poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 48 "A to co kiedyś było wszystkim teraz już nie ma znaczenia. Po prostu żyjesz, szukając wciąż nowego sensu istnienia. "

 "Najpiękniejszym doświadczeniem jest widzieć uśmiech 
osoby, którą kochasz i wiesz, że uśmiecha się dzięki Tobie."

Nastał jeden z najgorszych dni w moim życiu. Piątek, to dziś pożegnam na parę lat Paulinę bo w końcu każdy z nas ma bilet do nieba. Całe szczęście że to nie 13. Ubrałam się tak jak okazja tego nakazywała. Czarna sukienka, czarne szpilki i żakiet. Od rana chodziłam nieosiągalna. Gdy ktoś chciał się ze mną porozumieć musiał parę razy powtarzać. Ten jeden dzień żyłam w swoim świecie. Pełnym marzeń
- Julka za chwilę jedziemy - oznajmiła Zuza
- A co z Kamilem? - spojrzałam na nią
- Dojedzie później - oznajmił Konrad
Po 10 minutach bezcelowego wpatrywania się w ścianę pojechaliśmy do kościoła. W środku już odbywała się modlitwa przed mszą za Paulinę. Wszyscy weszli do środka, a ja na zewnątrz czekałam na Kamila.
-Chodź do kościoła. Jak przyjedzie to wejdzie do środka - koło mnie pojawił się Oskar
Spojrzałam na niego i razem weszliśmy do kościoła. Stanęłam niedaleko otwartej trumny i łzy same mi popłynęły po poliku. Przytuliłam się do Oskara i przez łzy patrzyłam jak jej ciało leży nieruchomo. Liczyłam że choć raz poruszy się. Całą mszę przesiedziałam koło Oskara. Najgorszym momentem było chowanie ciała. Nie dałam rady patrzeć na to jak moja najmłodsza siostra znika w głąb ziemi. Czułam w środku pustkę, a równocześnie czułam przeszywający mnie ból który przypominał mi ból po stracie taty. Był niemalże podobny tylko tata żyje, a Paulina niestety nie. Wtuliłam się w ramię Oskara i zaczęłam łkać, Czułam jak jego silne ramiona zaciskają się na moich plecach. Na Kamila nawet nie miałam co liczyć. Jakaś próba była dla niego ważniejsza niż wsparcie mnie w tym trudnym dniu.
- Dziękuje za pomoc - wyszeptałam wtulona w Oskara
- Wiem co przeżywasz. Też straciłem przyjaciela który był mi bliski - pocałował mnie w czubek głowy. Po całej ceremonii pożegnalnej wszyscy udaliśmy się na obiad do restauracji. Ja z racji że nie dałam rady nic przełknąć siedziałam z kubkiem herbaty. Wszyscy w koło rozmawiali o czymś, a ja zatracona w swoich myślach ich obserwowałam
- Boli?
- Bardzo - spojrzałam na Oskara
- Wiem sam to przeszedłem. Ból minie. - oparłam głowę o jego ramię i rozmawialiśmy o wszystkim
*Kamil*
Akurat dziś musiała wypaść mi ta próba. Chciałem być obok Julki ale nie dałem rady przyjechać. Od Konrada dowiedziałem się w jakiej restauracji są. Pojechałem tam po to aby ją przeprosić ale kiedy wchodząc na górę ujrzałem ją z jakimś chłopakiem który ją obejmował to przez myśl przeszło mi że trzyma w rękach mój świat. Nie podszedłem. Dlaczego? Sam nie wiem.
- Ej a ty gdzie? - w drzwiach minąłem Konrada
- Do domu - odpowiedziałem
Wsiadłem do samochodu i odjechałem.

--------
Przepraszam że taki krótki i że ostatnio się nic nie pojawiło ale ostatnio nie miałam na nic siły.
Na drugim blogu może dziś lub jutro rano się pojawić coś :)
Czytać i komentować :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz