środa, 23 lipca 2014

Rozdział 56 "Nie kłam, że to już przeszłość, jeśli w sercu masz go do dziś."

 "po długich tygodniach pozbierałaś się,
 ale wiesz, że nadejdzie taki dzień, kiedy znowu 
go zobaczysz i w sekundzie rozsypiesz się na kawałki..."



Nazajutrz pożałowałam dużej ilości wina. Przebudziłam się obolała. Gdy otworzyłam oczy jasność sprawiła że głowa zabolała mnie mocniej. Przyzwyczajenie do światła zajęło mi trochę czasu ale gdy się już przyzwyczaiłam podniosłam swoje zwłoki z łóżka i podreptałam do kuchni w której jak się okazało siedziała Jowita.
- Wody! - wyszeptałam
podała mi wodę nie odzywając się. Po chwili spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać. nie wiedziałam o co jej chodzi
- co jest?
- Wiesz jak my wyglądamy?
- Podejrzewam że koszmarnie - zaśmiałam się i usiadłam koło niej
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy kiedy zadzwonił mój telefon.
"Oskar dzwoni"
Strzeliłam się w głowę i odebrałam.
- Oskar sorki już się ogarniam i zaraz będę u Ciebie - szybko odebrałam i wytłumaczyłam
- Ok. Idź do domu, ogarnij się i ja po ciebie przyjadę.
- Dobra dzięki.
Pobiegłam do łazienki, przemyłam twarz wodą, ogarnęłam swój wygląd i ubranie i oznajmiłam Jowicie że muszę iść do domu.
Śpieszyłam się jak mogłam. Wbiegłam do domu i od razu pognałam na górę. Wzięłam pierwsze lepsze rurki, koszulę i buty. Zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się, spakowałam jeszcze najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i poszłam do kuchni.
- O hej Zuza. Ja jadę do Drzewc. Obiecałam Alicji. - napiłam się łyka kawy
- Hej. Ok spoczko. I tak zaraz Konrad przyjedzie. - w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
Pożegnałam się z Zuzą i wyszłam. Przywitałam się z Oskarem buziakiem w policzek i ruszyliśmy w drogę. Droga zajęła nam 2.5 godziny ale najważniejsze było że dojechaliśmy. Na początek zajechaliśmy do sklepu z zabawkami i kupiłam małemu misia. Najpierw pojechaliśmy na cmentarz, zapaliłam znicz, pomodliłam się i wróciłam do auta. Pokierowałam Oskara jak ma jechać i po dłuższej chwili staliśmy przed domem Alicji. Zapukałam do drzwi i czekałam aż ktoś nam otworzy. Po chwili przed nami stała Alicja z synkiem. Zaprosiła nas do środka i się przywitała z nami. Przedstawiłam jej Oskara i zajęłam się małym. Bartuś był przesłodkim dzieckiem. Miał piękne, duże błękitne oczy. Zabawiałam go misiem i rozmawiałam z Alicją. Pod wieczór wracaliśmy do domu. Oskar odwiózł mnie pod sam dom. Pożegnałam się z nim i umówiłam się że przyjedzie jutro po mnie o 18. Szybko pognałam do domu. Gdy weszłam było cicho jak makiem zasiał. Wzruszyłam ramionami, przebrałam się w piżamę i położyłam się spać, aby jutro być wypoczęta.

