Mimo tego że to nie ja przeżywałam teraz to co przeżywa Przemek to czułam ból. Małe ukucia w okolicy serca jak by ktoś pomału wbijał mi małe igiełki. Przemek był dla mnie kimś ważnym, jest moim bratem i jeśli by trzeba było oddałabym wszystko aby był szczęśliwy. Stałam w kuchni i gotowałam obiad. Zuza wróciła do domu i zajęła się Szymkiem. A Przemek? Dobre pytanie. Załamał się, od wyjścia Ani siedzi w salonie i nie interesuje go nic po za białą ścianą w którą wpatrywał się już od dobrej godziny. Ugotowałam zupę pomidorową i rozstawiłam talerze z nalaną zupą. Zuza zeszła z Szymkiem i zaczęła jeść
- Przemek obiad! - krzyknęłam z kuchni ale do niego nie docierały żadne słowa
- Przemek - podeszłam do niego - chodź coś zjeść - prosiłam go
- Nie jestem głodny - odparł dalej patrząc na ścianę
- I co tak teraz zamierzasz funkcjonować? Co z Szymkiem? Zostawiła cię i wiem że zadała ci ból ale pamiętaj że masz też syna. I mimo iż jego matka go zostawiła ty go nie opuszczaj - tłumaczyłam mu, z moich oczu pociekły łzy
- Przepraszam - oznajmił po chwili - masz rację. Mam o kogo walczyć i dla kogo żyć. Chodź - blado się do mnie uśmiechnął i wstał z kanapy łapiąc mnie za rękę i prowadząc do kuchni. Zasiedliśmy do stołu i przez dłuższą chwilę każdy był zajęty swoim światem i myślami. Najbardziej brakowało mi teraz Kamila. Chciałabym aby tu był, mocno mnie przytulił i powiedział że wszystko będzie dobrze mimo iż tak nie myśli. Z nasz wszystkich tylko Szymek się śmiał i gaworzył po swojemu. Nie rozumiałam Ani. Wiem że dziecko to duże poświęcenie i z wielu rzeczy trzeba zrezygnować ale też mogła o tym wcześniej pomyśleć, parę miesięcy temu. A skoro wtedy o tym nie pomyślała to teraz mogła nie zadawać tyle bólu i cierpienia. Wiem że mi się to nie uda ale będę się starać by chodź w połowie Szymek był szczęśliwy. Należy mu się to. Kto wie może kiedyś ktoś stanie na ich drodze ktoś kto pokocha ich bezgranicznie i na zawsze
- Dziewczyny chciałbym pojechać jutro do Gdyni - moje przemyślenia przerwał smutny głos Przemka - pojedzie któraś ze mną, nie chce jechać tam sam, a Kamila nie ma
- Konrad może z Tobą pojechać - oznajmiła Zuza karmiąc Szymka
- Nie chce mu przeszkadzać, a tym bardziej tłumaczyć co się stało - grzebał łyżką w zupie
- On i tak już dużo wie i zapewne nie będzie to dla niego problem - odparła przyglądając się Przemkowi
- Ok jak się zgodzi to spoko - odparł - Jula dzięki za obiad idę się położyć - odłożył talerz do zlewu i wyszedł. Pozbierałam resztę talerzy i wzięłam się za zmywanie
- Julka co teraz? - Zuza spytała niepewnie, przytulając Szymka
- Jak to co? Pomożemy mu i go wesprzemy tak jak on nas gdy mieliśmy problem - odparłam chodź w głębi sama co chwilę zadawałam sobie to pytanie
- Masz rację. Musimy mu pomóc tak jak on nam. Zadzwonię do Kondzia i się spytam czy pojedzie z nim jutro - odparła i odeszła od stołu, pokiwałam twierdząco głową i wróciłam do zmywania. Julka siedziała z małym w pokoju, Przemek zapewne leżał na łóżku wpatrując się w sufit. Postanowiłam wybrać się na świeże powietrze. Zaproponowałam Zuzi wyjście do parku z Szymkiem. Zgodziła się. Poszłam oznajmić Przemkowi że wychodzimy. Zapukałam cicho do drzwi i weszłam
- Idziemy z małym do parku. Idziesz z nami? - przystanęłam koło niego i czekałam na jakiś znak
- Nie zostanę. Dzięki że zajmujecie się Szymonem. Obiecuje że od jutra wam pomogę. Dziś muszę przemyśleć co zrobiłem źle - spojrzał na mnie smutnymi oczami
- Nie myśl tak. To nie twoja wina. Ona jest głupia bo wybrała karierę zamiast rodziny - chciałam go jakoś pocieszyć bynajmniej spróbować
- No cóż takie życie. Od jutra zaczynam nowy rozdział w życiu z Szymkiem. Możemy u was trochę pomieszkać nie chcę mieszkać już w Gdyni tutaj coś poszukam
- No pewnie. Możecie tu mieszkać ile chcecie. To także wasz dom. Dobra ja idę. Nie rób nic głupiego niedługo będziemy - dałam mu buziaka w policzek i odeszłam
- Jeszcze raz dziękuje - usłyszałam wychodząc z pokoju, uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
Wybraliśmy się nad jeziorko. Tam jest tak fajnie i kolorowo czasem aby słychać śmiechy i piski dzieci. Usiedliśmy na wolnej ławce, wzięłam Szymka na kolana i się z nim bawiłam
- Nie mogę już na niego patrzeć. Co ta dziewczyna z Nim zrobiła - odparła cicho Zuza opierając się i patrząc w niebo
- Niestety. Musimy się chyba przyzwyczaić że w naszej rodzinie nigdy nie będzie kolorowo - odparłam i spojrzałam w stronie ganiających się dzieci. Wśród tłumu ujrzałam tą słodką twarzyczkę była nią Maja gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła i biegła w moją stronę
- Dzień dobly - powiedziała to tak słodko że na mojej buzi pojawił się uśmiech, Zuza spojrzała na mnie i nie wiedziała o co chodzi
- Cześć słodziaku - zaśmiałam się - poznaj moją siostrę Zuza - wskazałam na zdezorientowaną Zuzę
- Cześć - uśmiechnęła się do małej i podała rękę którą Maja natychmiast uścisnęła - jak masz na imię?
- Maja - odparła z uśmiechem - to twój synek? - wskazała na Szymka
- Nie to mój bratanek - odparłam i się uśmiechnęłam
- Maja chodź nie przeszkadzaj paniom - podeszła do niej dziewczyna zapewne jej mama - przepraszam za nią
- Nic się nie stało. Ma pani fajną córeczkę - uśmiechnęłam się
- Dziękuje - odparła i odeszła
--------------
Mamy kolejny.
Dzięki wczorajszemu meczu naszej Reprezentacji w piłce Ręcznej ja dostałam wenę i napisałam kolejny rozdział ;)
Proszę o szczere komentarzy bo mam dużo wyświetleń, a komentarzy zaledwie po dwa.
Dla was to tylko 2-3 minuty a ja wiem że chociaż na serio ktoś to czyta.
Zapraszam również na naszą stronę aska i do zadawania pytań.
Zaglądam tam codziennie więc będę odpowiadać na pytania ;)
Jeśli chcecie się też czegoś dowiedzieć o mnie, o blogu, o opowiadaniu to właśnie tam kierujcie te pytania. http://ask.fm/Znaszmojeimieniehistorie
Mam nadzieję Zuza że ci pomogłam ;)
Pomogłaś, pomogłaś xDD
OdpowiedzUsuńNo tak to jeżeli dzisiaj będzie mecz z takimi emocjami jak wczoraj to mogę liczyć na nowy rozdział??? Rozdział jak zwykle fantastyczny . Uwielbiam.
OdpowiedzUsuń