poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 52 "Nie wiedziała co zrobić, nie mogła ustać na nogach..."

 "Na dniach był pogrzeb, wszyscy oddali mu hołd,
Mimo, że miał naście lat to szybko odszedł stąd."

Po trzech godzinach bolących wspomnień, wygłupów z Mają i omówieniem warunków mojej pracy wróciłam do domu. Nikogo w nim nie było. Zuza z Konradem, Dawidem i Natalą poszli na miasto. Usiadłam w salonie z kubkiem herbaty, z laptopa puściłam składankę nutek o motocyklach i wspominałam. Wróciłam myślami do czasów kiedy mój każdy dzień kończył się uśmiechem na twarzy po całym dniu spędzonym w garażu. Cieszę się że namówiłam ich na wyjście gdyby nie to by siedziały koło mnie i gadały głupoty. Wzięłam z domu telefon, klucze do domu i wybiegłam licząc że jakiś autobus jedzie w kierunku domu Przemka i Korneli. Z moim szczęściem prawie bym się spóźniła ale jednak zdążyłam. Usiadłam na wolnym miejscu i słuchałam ciągle tej samej piosenki " Malina - Motocykle" to była nasza ulubiona piosenka. Marcel bardzo ją lubił. Gdy wysiadałam usłyszałam jak jakiś chłopak wypowiedział takie słowa do kolegi " Ja wolę NSR-kę 125 niż quada"
- Dobry wybór - puściłam mu oczko i się uśmiechnęłam, speszony odpowiedział uśmiechem.
Z wielkim bananem stałam pod drzwiami mieszkania Przemka. Dzwoniłam i nic! Zrezygnowana chciałam wrócić kiedy usłyszałam hałas przekręcania klucza w drzwiach
- Nareście! Ogłuchliście tu czy jak? - spojrzałam na Przemka
- Też się cieszę że cię widzę. W czym Ci mogę pomóc? - wpuścił mnie do środka
- Cześć przystojniaku - dałam całusa Szymkowi który był u Korneli na rękach oraz przywitałam się z Korni - Przepraszam, że wam przeszkadzam ale wasz dom ma chyba moje pamiątki z dzieciństwa - spojrzałam na Przemka
-Czekaj! Przesłyszałem się? Chcesz je zobaczyć? - Przemek patrzył z niedowierzaniem
- Poprawka! Chce je zabrać tam gdzie dawno powinny już leżeć, a mianowicie do mojego pokoju. To co znajdę je tu?
- Jesteś pewna?
- To, to pudełko duże co jest w szafie? - spytała Korni - Co tam jest?
- Nie patrzyłaś? - zdziwiłam się
- Nie. Przemek nie pozwolił
- Znajdują się tam medale, dyplomy, zdjęcia i powinny dwa kaski, a to wszystko mojego przyjaciela który zmarł 3 lata temu w wypadku motocyklowym. To on zaraził mnie tą pasją - opowiedziałam w skrócie - Tak Przemek jestem pewna. Chce to wszystko zabrać ze sobą - odpowiedziałam mu na pytanie.
Przemek poszedł po to pudełko, a ja gadałam z Kornelią
- A czemu nigdy nie mówiłaś o tej pasji?
- Śmierć Marcela bardzo mnie bolała to był mój prawdziwy przyjaciel. Znienawidziłam motocykle że zabiły mi przyjaciela, ale gdy dziś usłyszałam naszą ulubioną muzykę to wszystko wróciło. Cała pasja wróciła do mnie.
- Proszę to wszystko powinno tu być. Jeden kask tylko wiem że jest u moich rodziców w Drzewcach. Kazałem go pilnować nie martw się - Przemek postawił koło mnie pudełko.
Zdjęłam górę z pudełka, spojrzałam do środka i zamknęłam.
- Dobra dzięki. Odbiorę go niedługo bo jadę w tamte strony. Ja będę uciekać
- Jedziesz na grób ? - spytał Przemek w korytarzu
- Tak. Dawno mnie tam nie było - pożegnałam się z Przemkiem i wolnym krokiem ruszyłam z pudełkiem do domu. Było trochę ciężkie ale co tam. Ważne że się przełamałam i wróciłam po to. Nadal we mnie boli ale może to prawda. Marcel chciałby aby nie załamywała się po jego śmierci. Chciałby aby realizowała tą pasję dalej.

-----------
Kolejny rozdział dziś:)
Zuza o tej pasji mówiłam :) Podoba się ?
Liczę na to że tak.
Niedługo pojawi się kolejny :)
Troszkę teraz będzie smutania ale liczę że nie długo.
Czytać i komentować:)

Rozdział 51 "Wspólne pas­je mag­ne­sem przyjaźni. "

 "Słuchaj, był taki typ, co z tą pasją się urodził,
On za moto oddał by życie i właśnie to zrobił."


Siedziałam w kuchni kiedy zadzwonił mój telefon. Numer był nie podpisany ale odebrałam
- Hej tu Jowita mama Mai pamiętasz?
-A tak pamiętam, cześć
- I jak z tą pracą. Decydujesz się?
- Tak, tak biorę.
- Ok. To może się spotkamy za godzinę tam gdzie ostatnio i obgadamy ok?
- Dobrze za godzinkę w parku. Pa
Rozłączyłam się i poszłam na górę po ubrania. Pogoda dziś była niezbyt ładna więc założyłam swoją ulubioną bluzę do tego rurki, adidasy, zabrałam telefon, słuchawki i wyszłam. Nie patrząc co włączyłam piosenkę i ruszyłam. Usłyszałam pierwsze nuty to łza stanęła mi w oczach. Wiem byłam zbyt duża by rozpaczać nad błędami z dzieciństwa ale ta piosenka mi dużo przypominała. W sumie gdyby nie rodzice moja pasja byłaby przełożona na asfalt, a nie ukryta na dnie serca. Coś w środku nie pozwoliło przełączyć mi tej piosenki. Szłam przez park ze łzami w oczach. Przechodni dziwnie na mnie patrzyli ale nie wie ten co czuje kto nie ma pasji w sercu. Na miejsce spotkania doszłam z uśmiechem oraz łzami.
- Hej. Wszystko dobrze? - spojrzała na mnie Jowita
- Tak, tak dziękuje. Wszystko ok - uśmiechnęłam się
- Na pewno? Bo wygląda jak byś płakała
- Po prostu usłyszałam jedną piosenkę która przywiała setki wspomnień i ran
- Chłopak?
Pokręciłam głową
- Pasja. Ale to długa historia
- Mamy czas. Prawda Majeczka? - zwróciła się do córki, a mała pokiwała głową i wskoczyła na kolana swojej mamie
- No dobrze. spróbuje trochę skrócić. Jak byłam gówniarą miałam przyjaciela który zaraził mnie swoją pasją. Miałam 14 lat kiedy pierwszy raz jechałam z nim na motocyklu. Od tamtej pory pokochałam motocykle na zabój. On był starszy o 3 lata. Zawsze wolne chwilę spędzałam z nim przy motocyklu. Sama chciałam iść an kurs i kupić motocykl ale rodzice mi nie pozwolili miałam trudne dzieciństwo z rodzicami dużo kłopotów ale to kiedy indziej. Obiecałam sobie że po 18 zarobie sobie i zdam kurs na większe motocykle i kupię motocykl ale pewnego dnia dostałam telefon po którym opadły chęci. Miałam 17 lat kiedy Marcel mój kolega odszedł, miał wypadek na motocyklu nie dało rady go odratować. - czułam słoną ciecz na policzkach. Z każdym przypływem wspomnień bolało bardziej. - Zmarł w drodze do szpitala. Po tamtym czasie całkiem znienawidziłam motocykle. Chociaż pamiątki z tamtych czasów mam nadal. Nigdy nie pozwoliłam ich wyrzucić. Rodzice Marcela oddali mi wszystkie nagrody jego z wyścigów. Jeszcze jak żył podarował...mi...swój pier...pierwszy ka..kask - nie dałam rady, głos mi się załamał
- Ci...- Jowita mnie przytuliła - piękna historia
- Nagrody i kask leżą u brata w pokoju ale nigdy nie miałam odwagi zabrać ich do siebie - kontynuowałam - są dla mnie bolesnymi nagrodami. Gdy Marcel odszedł załamałam się kompletnie. Wiem że zginął tak jak chciał, na motocyklu. Był moim przyjacielem, a gdy odszedł czułam pustkę tak jakby kawałek mnie umarł.
- Ty nadal masz motocykle w sercu prawda? - spojrzała mi w oczy
- Tak. Mimo tego co było ja nie umiem z tego zrezygnować. Do tej pory myślałam że zapomniała, ale dziś, ta piosenka to wszystko wróciło
- Może to znak? Może to właśnie tak powinno być? Prawdziwej pasji nie wymażesz z pamięci choćby wyrządziła miliony bolących ran. Prawdziwa pasja była, jest i będzie
- Wiem. Chciałabym do tego wrócić ale gdy widzę motocykl to mam wrażenie że widzę Marcela. Takiego uśmiechniętego i z prawdziwą pasją
- To taki znak z góry. Ktoś tam - wskazała na niebo - chce byś robiła to co masz w serduszku. To bolesne fakt, ja cię do niczego nie namawiam ale jeśli chcesz to robić, kochasz motocykle to kontynuuj to co robił twój przyjaciel
- A co jeśli nie dam rady? - spojrzałam na nią
- Dasz radę. Jesteś twardą babką idącą po trupach do celu. Umiesz poradzić sobie w najgorszej sytuacji w życiu. Straciłaś siostrę, a nadal masz chęci do życia i uśmiech. Pomyśl o tym i rób co kochasz
- Dziękuje - przytuliłam się do Jowity i zaczęłam płakać
- No już Głowa do góry - zaśmiałam się, otarłam łzę i przeszłam do omówienia opieki nad Mają



----------------
Hej :) Miał to być jeden rozdział ale wyszedł za duży, zbyt duży :)
Więc dziś będą dwa :)
Mam nadzieję że się spodoba :)
Poproszę o komentarze pod wtedy wiem czy się podoba czy zmieniać bieg akcji :)

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 50 "Zakmnij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu. A potem wstań i walcz o kolejny dzień!"

" Pytasz mnie czy warto. Ja odpowiem Ci, że zawsze,
bo jeśli cholernie Ci na czymś zależy to możesz wszystko,
A nawet I więcej"


Siedzieliśmy z Natalią i Zuzą na kanapie i wspominaliśmy dawne czasy kiedy zadzwonił dzwonek. Spojrzałam po dziewczynach
- Pewnie Dawid - machnęła ręką Natalia
- Albo Konrad - dopowiedziała Zuza
Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam dwie twarzy z szerokim uśmiechem
- Dzień dobry pięknym paniom - ukłonił się Konrad
- Kondziu, Kondziu kiedy ty zmądrzejesz. Wchodźcie! - otworzyłam szerzej drzwi
- Przecież ja jestem cały czas mądry. Czego ty kobieto ode mnie chcesz!
- Dawid jestem - przedstawił mi się wybranek Natalii
- Julka - uścisnęłam mu dłoń
Dawid usiadł koło Natalia, a Zuza z Konradem poszła na górę.
- Ciekawe ile on wypił
- Tego co nie powiem bo nie widziałem. Jak podszedłem do klatki to już taki był. Spytał się mnie gdzie idę bo mnie wcześniej nie widział tutaj, powiedziałem że do koleżanki mojej narzeczonej która mieszka tutaj z siostrą. I tak się jakoś zgadaliśmy i okazało się że idziemy do tego samego mieszkania - zaśmiał się
- Dobra to ty tu siedź,a my idziemy robić kolację - wstała Natalia - Bo chyba jest o czym mówić prawda Julka?
- Chyba - odpowiedziałam. - zaraz wracamy
Poszłyśmy do kuchni. Wyjęłam z lodówki potrzebne produkty do kolacji i razem przygotowywałyśmy.
- Co się stało skarbie?
- Wiedziałaś o tym że ostatnio był pogrzeb Pauliny - Natalia kiwnęła głową więc kontynuowałam - no i ja ten czas przeżywałam fatalnie. Przywiązałam się do niej, liczyłam że będę miała jeszcze jedną siostrę, robiłam co mogłam, a i tak starania poszły na marne. Kiedy poprosiłam Kamila czy mógłby zagrać koncert charytatywny dla niej najpierw się nie zgodził, a później jak byłam w szpitalu to zadzwoniła i powiedział że zrobi no to już się cieszyłam że może jednak nam się uda ją uratować no ale niestety inne plany mieli względem niej. Dzień przed pogrzebem Kamil zadzwonił i powiedział że trochę się spóźni na pogrzeb bo ma próbę, a w rezultacie okazało się że w ogóle się nie pojawił - czułam że zaraz łzy wypłyną mi z ozu - od dnia pogrzebu wcale się nie odezwał. Nie wiem co robić i co myśleć. A co jeszcze poznałam Pauliny kolegi brata. Fajnie się z nim gada i w ogóle. Podobno Kamil widział jak po pogrzebie mnie przytulał i podobno za to się obraził.
- To trochę dziwne z jego strony. Nie pojawia się na pogrzebie i ma jeszcze jakieś ale.
- Ty to wiesz, ja to wiem ale on się wkurza. I żeby mi jeszcze to w prost powiedział, żeby dał mi wyjaśnić to nie lepiej jest się nie odzywać
- A skąd wiesz że się obraził ?
- Konrad i Kornelia? Konrad jest u nas niemalże codziennie, Kornelia trochę mniej bo teraz zamieszkała z Przemkiem w centrum i tworzą szczęśliwą rodzinkę z Szymkiem.
- Siostra Kamila jest z Przemkiem? Czyli jednak Anka nie wróciła?
- Nie wiem może jest, może jej nie ma. Wiem na pewno że już dla niej miejsca w tej rodzinie nie ma.
- Nie ma co się dziwić. Słuchaj mam pomysł ale to zaraz dogadamy z Dawidem - wzięła talerz z kanapkami i ruszyła do salonu, ja wzięłam kubki i herbatę i też ruszyłam do salonu.
- Dawid twój brat ma domek nad jeziorem no nie? - spojrzała na swojego narzeczonego
- No ma, a co? - spojrzał na nas
- A da radę załatwić tak tydzień? - uśmiechnęła się
- Jak zabierzecie mnie ze sobą to da radę
- No wiadomo. Nigdzie się nie ruszamy bez ciebie - zaśmiałam się.
Zjedliśmy kolację i poszłam pościelić im w gościnnym pokoju. Pokazałam im gdzie co jest i poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w piżamę i poszłam do pokoju.
Próbowałam zadzwonić do Kamila ale nie odbierał. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Co ja mu takiego zrobiłam że nie odbiera ode mnie telefonu? Ile ma lat że nie potrafi się spotkać i prosto w oczy powiedzieć o co mu chodzi. Miał żal do mnie, a sam nawet nie potrafi się odezwać. Rozmyślałam kiedy ktoś zapukał do drzwi. Otarłam oczy i zaprosiłam gościa do pokoju.
- Przepraszam że tak późno ale Kamil przysłał mi SMS żebym ci przekazał że nie chce teraz z nikim rozmawiać. Pojechał nad morze aby wszystko sobie przemyśleć. Jak wróci to się odezwie. Wiem głupiego mam brata. Sam nie wie czego chce...Przepraszam - w drzwiach stanął Konrad
- Konrad nie przepraszaj. To nie ty ponosisz odpowiedzialność za jego czyny. Jest dorosły i chyba wie co robi. Tylko niech później nie żałuje i nie wydzwania do mnie jeśli to ja nie będę chciała z nim gadać - rzuciłam telefonem gdzieś w kąt, usłyszałam tylko hałas rozsypującego się telefonu na kawałki. Konrad podszedł i je pozbierał.
- Nie warto niszczyć rzeczy dla takiego debila - oddał mi telefon w kawałkach i wyszedł.
***
Spałam gdy do pokoju ktoś wszedł. Po perfumach wyczułam że to Natalia. Odsłoniła żaluzje.
- Niee zasłoń - odwróciłam się bo słońce świeciło mi w oczy.
- Wstawaj gamoniu! - podeszła do łóżka
- Chodź - złapałam ją za rękę i pociągnęłam tak że wylądowała koło mnie na łóżku
- Słyszałam że wczoraj coś tu się działo wieczorem - spojrzała na mnie
- Tak. Dowiedziałam się że Kamil wyjechał nad morze bo musi sobie wszytko przemyśleć i dlatego nie odbiera moich telefonów. Jak wróci to do mnie oddzwoni. Ale niech się nie zdziwi jak ja będę miała go w dupie! - wyrzuciłam wszystko z siebie i przytuliłam się do Natalii - a ten hałas to dlatego że się wkurzyłam i rzuciłam telefonem chodź usłyszałam cenną radę " Nie warto niszczyć rzeczy dla takiego debila" i chyba tego będę się trzymać - uśmiechnęłam się
- Jesteś pewna? Wiesz co robisz?
- Natalia, a co ty byś w takiej sytuacji zrobiła? Chłopak cię olewam, wyjeżdża sobie nad morze nawet nie wiem z kim. I do tego nie odzywa się do Ciebie.
- Też fakt. Ale chce żebyś była szczęśliwa.
- W takim układzie na pewno nie będę.
- A co tu się dzieję ? - w drzwiach pojawił się Dawid
- Przyłączasz się? - spytała Natalia
- Coś ty za dobrze by mu było. Ma jedną to do drugiej niech się nie pcha! - dopowiedziałam
- Słyszałaś? - zaśmiał się
- A tylko spróbowałbyś! - spojrzałam na niego
- Nie będę próbował. Obiecuje! Kocham tylko Natuśkę. - mówił z ręką na sercu
- I tak ma być! - podniosłam się z łóżka
- Sorki ale słyszałem waszą rozmowę. Przemyśl dobrze to co jest teraz. Wyznacz za i przeciw i dopiero podejmij decyzję ok? - spojrzał na mnie, kiwnęłam głową i wyjęłam ciuchy do ubrania.
Założyłam sukienkę i poszłam do salonu. Tam już zacięcie trwała rozmowa na temat tego wyjazdu nad morze.



----------
Hej ;D Przepraszam za kolejne zaniedbanie bloga ale ostatnio miałam trudny okres w życiu ale już jest lepiej. Starałam się napisać ten rozdział dobrze ale mi nie wyszedł. Oczywiście mogłabym zwlekać z tym do kiedy indziej żeby wszystko było ekstra ale na serio nie mam pomysłów. Mam nadzieję że nie wyszedł on taki tragiczny.
Zachęcam do czytania i komentowania bo chcę zobaczyć kto ze mną jeszcze jest!












sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 49 "W życiu potrzebna jest przede wszystkim pewność siebie, wiedza i mnóstwo bezczelności"

 "Zadzwoń do mnie, kiedy będziesz gotów i jeśli jeszcze 
będziesz miał choć trochę sił. Przyjadę i pozbieram cię 
z kawałków, naturalnie, jeżeli jeszcze coś z ciebie zostanie."


Do domu odwiózł mnie Oskar z Damianem. Pożegnałam się z nimi i weszłam do domu. Wzięłam kąpiel i położyłam się spać. Nie miałam siły aby dzwonić do Kamila i się z nim kłócić.

***

Obudziłam się następnego dnia o 14. Nie chciało mi się wstawać ale kiedyś trzeba. Wygrzebałam się z pod kołdry i leniwym krokiem ruszyłam do kuchni. Zaparzyłam kawę i zrobiłam tosty. Usiadłam przy stole i niedługo potem koło mnie usiadł Przemek
- Przykro mi
- Nie przyszedł. Chociaż obiecał 
- Ale on był - wyszeptał
- Co!? - spojrzałam na niego
- No tak. Kamil był wczoraj w restauracji. Ale zobaczył że siedzisz z Oskarem i wyszedł.
- No trudno. Nikt nie kazał mu obiecywać, a później olewać - wzruszyłam obojętnie ramionami
- Jesteś niesprawiedliwa - wyznał
- Taka już jestem - wyszłam z kuchni
Weszłam do pokoju, włączyłam rap i rzuciłam się na łóżko. Momentalnie łzy wypłynęły mi z oczu. Byłam bezsilna. To wszystko mnie przerażało. Kamil nie mógł być na mnie zły że rozmawiałam z Oskarem gdyż sam mnie olał i nie pojawił się na pogrzebie. Ubrałam się w czarną przewiewną sukienkę i zabrałam okulary przeciwsłoneczne. W korytarzu ubrałam czarne sandałki i wyszłam. Doszłam do parku i powędrowałam nad jeziorko. Przysiadłam na mostku i wpatrywałam się w wodę. Czasem chciałabym być jak ta woda. Płynąć przed siebie i nie myśleć o problemach.
- Dzień dobly - koło mnie pojawiła się Maja
- Cześć. Jak tam? - powitałam ją z uśmiechem
- U mnie dobrze a u pani? - spojrzała na mnie
- U mnie troszkę się pozmieniało wiesz kochanie. Mam troszkę problemów jak każdy ale to nie ważne. Chodź do mamy - złapałam ją za rączkę i poszliśmy do jej mamy
- Dzień dobry. Odprowadzam Maję - uśmiechnęłam się
- Może z nami usiądziesz? Jowita jestem - wyciągnęła rękę
- Julia. Miło mi - uścisnęłam rękę i usiadłam obok
- Mamusiu ja idę się pobawić - Maja uśmiechnęła się i pobiegła do piaskownicy która znajdowała się w parku. 
- Masz cudowną córkę. - spojrzałam na Jowitę nie wyglądała na wiele starszą miała może z 22 lata
- Cudowna to ona jest ale nie możemy znaleźć dla niej żłobka ani przedszkola. Wszędzie gdzie nie byliśmy są już pozajmowane miejsca - spojrzała na mnie
- A żadnych nowych nie stawiają?
- No właśnie nie. Miała już 3 opiekunki i z żadną nie wytrzymała dłużej niż tydzień. Urlop mi się w pracy kończy, mąż też już wybrał
-  A czemu tak krótko? - spojrzałam na Maję. Wydawała się otwarta na nowe znajomości
- Po prostu nie umiała przywiązać się do nich
- A co powiesz na to żebym to ja opiekowała się małą?
- Na prawdę? Mogłabyś?
- Uprawnień nie mam. Ale wydaje mi się że mała mnie lubi, a ja teraz akurat bez pracy jestem. Pieniądze są potrzebne wiadomo rachunki, opłaty, żywność, ubiór. To co ty na to? - spojrzałam na nią
- Chętna bym była od zaraz. Ile chciałabyś za godzinę?
- Nie wiem. Jak się zorientuje to dam znać ok - w trakcie rozmowy przyszedł SMS od Zuzy o treści " Przyjdź szybko do domu bo czeka na Ciebie tajemniczy gość ;d I to wcale nie Kamil" - Ja muszę uciekać bo ktoś na mnie czeka. Tutaj masz mój numer - podałam jej karteczkę z numerem - do zobaczenia - pomachałam Mai i odeszłam. 
Do domu szłam z uśmiechem mimo utraty siostry. U Kamila już dawno zrezygnowałam z chórków to nie było dla mnie
- Jestem! - krzyknęłam w drzwiach i zdjęłam sandałki
- Cześć kochanie - w drzwiach kuchni pojawiła się Natalia
- Tala! - Krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję - Jak ja cię długo nie widziałam. Opowiadaj co tam u Ciebie?
- No więc już lepiej - przeszliśmy do salonu - Z Dawidem układa mi się coraz lepiej. Ale najważniejsze to - pokazała mi prawą dłoń - zaręczyłam się
- I ty wariatko mi nic nie mówisz! Szczęścia kochanie. Kiedy? Gdzie masz swojego księcia? - zasypywałam ją milionem pytań.
- Zaręczyliśmy się tydzień temu, a Dawid pojechał do kumpla podobno przeprowadził się niedawno do Wrocławia i później przyjedzie. O ile nas przyjmiecie na parę dni - uśmiechnęła się
- Jeszcze pytasz? Ja was nie wypuszczę przynajmniej z tydzień - przytuliłam ją - Bardzo tęskniłam - wyszeptałam
- Wiem skarbie. Ja też - również wyszeptała 
- Uwaga dziewczęta, drinki idę - do salonu weszła Zuza z tacą w ręku
- Pogadamy wieczorkiem - wymówiła cicho Natala,a głośniej dodała - nareście coś miłego w tym dniu
-Ej! - szturchnęłam ją - a odwiedziny starej przyjaciółki to nie było miłe?
- Było wariatko - wszystkie zaczęłyśmy się śmiać
- To za szczęście Natki - Zuza wzniosła toast
- Za nasze szczęście. Moje i wasze - dopowiedziała Tala
Rozmowa trwała w najlepsze. Patrzyłam na uśmiechniętą Natalię była taka szczęśliwa z Dawidem. Tylko szkoda że Kamil się nie odezwał. W trakcie rozmyśleń przyszedł SMS od Oskara "Hej ;d Jak się trzymasz?" szybko mu odpisałam " Hej :) Jest lepiej. Przyjechała właśnie do mnie przyjaciółka" za chwilę otrzymałam odpowiedź "ok. To nie przeszkadzam 3maj się". Odłożyłam telefon i wkręciłam się w rozmowę.


-------------
Dzisiaj troszkę dłuższy :)
Jak widzicie w opowiadaniu pojawia się Natalia :)
Może ma ktoś pomysł na 50 rozdział? Widzicie już dotarliśmy prawie do 50 troszkę was już przy nudziłam tym opowiadaniem :)
 Czytać, komentować i podawać swoje propozycję :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 48 "A to co kiedyś było wszystkim teraz już nie ma znaczenia. Po prostu żyjesz, szukając wciąż nowego sensu istnienia. "

 "Najpiękniejszym doświadczeniem jest widzieć uśmiech 
osoby, którą kochasz i wiesz, że uśmiecha się dzięki Tobie."

Nastał jeden z najgorszych dni w moim życiu. Piątek, to dziś pożegnam na parę lat Paulinę bo w końcu każdy z nas ma bilet do nieba. Całe szczęście że to nie 13. Ubrałam się tak jak okazja tego nakazywała. Czarna sukienka, czarne szpilki i żakiet. Od rana chodziłam nieosiągalna. Gdy ktoś chciał się ze mną porozumieć musiał parę razy powtarzać. Ten jeden dzień żyłam w swoim świecie. Pełnym marzeń
- Julka za chwilę jedziemy - oznajmiła Zuza
- A co z Kamilem? - spojrzałam na nią
- Dojedzie później - oznajmił Konrad
Po 10 minutach bezcelowego wpatrywania się w ścianę pojechaliśmy do kościoła. W środku już odbywała się modlitwa przed mszą za Paulinę. Wszyscy weszli do środka, a ja na zewnątrz czekałam na Kamila.
-Chodź do kościoła. Jak przyjedzie to wejdzie do środka - koło mnie pojawił się Oskar
Spojrzałam na niego i razem weszliśmy do kościoła. Stanęłam niedaleko otwartej trumny i łzy same mi popłynęły po poliku. Przytuliłam się do Oskara i przez łzy patrzyłam jak jej ciało leży nieruchomo. Liczyłam że choć raz poruszy się. Całą mszę przesiedziałam koło Oskara. Najgorszym momentem było chowanie ciała. Nie dałam rady patrzeć na to jak moja najmłodsza siostra znika w głąb ziemi. Czułam w środku pustkę, a równocześnie czułam przeszywający mnie ból który przypominał mi ból po stracie taty. Był niemalże podobny tylko tata żyje, a Paulina niestety nie. Wtuliłam się w ramię Oskara i zaczęłam łkać, Czułam jak jego silne ramiona zaciskają się na moich plecach. Na Kamila nawet nie miałam co liczyć. Jakaś próba była dla niego ważniejsza niż wsparcie mnie w tym trudnym dniu.
- Dziękuje za pomoc - wyszeptałam wtulona w Oskara
- Wiem co przeżywasz. Też straciłem przyjaciela który był mi bliski - pocałował mnie w czubek głowy. Po całej ceremonii pożegnalnej wszyscy udaliśmy się na obiad do restauracji. Ja z racji że nie dałam rady nic przełknąć siedziałam z kubkiem herbaty. Wszyscy w koło rozmawiali o czymś, a ja zatracona w swoich myślach ich obserwowałam
- Boli?
- Bardzo - spojrzałam na Oskara
- Wiem sam to przeszedłem. Ból minie. - oparłam głowę o jego ramię i rozmawialiśmy o wszystkim
*Kamil*
Akurat dziś musiała wypaść mi ta próba. Chciałem być obok Julki ale nie dałem rady przyjechać. Od Konrada dowiedziałem się w jakiej restauracji są. Pojechałem tam po to aby ją przeprosić ale kiedy wchodząc na górę ujrzałem ją z jakimś chłopakiem który ją obejmował to przez myśl przeszło mi że trzyma w rękach mój świat. Nie podszedłem. Dlaczego? Sam nie wiem.
- Ej a ty gdzie? - w drzwiach minąłem Konrada
- Do domu - odpowiedziałem
Wsiadłem do samochodu i odjechałem.

--------
Przepraszam że taki krótki i że ostatnio się nic nie pojawiło ale ostatnio nie miałam na nic siły.
Na drugim blogu może dziś lub jutro rano się pojawić coś :)
Czytać i komentować :)