***


Wstałam o 14. Aż się zdziwiłam ale cóż. Podreptałam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie, zjadłam, wypiłam kawę i poszłam się pomału szykować. Najpierw wzięłam długi prysznic, później podłączyłam prostownice i wyprostowałam włosy. Ponownie wybrałam sobie zestaw odpowiedni na imprezę, ubrałam się i zrobiłam makijaż. Gdy byłam gotowa była 17.45. Poszłam do salonu i czekałam na Oskara. Pod domem był wcześniej. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Poznałam dużo znajomych Oskara z wieloma osobami dobrze mi się gadało. Około 4 rano z powrotem byłam w domu. Gdy weszłam ujrzałam w salonie postać podobną do Kamila. Przez chwilę się uśmiechnęłam że jednak wrócił. Tak mimo że mnie zranił chciałam chociaż go ujrzeć. Uderzyłam się w głowę bo przecież to nie mógł być Kamil. Zostawiłam torebkę na szafce i poszłam do salonu. Jednak się nie pomyliłam. W salonie siedział Kamil
- O proszę! Kogo my tu mamy. Co się stało że pan się odezwał? - próbowałam być obojętna
- Julka przestań. Masz rację powinienem się odezwać ale nie wiedziałem jak ci to wszystko wytłumaczyć - spojrzał na mnie
- Ale co wytłumaczyć, to że wyjechałeś bez słowa czy to że pojechałeś z byłą dziewczyną która się do ciebie przystawiała? - spojrzał na mnie zdziwiony - co myślałeś że się nie dowiem? - prychnęłam - o wszystkim wiem.
Wyszłam na taras z paczką papierosów. Kupiłam je niedawno kiedy nie mogłam wytrzymać z tęsknoty. Dym tytoniu sprawiał że chociaż przez chwilę zapominałam. Wyjęłam ostatniego papierosa i podpaliłam.
- Od kiedy ty palisz? - stanął za mną.
- Od niedawna - spojrzałam na niego - z resztą kogo to obchodzi? - odwróciłam się plecami do niego
- Widocznie mnie
- Teraz? - zaśmiałam się najpierw znikasz na dwa tygodnie, a teraz niby zaczyna Cię to obchodzić?
- Tak masz rację zrobiłem błąd ale Ty nigdy nie popełniasz błędów?
- Popełniam - wydukałam
Wyjął mi papierosa z ręki i wyrzucił go. Spojrzałam na niego i się wkurzyłam
- Co Ty sobie wyobrażasz!? Znikasz sobie bez słowa, a później pojawiasz się i psujesz mój spokój - zaczęłam krzyczeć i płakać, a z każdym wypowiedzianym słowem uderzałam go w klatkę - wiesz ile ja nocy przez Ciebie przepłakałam? Ile razy do Ciebie dzwoniłam, a ty tak po prostu wciskałeś czerwoną słuchawkę. Już zaczęłam przyzwyczajać się że Ciebie nie ma!
Przytulił mnie, jak gdyby nigdy nic mnie przytulił i zaczął uspokajać. Wtuliłam się w niego i powstrzymywałam płacz.
- Przepraszam skarbie - wyszeptał
- Myślisz że to wystarczy? - spytałam szeptem
- Wiem że nie ale Kocham Cię - pocałował mnie w głowę.
- Ja ciebie też idioto - uderzyłam go ostatni raz w klatkę piersiową i mocno się wtuliłam
- Chodź do domu bo zimno jest.
Weszliśmy do domu. Ja poszłam się przebrać w piżamę i wróciłam do salonu. Usiadłam na kanapie i się wtuliłam w Kamila. Gdy poczułam jego perfumy, uśmiechnęłam się. Około 4 rano przenieśliśmy się do mojego pokoju i w objęciach Kamila zasnęłam. Gdy zasypiałam czułam że mocniej mnie przyciska do siebie i całuje w policzek. Uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa że mam go znowu koło siebie i zasnęłam.

-------------------
Taki sobie ale jest :)
Zapraszam do czytania i zachęcam do komentowania :))

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 55 " Nie chcę nigdzie iść, chcę Cie mieć tutaj dziś " ♥

 " Tak po środku, między 
daj bucha, a żyj dla mnie"


Siedziałam rano w kuchni kiedy do mnie dosiadła się Zuza
- Jak się czujesz?
- Fatalnie. Wszystko mnie boli i mam mdłości
- Jedź do lekarza
- Nie, nie chcę. Jak będzie źle to pojadę - oznajmiła - a Ty jak się czujesz?
- W środku źle, na zewnątrz dobrze - przytuliłam się do Zuzy
- Skarbie będzie dobrze. Nie odzywał się prawda?
- Nie - pokręciłam głową - ale nie będę teraz rozpaczać. Idę się ogarnąć i zmykam do pracy.
Poszłam do swojego pokoju, ubrałam się, wyprostowałam włosy, umalowałam i wyszłam z domu. Do Jowity mam 10 minut spacerkiem więc szłam pomału ponieważ miałam dużo czasu

                                                           ***
- Hej - przywitałam się z Jowitą
- Hej. Wejdź - zaprosiła mnie do środka
- Cześć! - z sypialni dało usłyszeć się Marcina
- Posiedzimy sobie dziś we dwie. Co ty na to ?
- A to nie idziesz do pracy? - spytałam zaskoczona
- Idę ale dopiero na 11. Niedawno do mnie zadzwonili i nawet zapomniałam Ci powiedzieć.
- Dla mnie to jeszcze lepiej - wzruszyłam ramionami
Po chwili przybiegła do mnie Maja. Wzięłam ją na ręce i się przytuliłam. Maja dała mi buziaka w policzek. Odwzajemniłam go i przeszłam z małą do kuchni. Jowita podsunęła Mai płatki, a mi podała herbatę
- Słuchaj bo mam taki pomysł. Bo niedługo mam urodziny i tak sobie pomyślałam bo w sumie nie znamy się długo ale i tak wiemy o sobie dużo to może dałabyś się zaprosić na babski wieczór. Tylko ja, Ty i winko co? - uśmiechnęła się
- Kiedy?
- W piątek. Marcin zabierze małą do siostry. To jak?
- Jestem jak najbardziej na tak! - zaśmiałam się
Marcin pojechał do pracy, Maja bawiła się w sypialni, a ja z Jowitą plotkowałyśmy. My dziewczyny plotki mamy chyba w genach. Tuż po 11 Jowita pojechała do pracy, a ja z Mają wybrałyśmy się do parku. Siedząc na ławce zastanawiałam się jak to będzie ze mną. Czy przyjdzie taki dzień w którym będę szczęśliwa. Czy będą takie osoby które powiedzą do mnie "kochanie" i "mama"
- Przepraszam mogę - spojrzałam w górę i zobaczyłam Oskara
- Okar? Pewnie siadaj - przywitałam się z nim
- No tak to ja - zaśmiał się - a ty co tu robisz? Dziecka się już doczekałaś? - zażartował
- Haha chciałabym. Jestem w pracy i pilnuje tej ślicznotki - wskazałam na Maję - a ty?
- A ja... - spojrzałam na niego - pilnuje brata syna
- Podobny do Ciebie - uśmiechnęłam się
- Na szczęście to brata - zaśmiał się
- Na szczęście? Nie lubisz dzieci ?
- Nie, nie źle zrozumiałaś. Lubię dzieci ale takiego dziecka bym nie chciał. To chodzący diabeł. Wszędzie go pełno
- A to jak większość dzieci - zaśmiał się
- Masz plany na weekend?
- A proponujesz coś? - poruszyłam brwiami - w piątek wieczorem idę na urodzinki, w Sobotę jadę do mojej rodzinnej wsi ale za to niedzielę mam wolną
- Ee to nici z planów. Myślałem że pójdziesz ze mną w Sobotę na imprezkę do kumpla bo każdy idzie z kimś i tak samemu będzie głupio
- Ale ja w Sobotę wracam. Około 18-19 będę w domu. W sumie to mam pomysł
- Jaki? - spojrzał na mnie
- Ty jedziesz ze mną do Drzewc, a ja idę z Tobą na imprezę?
- Wujek kiedy idziemy - koło nas pojawił się bratanek Oskara
- Za chwilę - odpowiedział mu
- Cześć. Jestem Julka, a ty? - podałam małemu rękę
- Wojtek - uścisną mi rękę
- Dobra to my uciekamy - z ławki podniósł się Oskar
- Czekajcie my też idziemy. Maja! - zawołałam Majkę
- Tak? - podbiegła do mnie
- Idziemy już dobrze? - pokiwała główką i pobiegła z Wojtkiem przed nami.
Po drodze zaszliśmy na lody. Oskar z Wojtkiem odprowadzili nas pod blok i pożegnałam się z Oskarem. W domu przygotowałam Mai obiad i zadzwoniłam do Natalii. Oznajmiła że za tydzień przyjeżdża. Pogadałam z nią chwilę i się pożegnałam.

                                                           * Piątek*

Po południu wróciłam do domu aby się przebrać i wsiąść prezent dla Jowity. Oskar pomógł mi wybrać bransoletkę z napisem " Bądź sobą!" Przebrałam się i wyszłam
- Wszystkiego najlepszego - złożyłam życzenia Jowicie
- Dziękuje, dziękuje i zapraszam
 Było dokładnie tak jak powiedziała. Marcin zabrał Maję do siostry, wino i tylko ja z Jowitą. Nalałam wina do kieliszków i zaczęłyśmy rozmawiać. Po około 2 godzinach kiedy % uderzyły do głowy mówiłyśmy co ślina na język przyniesie
- Wiesz że ostatnio Oskar zaprosił mnie na jutro na imprezę. On jest mega przystojny - zaczęłyśmy się śmiać - Jejku o czym ja gadam. Mam chłopaka! - popukałam się w głowę - musisz mi pomóc wybrać sukienkę ok?
- Przestań! Taki chłopak to nie chłopak, gdzie on teraz jest? Na wakacje sobie pojechał? I nawet nie poinformował i to jeszcze z koleżankami. A po za tym to co ze masz chłopaka? Chcesz to idziesz, nie to nie. Ja też mam chłopaka, a jak widzę jakieś ciacho to się uśmiecham, ale wiem że kocham Marcina i tylko Marcina. Pewnie pomogę ci.


----------------------
Jestem :D
Niestety mam smutną wiadomość ponieważ rozdziały nie będą dodawane tak często ( w sumie już nie są) i pewnie dużo osób to zauważyło.
Po prostu są sprawy ważne i ważniejsze. I w tej chwili mam ważniejsze niż blog. Przepraszam :)
Czytać i komentować :)

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 54 " jest tak samo może tylko trochę smutno , nie mówisz dobranoc , ii nie mogę przez to usnąć .. "

 " I obiecaj mi, że nie utonę, Gdy wejdę
drugi raz do tej samej rzeki..."


