłam Kubę. Mały spał grzecznie w łóżeczku, a my rozmawialiśmy w kuchni
- No to na kiedy planujecie ślub? - zapytałam Kornelię i Przemka
- Na razie to ja poczekam na zgodę - zaśmiał się Przemek
- Planowaliśmy w lutym. Wiesz Zima to ładna pora roku - rozmarzyła się Kornelia
- No w zimę zróbcie, a ty się nie przejmuj jak nie będziesz miał zgody rodziców to masz zgodę braci - uśmiechnęłam się
Rozmowa rozkręciła się na dobre, dołączyli do nas później Konrad i Kamil. Tak więc ostatnie goście odjechali około 22. Kubusia przeniosłam do naszej sypialni i zostawiłam z Kamilem, a sama poszłam się wykąpać. Gdy wróciłam Kamil już spał, a ja mały rozglądał się.
- Widzisz kochanie zostawić cię z tatusiem to uśnie - uśmiechnęłam się do Kubusia i obudziłam Kamila, a by przesunął się
Położyłam się pod kołdrę, a Kubę wzięła pomiędzy nas. Liczyłam że Kamil nie będzie się w nocy rozpychał
- Kamil uważaj w nocy bo mały jest pomiędzy nami - upomniałam go
- Dobra - uśmiechnął się





-------------
Noo i jest rozdział :)
Liczę że się podoba :D
Przepraszam że tak omijam parę dni z życia Kamila i Julki ale nie ma opłaca się opisywać nie ciekawych dni :P
Miłego czytania :))