niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 42 " Nie trać nadziei. Nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro! "

 " Jeśli masz taką możliwość Pomóż innym. 
Ciebie to nic nie kosztuje, a innym może sprawić
 dużo radości. Pamiętaj! "

Nareście w domu. Trzeba przyznać rację temu kto powiedział że w domu najlepiej. Pod blokiem byliśmy około godziny 5. Pożegnałam się, podziękowałam za koncert i podreptałam zmęczona do domu.Kamil obiecał że później przyjedzie. Wchodząc do domu myślałam że każdy będzie smacznie spał lecz się pomyliłam. W kuchni jak zwykle siedział nie kto inny jak Zuza. Postawiłam torbę w przedpokoju, zdjęłam skórę i buty i poszłam do kuchni.
- Cześć. Czemu nie śpisz? - zapytałam przytulając ją.
- Nie chcę, nie mogę nie wiem - rozpłakała się
- Cii... - głaskałam ją po głowie - spokojnie usiądź i powiedz co się stało ok?
Pokiwała głową więc usiadłam na przeciwko niej i nie naciskałam
- Jest jedna sprawa o której nie wiesz znaczy są dwie ale o tej pierwszej powinnaś wiedzieć. Była tu matka - ostatnie zdanie wypowiedziała ciszej
- Kto był? Po co? - zasypałam ją pytaniami
- Twierdzi że ta cała Paulina jest chora i chce się z nami pożegnać bo zostało jej dwa miesiące życia tak niby twierdzą lekarze ale ja tam w to nie wierze.
- A ta druga sprawa? - spojrzałam jej w oczy
- Pokłóciłam się z Konradem. Który wie jak zwykle najlepiej i twierdzi że powinnam się z nią spotkać bo ona teraz tego potrzebuje. A ja tam nie pójdę
- Zuza! Pokłóciłaś się z nim bo mówił ci prawdę - wkurzona podeszłam do okna
- Słucham? Czy ty bierzesz ich stronę?
- W tym momencie nie ma żadnych stron. Powinnyśmy tam pojechać i to zrobimy dziś popołudniu. - mówiąc to patrzyłam w okno, nie musiałam patrzeć na nią aby wiedzieć że jest zła
- Ja na pewno tam nie pojadę! Nie mam zamiaru udawać kochającej rodzinki
- Zachowujesz się jak gówniarz wiesz!? Ona ma 16 lat i za dwa miesiące może jej tu nie być. Wiesz jaki to szok dla niej! Co ty byś zrobiła jak byś była na jej miejscu. To chyba dobrze że chce odejść z czystym sumieniem. Jeśli ty tam nie pojedziesz trudno ja pojadę i nawet jak będę w stanie to pomogę! - opuściłam kuchnię
- Wielka pomocnica sie znalazła - usłyszałam w połowie drogi
- Wiesz co? - wróciłam się - Jesteś niesprawiedliwa w stosunku do niej bo to nie ty tam leżysz i nie ty umierasz. Ty jesteś zdrowa możesz cieszyć się życiem, a ona? Musi zostawić tu wszystko. Plany, marzenia, ojca którego kocha, naszą matkę która zastępowała jej rodzica - wyliczałam - przyjaciół i kto wie może nawet chłopaka. Jeśli chociaż tym jej pomogę to pojadę tam bo warto w takich chwilach komuś pomóc. Mnie nie zbawi posiedzieć tam u niej parę dni. Nikt nie każe Ci gadać z matką. Wystarczy że tam pojedziesz ale nie bo Zuza musi pokazać swój honor i nie może tam pojechać! - wygarnęłam wszystko co kumulowała się we mnie i wróciłam na górę zostawiając ją samą.
 ***

Po południu już byłam gotowa aby pojechać do szpitala.
- Ostatni raz pytam czy jedziesz? - skierowałam te słowa do Zuzy wielce naburmuszonej na cały świat. Nic nie odpowiedziała więc uznałam że nie i opuściłam mieszkanie. Wsiadłam do samochodu Przemka, uspokoiłam się i ruszyłam w kierunku szpitala. 
Wbiegłam do budynku i nawet nie zauważyłabym recepcji gdyby nie jedna z pielęgniarek która mnie zatrzymała
- Halo! Młoda damo, do kogo tak pędzisz ? 
- Yy młoda dziewczyna, 16 lat leży tutaj chora na raka Paulina - wymieniałam to co wiedziałam
- A nazwisko? - Tym mnie zaskoczyła
Szukałam w głowie ich nazwiska ale w nadmiarze emocji nie mogłam sobie przypomnieć
- Rudek? Tak Paulina Rusek !
- Jesteś kimś z rodziny?
- Jestem siostrą przyrodnią - ciężko mi to przeszło przez gardło
- Sala 218, drugie piętro - skinęłam jej głową i pobiegłam do windy.
Bez problemu odszukałam jej salę i stojąc przed drzwiami zastanawiałam się czy dobrze robię. Ale odwrotu już nie było. Nie mogłam przecież teraz się wycofać prawda? Zapukałam do drzwi i niepewnie je otworzyłam. W środku siedziała moja matka i ojczym.
- Dzień dobry - wysiliłam się na uśmiech
- Dzień dobry. Sama jesteś? - spytała mama
Nie miała ochoty z nią rozmawiać ale przecież nie będę się z nią kłócić
- Wypadło jej coś. Jak się czujesz? - zwróciłam się do Pauliny
- To my was zostawimy, chodź Aniu - odezwał się ojciec Pauliny i wraz z rodzicielką opuścili salę
- Dziękuje że przyszłaś. Nie musiałaś w końcu nawet mnie dobrze nie znasz. I odebrałam wam mamę - posmutniała
- Ej! Nie smutaj. Nie najważniejszy jest początek. Ważne że teraz możemy to zmienić - próbowałam dobierać słowa aby nie palnąć coś głupiego
- No mamy nie całe dwa miesiące jak nie krócej - z jej wykończonych chorobą oczu popłynęła łza. Otarłam ją i złapałam Paulinę za rękę
- Nie mów tak. Nie wiesz co może być juro. Choroba jest nieprzewidywana. W medycynie dzieją się cuda. Wiem że to może być głupia nadzieja. Ale pamiętaj że nawet najgłupsza nadzieja umiera ostatnia. Co mówią lekarze? - spoglądałam na nią
- Mówią że to poważna choroba i że na nią praktycznie nie ma lekarstwa. Można wykonać operację która jest strasznie droga, a nas na nią nie stać. Twoja mama nie dawno straciła pracę, a tata sam dużo nie uzbiera.
- Ile kosztuje ta operacja? - dopytywałam bo miałam pewien pomysł
- Nie wiem. Musisz porozmawiać z lekarzem
- Numer jego gabinetu? - podniosłam się z krzesła
- 180. Ale gdzie ty idziesz?
- Nic się nie martw, zaraz będę.
Wybiegłam na korytarz i w pośpiechu wyszukałam gabinet lekarza. Wbiegłam tam chyba nawet nie pukając. Mina jego była kosmiczna.
- Dzień doby Panie - przechyliłam głowę aby odczytać co pisze na plakietce - Panie Piotrze nazywam się Julia Kowalik i jestem starszą siostrą przyrodnią Pauliny Rudek. Proszę mi powiedzieć ile kosztuje jej operacja?
- Dzień dobry. Spokojnie, proszę usiąść i na wszystko pani odpowiem.



----------------
Cześć!
Jak myślicie Julka dobrze zrobiła jadąc tam? I kto wie jaki ma plan? ( nie ciężko się domyśleć) ;d
Co myślicie o zachowaniu Zuzy? 
Czytać, komentować :)
W zakładce " bohaterowie " pojawiła się twarz Pauliny :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz