poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 58 "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy."

 "Jedno słowo może zranić. 
Dwa słowa - doprowadzić do łez. 
Trzy słowa sprawią, że zwątpisz w sens życia. 
Ale to dopiero cisza zabija wszystko to, co najpiękniejsze."




Dni mijały bardzo szybko i samotnie. Praktycznie nie widywałam się z Kamilem. Wychodził rano wracał wieczorem ponieważ pracował nad nową płytą. Gdy wstawałam rano już go nie było. Jeszcze do tego jesień. Piękna pora roku ale i dołująca. Dziś tak jak zawsze wstałam o 7 żeby o 8 już być u Jowity. Gdy wyszłam z pokoju w salonie ktoś spał. Na kanapie leżeli Zuza z Konradem.
- A wy nie macie pokoju? - powiedziałam głośniej
- Nie umiesz ciszej gadać? - odezwała się Zuza
- Pytanie czy chce - odburknęłam
Weszłam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie, a później poszłam się ubrać. Założyłam standardowo rurki i koszulę. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Po 10 minutach stałam pod drzwiami Jowity i próbowałam opanować nerwy. Nie chciałam przy Mai być zła ponieważ wiem że jak by coś zrobiła nie tak to wybuchnę. Nacisnęłam dzwonek i po chwili przede mną stała Jowita.
- Hej, wejdź
- Hej - przywitałam się z nią całusem w policzek
- Jak tam? - uśmiechnęła się
- Tragicznie. Lepiej nie gadać. A u ciebie? - usiadłam na krzesełku
- Ej co się dzieje? - usiadła naprzeciwko mnie
- Wszystko się wali. Kamil od rana do wieczora siedzi w studiu. Pracują nas nową płytą. A już za tydzień jadą na koncert. Ja już tak nie mogę. Kocham go ale takiego chłopaka nie chce. Chce kogoś kto będzie przy mnie gdy tego będę potrzebować, a nie takiego którego czuje obecność tylko w nocy. On nie wie nic co dzieje się w moim życiu.
- Gadałaś z nim o tym?
- Nie mam kiedy. Jak wstaje jego już nie ma, a jak przychodzi to jest tak późno że ja już śpię.
- Oj Jula nie wiem co mam ci powiedzieć - przytuliła mnie - pogadaj z nim przy najbliższej okazji
I od nowa ten cały zamęt. Zostałam z Mają, mała się bawiła a ja rozmyślałam. Około 13 usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyszłam na korytarz był to Marcin
- A ty co tu robisz? - zdziwiłam się
- Skończyłem wcześniej pracę. Jesteś wolna, przejmuję opiekę nad tym szatanem - uśmiechnął się
- No ok to ja uciekam, pa - pożegnałam się i wyszłam.
Kroczyłam pomału do domu. Po drodze słuchałam ulubionych piosenek. Weszłam do domu jak zwykle pustka. Zuza wyszła na uczelnie, Kamil w studiu, a Kondziu pewnie u siebie. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w salonie. Włączając na jakiś program rozmyślałam nas całym moim związkiem. Niedługo potem ktoś wpadł do domu. Jak się okazało był to Kamil bo zapomniał tam czegoś. Wbiegł nawet mnie nie zauważając i pobiegł do sypialni.
- Kamil możemy pogadać? - stanęłam w drzwiach i patrzyłam jak przerzuca dosłownie cały pokój do góry nogami
- Julka nie teraz, pogadamy wieczorem ok? - nawet na mnie nie spojrzał
- Kiedy!? Wieczorem? Czyli o której. 22 czy 24? - zdenerwowałam się
- Oj nie przesadzaj dobrze wiesz że ciężko pracuje. Nie widziałaś tej kartki co miałem rozpisane koncerty ?
- Mam w dupie takie rozmowy rozumiesz!? Co mi z tego że pracujesz skoro nie czuje cię koło siebie? - uderzyłam pięścią w te papierki co przeglądał. - spójrz na mnie i powiedz czy wiesz co się u mnie dzieje?
- Tak wiem - spojrzał na mnie - pracujesz ciągle chyba o to ci chodziło?
- Ty na prawdę chcesz żebym pożałowała tego wszystkiego. Tych jebanych słów wypowiedzianych na przeprosiny, tego kawałka metalu na palcu święcącego i tego że ci wybaczyłam.? - wrzasnęłam na niego
- Do niczego cię nie zmuszałem. Chciałaś to wybaczyłaś i przyjęłaś pierścionek, jak nie chciałaś to po co przyjmowałaś!? Myślałem że jako moja dziewczyna będziesz mnie wspierać w pracy. Dobrze wiesz że się nie wysypiam i jestem zmęczony. A to tylko dlatego że zarabiam aby było nam dobrze i żebyśmy mieli idealny ślub. - zaczął krzyczeć.
- Myślisz że zależy mi na twoich pieniądzach!? Jeśli tak to jesteś cholernym idiotą. Mam w dupie twoje pieniądze. Wole mieć cichy ślub i tylko my dwoje niż jakiś ślub jak z bajki i zero narzeczonego w tygodniu. I właśnie przez ciebie zaczynam żałować wszystkiego - wykrzyczałam wszystko co chciałam i wyszłam. Poszłam do łazienki się uspokoić. To nie był ten sam Kamil. Kiedyś zrobiłby wszystko abym nie żałowała zaręczyn i by walczył, a teraz? Jest obojętny na wszystko. Nie obchodzi go nic, a w dodatku wypowiada takie słowa które mnie dziwią. Chwilę później wyszłam z łazienki. Schodząc na dół zorientowałam się że Kamila już nie ma. Nagle cały obraz zaszedł mi mgłą. Po omacku doszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Z moich oczu polały się łzy. Siedziałam tam chyba dość sługo bo kiedy się ocknęłam do domu wchodziła Zuza i Konrad. Gdy mnie ujrzeli od razu obydwoje było koło mnie.
- Julka co się stało?
- Powiedz coś ! - odezwał się Konrad
- Co ci mam powiedzieć!? Że masz brata kretyna? Że nie zależy mu na mnie i na naszych zaręczynach? Czy skłamać że jest wszystko ok a do oka wleciała mi tylko muszka? - spojrzałam na niego zapłakana
- O czym ty mówisz?
- To co słyszałeś. Próbowałam się z nim dziś dogadać. Pokłóciliśmy się i powiedział mi że jak nie chciałam to mogłam nie przyjmować pierścionka. - wykrzyczałam wszystko i wstałam lecz chyba za szybko bo zachwiało mną, w ostatniej chwili złapał mnie Konrad
- Jadłaś coś dziś? - spytała się Zuza
- Nie mam czasu. Muszę zarabiać abyśmy mieli cudowny ślub - naśladowałam Kamila
- Zabije go! - Konrad wkurzony wstał z kanapy
- Konrad! Gdzie idziesz? - krzyknęła Zuza
- Do studia. Muszę mu przemówić do głowy.
- Nie rób nic! - odwróciłam się, spojrzał na mnie - po co? Dla niego wszystko jest obojętne. Liczy się płyta, koncerty i to wszystko.
Zuzie udało się przekonać Konrada aby zostawił wszystko tak jak jest. W końcu jego brat jest pełnoletni i sam bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Gdy się uspokoiłam zadzwoniłam do Oskara. Poprosiłam go aby przyjechał do mnie. Dokładnie po 10 minutach był u mnie. Pogadałam z nim chwilę i poprosiłam aby przenocował mnie jedną noc. Nie chciałam zostawać w domu, a Jowicie nie będę się zwalać na głowę. Zgodził się od razu nie słuchając argumentów. Zabrałam potrzebne rzeczy i wyszłam z domu. Zuzie powiedziałam że wychodzę i nocuje poza domem. U Oskara zamówiliśmy sobie pizze i siedliśmy w salonie. Do późna rozmawialiśmy o wszystkim. Z Oskarem mogłam pogadać o wszystkim i wiedziałam że mnie wysłucha. Około 4 położyliśmy się spać. Ja u Oskara bo się uparł, a on w salonie.



---------
Witam ;3
Przepraszam że tak późno ale mam za dużo obowiązków i nie mam czasu.
Dziękuje tym co są ze mną nadal i wiem że jest was niewiele.
Za wszystkie błędy przepraszam.

2 komentarze:

  1. Rozdział genialny. <3
    Nareszcie go dodałaś, tak długo czekałam ;)) Ci najwierniejsi z Tobą zostaną ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie ! :D
    Cudowny :D Szybko kolejny :-)

    OdpowiedzUsuń