Nadszedł poniedziałek. Chyba jeden z najgorszych dni w ciągu tygodnia. Ludzie są zabiegani po weekendzie, wszyscy spieszą się do pracy, każdy za czymś goni. Dziś zaczynałam nową pracę. Wstałam o godzinie 8. Do Mai miałam iść na 9.30. Wzięłam długi prysznic, ubrałam się, włosy związałam w luźnego koka i poszłam zjeść śniadanie. Po śniadaniu leżałam z kubkiem herbaty na kanapie i oglądałam jakiś serial kiedy zadzwonił Przemek z prośbą żebym zajęła się Szymkiem. Postanowiłam najpierw zapytać o zgodę Jowitę bo nie wiem czy się zgodzi abym opiekując się jej córką jednocześnie zajmowała się moim bratankiem. Jednak Jowita to wyrozumiała dziewczyna i zgodziła się. Stwierdziła że chociaż nie będzie mi nudno i Maja oraz Szymek nie będą się sami bawić. Przed 9 Przemek przywiózł małego, zostawił jego rzeczy i pojechał. Spieszył się ponieważ miał sprawę w sądzie odnośnie alimentów na Szymka. Opiekę nad Szymkiem dostał od ręki ponieważ Anka nie wstawiła się na sprawę. Kornelia niestety nie mogła się zająć małym ponieważ musiała pojechać do koleżanka bo dzwoniła w jakiejś sprawie. Zabrałam najważniejsze rzeczy, które mi się przydadzą, założyłam buty i razem z Szymkiem poszłam do Jowity. Po dłuższej drodze doszliśmy pod blok, odnaleźliśmy drzwi domu Jowity i zapukaliśmy.
- O hej -przywitała się z nami Jowita
- Cześć. Przepraszam cię że jestem z Szymkiem ale na prawdę nie mieliśmy z kim go zostawić. - wytłumaczyłam w korytarzu
- No coś ty przestań. Mówiłam już że się nie gniewam i nie mam nic przeciwko aby Szymek tu był. Cześć przystojniaku - podała mu dłoń.
- No to gdzie masz swoją ślicznotkę ? - rozejrzałam się dookoła ponieważ nigdzie nie widziałam Mai
- Siedzi z Marcinem ( chłopak Jowity oraz tata Mai) w sypialni - odpowiedziała - chodź zrobię ci kawę i zaraz uciekamy z Marcinem do pracy
- Ok. - zdjęłam sobie oraz Szymkowi buty i powędrowaliśmy do kuchni
Szymek grzecznie siedział przy mnie dopóki Marcin i Jowita nie opuścili mieszkania później jak przyzwyczaił się do obecności Mai to razem się bawili. Wszystkie możliwe zabawki poszły w ruch. A to samochodziki, lalki itp. Spoglądałam na nich z wielkim uśmiechem. Maja opiekowała się Szymkiem.  Była od niego starsza o pół roku. Dobrze, że Szymek już sam chodził.
- Szymek, Maja! Obiad - krzyknęłam z kuchni ale nikt nie przyszedł. - Maja!
- No idziemy ciocia ( mówiła tak na mnie prawie od początku ) - krzyknęła z sypialni. Po chwili pojawili się oboje.
Nalałam im zupy i karmiąc Szymka słuchałam gdzie Maja chce iść.
- A starczy nam czasu na to wszystko?  - zapytałam z uśmiechem
- No dzień jest dluuugi - odpowiedziała Maja
Po obiedzie poszliśmy najpierw na lody, a potem do parku. Szymek z Mają bawili się w piaskownicy z innymi dziećmi, a ja pisałam SMS z Zuzą i słuchałam muzyki. Po niecałej godzinie przydreptali do mnie Maja z Szymkiem i Maja oznajmiła że chcą już wracać bo jest za gorąco. Otrzepałam ich z piasku i trzymając za rączki wróciliśmy do domu. Ja zmywałam naczynia w kuchni po obiedzie, a dzieciaki bawili się w sypialni, ale nagle jakby zrobiło się ciszej więc poszłam do sypialni i widok jaki zastałam mnie zdziwił. Szymek spał przytulony do Mai, która również usypiała. Zrobiłam im zdjęcie ponieważ wyglądali słodko i wróciłam do swoich zajęć. Około godziny 15 z pracy wróciła Jowita.
- Hej. Gdzie nasze dzieciaki ? - rozejrzała się
- Hej. Śpią w sypialni idź zobacz jak słodko - Jowita poszła do sypialni i po chwili wróciła z dużym uśmiechem
- Sama słodycz - zaśmiała się - no to mamy chwilę na pogaduchy
- Noo tak. Opowiadaj jak tam w pracy?
- Nie o pracy nie gadamy - zastrzegła - jak tam z Kamilem?
- Bez zmian. Nadal się nie odzywa już od dwóch tygodni nie mam z nim kontaktu - wzruszyłam ramionami
- A z Oskarem? - uśmiechnęła się
- Oskar do mnie czasem piszę, czasem zadzwoni - dalszy temat ciągnął się Oskara i tego kim dla mnie jest itp.
Gdy Szymek wstał to od razu poszliśmy do domu po drodze wstępując do sklepu aby zrobić zakupy na obiad.
Gdy doszłam do domu okazało się że w środku jest Zuza i Konrad. Spali na kanapie, przytulenie do siebie.
- Szymek idź obudź ciocię - powiedziałam na ucho Szymkowi.
Mały od razu zgodził się na ten pomysł pobiegł do pokoju i wskoczył na kolana Konradowi.
- Szymek! Cicho bo obudzisz ciocię, gdzie Julka? - spytał szeptem
Zdziwiło mnie czemu Konrad mówi szeptem przy Zuzie przecież jest 15 a ona nadal śpi.
Mały pokazał rączką że jestem w kuchni więc Konrad od razu przyszedł z Szymkiem na ręce.
- Cześć - dał mi buziaka w policzek
- Hej. Czemu Zuza śpi ?
- W nocy praktycznie nic nie spała, ciągle wymiotowała i bolała ją głowa, mieliśmy jechać do lekarza ale się nie zgodziła więc przyjechaliśmy tutaj i oglądaliśmy film aż w końcu usnęła.
- Cała Zuza. To weź ją może przenieś do pokoju ?
Tak też zrobił. Ja wstawiłam wodę na herbatę i bawiłam się z Szymkiem.
- Mogę prosić i ja herbatki? - z uśmiechem do kuchni ponownie wszedł Konrad
- Wiadomo - zaśmiałam się
Zrobiłam nam herbatę i usiedliśmy do stołu.
- Jesteś może głodny? - spytała bo całkiem zapomniałam o obiedzie
- Nie dziękuje, jadłem już. Opowiadaj co tam u Ciebie? Mój głupi brat się odezwał?
- Ej nie mów tak o nim! Nie, nie odzywał się. - zapatrzyłam się w stół
- Jak mam tak nie mówić, znika na jakiś czas z kumplami i koleżankami nad morze i..- przerwałam mu
- Z koleżankami? Słucham? Wcześniej mi tego nie powiedziałeś! - spojrzałam na niego
- Cholera! Miałem nic nie mówić. Julka wiem, przepraszam powinienem ale obiecałem mu. Tak są z nimi dwie koleżanki na wyjeździe, jedna chyba nawet coś tam niedawno do niego podwalała ale on cię nie zdradzi.
- Dobra Kondziu. Nic się nie stało, dzięki że powiedziałeś chociażby przez przypadek. Idziemy oglądać coś?
Wspólnie wybraliśmy jakąś komedię i wraz z Szymkiem ją oglądaliśmy. Mały przytulił się do mnie i sobie spał.


-------------
Witam! Jestem z kolejnym rozdziałem :)
Zuza posłuchałam się Ciebie i teraz mniej będzie motocykli ( chyba xd)
Mam nadzieję że się podoba :)
Czytać i komentować ;d

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 53 "Marzę o cof­nięciu cza­su. Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. "

 "Będę cię kochać do końca życia. A jeżeli jest coś po­tem, 
będę cię kochać także po śmier­ci. Czy mnie rozumiesz? "



Następnego dnia o godzinie 6 wyjechałam. Pożyczyłam od Konrada samochód gdyż nie chciałam gnieść się tyle czasu w autobusie. Jadąc tam cały czas myślałam jak to teraz wygląda. Na grobie byłam tylko dwa razy po pogrzebie. Po drodze zajechałam do kwiaciarni i kupiłam duży bukiet na grób. Najpierw pojechałam do mamy Przemka po drugi kask. Ten który usłyszał ostatni oddech Marcela. Gdy na niego spojrzałam od nowa miałam łzy. Był cały porysowany. Spakowałam kask do bagażnika i pojechałam na cmentarz. Usiadłam na grobie i zapaliłam znicz oraz położyłam bukiet kwiatów. Spojrzałam na zdjęcie i zaczęłam nucić naszą ulubioną piosenkę
- Pamiętasz? - zapytałam cicho ze łzami w oczach - zawsze przy tej piosence siadałeś obok mnie i razem ją śpiewaliśmy - starłam łzę z policzka - nie, nie płaczę. Wiem, że tego byś nie chciał - szepnęłam łamiącym się głosem i kolejny raz starłam łzę z policzka - ale to boli. Zrozumiesz mnie chyba? Nie umiem powstrzymać łez. Płaczę bo przytłacza mnie myśl, że nie zaśpiewasz już ze mną nigdy, że nie przytulisz mnie, kiedy będę tego potrzebować, że nie wysłuchasz moich żali. Ten ból tak cholernie rani wnętrze całej mnie. Nie wiem jak sobie radzić. Wciąż mam wrażenie, że wyjechałeś tylko na chwilę i zaraz wrócisz. Czego to wszystko musiało się potoczyć w tym kierunku? Co ja mogę zrobić aby znów Cię zobaczyć?
- Niestety nic - odwróciłam głowę, nade mną stała siostra Marcela. Spojrzałam na nią i spóściłam głowę - dawno Cię tu nie było
- Nie miej do mnie żalu. Śmierć Marcela zabolała mnie tak samo mocno jak was. Cały czas chciałam wrócić ale ból mi nie pozwalał - z moich oczy wypływało coraz więcej łez.
- Nie mam do Ciebie żalu - usiadła obok - Wiem, że Marcel był i będzie w Twojej pamięci na zawsze. Znam Cię i widziałam jaka byłaś załamana po śmierci teraz mam tylko nadzieję że będziesz częściej go odwiedzać
- Tak. Postaram się, ale też jesteś dorosła i wiesz że nie zawsze ma się czas zwłaszcza jak się pracuję
- Lub ma się dziecko - spojrzałam na nią - tak, zostałam mamą. Mam synka 2.5 miesięcy
- Gratuluje! - przytuliłam się do niej
- Odwiedź nas kiedyś - zaproponowała
 - Obiecuje! Za tydzień wpadnę na dłużej,a dziś przepraszam ale muszę już jechać. Jestem nie swoim samochodem - pożegnałam się z Alicją, pomodliłam się i odjechałam kierując się na Wrocław.

---------
Przepraszam, że taki krótki ale nie miałam pomysłu.
Liczę na komentarze :))