sobota, 10 maja 2014

Rozdział 46 "Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne."

Siedzieliśmy na korytarzy i czekaliśmy na jakieś informację o stanie zdrowia Pauliny. Damian się załamał. Próbowałam go pocieszyć ale to jest zbyt trudne i czy w ogóle można kogoś pocieszyć kiedy ten ktoś żyje myślą że niedługo musi się pożegnać z przyjacielem? Nie wydaje mi się. Nagle zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu ujrzałam "Kamil <3"
- Słucham - odebrałam po chwili
- Julka dzwonie w sprawie tych koncertów - zaczął
- Kamil na prawdę nie chce się teraz kłócić, nie mam siły ani ochoty - wyjaśniłam
- A kto powiedział że mamy się kłócić? Rozmawiałem z Anetą - odparł
- I co ona na to?
- Za tydzień możemy zrobić pierwszy koncert
- Na prawdę? Jak ?
- Mam ci tłumaczyć jak robi się koncerty? - zaśmiał się
- Przepraszam, muszę kończyć mama przyszła z wiadomościami od lekarza - wyjaśniłam i się rozłączyłam
Patrzyłam przez chwilę na mamę i próbowałam wyczytać coś z jej twarzy. Ale nic. Podeszłam do niej, a ona się do mnie przytuliła, objęłam ją i wyszeptałam
- Co ci powiedział?
- To koniec...słyszysz! To koniec - zalała się łzami
- Cii..nie trać nadziei, pamiętasz co powtarzałaś nam jak ojciec od nas odszedł..." Nie traćcie nadziei może wróci" Ty też nie trać nadziei jestem w połowie zbierania pieniędzy.. Uda się!
- Musi - odezwał się Damian
Spojrzałam na niego, miał łzy w oczach i wpatrywał się w sufit. Postanowiłam udać się do lekarza. Zapukałam do gabinetu i weszłam
- Dzień dobry przepraszam że przeszkadzam ale mam ważną sprawę
- Nie przeszkadzasz, wejdź proszę i mów
- Chodzi o Paulinę, chciałabym abyście wysłali ją na tą operację, a pieniądze dostarczę w najbliższym czasie. W przyszłym tygodniu jest koncert charytatywny dla niej i fundacja zbiera pieniądze - wyjaśniłam
- Jest Pani pewna? - spytał
- Tak, jestem.
- To w takim razie przygotujemy ją do przetransportowania do innego szpitala w którym odbywają się takie operację tylko jej rodzice muszą podpisać zgodę na transport i operację.
- Dobrze. Za chwilę zadzwonimy po jej tatę i się tutaj zjawi - odpowiedziałam i wyszłam.
Poprosiłam mamę o numer do ojca Pauliny i kazałam mu szybko przyjeżdżać. Obiecał że zjawi się jak tylko będzie mógł. Po krótkim czasie dołączyła do nas Zuza. Opowiedziałam jej wszystko z operacją Pauliny i w ogóle
- Jestem z ciebie dumna siostra - spojrzała na mnie i mnie przytuliła
- Pogodziłaś się z Konradem ? - spytałam po chwili
- Tak jakby - wyjaśniła
- Zuza proszę cię! Jak możesz się z kimś pogodzić tak jakby? Albo się pogodziłaś albo nie. Więc?
- I tak i nie. Pogodziłam się ale nadal mam do niego żal
- O co? O prawdę?
- Tak!
- Dobra nie pytam.
Po krótkiej wymianie zdań z sali Pauliny wyszedł lekarz. Jak na komendę wszyscy wstali z krzeseł i otoczyliśmy go. Powiedział że Paulina jest przygotowywana do transportu i że potrzebuje tylko zgody rodzica. Pozwolił nam wejść do niej tylko pojedynczo. Pierwszy poszedł Damian, później moja mama, Zuza no i na końcu ja. Oskar nie chciał wchodzić ale po krótkiej naradzie nas poszedł.

*oczami Oskara*
Nie chciałem tam wchodzić bo jej zbytnio nie znam no ale jak mnie namawiali to już pójdę. Chodź nie wydaje mi się żeby moje słowa jej pomogły. Wszedłem do sali i ujrzałem ją leżącą na łóżku i przypiętą do różnych maszyn. Przeraziłem się i chciałem wyjść ale mnie zauważyła więc musiałem pójść. Podszedłem i niepewnie zacząłem rozmowę.
- Cześć. Ty mnie możesz nie kojarzyć ale jestem bratem Damiana. Poznaliśmy się jak byłaś u Damiana.
- Tak pamiętam cię Oskar tak? - powiedziała ledwie słyszalnie
- Tak, tak. Nie wiem co miałbym ci powiedzieć bo cię prawię nie znam. Może tylko tyle żebyś się nie poddawała. Wiesz jak byłem na początku studiów to mój profesor powiedział mi taki mądry cytat "Wielką cnotą jest wiara i wielką cnotą jest miłość. ale nadzieja to jakby największa z nich. Do ostatka człowiekowi towarzyszy i podźwignie go i wyprowadzi. " Ty też o tym pamiętaj... - spojrzałem na nią miała łzy w oczach, podszedłem do niej i ją przytuliłem.
- Dziękuje. Będę pamiętać do ostatniej chwili mojego życia - wyszeptała zacisnęła uścisk.
- Muszę już iść bo szykują cie do transportu na operację
- Nie wierz skąd znalazły się pieniądze na operację - usłyszałem przy drzwiach
- Dowiesz się niebawem - oznajmiłem i wyszedłem
* Oczami Julki*
Oskar po długich namowach wszedł do sali. Gdy tylko zniknął za drzwiami na horyzoncie pojawił się tata Pauliny. Wyjaśniłam mu o co chodzi i poszedł do lekarza podpisać papierki. To jest głupotą żeby w takich chwilach najważniejsze były papierki no ale takie prawo.
Po podpisaniu papierków ostatni raz pożegnaliśmy się z Pauliną i helikopterem przetransportowali ją do szpitala w Warszawie na operację.

---------
Dzień dobry! Czy wchodzi tu ktoś jeszcze? Jeśli tak to odzywać się.
Zawitałam do was z nowym rozdziałem z racji tego że Kamil obchodzi dziś urodziny! (10.05) akurat w dzień mojego bierzmowania takie bum! No to Sto lat! Sto lat! Dla Kamila i żeby tworzył dalej taką muzykę!
Rozdział pisany na szybko więc przepraszam jak by były jakieś błędy i jak byłby nudny :)
Czytać i komentować! :)
Zapraszam również na nowy blog (znaczy nie nowy ale przeniesiony z bloga ) -->  http://milosc-tylko-ona-daje-nam-szczescie.blogspot.com/

1 komentarz: