czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 57 " Lubię kiedy nazywa mnie swoją, bo to fakt, jestem Jego"

 "Otulony jej spojrzeniem, podniósł głowę ku niebu.
By podziękować Bogu, że spotkał tak wspaniałą dziewczynę jak Ona"






Następnego dnia Kamil obudził mnie całusem w usta. Otworzyłam pomału oczy i się uśmiechnęłam
- wstawaj kochanie - uśmiechnął się
- Jeszcze 5 minut - przeciągnęłam się
- Nie, nie, nie. Teraz. Ubierz się ja pójdę zrobić ci śniadanie, a później wyruszamy na wycieczkę. Więc nie marudź tylko wstawaj.
- Na jaką wycieczkę? Ja do pracy muszę iść - wymamrotałam
- Nie musisz, dzwoniłem i załatwiłem wolne - zaśmiał się - wstawaj.
Wyszedł z sypialni, spojrzałam na drzwi i pokręciłam głową.
- Wariat no wariat - wyszeptałam i zwlokłam się z łóżka.
- Ale co mam ubrać? Gdzie jedziemy ? - krzyknęłam
- Coś ciepłego. Bo pogoda jest nie bardzo.
Założyłam rurki, sweterek i adidasy. Uczesałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Naszykowane było już śniadanie, Kamil siedział przy stole i czekał na mnie. Uśmiechnęłam się i zasiadłam do stołu. Szybko zjedliśmy śniadanie, po śniadaniu wzięłam torebkę i od razu ruszyliśmy w drogę. Z racji tego że Kamil mnie obudził, w samochodzie w połowie drogi zasnęłam. Obudziłam się jak byliśmy już na miejscu. Rozejrzałam się, dookoła były lasy i jakieś pagórki, a w oddali było widać góry.
- Kamil gdzie my jesteśmy ? - spojrzałam na swojego chłopaka
- Jesteśmy w górach u moich dziadków. - uśmiechnął się
- Zwariowałeś!? Było mi powiedzieć że jedziemy do twoich dziadków.
- Ale kochanie spokojnie, Pięknie wyglądasz, chodź.
Wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się w kierunku drzwi. W głębi siebie trochę się bałam tego spotkania. Kamil nacisnął białą puszkę, która wydała dźwięk i już po chwili przed nami pojawiła się babcia Kamila.
- Wnusiu jak ja cię długo nie widziałam - powiedziała radośnie i przytuliła się do Kamila - a ty to pewnie Julka tak? Kamil dużo nam opowiadał.
- Tak to ja, dzień dobry - przywitałam się
- No wejdźcie do środka, bo pogoda dziś nie ładna.
Weszliśmy, zdjęliśmy buty i poszliśmy do salonu. Tam siedział dziadek Kamila i Paulina siostra cioteczna Kamila. Przywitałam się z każdym. Dziadek Kamila od razu zaczął z nami rozmawiać. Czas u dziadków Kamila zleciał nam szybko ale było fajnie. Dziadkowie Kamila to przesympatyczni ludzie z poczuciem humoru. Wieczorkiem musieliśmy wracać do domu ale obiecaliśmy że niebawem ich odwiedzimy. Za nim pojechaliśmy do domu Kamil zabrał mnie nad jeziorko gdzie przychodził jak był tutaj na wakacjach. Stanęłam na podeście i spojrzałam w górę.
- Kochanie? - przytulił się do mnie
- Tak? - odwróciłam się w jego stronę.
- Bo wiem że w ostatnim czasie narobiłem głupstw i - chciałam przerwać - nie przerywaj, narobiłem głupstw i jestem kretynem bo nie walczyłem o ciebie kiedy była okazja ale cieszę się że mi wybaczyłaś. I nie będę wymyślał jakiś przemówień bo nie o to tu chodzi ale - wyjął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął przede mną - uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją żoną?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, łzy napłynęły mi do oczu, zakryłam twarz ręką i pokiwałam głową.
- Tak wariacie - wyszeptałam.
Przytuliłam się do niego i wtedy łzy wypłynęły z moich oczu.
- Nie płacz głuptasie - Kamil tulił mnie do siebie i głaskał po głowie.
Założył mi pierścionek na odpowiedni palec i wróciliśmy do auta. Przez połowę drogi co chwilę zerkałam na to małe cudeńko błyszczące na mojej dłoni.
Gdy dojechaliśmy prawie że od razu padłam spać. Kamil również. Byliśmy zmęczeni tą podróżą.
***
Rano od nowa przywitała nas codzienność. Ja od rana w pracy, Kamil nagrywanie piosenek, tworzenie, koncerty i tak na około. Prawie nigdy nie było go w domu. Zazwyczaj przychodził wieczorem i był zmęczony. Ale takie było życie dziewczyny znanego piosenkarza. Pewnego dnia gdy byłam w pracy i siedziałam z Mają w parku podeszły do mnie dwie dziewczyny w wieku 14 - 15 lat.
- Cześć. Ty jesteś dziewczyną Kamila Bednarka? - spytała jedna z nich
- Tak to ja. Ale jeśli chcecie jego autograf, zdjęcie czy cokolwiek to nie mam. - spojrzałam na nich
Już nie pierwszy raz było tak że dziewczyny podchodziły i pytały czy nie mam jego zdjęć czy autografów. Było to dla mnie dziwne. Po co miałabym nosić zdjęcia z autografami mojego chłopaka i jeszcze je rozdawać.
- Nie chcemy autografów chcieliśmy tylko porozmawiać ale ok - odeszły.
- Zaczekajcie. - zatrzymały się - przepraszam że jestem niemiła ale już dużo osób prosiło mnie abym dała im zdjęcie jego i tym podobne. Siadajcie jak chcecie - zrobiłam im miejsce, usiadły obok mnie
- Jak wakacje lecą? - zaczęłam rozmowę i nawet nie wiedziałam o czym chciały porozmawiać,
- Trochę szybko. - odpowiedziała blondynka
- A o czym chciałyście ze mną porozmawiać? - zaciekawiłam się
- Jak to jest być dziewczyną znanego piosenkarza?
Dziewczyny zadawały masę pytań, a ja z chęcią na nie odpowiadałam. Były całkiem inne niż pozostałe fanki Kamila. Do tej pory każdy pchał się z butami w nasze życie prywatne, a one wypytywały raczej o zamiary Kamila. O trasy, koncerty, płytę. Polubiłam je. Niestety o 15 musiałam się z nimi pożegnać ponieważ musiałam wracać z Mają do domu bo Jowita niedługo wracała z pracy. Maja bawiła się w salonie, a ja na szybko przygotowałam spaghetti. Gdy Jowita wróciła do domu, opowiedziałam jej o spotkaniu dziewczyn, trochę jeszcze porozmawialiśmy o sprawach prywatnych i wróciłam do domu. Myślałam że jak zawsze zastanie mnie pustka w domu ale gdy wróciłam usłyszałam jak ktoś płacze. Nie mogła to być Kornelia bo wyjechali z Przemkiem i małym na wakacje więc było to jasne że to Zuza. Rzuciłam torbę w kont, zdjęłam buty i od razu pobiegłam na górę. Zuza siedziała w łazience, zamknięta.
- Zuza co się dzieję. Słyszysz! Otwórz drzwi - uderzałam pięścią w drzwi.
- Zostaw mnie! - krzyknęła
- Zuza nie denerwuj mnie i otwórz te drzwi - zero reakcji - Zuza do cholery!
usłyszałam jak się podnosi i po chwili otworzyła drzwi. Weszłam do środka i spojrzałam na nią. Ponownie usiadła pod ścianą i się skuliła. Była cała zapłakana.
- Co się stało? - kucnęłam przed nią
- Zrobiłam coś głupiego, cholera! ?Jak mogłam
- Ale co zrobiłaś?
- No bo od paru dni ciągle kłóciłam się z Konradem. Powiedział mi ostatnio że jestem nieznośna to powiedziałam mu że jak mu nie pasuje to może odejść i od tamtej pory się nie odzywa. To koniec. - wyszeptała i ponownie zaczęła płakać. Próbowałam ją uspokoić ale było to niemożliwe. Po godzinie spędzonej w łazience namówiłam ją aby poszła się położyć. Ona podreptała do swojego pokoju, a ja w tym czasie zadzwoniłam do Konrada. Kazałam mu natychmiast przyjechać.
- Konrad co wy wyprawiacie! - spytałam gdy już się pojawił u nas
- Nic. To zwykła kłótnia jak w każdym związku - odpowiedział obojętnie.
- Zwykła kłótnia. To możesz mi wyjaśnić dlaczego ona dziś przez dobrą godzinę ryczała przez Ciebie, a w dodatku powiedziała że z wami koniec ? - spojrzałam na niego
- Co ty pieprzysz? Jaki koniec? Pokłóciliśmy się fakt i powiedziała że jak chce to mogę odejść ale tego nie zrobiłem bo ją kocham. Nie odejdę od niej z byle jakiej kłótni. Idę do niej - nie zdążyłam go zatrzymać bo gdy chciałam się odezwać jego już nie było. Pokręciłam głową i udałam się do siebie. Nie wiem kiedy zasnęłam.


-------------
Rozdział taki sobie, ale to zawsze coś.
Komentujcie i czytajcie <3

4 komentarze:

  1. Nareszcie jest :D
    Podoba mi sie :)
    Ciekawe co bedzie dalej??
    Ahh ten Kondzio :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest super :D
    Kiedy kolejny .?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie <3
    Zapraszam do mnie reggrap. bloog.pl
    Pozdrawiam Sylwia

    OdpowiedzUsuń